Choć wszyscy ostrzegali Vedię Parker przed Reiganem „Scarem” Varneyem, ona i tak wpadła w zastawioną przez niego pułapkę. Spodziewała się po nim najgorszego, a jednak świadomie pozwoliła mu się wykorzystać. Wystawione na próbę i zawiedzione zaufanie bardzo trudno odbudować, ale Vedia wie, że bez Scara nie ma szans na przetrwanie.
Kiedy przeszłość próbuje złapać Vedię w swoje szpony, a dwóch niebezpiecznych mężczyzn pragnie jej tylko dla siebie, wyłącznie Scar może ją ocalić. Układ między nimi nadal obowiązuje, ale coś się zmieniło. Niespodziewanie w ich relację wkrada się nić sympatii, której zupełnie nie planowali. Vedia zawzięcie broni się przed napierającym uczuciem. Układ ze Scarem jest satysfakcjonujący, lecz jak poprzestać na przyjaźni, kiedy pojawia się namiastka czegoś więcej…
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
⟢ 𝐏𝐨 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐮 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐞𝐠𝐨 𝐭𝐨𝐦𝐮 𝐨𝐝 𝐫𝐚𝐳𝐮 𝐳𝐚𝐛𝐫𝐚ł𝐚𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐳𝐚 𝐭𝐞𝐧. Nie wiedziałam, co 𝑴𝒐𝒏𝒊𝒌𝒂 w nim „𝐨𝐝𝐰𝐚𝐥𝐢”, ale byłam pewna, że będzie się działo – zwłaszcza po takiej końcówce! Po lekturze drugiego tomu z czystym sercem nie potrafię stwierdzić, który był lepszy. Oba były świetne i nie wiem, który podobał mi się bardziej.
⟢ Myślałam, że po wydarzeniach z pierwszej części nic mnie już nie zaskoczy. No cóż – myliłam się. Nie wiedziałam, co się dzieje, serio. W tej książce naprawdę dużo się dzieje – pojawiają się nowe postacie, których kompletnie się nie spodziewałam, są wzmianki o moich ulubionych bohaterach z książek 𝑭𝒐𝒓𝒕𝒖𝒏𝒚 i… 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐩𝐚𝐝ł𝐚𝐦. 𝐓𝐨𝐭𝐚𝐥𝐧𝐢𝐞.
⟢ 𝑨𝒅𝒅𝒊𝒄𝒕𝒊𝒐𝒏. 𝑶 𝒌𝒓𝒐𝒌 𝒃𝒍𝒊𝒛̇𝒆𝒋 𝒔́𝒘𝒊𝒂𝒕𝑰𝒂 opowiada o dalszych losach 𝑹𝒆𝒊𝒈𝒂𝒏𝒂 i 𝑽𝒆𝒅𝒊𝒊 – 𝐧𝐚𝐬𝐳𝐞𝐣 𝐮𝐥𝐮𝐛𝐢𝐨𝐧𝐞𝐣 𝐩𝐚𝐫𝐲 𝐩𝐨𝐩𝐚𝐩𝐫𝐚𝐧́𝐜𝐨́𝐰. Dziewczyna, która jest jedną z najbardziej upartych osób, jakie znam. I chłopak, który się boi.
⟢ Co ciekawe – spodziewałam się, że to 𝑹𝒆𝒂𝒈𝒂𝒏 będzie tym „𝐜𝐫𝐚𝐳𝐲”, że to on będzie dominujący, stanowczy, że to on postawi granice. 𝐀 𝐭𝐮 𝐧𝐢𝐞𝐬𝐩𝐨𝐝𝐳𝐢𝐚𝐧𝐤𝐚 – 𝑽𝒆𝒅𝒊𝒂 𝐦𝐚 𝐜𝐚ł𝐚̨ 𝐰ł𝐚𝐝𝐳𝐞̨. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak zawzięta. Ale wiem jedno: jeśli ta dziewczyna ma cel, to dojdzie do niego nawet po trupach.
⟢ 𝐃𝐫𝐮𝐠𝐢 𝐭𝐨𝐦 𝐝𝐲𝐥𝐨𝐠𝐢𝐢 𝑨𝒅𝒅𝒊𝒄𝒕𝒊𝒐𝒏 𝐩𝐨𝐤𝐚𝐳𝐮𝐣𝐞 𝐧𝐚𝐦 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰 𝐳 𝐳𝐮𝐩𝐞ł𝐧𝐢𝐞 𝐢𝐧𝐧𝐞𝐣 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧𝐲. Poznajemy ich lepiej, widzimy ich drugie oblicza, dostajemy odpowiedzi. Padają w końcu wszystkie tajemnice – te, które były ukrywane latami.
⟢ 𝐖𝐢𝐝𝐳𝐢𝐦𝐲 𝐭𝐞𝐳̇, 𝐣𝐚𝐤𝐢𝐦𝐢 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐚𝐦𝐢 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐤𝐢𝐞𝐫𝐮𝐣𝐚̨. Już niczego nie ukrywają – wiedzą, że prawda i tak wyjdzie na jaw. Poznajemy ich motywacje, widzimy, dlaczego postępowali tak, a nie inaczej. I właśnie to sprawia, że historia staje się jeszcze bardziej emocjonalna.
⟢ 𝐑𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐦𝐢𝐞̨𝐝𝐳𝐲 𝐧𝐢𝐦𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐤𝐫𝐞̨𝐜𝐚 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐦𝐨𝐜𝐧𝐢𝐞𝐣. Ale tym razem nie opiera się już tylko na seksie – 𝐭𝐞𝐫𝐚𝐳 𝐰𝐜𝐡𝐨𝐝𝐳𝐚̨ 𝐰 𝐠𝐫𝐞̨ 𝐮𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐚. Prawdziwe, głębokie. Takie, których nie da się już dłużej wypierać.
⟢ Już wiem, że książki 𝑭𝒐𝒓𝒕𝒖𝒏𝒚 są dla mnie czymś wyjątkowym. Nie ma znaczenia, o czym napisze – ja i tak przepadnę. Nie wiem, jak ona to robi, ale to działa. Mogę to udowodnić tym, jak mocno zakochałam się w 𝑨𝒅𝒅𝒊𝒄𝒕𝒊𝒐𝒏 – w tej relacji, w tej więzi między dwójką ludzi, którzy są dla siebie wszystkim i bez siebie nie potrafią żyć.
⟢ 𝐒𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐳𝐲ł𝐚𝐦 𝐭𝐞 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢 𝐣𝐮𝐳̇ 𝐤𝐢𝐥𝐤𝐚 𝐝𝐧𝐢 𝐭𝐞𝐦𝐮, 𝐚 𝐝𝐚𝐥𝐞𝐣 𝐨 𝐧𝐢𝐜𝐡 𝐦𝐲𝐬́𝐥𝐞̨. Myślę o tym, co się wydarzyło, co by było, gdyby się nie spotkali. 𝑨𝒅𝒅𝒊𝒄𝒕𝒊𝒐𝒏 zostanie ze mną na długo. Na bardzo długo.
Nie wiem, czy istnieją słowa, które dobrze oddałyby to, co ta dylogia ze mną zrobiła. „Addiction” to jedna z tych historii, które są tak absurdalne i szalone że aż genialne. Nie jest to książka dla każdego, ale jeśli lubicie pokręcone fabuły, które balansują na granicy chaosu i geniuszu – to ta książka zdecydowanie jest dla Was.
Obie części trzymają równy, mocny poziom. To nie jest jedna z tych historii, które rozwadniają się po pierwszym tomie – tutaj z każdą stroną robi się tylko bardziej intensywnie. A zakończenie? Nadal dochodzę do siebie.
Monika po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać wszystko. Od młodzieżówek, przez Spice romanse, aż po naprawdę pokręcone dark romanse – i za każdym razem robi to dobrze. Ale to, co zrobiła w Addiction, idzie jeszcze dalej – zachwyciło mnie to, jak głęboko weszła w psychologię postaci. Każda emocja, każde zachowanie, każde złamanie miało sens i było osadzone w ich przeżyciach. Te postacie nie są płaskie, czytając o nich czujemy się jakby naprawdę istnieli bo to co przeszywają jest tak dobrze opisane.
Jeśli szukasz czegoś innego, czegoś, co wywoła motyle w brzuchu, złość, rozdarcie i zachwyt jednocześnie – zdecydowanie polecam wam sięgnąć po Addiction
Skończyłam czytać dylogię Addiction i 2 tom zdecydowanie bardziej mi się podobał mi 1, ale co nie zmienia faktu że cała historia mega mi się podobała i dawała mi vibe takiego powrotu do korzeni mojego czytelnictwa i ogólnie w jakiś sposób utożsamiam się z tym bohaterami co bardzo mi się podobało, ogólnie bardzo polecam
Dylogia Addiction od @fortunateem to jedno z moich ostatnich pozytywnych odkryć – nie spodziewałam się tutaj aż takich emocji i… dobrej zabawy, po prostu. Co samo w sobie jest już dość zaskakujące, bo jednak jest to dark romans, ale taki, wiecie… o krok bliżej światła.
I nie zrozumcie mnie źle – cała historia jest przesycona mrokiem, niebezpieczeństwem i tajemnicą, ale jest też przy tym… lekka, zabawna i nieco cringe’owa. Takie połączenie, wbrew pozorom, naprawdę fajnie zagrało i ja, jako nie-fanka darków, świetnie się przy tym bawiłam. Obie części pochłonęłam w zawrotnym tempie, bo ciężko było mi odłożyć książkę na dłużej, ale nie zabrakło też takich momentów, kiedy potrzebowałam zrobić przerwę na dłuższy oddech.
Szczególnie wtedy, gdy skończyła się pierwsza część.
Jeżeli chodzi o tę kontynuację, miałam mnóstwo teorii w głowie i nadzieję, że żadna z nich się nie sprawdzi. Na szczęście Monika trochę oszczędziła nasze serca (Vedii i Reigana też) i początek nie jest aż tak dramatyczny, na jaki się zapowiadał. Można odetchnąć, ale czy na długo?
Hmmm… To chyba wystarczająca odpowiedź.
Co mnie najbardziej ujęło w Addiction? Relacja głównych bohaterów. Wątek romantyczny jest zdecydowanie najmocniejszą stroną tej historii i to nie tylko dlatego, że opiera się na nim większa część fabuły. Według mnie sztuką jest napisanie w darku takiego romansu, który pomimo swojej t0ksyczności i mroku będzie czymś głębokim, intensywnym i… wartym trzymania kciuków za bohaterów. Bo czasem relacje nie muszą być piękne i słodkie, żeby być prawdziwe.
Żeby być idealne takie, jakie są.
„Nie chcę cię ocalić, chcę cię zrozumieć.”
Zarówno Vedia, jak i Reigan, to bardzo skomplikowane postaci i każde z nich ma swoje własne dem0ny. Ich zachowania nie są w żaden sposób idealizowane ani romantyzowane przez autorkę – jest to po prostu historia dwojga złamanych i zagubionych osób, które do listy swoich uzależnień mogą dopisać… siebie nawzajem.
„Żałuję, że pozwoliłem ci tak głęboko wejść w moje życie. Żałuję, że dałaś mi tak dużo, mimo że na to nie zasłużyłem. Żałuję, że ciągnę cię na dno. Żałuję, że cię tam chcę.”
W pierwszej części Addiction Reigan był o krok od przepaści, a tutaj… wręcz na niej balansuje. Znajduje się w bardzo mrocznym miejscu, a my w końcu się dowiadujemy, dlaczego. I chociaż domyślałam się tego powodu, to nie sprawiło, że bolało mniej. Jeżeli miałabym wskazać najlepiej wykreowaną postać w tym uniwersum, byłby to właśnie Scar (oczywiście, nie liczę Kellera). Monika świetnie opisała to, z czym się zmagał i te wszystkie walki, jakie toczył we własnej głowie…
i poza nią.
Porównując do siebie obie części, ta była bardziej emocjonalna. Ale też… bardziej pokręcona i chaotyczna. I wiecie co? Tutaj to akurat duży plus. Nie wiem czy kiedykolwiek czytałam książkę, w której takie „odklejki” i głupotki mi zupełnie nie przeszkadzały, ale tu robiły klimat. Dużo mroku i niewymuszonego humoru, jeszcze więcej obsesji i to w zasadzie wszystko, czego potrzebuję w takich książkach. Będę tęsknić za tymi bohaterami, ale mam nadzieję, że pojawią się w innych powieściach Moniki. Na pewno po nie sięgnę! Polecam – dla fanów lżejszych darków, złamanych bohaterów i układów na wyłączność.
lubicie motyw hate-love? może macie ochotę na książkę, która zapewni wam rollercoaster emocji podczas czytania? może lubicie motyw partners in crime? chcecie historię z wyścigami samochodowymi w tle? a może chcecie przeczytać o dwójce bohaterów, którzy są chodzącymi gburami? lubicie ciekawie wykreowanych bohaterów? a może lubicie bardziej mroczne historie? jeśli choć raz odpowiedzieliście na, któreś z pytań "TAK" koniecznie musicie sięgnąc po finałowy tom dylogii Addiction!
Monika już od pierwszych stron zapewnia nam rollercoaster emocji, dostajemy niektóre wyjaśnienia, ale na jaw wychodzą kolejne tajemnice czy intrygi, które zachęcają aby nie odkładać książki nawet na chwile, tylko czytać i czytać, żeby dowiedzieć się już o wszystkim co czeka na nas w tej części. tutaj zdecydownie więcej uświadczymy naszej parki razem, znów cytrynka i mandaryneczka są w akcji, lecz już raczej nie jako "partners in crime" tylko po prostu partnerzy. autorka nie zawodzi swoim świetnym stylem pisania przez, który się płynie i którego cały czas chciałoby się więcej i więcej. jeśli czekacie na plot twisty i pełną napięcia akcje to tutaj doświadczycie jej naprawdę wiele i będzie ona tak fajnie poproawdzona, że nie będziecie chcieli tej książki po prostu kończyć!
bohaterów poznalismy już dość dobrze w pierwszym tomie, lecz tam uwaga bardziej skupiona została na Vedii, w części drugiej na główny plan wychodzi Reigan, który od samego początku był bardzo tajemniczą postacią, która bardzo zapadała w pamięci czytelnika. czytając ten tom poznajemy go na wylot, teraz już wiele jego zachowań nie jest bezpodstawnych lecz są w pełni uzasadnione, właśnie dzięki temu, że otworzył się na Vedię, a zarazem i czytelnika. relacja tej dwójki jest jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa i na pewno nie przeczytacie nigdzie o drugiej takiej pokręconej parze jak Rei i Vedia. to jedne z takich postacie, którzy zapadają w pamięci na naprawdę długi, długi czas i chętnie przeczytałoby się o nich nie jedną dodatkową książkę.
jeśli chcecie przeczytać coś pełnego tajemnic, intryg i kompletnie niespodziewanych zwrotów akcji to ta dylogia jest dla was! w gratisie dostaniecie jedyne w swoim rodzaju teksty bohaterów, przy których będziecie płakać ze śmiechu, a na dokładkę przeczytacie też unikalny romans!
„(…) On mnie w sobie rozkochiwał, łudząc się, że mnie tym nie zniszczy, więc ja postanowiłam go przy sobie zatrzymać, choćbym miała zniszczyć nas oboje.”
Muszę przyznać, że drugi tom „Addiction” podobał mi się jeszcze bardziej niż pierwszy. Wchodząc w tę kontynuację, wiedziałam, że wracam do historii, która coś we mnie zostawiła, ale nie spodziewałam się, że aż tak się w nią wciągnę!
W tej części relacja Reigana i Vedii wyraźnie się pogłębia. Ich „układ” staje się jeszcze bardziej złożony, trudny, i intensywny. Pojawiają się nowe sytuacje, trudne decyzje, silne emocje i konsekwencje wcześniejszych wyborów. Mamy tu dużo chaosu, napięcia, momenty ciszy, ale też nowe uczucia…
Ta relacja od początku była skomplikowana, a teraz staje się jeszcze bardziej nieoczywista. Są momenty, w których się do siebie zbliżają, ale zaraz potem znów się odpychają. Nie potrafią być razem, ale też nie potrafią bez siebie funkcjonować. Dużo w tym wszystkim frustracji, złości, zazdrości, ale też przyciągania, którego żadne z nich nie potrafi przerwać.
„Każdy człowiek wnosi coś do naszego życia, każdy ma nam coś pokazać i czegoś nas nauczyć. Może Reigan miał mnie nauczyć tego, że prawdziwe uczucia to chaos, którego nie da się powstrzymać? Może miał mi pokazać, że ludzie, którzy wydają się skomplikowani i trudni, to w rzeczywistości wrażliwcy, którym zadano wiele ran? Może to, jak bardzo cierpisz, pokazuje, jak wartościowym jesteś człowiekiem? (…)”
Rei to nie jest chłopak, którego chciałoby się spotkać w realnym życiu. Nie jest przykładem, ani wzorem do naśladowania. Reigan to chłopiec zaburzony, zagubiony, rozsypany w środku, który potrafi być brutalny, impulsywny i toksyczny. Ale też lojalny, intensywny i bardzo prawdziwy.
Polubiłam go jako fikcyjnego bohatera, choć wiem, że w rzeczywistości jego zachowanie byłoby trudne do zaakceptowania. Czytając o nim, czułam nie tylko sympatię, ale też troskę. Mimo wszystkich jego błędów, nie potrafiłam go nie lubić. Kocham fikcyjnych chłopców, którzy są „źle poskładani”. Reigan zdecydowanie do nich należy.
Jeśli chodzi o Vedie, w pierwszej części nie do końca umiałam ją polubić. Była mi trochę obojętna, nie potrafiłam się z nią zżyć. W tej części się to zmieniło. Naprawdę ją polubiłam. Vedia ma świetny charakter. Jest silna, odważna, pewna siebie, ale jednocześnie widać w niej dużo emocji. Potrafi zawalczyć o siebie i o innych. W tej części naprawdę stała się dla mnie dobrą główną bohaterką
Wciąż powracają znane już z pierwszego tomu motywy: Uzależnienia, wyścigi, bijatyki, samookaleczenia, krzywdy. Ale w tej części wszystko wydaje się jeszcze bardziej intensywne. Emocje są silniejsze, więcej się dzieje, wszystko jest bardziej skrajne.
Mam wrażenie, że przez cały czas czytania tej książki żyłam tylko nimi i ich światem. Czułam razem z nimi wszystko. Ich ból. Ich emocje. Ich upadki.
W pewnym sensie uzależniłam się od tej książki, tak jak oni uzależnili się od siebie…
Bardzo się cieszę, że przeczytałam oba tomy. Addiction to świetna historia, która naprawdę mnie wciągnęła. Zdecydowanie polecam ją każdemu, kto lubi mocne emocje i złożone postacie!
Zaciekawiona pięknym wydaniem skusiłam się na rozpoczęcie tej przygody i kiedy dostałam powiadomienie, że dostanę drugą część do recenzji ucieszyłam się jak nigdy. Drugi tom to bezpośrednia kontynuacja, więc w tym przypadku zdecydowanie trzeba znać treść poprzedniej. Idealnie było przeczytać obie książki jedna po drugiej bo po dłuższej przerwie mogłabym inaczej podejść do tej historii.
To nie będzie książka dla każdego. Nasi bohaterze przyciągają się i odpychają od siebie co kilka stron na zmianę. Natomiast fanki nieskomplikowanych mocniejszych historii na pewno znajdą tu coś dla siebie. W „O krok bliżej światła” nasi ukochani coraz bardziej zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że nie są sobie tacy obojętni jak pewnie chcieliby. W grę zaczynają zaplątywać się uczucia a to – zwłaszcza dla Rei’a – coś czego można się wystraszyć. Dwie zagubione, zbyt uparte duszę potrzebują bodźców takich jak strach i rozłąka by móc w końcu szczerze określić swoje uczucie. Między naszymi głównymi bohaterami przeplątuje się „wujek” Keller, którego dobrze możemy poznać w innej serii autorki i jego obecność tutaj to trochę miód na moje serce bo mam do tego bohatera słabość (o zgrozo). Jednak poza tymi przyjemnymi sprawami jest tutaj kilka kwestii, które zdecydowanie psuły ogólne wrażenia. Moim zdaniem ta historia jest po prostu zbyt długa i miałam wrażenie, że kilka scen zdecydowanie można było wyciąć. Te przekomarzania między naszą dwójką też trochę wymykały się spod kontroli. Dodatkowo określenie, którym czule nazywał Rei dziewczynę doprowadzało mnie do szału. Nie mogę wyobrazić sobie jak ktoś kto swoim zdrowiem psychicznym momentami sięgał takiego dna i generalnie nie był zbyt pozytywnie nastawiony do życia postanowił mówić na swoją przyjaciółkę z korzyściami MANDARYNECZKO. Nie wiem dlaczego autorki prześcigają się ostatnio w co dziwniejszych określeniach, ale błagam – przestańcie. Moim największym zarzutem jest fakt, że nasza bohaterka za każdym razem, gdy tylko oddalała się ktoś ją atakował tylko po to by rozdział dalej o tym totalnie zapomnieć. Vedia dziwnym trafem sprawiała, że wystarczyło na kogoś spojrzeć a ta osoba już dostawała na jej punkcie obsesji.
Całą dylogię Addiction oceniłam na 3,5 gwiazdki. Bywały momenty, które sprawiały, że nie mogłam oderwać się od lektury, ale jednak tych gorszych wtop było na tyle, że nie można o nich nie wspomnieć. To co najbardziej doceniam to przepiękne rysunki, które są dziełem samej autorki. Jeśli lubicie książki, które mają być dla Was lekką rozrywką, przepełnione intrygą, tajemnicami, pikantnymi scenami i dwójką bohaterów, którzy zrobią dla siebie wszystko to dylogia „Addiction” będzie w punkt.
- Więc? - Zrobię wszystko. Co tylko chcesz. [ Współpraca reklamowa]
Hejka słoneczka dzisiaj przychodzę do was z recenzją Addiction czyli książki, która przedstawia nam mrok w kompletnie inny sposób. Główną bohaterka, czuję się zdradzona po wydarzeniach z pierwszego tomu, Scar miał w tym ukryty cel, który był korzystny dla ich dwojga to Vendia czuję że jej świat od nowa może zostać zniszczony na tysiąc kawałków. Dwie niebezpieczne osoby chcą za wszelką cenę zdobyć dziewczynę a jej jedynym ratunkiem okazuje się Scar, który nie zawsze jest fair wobec dziewczyny i nieraz ją zostawia czy okłamuje. Okej w tej książce widzimy mroczniejsza wersję Moniki, kreuje świat pełen bólu, kłamstw, zdrad i tajemnic. Historia wciągnęła mnie w swój świat już od pierwszych stron, poznajemy inną wersję bohaterów bardziej emocjonalna ale dalej brutalna. Książkę czyta się bardzo szybko i spędziłam z nią świetny czas. Styl pisania autorki pomimo ciężkiej tematyki, był bardzo lekki i przyjemny do czytania. Okej przechodzimy do moje kochanej Vendi, czyli głównej bohaterki całej historii. Widzimy że dziewczyna zaczęła bardzo mocno angażować się w relacje i nie zależy jej tylko na jednym jak w pierwszym tomie, lecz widzimy że zaczyna ona budować głębszą relacje z Scarem i stał się on dla niej bardzo bliski i ważny. Dziewczyna nie ma dalej lekko bo przeszłość z Nowego Jorku, dalej próbuje ją dogonić i złapać w swoje sidła. Pomimo to walczy ona o siebie i o bezpieczeństwo bliskich. Widzimy że dalej brnie w kłamstwa i dla ich bezpieczeństwa (ale również przez egoizm) wmawia im historie inne od rzeczywistości, ale czy robienie tego było bardzo złe ? Nie wiem, książka ma bardzo dużo odcieni szarości więc ciężko oceniać tu coś jako dobre lub złe. Scar, jest bardzo ciężkim do opowiedzenia i oceniania bohaterem, jest bardzo skrzywdzony i to najpewniej w jakimś stopniu odpowiada za to że nieraz źle traktował główną bohaterkę, czy grał z nią w ciepło zimno ale pomimo to nie był dobra moralnie postacią, ale nie był też na wskroś zły. Widzimy że w pewnym momencie zaczyna mi zależeć na Vendi, i walczy o jej bezpieczeństwo nawet jeśli relacja z nim ściąga ją na dno. Fabuła skupia się na demonach głównej bohaterki, związanymi z Nowym Jorkiem oraz jej eks, oraz na problemach Scara, związanych z Gangami/Mafia. Bohaterowie nie mają lekkiego życia i ich relacja jest wystawiona w książce na wiele prób. Książka jest bardzo mroczna i pełna brutalności ale pomimo to spodobała mi się cała historia i naprawdę bardzo łatwo było się w nią wkręcić. Polubiłam głównych bohaterów tak samo jak zresztą styl pisania autorki. Książkę wam polecam i zachęcam do sięgnięcia po tą dylogie. Ocena: 5/5⭐️
Pierwsza część tej dylogii roztrzaskała moją duszę w drobny mak! To jak autorka zagrała dla moich emocjach, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zabierając się za drugi tom nie spodziewałam się, że będzie ona jeszcze mocniejsza i mroczniejsza.
🖤 „O krok bliżej światła” zaczyna się tak, jak skończyliśmy pierwszą część. Autorka płynnie wprowadza nas w świat Vedii i Reigna. Kolejny raz czytelnik śledzi ich burzliwą relację, która nie należy do najłatwiejszych. Oboje otwarcie przyznają, że nie potrafią bez siebie żyć, jednak będąc razem ciągle się ranią. Ich toksyczna relacja opiera się na ciągłym przyciąganiu i odpychaniu. W tej cześć możemy bliżej przyjrzeć się konsekwencjom ich wyborów, silnych emocji i trudnych sytuacji, które nie opuszczają ich na moment.
Dwójka głównych bohaterów w przeszłości spotkała się tylko z ogromnym cierpieniem i złymi doświadczeniami, dlatego w teraźniejszości nie potrafią poradzić sobie z uczuciami i chowają się w swoich skorupkach nie chcąc ujawniać światu swojej pokiereszowanej osobowości. A to rykoszetem odbija się na ich obecnej relacji, w której pełno jest frustracji, niezrozumienia i zazdrości. Reign to chłopak zepsuty do szpiku kości. Nie jest on typem faceta, którego można określić miłymi epitetami. Jest samolubny, zagubiony, brutalny, jednak i pod tym wszystkim kryje się złamany przez złe doświadczenia chłopak, który nie umie poradzić sobie z nadmiarem uczuć. A Vedia jest pewna siebie, ma silną osobowość i złe przeżycia. Jednak Reign przyciąga ją jak ćmę do światła. Nie potrafi mu się oprzeć. Stąd to ich przyciąganie i odpychanie.
Polubiłam autorkę za to, że nie serwuje nam mdłej historii o miłości, tylko pokazuje prawdziwość, realne emocje. Przedstawia nam cały proces tworzenia związku, ukazuje z iloma problemami muszą się zmierzyć Vedii i Reign. Jest mistrzynią w tym co tworzy, naprawdę z czystym sumieniem mogę polecić wam tę autorkę. Cała dylogia Addiction jest świetna! Pełna trudnych emocji.
Autorka szczególny nacisk kładzie na przekazanie nam, poprzez tę historię, że najważniejsze jest, by znać swoją wartość, by pokochać siebie samego i dać sobie szansę na szczęście. Opowiada się po stronie skrzywdzonych ludzi, którym nie jest łatwo wejść w zdrową relacje. I zdaje sobie sprawę, że seria Addiction nie jest dla każdego. Zawiera dużo toksycznych sytuacji, pojawia się temat uzależnień, samookaleczeń, jednak mimo tego uważam, że warto ją poznać! 🖤
„O krok bliżej światła” to drugi tom dylogii Addiction, który od pierwszych stron wciąga w gęstą jak mgła atmosferę niepokoju, emocji i nieustannego balansowania między pragnieniem a rozsądkiem. To książka, która pulsuje napięciem i której duszny klimat sprawia, że trudno się od niej oderwać, bo każda kolejna strona jest jak kolejny krok po cienkiej linie rozwieszonej nad przepaścią.
Autorka zabiera nas głębiej w przeszłość bohaterów, odsłaniając ich rany i traumy. Dzięki temu zaczynamy lepiej rozumieć ich wybory, nawet jeśli nie zawsze da się je usprawiedliwić. Vedia i Scar przypominają dwa magnesy, które przyciągają się i odpychają z tą samą siłą, a ich toksyczna relacja staje się jak burza, od której nie da się uciec. To związek pełen sprzeczności, gdzie ból miesza się z potrzebą bliskości, a zdrada z pragnieniem ocalenia.
W tym tomie pojawia się coś, czego wcześniej brakowało, czyli szczere i głębokie rozmowy, które dodają historii autentyczności i jeszcze mocniej zbliżają nas do bohaterów. Emocje są tu surowe, prawdziwe i nieprzesłodzone, tak jakby autorka postanowiła zdjąć wszelkie maski i pokazać relację w jej najbardziej naturalnej, a zarazem bolesnej formie. To właśnie ta szczerość jest największą siłą książki. Pokazuje, że miłość nie zawsze jest bajką z happy endem, ale może być również polem bitwy, na którym rozbite dusze próbują poskładać siebie i swoje uczucia.
Na tle pierwszej części ta odsłona jest bardziej intensywna i pełna zawirowań, ale to właśnie ten chaos nadaje jej życia. Historia staje się niczym rwąca rzeka, nieprzewidywalna, porywająca i groźna, a jednocześnie niezwykle hipnotyzująca. To opowieść, która potrafi wzbudzić całą gamę emocji, od złości po wzruszenie, i zostawia czytelnika z poczuciem, że uczestniczył w czymś więcej niż romansie.
To nie jest lekka opowieść o zakochanych sercach, lecz intensywna i pełna dramatyzmu historia ludzi, którzy mimo ran i błędów próbują odnaleźć drogę do siebie nawzajem. Dzięki temu książka nie tylko porusza, ale także na długo zostaje w pamięci, jak echo po burzy, które nie daje o sobie zapomnieć.
🖤 Niedawno polecałam wam pierwszy tom historii Vedii i Reigana, a dziś przychodzę z recenzją kontynuacji losów tej wybuchowej dwójki.
💀 Trzeba oddać autorce, że doskonale wie, jak wywoływać w czytelniku całą gamę emocji. Podczas lektury śmiałam się, wzruszałam, wstrzymywałam oddech, a nawet irytowałam tak bardzo, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę.
🍻 Po drugi tom sięgnęłam niemal od razu po zakończeniu pierwszego – cliffhanger kompletnie rozwalił mi głowę. Sama lektura zajęła mi jednak trochę czasu, bo w międzyczasie zrobiłam sobie dwutygodniową przerwę i muszę przyznać, że powrót nie był dla mnie oczywisty. Ale gdy już znów wciągnęłam się w fabułę, nie mogłam się oderwać. Mimo wszystko to właśnie pierwsza część mocniej podbiła moje serce – trudno mi jednoznacznie powiedzieć dlaczego.
🐈⬛ W tym tomie wyraźnie zmienia się relacja bohaterów, zwłaszcza ze strony Vedii. Jako kobieta silna i bezkompromisowa zaczyna pokazywać Reiganowi, że coraz bardziej jej na nim zależy. On jednak od początku podkreślał, że nie chce się angażować i odcinał się od uczuć. Między nimi czuć ogromne napięcie i chemię – co jednocześnie ich przyciąga, ale i komplikuje całą relację.
🥊 Największą satysfakcję sprawiła mi przemiana Reigana. To bohater targany demonami, autodestrukcyjny i niełatwy, ale mimo wszystko potrafił znaleźć w sobie siłę, by zawalczyć o lepsze jutro.
👩🏻🦱 Przyznam, że momentami niektóre dialogi czy kwestie bohaterów wywoływały u mnie lekki cringe, ale traktuję to raczej jako element charakterystyczny dla stylu tej historii. W pierwszej części nie zwracałam na to aż takiej uwagi – być może było ich mniej, a może po prostu wtedy bardziej skupiałam się na samej fabule.
🚘 𝐀𝐝𝐝𝐢𝐜𝐭𝐢𝐨𝐧 to opowieść, która pod powierzchnią pełną namiętności i emocji skrywa także trudniejsze tematy. Zdecydowanie warto przed lekturą zapoznać się z ostrzeżeniami. Mimo to z ręką na sercu polecam całą dylogię, pamiętając jednak, że to historia zdecydowanie dla dorosłych czytelników.
W drugim tomie autorka głównej mierze skupiła się na dalszym rozwoju relacji Veidy ze Scarem. Dla jednych już sam początek ten znajomości może wydawać się czymś niedorzecznym, niedopuszczalny, ponieważ są friends with benefits. Nie spotkałem się jeszcze, żeby ktoś wcześniej, odważył się na napisanie książki z takim motywem i tutaj należą się ogromne oklaski dla Fortuny.
Osobiście nie jest fanem friends with benefits, ale w przypadku Shark i Scara ten zabieg dodawał większej pikanterii oraz mroku w całej historii. W drugiej części nie otrzymujemy tylko tych se**ua**yc* scen między wyżej wspomnianą dwójką, a zostaje poruszona ich inna, uczuciowa strona. Zmagają się problemami i dążą do ponownego zaufania. Nie sądziłem, że powieść obierze taki kierunek, ale miło się zaskoczyłem.
Kolejnym aspektem, który wyróżnia dylogię "Addiction" są rysunki autorki. Uwielbiam, gdy ktoś łączy swoje pasje w jedną całość.
Poznajemy przeszłość Naszych głównych bohaterów, dzięki czemu możemy zrozumieć ich niektóre zachowania. W każdym mroku jest światełko w tunelu, którym myślę, że Veida jest dla Scara, a Scar dla Veidy. Zaczynają się coraz bardziej przed sobą otwierać. Przeprowadzają szczere rozmowy, a w sposób, w jaki Scar nazywał Shark był na swój sposób uroczy 🍊.
Zabrakło mi trochę mrocznych scen i tego przestępczego świata gangów. Jednak rozumiem kierunek, jaki obrała autorka i co, dzięki temu chciała Nam przekazać.
"Addiction" nie jest łatwą dylogią, porusza trudne, ale ważne tematy, które są przepełnione głębokimi, szczerymi uczuciami.
Dziękuję @wydawnictwo.beya za zaufanie, egzemplarz do recenzji i za danie mi szansy. Współpraca z Państwa Wydawnictwem była jednym z moich celów, które chciałem osiągnąć i jest mi niezmiernie miło z tego powodu 🫶.
Od razu mogę podzielić się moją opinią i wystawić książce mocne 4.5/5 ⭐️.
Mimo że pierwszy tom wzbudził we mnie dość mieszane uczucia, bo z jednej strony był to ciekawy dark romans, a z drugiej strasznie prostacki smut, jestem w stanie z czystym sumieniem stwierdzić, że ta dylogia była jedną z najlepszych, które ostatnio czytałam.
W pierwszym tomie mamy szansę dokładnie poznać głównych bohaterów - Vedię i Rei’a. Sama obserwacja ich ciągle rozwijającej się relacji oraz prób poradzenia sobie z przeszłością, która nieustannie wpływa na ich teraźniejszość, nie jest przytłaczająca, wręcz wciągająca.
Styl pisania autorki był dla mnie niemal idealny. Fantastycznie rozwinęła postać moralnie szarą, a także stworzyła bohaterkę, która w porównaniu do wielu innych, nie była bezbarwna, lecz charakterna. Nie mogłabym również pominąć postaci drugoplanowych, np. Kellera, który jest interesujący na swój sposób, stał się bohaterem nieprzewidywalnym, brutalnym a jednocześnie lojalnym i sprawiedliwym. Issac także zasługuje na wzmiankę, gdyż kiedy staje się przyjacielem Vedii, okazuje się być tym najbardziej potrzebnym w jej życiu. Niestety, na minus zapisał się dla mnie Leo - kolejny bohater poboczny - który nie potrafił stanąć na wysokości zadania.
Zabrakło mi jednak mocnych zwrotów akcji. Może dlatego, że gdy Rei mówił „zaufaj mi”, wiedziałam, że to co się zaraz wydarzy jest dobrze przemyślanym planem. Wybuchowość Vedii nie wywarła na mnie większego wrażenia, przez co nie byłam zaskoczona, gdy trudna sytuacja w miarę szybko się rozwiązywała. Tematy seksualne były napisane prymitywnie i ordynarnie, jednakże właśnie w ten sposób wyobrażam sobie rozmowę głównych bohaterów w prawdziwym życiu.
Wszystkie rozwinięte w książce ciężkie tematy zostały opisane w bardzo ludzki sposób, przez co łatwo utożsamiać się z bohaterami. Dlatego przed sięgnięciem po tę historię zalecam zapoznać się z ostrzeżeniem.
Uważam, że dla miłośników dark romansów i zawiłych relacji, także motywów mafijnych oraz gangsterskich, touch her and i’ll kill you, grumpy x grumpy, she fell first but he fell harder, lecz i dla osób, które chcą pośmiać się w najmniej oczekiwanym momencie jest to powieść idealna.
„O krok bliżej światła” to drugi tom dylogii Addiction i muszę przyznać, że wciągnął mnie jeszcze mocniej niż pierwszy. Po takim zakończeniu wcześniejszej części czekałam z niecierpliwością, żeby dowiedzieć się, co dalej wydarzy się w życiu Vedii i Reagana. Tutaj autorka zabiera nas ponownie w ich mroczny, pełen napięcia świat, ale tym razem daje też odpowiedzi na pytania, które w pierwszym tomie pozostawiła bez wyjaśnienia.
To, co bardzo mi się podobało, to głębsze spojrzenie na Reagana. Jego postać została pokazana z zupełnie innej strony, mogliśmy zajrzeć w jego lęki i słabości, zrozumieć, dlaczego zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Wydaje mi się, że właśnie to sprawiło, że cała historia była bardziej dojrzała i pełniejsza. Oczywiście relacja Vedii i Reagana nadal przypomina emocjonalny rollercoaster, są momenty, które potrafią doprowadzić do złości, ale też takie, przy których czyta się z uśmiechem na twarzy.
Książka ma niesamowity klimat, trochę mroczny, a jednocześnie bardzo wciągający. Przyznam, że były chwile, kiedy nie mogłam jej odłożyć, szczególnie pod koniec, gdy emocje sięgają zenitu i do samego finału trudno przewidzieć, jak autorka zakończy tę historię.
To opowieść, która pokazuje, że każdy z nas nosi w sobie jakieś demony i że czasem to, co widzimy na zewnątrz, jest tylko maską. Autorka świetnie potrafi opowiadać o trudnych tematach i robi to w sposób, który porusza i daje do myślenia. Dla mnie ta książka była niezwykle angażująca i jeśli lubicie historie z nutą mroku, pełne emocji i sekretów, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć.[Mimo, że książkę dostałam w ramach współpracy z @beya recenzja jest 100% szczera ❤️]
„O krok bliżej światła” to tom drugi dylogii Addiction, a szkoda, ponieważ chętnie bym przeczytała kolejne tomy opowiadające o relacji tej dwójki. Ta pozycja okazała się być według mnie sporo lepsza niż tom pierwszą. I zdecydowanie wiele wyjaśnia i pozwala czytelnikowi odpowiedzieć sobie na wiele pytań, które towarzyszyły mu od początku tomu pierwszego. Zacznę może od tego, o czym już kiedyś Wam mówiłam, że po prostu ubóstwiam pióro tej autorki i sięgnę po każdą książkę. którą napisze. Rzadko sięgam po dark romanse, ale widząc ten pseudonim po prostu musiałam i totalnie się nie zawiodłam, wręcz przeciwnie, to było na maxa intrygujące i angażujące. Po prostu kocham takie książki, takie których nie sposób odłożyć, takie które wciągają mnie bez reszty i takie które mają w sobie tak wiele emocji. „O krok bliżej światła” to wyjątkowa pozycja, pokazuje kim tak naprawdę jest główny bohater, obnaża lęki i mrok tego dojrzewającego człowieka, pokazuje jego wrażliwość i wyjaśnia czytelnikowi, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Autorka, która po raz kolejny udowadnia, że każdy z nas ma swoją własną historię do powiedzenia i ciemność, której się boi, coś co gdzieś głęboko tkwi i czasem trudno to oswoić. Pisarka porusza kilka trudnych, ale ważnych, istotnych tematów, mówi o wzajemnym szacunku i zaufaniu, próbuje pokazać czym jest związek i pragnie zwrócić uwagę na to, aby nigdy nikogo nie przekreślać i aby pamiętać, że to co pokazujemy na zewnątrz często jest po prostu maską. Uwielbiam takie lektury i z całego serca Wam polecam, jeżeli czujecie że to coś dla Was.
Takie książki mogę czytać. Pełne emocji, napisane z pasją i z niezwykle wykreowanymi bohaterami.
Pierwszy tom wywarł na mnie duże wrażenie, więc na ten czekałam z nieskrywaną niecierpliwością. I po raz kolejny uważam, że to była świetna książka, a zarazem mega uzależniająca i wciągająca dylogia. Autorki nie znam z jej poprzednich książek, ale wiem, że ta była inna, jej pierwsza mroczniejsza opowieść i zdecydowanie chciałabym więcej tego mroku spod biura Moniki.
Historia jest pełna bólu, bardzo podobała mi się postać Reigan. Był cudownie powalony. Nie faworyzuje jego zachowań, ale autorka pięknie oddała problemy z jakimi się mierzył. Dążył do autodestrukcji i to było takie realne, takie smutne i rozdzierające serce. Vedia nie była gorsza, również została niezwykle złożona, a jej osoba miała mnóstwo sprzecznych zachowań. Obydwoje zachowywali się jak prawdziwi ludzie, przejęli ich cechy i postępowanie.
Pióro Moniki uzależnia, wciąga i pozostawia niedosyt w miejscu gdzie nie potrzeba nic więcej, bo dostajemy wszystko co trzeba.
Akcja goni akcje, a my nie mamy czasu na nudę i zastój emocjonalny. Porachunki i niebezpieczne sekrety w tle również zrobiły dużą robotę w książce.
Uwielbiam jej klimat i to w jak piękny, a zarazem bolesny sposób została ukazana relacja bohaterów, ich walka z demonami i dążenie do autodestrukcji.
Zdecydowanie książki warte uwagi i każdej sekundy!🖤
Na tej części bawiłam się znacznie lepiej. Fabuła toczyła się na przód, i okazała się o wiele lepsza niż mogłam się spodziewać. W książkach nie lubię nudy i przewidywalności, tutaj jej nie było. Kiedy już myślałam, że będzie spokojnie, będą żyli razem i szczęśliwie, tak nie było, a sytuacja między bohaterami zmieniała się diametralnie. Każda strona książki jest przepełniona akcją i mnóstwem emocji, co sprawia, że ciężko jest się od niej oderwać. Przede wszystkim najlepszym aspektem jest psychika Reigana. Jego postać magicznie nie przemienia się przez wzgląd na główną bohaterkę, tylko obserwujemy jak stopniowo stara się być lepszym człowiekiem. Poznajemy go bardziej oraz jego przeszłości, to co doprowadziło go do tego jakim jest człowiekiem. Mimo tego, że pojawia się postać Kellera i jest kluczowym elementem, nie staje się on nagle głównym bohaterem książki, oraz nie dostajemy niepotrzebnych wtrąceń z jego perspektywy. Dowiadujemy się kilku aspektów z jego życia, jednak nic więcej. Cała historia i jej bohaterowie są wyważeni, nie ma czegoś za dużo albo za mało. Dodatkowo w tej części nie wyłapałam żadnych błędów, przez co czytało się mi tę pozycję lepiej.
Po emocjonującym zakończeniu pierwszego tomu, o którym dosyć często myślałam z ogromnym zniecierpliwieniem czekałam na dalsze losy Vedii i Reagana. W tym tomie ponownie wkraczamy w ich mroczny świat i poznajemy więcej sekretów Reigana, które nieraz dosyć mocno szokują i poruszają. Przedstawione zostały tutaj również wyjaśnienia spraw i wydarzeń, które w poprzedniej części zostawiają nas bez odpowiedzi.
W tym tomie obserwujemy wzloty i upadki relacji głównych bohaterów. Historia wywoływała we mnie tyle emocji, że nie raz złościłam się na bohaterów za postępowanie w niezrozumiały dla mnie sposób, a potem z ogromną przyjemnością czytałam ich lepsze momenty z uśmiechem na twarzy.
Tak jak w przypadku pierwszego tomu, tutaj również przez historię płynęłam, a jej wspaniały, momentami lekko mroczny klimat tylko mi to ułatwiał. Dostajemy również kolejną dawkę rollercoastera emocjonalnego, więc przy tej historii nie da się nudzić. Zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu stronach, które czytałam ze sporym szokiem i niedowierzaniem. Do samego końca nie byłam pewna w jaki�� sposób autorka postanowiła zakończyć historię, co tylko zachęciło mnie do dalszego czytania.
Jeżeli lubicie książki w lekko mrocznych klimatach to zdecydowanie polecam Was do sięgnąć po dylogię 𝐀𝐝𝐝𝐢𝐜𝐭𝐢𝐨𝐧. Pamiętajcie jednak aby przed zaczęciem lektury zapoznać się z ostrzeżeniami!
Jak już wspomniałam, przy recenzji pierwszego tomu „Addiction”, nie jestem fanką romansów czy dark romansów. I jak pierwszy tom naprawdę mnie zaskoczył, tak ten drugi trochę mnie rozczarował…
Drugi tom zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończyła się pierwszy. To wrażenie, ciekawość jak ta historia potoczy się dalej, bardzo szybko się ulotniła.. Relacja między bohaterami z pierwszej części, choć wydawała się niemożliwa, bardzo niepokojąca, to była bardziej realna niż w części drugiej, gdzie była jeszcze bardziej toksyczna i absurdalna. Wiele ich zachowań było dla mnie zupełnie niezrozumiałe.
Mroczny klimat, mafijne porachunki oraz nietuzinkowy styl pisania autorki (doceniam bardzo surowość i szczerość w przekazie) sprawiły, że nie jest to całkiem stracona dla mnie pozycja. Jestem wręcz przekonana, że będzie wiele odbiorców, którzy będą uwielbiać tą dylogię, ale ja po prostu nie jestem jej docelowym odbiorcą.
Mimo niezbyt idealnego odbioru, nie żałuję tej lektury. Otworzyła nowe horyzonty i pozwoliła mi wyjść poza nieco utarte schematy.
Jeśli myślałam, że Tom I był bardzo dobry to nic bardziej mylnego bo Tom II mnie powalił. Wszyscy ostrzegali Vedię przed Reiganem, ale ona i tak wpadła w pułapkę ,,Scara”. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a jedyną osobą która może ją przed nią uchronić jest Rei. Kiedy zaczynałam czytać nie sądziłam, że tak bardzo wkręcę się w fabuła, która z każdym rozdziałem rozkręcała się w najlepszy możliwy sposób. Nasi ,,partnerzy w zbrodni” odkrywają swoje mroczne sekrety i próbują zrozumieć uczucia, które niespodziewanie się pojawiają. Nigdy nie spotkałam się z tak silnym i pewnym charakterem kobiecym to nie była kolejna książka o niegrzecznym chłopcu i grzecznej dziewczynce to było dużym plusem. Vediq ze wszystkich stron próbuje pokazać ,,Scarowi”, że jeszcze nie wszystko stracone i udowodnić, że ona mimo drzemiących w nim demonów go nie opuści, ale czy jej się to uda? Sami to sprawdźcie bo warto!!! Z całego serca polecam trafiłam na Tom I przez przypadek i się zakochałam. [współpraca reklamowa]
Drugi tom „Addiction” był zaskakujący. Myślę, że to pierwsze co mogę powiedzieć o tej książce. Pisząc recenzje pierwszego tomu, brakowało mi właśnie zwrotów akcji, a w tej części było ich dość sporo, co mi się podobało. Styl pisania autorki jest super, przez co myślę, że sięgnę, bo inne pozycji od Moniki. Historia Vedi i Varneya bardzo mi się podobała. Przez to, że bohater był bardzo zamknięty w sobie przez wydarzenia z przeszłości, odpychał dziewczynę. Powodowało to różne poboczne wątki. Naprawdę książka warta polecenia, jak i cała dylogia, ale było coś, co mnie strasznie szybko irytowało. Mówię tu o wątkach, które bardzo szybko, a nawet za szybko, się wyjaśniały. Nie bardzo wiem, jak to wytłumaczyć, ale myślę, że po prostu lubię być trzymana w niepewności, jeśli chodzi o książki, a tutaj wątki były szybko wyjaśniane i czasami nie mogłam się tak wczuć bardzo. Jednak jest to znikomy problem, jak dla mnie. Polecam!🖤☠️
Po tym, co zrobiła ze mną pierwsza część Addiction, miałam ogromne oczekiwania wobec kontynuacji i… absolutnie się nie zawiodłam. Drugi tom to emocjonalna bomba – jeszcze bardziej intensywny, mroczny i bolesny, ale też dający nadzieję. Relacja Vedii i Reigana zostaje wystawiona na próbę, a ich zaufanie praktycznie się rozpada. Jednak właśnie w tych trudnych momentach widać, jak bardzo oboje się zmienili. Vedia walczy o siebie, przestaje uciekać od emocji, a Reigan pokazuje, że pod twardą skorupą kryje ogromną wrażliwość. Ich relacja jest pełna napięcia, ale też szczerości i czułości, której się nie spodziewałam. Monika Marszałek po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać o emocjach tak, że czytelnik wszystko czuje razem z bohaterami. O krok bliżej światła to piękne zakończenie tej historii — o bólu, zaufaniu i miłości, która mimo wszystko daje nadzieję.
Znowu 3 gwiazdki a myślałam że jednak w drugim tomie będzie lepiej. Well uwielbiam Monie ale ta książka niestety mnie przytłoczyła i troszczę znudziła. Ciągłe gadanie Vedii o tym jak wiele by zrobiła dla Scara i te starania żeby on wkońcu to zrozumiał po prostu mnie nudziły. Wkurzały mnie te jego ciągłe wyjazdy, wracanie do niej a później zostawianie like I get it że wiele przeżył itp. ale on był takim toksykiem jesus. Na szczęście wiedziałam na co się pisze ponieważ w pierwszym tomie Monia wyraziła się jasno że ta dylogia ma niewiele sensu. Końcowe akcje w ogóle mnie nie dziwiły i nie były plot twistami XDDDD Jak ktoś lubi takie książki typowo rozrywkowe to polecam.
kocham tę historię od 4 lat i nic się nie zmieniło. rei i vedia mają moje serce bezpowrotnie. posiadanie tej historii w papierze i bycie jej częścią było moim marzeniem.
monia zrobiła tak zajebistą robotę, to, ile nagłych zwrotów akcji się tam odwaliło-klękam dla tej kobiety. ja po skończeniu 2 tomu chciałam od razu robić reread pierwszego tomu. mój niedosyt miał niedosyt.
mimo, że wersja wattpadowa zawsze będzie w moim sercu, to ta papierowa dała mi powiew świeżości i sprawiła, że mogłam się cofnąć do czasów, gdy 17-letnia ją zakochała się w zedii po raz pierwszy.
To była naprawdę fajna książka! Lekka, szybko się czyta i wciąga od pierwszych stron. Bohaterowie są świetnie napisani – każdy ma swoją osobowość i coś, co sprawia, że nie można przejść obok nich obojętnie. Do tego plot twisty! Kilka razy naprawdę mnie zaskoczyły i sprawiły, że od razu chciałam wiedzieć, co będzie dalej. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to trochę za dużo scen spicy – momentami miałam wrażenie, że fabuła mogłaby się bez kilku z nich obyć. Ale poza tym? Bardzo przyjemna, szybka lektura, idealna na wieczór albo weekendowe czytanie.
„Addiction II” to kontynuacja i zarazem zakończenie historii Varneya i Parker. To książka o walce z uczuciami, o próbie ich wyparcia, ale też o tym jak wiele może zdziałać czyjeś wsparcie i obecność.
Z każdą stroną bohaterowie coraz bardziej się od siebie uzależniają. Mają podobne charaktery, jednak każde z nich skrywa coś, czego nie chce do siebie dopuścić i się z tym zmierzyć. Vedia chce być tą, która pokaże Reiganowi, że nie zawsze trzeba radzić sobie samemu, że można komuś zaufać i po prostu dać temu płynąc swoim tempem. On z kolei wciąż zamyka się na emocje, ucieka od wszystkiego, co mogłoby go zranić. Woli samotność i dystans niż ryzyko ponownego rozczarowania.
To moim zdaniem wartościowa i wzruszająca historia, która pokazuje, że czasem warto pozwolić komuś się zbliżyć. Nie zawsze pomocna dłoń oznacza słabość, dlatego nie powinniśmy się jej obawiać, bo czasem to właśnie ona może być początkiem czegoś dobrego.