Uwielbiam czytać biografie pisane przez Kamila Janickiego, bo całkowicie urzeka mnie jego styl pisania. Łączy delikatną fabularyzację faktów z arcyciekawie poprowadzoną, popularnonaukową opowieścią dotyczącą różnych postaci. Każdorazowo podziw wyzwala we mnie ilość pozycji w bibliografii, zarówno tekstów historycznych, źródłowych, jak i opracowań innych historyków. Każda książka przygotowana jest z dbałością o szczegóły i - mówię to z pełną stanowczością - naprawdę trzyma w napięciu.
Tym razem autor ukazuje nam sylwetki trzech kobiet, które na chwilę przed wolną elekcją - w okresie ostatnich Jagiellonów - odcisnęły swoje piętno i do dziś są wspominane, a ich imiona są powszechnie znane. Choć z różnych powodów.
Najobszerniej Janicki pisze o Bonie, słynnej królowej, żonie Zygmunta Starego, która to ponoć dała Polsce włoszczyznę (co jest nieprawdą). Przyznam się Wam szczerze - ze szkoły Bona kojarzyła mi się głównie z tego faktu i to nieprawdziwego. Poza tym kojarzyłam ją jako starą matronę w wdowich szatach oraz wiedziałam, że została otruta. I to byłoby na tyle. Nic więc dziwnego, że z ogromną ciekawością zapoznałam się z życiorysem tej kobiety. I jestem pełna podziwu co do tego, jaką osobą była.
Bona nie była kryształowa i ciężko przychodziło jej przyznanie się do własnych błędów. Nie da się jednak ukryć, że niesamowicie przysłużyła się swojej nowej ojczyźnie, której oddała swoje serce i...umiejętności. Dokładnie tak. Bona była wręcz stworzona do rządzenia. Była niczym kameleon, który wyłapuje nastroje ludzi i idealnie potrafi się w nie dopasować. Do tego miała prawdziwy talent do zarabiania pieniędzy, a bogactwa, które zostały po jej śmierci (niestety - znaczna większość zrabowana przez pazernych Włochów i Habsburgów) wywołuje mały ból głowy.
Znana głównie ze swoich portretów, gdzie widać ją jako kobietę w zimie swojego życia; ucieka gdzieś jej młodość. A źródła mówią, że Bona była naprawdę przepiękną kobietą, która jako dwudziestokilkulatka wręcz nie mogła odpędzić się od adoratorów. Wierszokleci spisywali nawet poecję na jej cześć, skupiając się w niej przede wszystkim na urodzie i czarze, jaki roztacza Bona wokół siebie.
Absolutnie musicie poznać jej historię!
Jako kolejna ukazana została Barbara Radziwiłłówna, czyli największa miłość życia Zygmunta Augusta. Związek tej dwójki to w polskiej świadomości chyba najsłynniejsza historia miłosna, jaka wydarzyła się naprawdę. O urodzie Barbary powstały całe eseje. Tymczasem okazuje się, że strasznie mało wiemy o tym, jak ona naprawdę wyglądała. Najsłynniejsze jej podobizny powstały nawet setki lat po jej śmierci. W źródłach nie zachowały się żadne szczegóły wyglądu Barbary. Znacznie więcej wiemy o tym, jak wyglądała Bona. Bona, która Barbary nienawidziła nie przez to, jaką osobą była ta druga, lecz przez fakt, że jej statut zupełnie nie jest odpowiedzi do rangi króla.
Barbara Radziwiłłówna zapisała się w historii jako miłość króla. I naprawdę to wszystko co można o niej powiedzieć. Małżeństwo z Augustem było największym sukcesem jej życia. Innych brak.
I wreszcie, jako trzecia - Anna Jagiellonka. Wiele lat temu czytałam jej biografię spisaną przez Marię Bogucką (cytowaną zresztą przez Janickiego) i od tamtej pory każdorazowo ubolewam nad Anną, jako nad królową, jak i kobietą. Poniewierana przez aboslutnie całe swoje życie. Odtrącona przez rodziców i brata, najbrzydsza z trójki sióstr. Na pierwszy plan wyszła po śmierci Augusta, gdy szlachta na siłę szukała jej męża, a tym samym nowego władcy.
Ten pierwszy - słynny Henryk Walezy - nawet nie wziął z nią ślubu, bowiem młodemu chłopakowi nijak marzyło się małżeństwo z kobietą już po pięćdziesiątce. Drugi, nasz bohater Stefan Batory, żonę miał - mówiąc brutalnie i kolokwialnie - gdzieś i spędził z nią raptem trochę czasu, zanim zmarł.
Anna wykazała się wtedy prawdziwym hartem ducha. To właśnie za głównie jej przyczyną kolejnym królem został władca z dynastii Wazów, krew z krwii jej najstarszej siostry. Ostatnia Jagiellonka kojarzona jest w brzydotą (nie, wcale nie była taka brzydka, zwłaszcza w okresie swojej młodości) i nudą. Nie przypisuje jej się żadnych zasług. A fakty są takie, że w porównaniu do słynnej Radziwiłłówny, Anna osiągnęła prawdziwy sukces.
Wielka szkoda, że w naszej historii najpopularniejsza jest Barbara. Co tam sukcesy i przebiegłość Bony, co tam cierpliwość i silna wola Anny. Dla Polaków liczy się tylko fantazyjnie wykreowana buzia Barbary. Przykre.
Co do wad książki - jak zawsze w przypadku Janickiego - muszę zwrócić uwagę na totalne demonizowanie mężczyzn. Zygmunt Stary i Zygmunt August to obiboki, "ciemnioki" i lenie, wg autora. Walezy...No, cóż. Tutaj może faktycznie Janicki nie musiał hiperbolizować. Stefan Batory to żołdak, którego nie interesowało nic poza wojną.
Cenię Janickiego za odczarowywanie nam postaci kobiecych dla czytelników, ale naprawdę uważam, że nie musi robić on tego kosztem wszystkich mężczyzn, którzy przewinęli się przez ich życie ;)