Jump to ratings and reviews
Rate this book

Melafiry

Rate this book
Mówią, że wzgórze jest miejscem mocy, słynie z cudownych ozdrowień. Ale cuda mają swoją cenę.

Na wzgórzu, na skraju starego ciemnego lasu stoi samotny dom. Mieszka w nim dziewczynka z klątwą Ondyny – chorobą, w której „zapomina się” oddychać. Jej życie jest nieustannie zagrożone. Ojciec otacza ją jak najlepszą opieką, ale czuje, że jego starania nie wystarczają. Postanawia działać niekonwencjonalnie i wchodzi na mroczną ścieżkę. Dokąd go to zaprowadzi?

Wzgórze nie jest zwykłym wzniesieniem, ma bogatą historię: było pogańskim miejscem kultu, stał na nim klasztor i sanatorium słynące ze skuteczności leczenia. Czas i przestrzeń ulegają tam zaburzeniom. Wzgórze żyje swoim życiem i nieliczne osoby mogą je zrozumieć. Należy do nich Eleonora, przyjaciółka ojca chorej dziewczynki. Może potrafiłaby porozumieć się ze wzgórzem. Tragiczna przeszłość sprawia jednak, że woli trzymać się od niego jak najdalej.

Losy ojca chorej dziewczynki, Eleonory i wzgórza są nierozerwalnie związane. Tylko czy na dobre? Czy na złe?

238 pages, Paperback

Published April 23, 2025

1 person is currently reading
4 people want to read

About the author

Anna Robak-Reczek

9 books1 follower

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
2 (10%)
4 stars
7 (36%)
3 stars
4 (21%)
2 stars
5 (26%)
1 star
1 (5%)
Displaying 1 - 5 of 5 reviews
3 reviews
May 5, 2025
"Czekało; wzgórze umiało czekać. Otulone mgłą, z której mogło wyłonić się absolutnie wszystko, wyczekiwało, choć stan ten nie miał trwać wiecznie. Wzgórze pamiętało. Żyło wspomnieniem tych, co odeszli, ale i obecnością tych, co wracali. Oni wszyscy należeli do wzgórza."

Znowu mam podobny problem, jak przy "Pamiętam tylko ogień" Ani Musiałowicz. Przyszło mi pisać o książce, która tak pięknie wybrzmiewa, że nie mogę się pozbyć wrażenia, iż wszystkie moje słowa o niej będą zbyt blade, zbyt pospolite.

Sięgając po "Melafiry" byłam przygotowana na duży ładunek emocjonalny. Wiedziałam, że to w pewnym sensie coś nietypowego i jednocześnie idealnie skrojonego pod moje gusta. To bardzo nieoczywisty horror psychologiczny, a ja kocham grozę (od niej zresztą zaczynałam pisanie swoich pierwszych opinii),ale jeszcze mocniej ciągnie mnie do dobrze zarysowanych warstw psychologicznych w literaturze, niezależnie od gatunku. Anna Robak-Reczek debiutowała poezją i chociaż świetnie odnajduje się w prozie, to widać w jej dziełach takie liryczne naleciałości - co absolutnie nie jest tutaj żadną wadą, wręcz przeciwnie.

Wiecie czym jest w ogóle melafir? Sama ani chwili się nad tym nie zastanawiałam, gdy zaczynałam czytać książkę, bo zetknęłam już się z tym słowem wcześniej. Dopiero spotkanie autorskie uświadomiło mi, że dla większości osób jest to coś nowego. Mała rzecz, a napędziła mi dużo rozmyślań, bo zaczęłam zastanawiać się nad tym, skąd w ogóle kojarzyłam definicję - wszak nie jest to nic charakterystycznego dla mojego regionu, ani też niespecjalnie miałam okazję w podobnych rejonach przebywać. No i nie doszłam do żadnej sensowej odpowiedzi. Sprawa pozostaje zagadką, podobnie jak jedną wielką zagadką jest wzgórze, wokół którego kręci się cała historia - bo choć różnorakich motywów tu wiele, wszystkie w jakiś sposób łączą się z tym miejscem. Wzbudza ono niepokój w czytelniku...

Wspominałam już, że to nieoczywisty horror. Mimo że na rynku dużo już takiej nieklasycznej grozy, która nie straszy nas wymyślnymi potworami, tylko samym klimatem, "Melafiry" są nieco inne. Tutaj na dobrą sprawę ta gęsta atmosfera nie wprawia nas w stan odrętwienia w trakcie czytania (choć, oczywiście, też). Ona wysuwa swoje macki już po lekturze. A przynajmniej ja tak miałam, bo mnie najmocniej chwyciło już po odłożeniu książki. I o ile czytając o kolejnych poczynaniach głównych bohaterów starałam się utrzymywać jasność umysłu i hamować różnorakie analizy, w pełni skupiając się na rozwoju fabuły, o tyle później zasypał mnie cały ogrom refleksji. Pozwoliłam im się na spokojnie ułożyć w głowie. Niemałą rolę odegrało w tym wymienione wyżej spotkanie autorskie. Takie wydarzenia niemal zawsze stanowią bogate źródło wiedzy. Niekoniecznie o samej twórczości. Często są świetną podwaliną do wysnuwania własnych, daleko idących interpretacji. Autorka preferuje taki rozwój zdarzeń - kiedy na wszystkie pytania nie ma jednej, właściwej odpowiedzi, tylko zależą one od tego, jak dane kwestie odebrał czytelnik. Dlatego właśnie uwielbiam takie spotkania i nieustannie będę zachęcać do tego, by na nie chodzić. 😉

Niewątpliwie nadrzędną tematyką, jaką porusza Ania, jest choroba małej Gai, klątwa Ondyny. Piękna nazwa na strasznie niebezpieczne (i rzadkie) schorzenie, sprawiające, że dziewczynka "zapomina" oddychać, przez co jej życie jest nieustannie zagrożone. Oczywiście choroba niesie ze sobą szereg innych objawów, sprawiających, że nie tylko egzystencja małej jest bardzo ciężka, ale także ludzi, którym przyszło się jej opiekować. Mowa tu oczywiście o jej ojcu - Ksawerym, który po śmierci żony samotnie wychowuje córkę, ale także i o Eleonorze, jego przyjaciółce, na której również spoczywa niemałe brzemię. Bezgraniczna miłość, trudy wychowania, samotne rodzicielstwo, poświęcenie, nadzieja. Mogłabym tak rzucać kolejnymi hasłami i wszystkie z nich znalazłyby zastosowanie w tej historii. A nie wspomniałam jeszcze o, w mojej opinii pierwszorzędnie rozpisanym wątku przyjaźni, w dodatku damsko-męskiej, ani też o pogańskich rytuałach... bowiem ta historia ma wiele mrocznych odnóg, a okolice wzgórza stanowiły niegdyś miejsce kultu... Tego jest jeszcze dużo, dużo więcej. Tak, że nie sposób wyliczyć, żeby o czymś nie zapomnieć. Każda postać ma swoją historie. Skrzętnie rozpisane pobudki, motywacje. Przeszłość, która sprawiła, że teraz postępują tak, a nie inaczej. Tu nie ma zapychaczy. Każda rzecz ma jakieś znaczenie dla całości, mniejsze lub większe - bez różnicy, ma.

Jeżeli dopiero macie w planach lekturę - zwracajcie uwagę na takie drobne niuanse, jak choćby dobór imion bohaterów. To chyba mówi samo przez się o tym, jak dopracowana jest ta pozycja.

Pełny, oryginalny wpis został opublikowany w ramach współpracy reklamowej tutaj:
https://www.instagram.com/p/DJQiXkDNE...
Profile Image for żyrafaczyta.
411 reviews9 followers
June 7, 2025
Klątwa Ondyny. Tajemnicza góra, która przyzywa. Dawna wiara. Brzmi jak przepis na intrygującą opowieść grozy, prawda? Otóż nie tym razem. Niestety, „Melafiry” zamiast porywającej, gęstej atmosfery zaserwowały coś w rodzaju literackiego grysiku – niby coś tam jest, ale nijak się tego nie da pogryźć, a smak pozostaje rozczarowująco nijaki.
Autorka miała potencjał, to widać – językowo wszystko gra. Styl jest przyjemny, momentami nawet poetycki, a narracja niesie pewną melodyjność. Problem w tym, że ta proza wybrzmiewa na pustej scenie. Dialogów jak na lekarstwo, za to przemyślenia bohaterów wylewają się szerokim strumieniem, niestety, bez większego sensu dramaturgicznego czy głębi.
Fabuła? Zmarnowany potencjał w czystej postaci. Pomysł z dziewczynką obciążoną klątwą Ondyny i ojcem, który próbuje ją ratować, mógłby grać pierwsze skrzypce w kameralnym horrorze psychologicznym. Zamiast tego otrzymujemy przegadany chaos. Pojawiają się jacyś przyjaciele ojca – ale równie dobrze mogłoby ich nie być, bo ich obecność nie wnosi do opowieści niczego znaczącego. Gdyby zostali w domu, nikt by tego nie zauważył.
Największym grzechem „Melafirów” jest jednak narracyjny chaos – ciągłe zmiany punktu widzenia, które urywają się w pół zdania, budując nie napięcie, lecz frustrację. Brak rytmu, brak konsekwencji, brak tego czegoś, co trzyma czytelnika w napięciu. Co więcej, groza jest tutaj bardziej domniemana niż obecna – raczej mglista obietnica niż realne uczucie niepokoju.
Bohaterowie? Przeźroczyści. Tak liczni i tak nijacy, że choć przemyśleń w narracji mamy sporo, to nie jesteśmy w stanie nikogo naprawdę poznać. Zamiast wyrazistych postaci – puste kontury. Zamiast angażującej historii – fragmenty, z których nic nie wynika.
Na osobną uwagę zasługuje element dawnych wierzeń – motyw z ogromnym potencjałem, który został przedstawiony po macoszemu. Zanim autorka zdążyła cokolwiek sensownie rozwinąć… książka się kończy. Dosłownie. Czytelniczy niedosyt jest tu wręcz modelowy – idealny przykład, jak nie budować mitologii w prozie.
Podsumowanie? Niestety: Nie polecam.
To nie jest opowieść, która straszy, hipnotyzuje czy zostaje w pamięci. To książka, która – choć krótka – dłuży się niemiłosiernie. Gdyby nie jej objętość, byłby to klasyczny przypadek DNF (Did Not Finish). A tak… po prostu ogromne rozczarowanie.
Groza bez grozy, akcja bez akcji, mitologia bez mitologii. Jak mówi klasyk: miało być epicko, wyszło jak zawsze.
314 reviews
October 31, 2025


Mówią, że wzgórze jest miejscem mocy, słynie z cudownych ozdrowień. Ale cuda mają swoją cenę.

"W legendzie znaczącą rolę odgrywał klasztor, który wyrósł na miejscu starej świątyni. Sanatorium, w którym następowały niemal cudowne ozdrowienia."

Cud przydałby się Gai, córce Ksawerego. Dziewczynka cierpi na chorobę, w której zapomina się oddychać. Ojciec dba o nią jak może, zrobiłby dla niej wszystko. Razem miekszkają w samotnym domu, na skraju lasu, u stóp wzgórza. Wzgórze żyje własnym życiem, owiane jest legendami i pewną przeszłością.
Większość ludzi woli trzymać się z daleka, ale są i tacy, co czują się tam dobrze.

"Może wzgórze znów będzie wysłuchane i ludzie będą umieli się z nim dogadać. A może dalej będą głusi i ślepi. Nie szkodzi. Wzgórze umiało czekać, na mnie poczekało."

Ciekawi jesteście której postaci można przypisać powyższy cytat? Poza Ksawerym i jego córką, pojawiają się w tej historii jeszcze inne znaczące postaci. Jest Eleonora, prawniczka i przyjaciółka Ksawerego. Jest Monika, dziennikarka, chcąca napisać dobrą książkę o wzgórzu. Poza tym są Leo, Łukasz, oraz starszy sąsiad.

Na początku czytania miałam wrażenie, że to powieść obyczajowa, opowiadająca o samotnym ojcu, mężnie opiekującym się chorą córeczką. Z kolejnymi stronami pojawiały się dreszczyk i gęsia skórka.
Dobrze zadbać o odpowiednie warunki przed rozpoczęciem lektury, takie jak spokój, i cisza. Ewentualnie wiatr i ciemność za oknem, które sprawią, że wyobraźnia zadziała mocniej.

Książka mi się podobała, chociaż w mojej ocenie to jednak bliżej jej do obyczajówki z dreszczykiem, niż do horroru. Grozą powiało, nie przeczę, jednak na pierwszy plan wysuwają się relacje międzyludzkie, a to jak autorka je opisała, z pewnościązasługuje na wyróżnienie.

Sprawdźcie jak wam się spodoba ta książka z zagadkowym tytułem i przyciągającą wzrok okładką.
Czytajcie i dzielcie się wrażeniami. Ja polecam.

140 reviews1 follower
April 30, 2025
wzgórze, to przeklęte wzgórze!
mrokiem pochłonięte te skały
wznoszą się przy melodii wtórze
nie miały litości, życia skradały!

wzgórze to z ciemności narodzone
pogańskim kultem się niosło
tutaj czas i przestrzeń niezmierzone
wzgórze to stratą i krwią się wzniosło

na kamieniu ta krew niewinna!
siostrzane sumienie zdeptane
to ona była temu winna!
wzgórze tragedią splątane

można to wzgórze poczuć i przeżyć
na tym skraju lasu bezkresnym
wedrzeć się w nie i mrok przemierzyć
w tym gąszczu światełek doczesnym

oddychaj, dziecino, oddychaj
będę przy tobie pomocą
o oddechu, dziecino, nie zapominaj
światełka tak pięknie migocą...

te dostojne melafiry mienić się będą
a wzgórze pamięcią ich otoczy
z dusz ludzkich pomroki wydobędą
aż ktoś na wieki zamknie swe oczy...

Tam trzeba ofiary. Tam trzeba zapłaty. Wzgórze czuje i czeka. Ponad unosi się. W ludzi wrasta i przywołuje. Kiedyś. Wtedy. Głosi legenda. Że tam leczono. Stary mówi, złorzeczy i drwi z nich. Kto na wzgórze przybywa, przyjmuje utratę. Tak jak Janka, której krew się mieniła. Dzieckiem tylko była. Dzisiaj on musi tam iść. Rozerwać więzy życia. Zedrzeć z siebie kawałki duszy. Wygrzebać. Ofiarować. I tylko ten las i las. Szumiący, szepczący, w mroku ciemności grzebiący.

Tutaj się rwą myśli na szczypty niepokoju. Subtelnością grozy przenikają skórę. Można taplać się tutaj w emocjach. A one są piękne. Gęste, niesamowite w czuciu. Takie inne, choć bliskie. I też serce mocno i duszę mielą na kawałki smutku. Bo dziecko cierpiące na klątwę Odyny. Walczące o oddech. Ojca poświęcenie dla jej życia. Bo tragiczna utrata siostry. Wciąż trawiąca, wciąż kłująca. Wciąż głośno brzmiąca. Jest jak lubię. Jest poruszająco. Po mojemu. Polecam.
Profile Image for Assayah.
731 reviews18 followers
April 30, 2025
[współpraca @pulpbooksmedia @aplikacja.pulpup ]

❗TW: choroba dziecka, śmierć

Samotny dom na wzgórzu, w którym mieszka ojciec z chorą córką i tragiczna historia sprzed lat, która nieoczekiwanie powraca.

Na wstępnie zaznaczę, że gatunek tej książki to horror obyczajowy/psychologiczny, ale dla mnie słowo ,,horror" nacechowane jest skojarzeniami z brutalnością, strachem i elementami paranormalnymi, a ,,Melafiry" tego nie miała, dlatego oceniałam ją w kategorii ,,obyczaj z elementami paranormalnymi" (niby to samo, ale użyte słowa w moim przypadku zmieniają odbiór).

Nie lubię gatunku, jakim jest obyczaj, czytanie o codziennym życiu mnie nudzi, jednak szybko dotarłam do końca książki. Dlaczego? Bo była to bardzo dobrze napisana historia. Bohaterowie byli ludzcy. Mieli pracę i faktycznie pracowali, Gaja mówiła i zachowywała się jak dziecko w jej wieku, przemyślenia bohaterów nie brały się znikąd, a relacje nie były idealne. Pojawił się wątek przyjaźni damsko-męskiej, która była tylko przyjaźnią i czułam, że autorka nie próbowała w żaden sposób skierować tego w stronę związku, co doceniam, bo takich relacji brakuje w książkach.

Jak wspomniałam wyżej, nie był to typowy horror, więc z pewnością nie trafi do każdego miłośnika tego gatunku. Tutaj bazą była choroba dziewczynki - Klątwa Ondyny, która sprawiała, że Gaja "zapominała" oddychać i musiała być ciągle pod opieką, aby się nie udusić. W tle odkrywała się powoli tragiczna historia sprzed lat, która miała związek ze wzgórzem. I tutaj przyznam, że początkowo, gdy pojawiły się światełka (nic nie zdradzam) czułam niepokój, ale później on znikł przez to, że liczyłam na więcej tego typu elementów.

Podsumowując, nie będzie to książka dla osób liczących na masę niepokoju, strachu i brutalności. Tutaj wszystko jest "delikatne", pozbawione mocnych opisów, ale jednocześnie gdzieś w tle czuć, że jest jakiś sekret, o którym czytelnik jeszcze nie wie, a gdy się dowie, wydarzy się coś, czego nikt się nie spodziewał...
Displaying 1 - 5 of 5 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.