– Najkrócej rzecz ujmując: o nieuchronnym końcu analogowej Polski. Kraju pełnego pozostałości po PRL-u, wszystkich tych starych dworców, barów, restauracji, bibliotek i ośrodków, które w pewnym momencie zaczęły znikać z krajobrazu, co na początku było niemal niezauważalne, ale w pewnym momencie nabrało takiego tempa, że to, co niegdyś powszechne, stało się unikatem. Stąd też między innymi tytuł książki.
– To znaczy?
– Przez lata, szukając miejsc do sfotografowania, zwracałem uwagę na to, czy w opisie budynku przewija się określenie „jak za Gierka”. To był dla mnie znak, że warto tam pojechać: „Wystrój jak za Gierka”, „Standard pokoi jak za Gierka”, „Lampy, krzesła jak za Gierka”. Gierek był wszędzie. Teraz ten slogan niemal zniknął z opisów. Era peerelowskiego krajobrazu dobiega końca. Dokonuje się długo odwlekany koniec pewnej epoki.
Fotografie rozpalają we mnie nostalgię i pragnienie jechania w Polskę. Autor jest fenomenalnym fotografem. Żałuję, że nie rozpisuje się szerzej o tym, co fotografuje i funkcjonaliźmie, który był największym skarbem tamtej architektury, a tak kontrastuje z tym, jak buduje się dzisiaj. Fajnie byłoby zwiększać na to wrażliwość ludzi. Niewykorzystana okazja, bo dla mnie te opowieści między zdjęciami są niestety nijakie. Mam poczucie nieopowiedzianych historii o tych miejscach i duchu czasów, w których budynki powstawały. Mimo wszystko jestem fanką działalności pana Marcina. :) tak jak i polskiego modernizmu.
Dobrą książkę od lat poznaję po tym, że w trakcie lektury wgryza się we mnie jej styl. Zaczynam myśleć zdaniami autora, tym ulotnym sposobem dobierania słów. Nabieram też grafomańskiej ochoty na napisanie czegoś własnego. Wtedy wiem, wiem na pewno! To jest coś naprawdę dobrego.
Ta książka to uczta. Ale składa się z potraw, które nie będą smakować każdemu. Mi smakowały. Trudno się od niej oderwać i wcale nie chciałam, żeby się kończyła. Jej koniec bowiem w jakiś sposób zwiastuje również koniec pewnej epoki. Marcinie, ponownie- ogromne gratulacje. Bawiłam się wyśmienicie. Nie zatrzymuj się. Obyś tylko miał jeszcze o czym pisać…
4.5/5 Kupiłam tę książkę dla ładnych obrazków, ale kompletnie się nie spodziewałam, że autor potrafi tak wybitnie pisać. Niesamowicie kreatywne są te teksty, zabawne i pomysłowe. często uśmiechałam się do siebie czytając, idealna książka do relaksu. Jedynym minusem jest MAŁA ilość zdjęć! Chciałabym żeby do każdego miejsca było tak przynajmniej 7-8 a tutaj mamy po 2-3 :/
lepsza niż 'Ostatni turnus' - autor trochę odpuścił sobie boomerskich żartów pomiędzy zdjęciami, a bardziej skupił sie na przybliżeniu czytelnikowi fotografowanych obiektów i ich opisów. Jak dla mnie - opisów budynków mogłoby być nawet więcej.