„Jasnowłosa dziewczyna uśmiecha się do aparatu, dając mi nadzieję, że kiedyś będzie dobrze. Jedyne co mogę zrobić, to naiwnie wierzyć w to, że kiedyś znów się spotkamy.”
Czy miłość dla osoby ze schizofrenią może być trudna? Tak — to ten rodzaj uczuć, który nie zna prostych dróg. Dla kogoś, kto czasem gubi się we własnych myślach, miłość bywa jak światło przebijające się przez mgłę: nie zawsze wyraźne, ale zawsze potrzebne. To uczucie, które potrafi przerażać swoją intensywnością, a jednocześnie dawać ukojenie, jak dotyk dłoni w chwili ciszy. Kochać, mając schizofrenię, to jak wierzyć, że mimo chaosu w głowie, serce wciąż potrafi bić dla kogoś drugiego — mocno, prawdziwie, po swojemu.
Max i Elodie mają za sobą szereg bolesnych doświadczeń, które odcisnęły piętno na ich relacji. Zniknięcie Elodie było dla Maxa ciosem, który złamał go bardziej, niż kiedykolwiek chciałby przyznać. Nagle zabrakło jej głosu, jej obecności, spojrzenia — wszystkiego, co trzymało go w równowadze. Z każdym dniem jej nieobecności pękało w nim coś jeszcze. A mimo to, wciąż miał nadzieję, że któregoś dnia znów usłyszy, jak wypowiada jego imię.
Rok temu, pewnego zwyczajnego dnia, Elodie zniknęła — bez pożegnania, bez wyjaśnień. Zostawiła po sobie jedynie jednego smsa. Kilka słów, które zmieniły życie Maksymiliana na zawsze. Ich miłość była czymś więcej niż uczuciem — była historią pisaną od dziecka, splecioną wspólnymi wspomnieniami, chwilami, które znały tylko ich dwa serca. Byli sąsiadami, przyjaciółmi, aż w końcu stali się wszystkim dla siebie.
Kiedy Max usłyszał diagnozę, Elodie nie uciekła. Przeciwnie — zbliżyli się jeszcze bardziej, jakby każda trudność cementowała ich związek. Dlatego jej nagłe zniknięcie bolało tak mocno. Zostawiła po sobie pustkę, ciszę, która zdawała się krzyczeć w każdym kącie jego codzienności.Minął długi, samotny rok. Aż pewnego wieczoru Max spojrzał w stronę znanego od lat okna. Paliło się w nim światło. Światło w pokoju Elodie. Serce w nim zamarło, a w głowie zawisło tysiąc pytań. Wróciła? Dlaczego teraz? Dlaczego w ogóle odeszła?
I wtedy ją zobaczył — przez szybę. Tę samą Elodie, choć jakby starszą, dojrzalszą. Na jej palcu błyszczał pierścionek zaręczynowy.
Złość. Smutek. Tęsknota. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Max poczuł, jak coś w nim pęka po raz kolejny. Nie potrafił pojąć, jak mogła odejść, zostawić go w tamtym najtrudniejszym momencie… a teraz wrócić jako narzeczona innego mężczyzny. Czy cokolwiek z tego, co mieli, było prawdziwe? A może po prostu nie był wystarczający, nawet dla niej.
Ta książka pokazała mi, jak ogromną siłę ma miłość — jak potrafi zmieniać człowieka, łagodzić lęki, dawać nadzieję tam, gdzie wydawało się, że już jej nie ma. Ukazała również, jak trudną i niezrozumianą chorobą jest schizofrenia. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, z czym osoby zmagające się z nią muszą walczyć każdego dnia — nie tylko z własnym umysłem, ale i z niezrozumieniem otoczenia.
Jestem wzruszona i pełna podziwu, z jaką wrażliwością i fachowością autorka podeszła do tego tematu. Wielkie brawa i ukłony w Twoją stronę, Jeder — stworzyłaś historię, która zostaje z czytelnikiem na długo. Bywały momenty, w których gubiłam się w domysłach, a za chwilę przychodziło zaskoczenie. Emocje, które mi towarzyszyły, były prawdziwe, intensywne, poruszające.
Autorka nie tylko pokazała złożoność choroby, ale też miłość — taką, o jakiej wielu dziś zapomniało: wymagającą, ale prawdziwą, piękną mimo trudności. Czytało mi się tę książkę wspaniale — z zapartym tchem brnęłam przez kolejne rozdziały, nie mogąc się oderwać. Jestem dumna, że mogłam objąć tę powieść patronatem. Dziękuję za tę podróż pełną emocji i prawdy.
Książka porusza takie tematy jak: schizofrenia, sąsiedzi, pierwsza miłość, zazdrość, malarstwo, przemoc, utrata bliskiej osoby, blizny przeszłości, toksyczny eks.