za dużo Polaka, za mało Dzikiego Zachodu
„Eldorado” Arkadego Saulskiego to książka, która zaczyna się od dość prostego założenia: Chciałbym napisać western, ale... nie do końca potrafię oderwać się od moich korzeni. I to widać. O ile na pierwszy rzut oka książka wygląda jak klasyczny western, to przy czytaniu wyraźnie widać, że to polski western, pełen motywów, które w klasycznym amerykańskim westernie są już tak przeruchane, że ciul. Stawicki, główny bohater, nie tyle strzela z rewolweru, ile spisuje testament na wypadek, gdyby przyszło mu zginąć w imię honoru. I chociaż Polacy byli znani z martylogi, to w tym przypadku „Polskość” Stawickiego aż za bardzo przebija się przez charakterystyczny klimat Dzikiego Zachodu. Pierdolona martyrologia.
Problem jest taki, że z jednej strony autor chce trzymać się klasyki: kurzu, piasku, ostrych rewolwerowców i morderczych bandytów. Ale z drugiej strony czuć w tej książce „patriotyzm” tak silnie, że zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem Stawicki nie wolałby zająć się obroną polskiej wsi, niż walczyć z bandytami w miasteczku Elizabeth. Jest w tym coś trochę nieznośnego, bo zamiast surowych, zimnych twardzieli, mamy bohatera, który zamiast strzelać, pisze wiersze o ojczyźnie.
Akcja, akcja, akcja… gdzie ona jest?
Załóżmy, że chcesz wciągnąć się w książkę o Dzikim Zachodzie, pełną zaciętych pojedynków, zdrad i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. „Eldorado” obiecuje Ci właśnie to. Tylko problem w tym, że nie spełnia tej obietnicy. Akcja jest szybka, ale... jakby ciągle brakuje jej tempa. W tej książce czuć raczej strefę komfortu autora, który nie chciał się rzucić w prawdziwy amerykański błotnisty wir walki, tylko trochę sobie posiedział w cieniu, czekając, aż bohaterowie poszukają sensu w tym wszystkim. Zamiast szybciej rozwijać wydarzenia, to co chwila zaskakują nas retrospekcjami, które zmieniają dynamikę, zamiast ją podkręcać. Co z tego, że scena wytoczenia rewolwerów wygląda klasycznie, skoro zamiast błyskawicznego pojedynku, mamy krótkie moralizowanie o losie człowieka?
Chciałbym powiedzieć, że książka jest szybka i porywająca. Niestety, więcej w niej martwych chwil niż w starym filmie przyrodniczym.
Bohaterowie klasyka z polskim akcentem
Dobra, przejdźmy do bohaterów. Kiedy myślę o klasycznym westernowym twardzielu, wyobrażam sobie faceta, który nie boi się brudnej roboty, nie rozmyśla nad moralnością, a po prostu działa. Tymczasem Stawicki to postać, która w „Eldorado” wygląda trochę jak gość, który zapomniał się ubrać w swoje najlepsze buty do bohaterskich czynów. Zamiast widoku gościa, który myśli tylko o jednym wyciągnięciu rewolweru i zlikwidowaniu zagrożenia mamy coś, co przypomina bardziej rozterki polskiego oficera z okresu powstania styczniowego. Jest odwaga, ale nie ma prawdziwej brawury. Stawicki ostatecznie bardziej przejmuje się swoją misją „bycia bohaterem” niż tym, co naprawdę trzeba zrobić.
Pozostali bohaterowie? No cóż, są jak z podręcznika. Bandytów, którzy zabijają na lewo i prawo, szeryfów, którzy są niczym pełni honoru wojownicy, ale zbyt często myślą o przyszłości. Nawet te mordercze sceny, które miałyby dodać książce nieco klimatu, tracą na wiarygodności, bo żaden z bohaterów nie budzi w czytelniku prawdziwego napięcia. Zamiast emocjonalnych więzi, mamy wręcz... apatię. Zgadnijcie, kto przeżyje, zgadnijcie, kto nie przeżyje. Jeśli się mylicie, to wasza wina, bo nie zostaliście wciągnięci w świat tej książki.
Mocna historia, której brakuje głębi
Chociaż książka zaskakuje brutalnością, jest to brutalność, która nie wynika z fabuły, ale z klimatu. Choć autor nie oszczędza swoich bohaterów i wlewa w tę opowieść sporą dawkę krwi, nie ma tu prawdziwego ładunku emocjonalnego. Postacie są raczej tłem dla tematu, niż pełnoprawnymi bohaterami, z którymi można się utożsamić. Jeśli mówimy o walce o przetrwanie, to coś się w tej książce wydarza, ale brakuje tej iskry, która każe ci trzymać kciuki za bohaterów. Chciałbym poczuć, że Stawicki nie tylko walczy o życie, ale o coś większego o przetrwanie swojego honoru, ojczyzny, wizerunku. Niestety, „Eldorado” daje mi wrażenie, że większym wrogiem bohaterów nie są bandyci, ale jakieś niekończące się powroty do polskiego patriotyzmu.
Western bez westernowego oddechu
Mimo całej tej polskiej otoczki i krwi, „Eldorado” to bardzo klasyczny western. Jeśli ktoś szuka w nim arcydzieła, które zmieni sposób patrzenia na ten gatunek rozczaruje się. Ale jeśli ktoś chce się poczuć jak na klasycznej wędrówce przez Dziką Amerykę, a jednocześnie po prostu poczuć trochę smutku na temat polskości w kontekście bohaterstwa „Eldorado” spełni swoje zadanie.
To nie jest najlepsza książka Saulskiego, ale jest to książka, która pokazuje, że jeśli już nie ma fantastycznej, to może lepiej skupić się na innej wersji historii. To polski western i w tym właśnie leży jego największa wada... Szkoda, że zabrakło tej prawdziwej esencji westernu.
2.5/5