Cztery pokolenia kobiet, skomplikowana historia rodziny, niezwykły pałacyk i zegary, które zamiast odliczać czas, strzegą cennego sekretu.
Historia czterech pokoleń niezwykłych mieszkanek pałacyku na obrzeżach małego miasteczka. Karoliny – wycofanej nastolatki, Dagny – niespełnionej artystki, Jadźki – podstarzałej nimfomanki oraz Eugenii – miłośniczki pokera i dobrych cygar.
Kiedy siedemdziesięciodwuletnia Gienia Marjańska przegrywa w karty znaczną, jak na jej możliwości finansowe, kwotę, musi podjąć zdecydowane kroki, by coś zmienić w ich dość dotąd nieogarniętej rzeczywistości.
Ratunek oferuje Józef Nachalny, wierny przyjaciel Eugenii, wychodząc z propozycją spłaty długu w zamian za siedemnaście zegarów, które od pół wieku zajmują jedną ze ścian starego pałacyku Marjańskich.
Grażyna Jeromin-Gałuszka – urodziła się i mieszka w Sosnowicy, niewielkiej wsi koło Radomia, gdzie w otoczeniu rodziny pisze, a dla relaksu zajmuje się niewielkim gospodarstwem. Absolwentka bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz scenariopisarstwa w PWSFTviT w Łodzi. Publikowała utwory poetyckie i krótkie formy prozatorskie w czasopismach oraz w antologiach poetyckich. Laureatka ogólnopolskiego konkursu na temat filmowy zorganizowanego przez Agencję Scenariuszową i tygodnik „Film”. Współautorka scenariusza jednego z popularnych seriali telewizyjnych. Ma dwoje dzieci, Kasię i Karola. Jej debiutancka powieść „Złote nietoperze” otrzymała pierwszą nagrodę w konkursie literackim „Kolory życia”. Ponadto napisała powieści „Oczy Marzanny M.”, „Kobiety z Czerwonych Bagien”, „Nie zostawiaj mnie” i „Magnolia”.
Niesamowita. Historia o zwykłych, niezwykłych kobietach, mnóstwo tu było tej zwyczajności, polskości, niesamowitego poczucia humoru, pięknych opisów, trzymających w napięciu wyznań i po prostu życia. Uwielbiam tę książkę 🖤
Jak dobrze, że do lektury książki, przyciągnęło mnie tytułowe zdanie. Książka z łatwą do podążania i przewidzenia treścią ale nie to ważne... ludzie, warsztat pisarski, treść trafiająca w samo serce, klimat, jaki stworzyła autorka. A dodatkowo jeszcze nazwa miejscowości - Słowiki. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, że inspiracją były Słowiki koło Opactwa. Co dla mnie, ma dodatkowo bardzo osobisty wymiar. Polecam. Szczególnie dla tych, którzy lubią obserwować życie utkane z chwil, słów, nastroju i parcia do przodu, bez względu na wszystko.
⏳⏳ Uwielbiam powieści od kobiet dla kobiet. Pełne tajemnicy i sensualności, utkane z emocji, pełne niedopowiedzeń i pragnień. To właśnie dlatego po prostu musiałam objąć swoim patronatem medialnym najnowszą książkę Grażyny Jeromin-Gałuszki – Skończyły mi się oczy. Autorka od lat pisze o kobietach i dla kobiet, a w tej powieści stworzyła świat, który momentami pachnie kurzem, cygarami, dawną miłością i przemilczanym bólem. To opowieść, której się nie tylko słucha – ją się czuje pod skórą.
⏳⏳ Cztery pokolenia kobiet pod jednym dachem – prababcia, babcia, matka i wnuczka. Eugenia, Jadźka, Dagny i Karolina. Każda z nich niesie na plecach inny ciężar, każda inaczej patrzy na życie, każda mówi do nas własnym, wyraźnym głosem. Ten głos – osobny, mocny, czasem sarkastyczny, czasem rozpaczliwie czuły – prowadzi nas przez osobiste historie i rodzinne sekrety, których centrum stanowi siedemnaście zegarów zawieszonych w pałacyku Marjańskich. Zegarów, które nie tyle odliczają czas, co strzegą tego, co przemilczane.
⏳⏳ Szczególnie mocno wybrzmiewa tu postać Karoliny – nastolatki o genialnym, analitycznym umyśle i niezwykłej wrażliwości. Patrzenie na świat jej oczami jest doświadczeniem, które zostaje z czytelnikiem na długo. Choć nie nazwano tego wprost, wszystko wskazuje na niezdiagnozowany autyzm – i to spojrzenie daje nam perspektywę, której często w literaturze brakuje. Ale równie ważne są pozostałe bohaterki – kobiety nieidealne, pokręcone, czasem śmieszne, czasem wzruszające. One nie udają – one po prostu są.
⏳⏳ Całość spina pierwszoosobowa narracja, dzięki której każda kobieta opowiada swoją wersję historii. I choć momentami te opowieści są przegadane, fabuła potrafi się dłużyć, to właśnie dzięki nim czujemy się, jakbyśmy siedzieli z nimi w salonie pałacyku – wśród zegarów, starych mebli i niewypowiedzianych żalów. Ten dom żyje emocjami, a przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, zostawiając czytelnika z pytaniami, na które nie zawsze są oczywiste odpowiedzi. ㅤ ⏳⏳ Tajemnica zegarów, która przewija się przez całą powieść, wciąga jak dobry kryminał, choć nie ma tu klasycznego śledztwa. Jest za to coś znacznie bardziej intymnego – poszukiwanie prawdy o sobie, o bliskich, o tym, co trzeba było przemilczeć, by przetrwać. Zegary są symbolem czasu, który nie tylko płynie, ale też trwa w nas – zastyga, rani, przypomina. I niektóre sekrety naprawdę potrafią darować życie... by później je brutalnie zabrać. ㅤ ⏳⏳ Skończyły mi się oczy to powieść o rodzinie – trudnej, nieoczywistej, ale prawdziwej. O kobietach, które próbują poskładać siebie z rozrzuconych kawałków. O miłości, która nie zawsze przychodzi w odpowiednim momencie. O błędach, które ciągną się przez pokolenia. To historia pełna bólu, ale też humoru i życiowej zadziorności. Jeśli kochasz książki z duszą – nie przegap tej powieści. Bo niektóre zegary trzeba usłyszeć, zanim naprawdę zaczną bić.
„Skończyły mi się oczy” to książka, która wgryza się pod skórę, rozkłada emocje na czynniki pierwsze i robi to z takim wdziękiem, że jednocześnie śmiejesz się i milkniesz. Anna Gałuszka stworzyła opowieść nie tylko o kobietach, ale o tym, co niewypowiedziane między nimi : o dziedziczonych lękach, przemilczanych dramatach, o tęsknocie za zrozumieniem i wolnością. To historia pokoleń, spleciona z czułością i ironią, prawdziwa do bólu i jednocześnie absurdalnie zabawna. Gałuszka nie moralizuje, nie udaje, że zna odpowiedzi , za to pokazuje kobiety takimi, jakie są: silne, zagubione, śmieszne, dzielne. Prawdziwe. Czytałam i miałam wrażenie, że ktoś przetrząsa moją własną pamięć. A kiedy skończyły mi się oczy – próbowałam czytać uszami, bo każda bohaterka mówi tu własnym, niepodrabialnym językiem . Cudowna. Polecam.❤️
Są książki, które wzruszają, są takie, które śmieszą, są też takie, które potrafią czytelnika zaskoczyć. Ale najcenniejsze są te, które robią to wszystko naraz, nie popisując się przy tym zgrabnym balansowaniem fabularnym, lecz opowiadając o tym, co najbardziej ludzkie, o codzienności. Pozwalając usłyszeć skrzypienie podłogi, poczuć przeciąg między starymi drzwiami a pękniętym oknem. Przysiąść w kuchni, gdzie od lat nikt nie zmienia zasłon, ale za to zawsze jest herbata i zawsze jest ktoś, kto coś powie, z przekąsem, z bólem, z miłością. Czasem wszystko naraz.
„Skończyły mi się oczy” to właśnie taka książka. Nie błyszczy pozłotą sensacji, nie udaje wielkiej literatury, nie sili się na wielkie metafory, a jednak zostawia w człowieku coś bardzo prawdziwego. To zbiór głosów, które przypominają, że życie kobiet to nie wykresy i daty, tylko zlepek chwil. Gęstych od emocji, absurdalnych, niekiedy czułych aż do bólu, niekiedy brutalnych w swojej szczerości. A czasem tak śmiesznych, że śmiech przerywa czytanie, by można było odetchnąć. I znów wejść w ten świat.
Ta powieść nie ma jednego bohatera. To opowieść utknięta między czterema głosami, czterema spojrzeniami, czterema duszami, które choć różne jak ogień i woda, to złączone są nieprzerwanym nicią kobiecości, dziedziczenia, pamięci. To historia nie tyle o kobietach, ile przez nie opowiedziana. Każda mówi własnym językiem, każda widzi świat inaczej. Ich słowa splatają się w nielinearny, czasem szorstki, czasem czuły, a czasem bardzo zabawny splot. Jak ręcznie tkany dywan, w którym wzory nie zawsze są symetryczne, ale za to pełne znaczeń.
Dialogi są perełkami! Błyskotliwe, czasem nieprzyzwoicie trafne, pełne życiowej ironii i codziennej prawdy. Czytelnik co rusz łapie się na tym, że zna te frazy. Gdzieś je słyszał. Od mamy. Od babci. Od sąsiadki. To język, który tętni autentycznością, nie literacką, lecz prawdziwą, podwórkową, kobiecą. A śmiech, który przy tym towarzyszy, nie jest tylko reakcją na żart, to śmiech z rozpoznania, z ulgi, że ktoś inny też tak ma.
Co niezwykłe mimo całej tej wielogłowej narracji, mnogości historii, wątków i wspomnień, książka nie traci wewnętrznej spójności. Każda z opowieści coś do siebie dopowiada, prostuje albo pogłębia. Czasem to jak rodzinny obiad, dużo emocji, przerywanych zdań i talerzy do pozmywania. Ale na końcu zostaje ciepło.
„Skończyły mi się oczy” to powieść o tym, że życie nie zawsze układa się w schludne rozdziały. Czasem wszystko się miesza, radość ze smutkiem, śmiech z płaczem, duma z wstydem. Ale może właśnie w tej nieregularności tkwi jego piękno.
To książka o pamięci, która boli. O kobiecości, tej siłowej i tej bezbronnej. O miłości, która przychodzi nie wtedy, kiedy powinna, i odchodzi za wcześnie. O czasie, który odliczają zegary i tym, który mierzy się tylko sercem.
Nie sposób odłożyć jej bez poczucia, że oto uczestniczyło się w czymś ważnym. Że przez chwilę mieszkało się w tym starym pałacyku, przesiąkniętym tajemnicą i zapachem herbaty, i że słuchało się czterech głosów, które choćby mówiły o bólu nigdy nie były pozbawione nadziei.
To książka, która zostaje. I zostawia z refleksją, z uśmiechem, może z lekkim żalem, że to już koniec. Ale też z ogromną wdzięcznością, że się ją poznało.
Ach, jaka to była wspaniała historia😍 Tak inna, a tak mocno mnie porwała. Gdyby była ciut cieńsza, zdecydowanie wchłonęłabym ją w dwa/trzy dni. Jestem zakochana w tej historii. I już Wam mówię dlaczego. . Choć nie wiem czy będę potrafiła wyjaśnić dlaczego. Po prostu czuje się tę magię. Magię między bohaterami, a czytelnikiem✨ . Cztery pokolenia. Pra- Gienia, Ba- Jadzia, Ma- Dagna i Dziwadełko- Ka(ro)linka. Historia opowiedziana z perspektywy każdej z nich. Po jednym rozdziale dla każdej. Poznajemy ich losy towarzysząc im w ich wzlotach i upadkach. . Finansowo tej czwórce nie wiedzie się najlepiej, a po sporej przegranej w pokera przez Pra dostają sporego kopa motywacyjnego, zakasują rękawy i biorę się "za życie", by spłacić jej dług. . A w tle- one... Zegary... . To nie jest historia, która łamie serca. Nie jest to historia, która goni na łeb, na szyję. Ale jest tak wspaniała i magiczna, że nie da się jej nie lubić. Nie da się nie lubić tych bohaterów. Wspaniale jest patrzeć na to jaką przechodzą przemianę. Wspaniale jest patrzeć jak silna więź ich łączy. . Coś wspaniałego ❤️ Jedna ze wspanialszych❤️ . Polecam z całego serca ❤️
„Skończyły mi się oczy” to opowieść o czterech pokoleniach kobiet. O Nastolatce z niediagnozowanym Autyzmem. Jej matce Dagnie, niespełnionej artystki. Jadźce zwanej Dzidką, oraz seniorką rodu Eugenią, miłośniczce pokera i dobrych cygar. Mieszkają one w pałacyku, w którym znajdują się dziwne zegary. Nie odmierzają one czasu, ale strzegą cennego sekretu. Gdy Genia przegrywa w karty dość jak dla nich dużą kwotę, ratunek oferuje Józef Nachalny. Proponuje on spłatę długu w zamian za 17 zegarów, które od pół wieku zajmują jedną ze ścian posiadłości kobiet. ‘Skończyły mi się oczy” to powieść o kobietach dla kobiet. W jednym domu mieszka 4 pokolenia kobiet. Każda z nich jest inna. Każda posiada swoje sekrety i każda z nich ma inne podejście do życia. Narracja tutaj jest pierwszoosobowa. Każda z pań opowiada swoją wersję, dzięki czemu możemy każdą z nich lepiej poznać. Natomiast akcja tutaj biegnie swoim tempem. Czasami wkrada się nuda, ale nie trwa ona długo. Książkę te nie tylko się czyta, ale się czuje. Niemal na każdej stronie czuć zapach cygar, starych mebli i kurzu. Ten specyficzny klimat wprowadzają stare zegary, które przez całą książkę przewijają się. Książka potrafi dostarczyć wielu emocji. Zarówno wzruszy jak i rozbawi. Bohaterki tej powieści są barwnymi postaciami, o których na pewno szybko nie zapomnę. Książki może nie czyta się bardzo szybko. Wymaga czasami większego skupienia, ale dzięki temu czuję się ją bardzo niż inne książki. Polecam!
📚Wybuchowe trio Ma, Ba i Pra, czyli matka Dagna, babka Jadwiga zwana Dzidką i prababka Eugenia wychowują wspólnymi siłami 14-letnią Kalinę, tak naprawdę Karolinę. Nastolatka najprawdopodobniej cierpi na niezdiagnozowany autyzm - jest genialna w każdej dziedzinie, jednak ma problemy natury społecznej. Na pewno nie ułatwia jej życia matka, domorosła artystka i fryzjerka, babka fitnesiara i prababka pokerzystka z długami. Dom Kaliny jest równie niezwykły co jej rodzina - na ścianie znajduje się siedemnaście zegarów, przy czym każdy z nich wskazuje inną godzinę. Życiem całej familii Marjańskich rządzi chaos, jednak zdaje się, że nikomu to nie przeszkadza. No może oprócz Besi😉
📚"Skończyły mi się oczy" autorstwa Grażyny Jeromin-Gałuszka to powieść pokoleniowa, swoista saga rodzinna. Można tutaj znaleźć zabawne, wzruszające, a niekiedy straszne historie z życia kobiet różniących się praktycznie wszystkim. Połączyły je więzy krwi. 📚Czytając tę powieść czułam się jakbym siedziała w kuchni u mojej babci i słuchała snutych przez nią opowieści. Język jest przystępny, a historie na tyle ciekawe, że odczuwa się nieustanny głód wiedzy. 📚Po tej lekturze patrzę trochę inaczej na napotkane kobiety - nikt nigdy się nie dowie ile musiały przeżyć aby znaleźć się w obecnym punkcie życia. ����Polecam, to jedna z tych książek, która spodoba się wszystkim, jednak każdemu z innych powodów.
Cztery pokolenia kobiet, skomplikowana historia rodziny, niezwykły pałacyk i zegary, które zamiast odliczać czas strzegą cennego sekretu.
Historia czterech pokoleń niezwykłych mieszkanek pałacyku na obrzeżach małego miasteczka. Karoliny- wycofanej nastolatki, Dagny- niespełnionej artystki, Jadźki-podstarzałej nimfomanki oraz Eugenii-miłośniczki pokera i dobrych cygar.
Część jakieś historii się zakończyła. A miało być tak dobrze i wreszcie nadejść słońce, które wpada przez okno..
Za każdymi wyborami, decyzjami, któe dokonuje dorosła osoba stoją jej dzieci. Dzieci także muszą się zmagać z tym krzyżem.
Książka łączy ze sobą życie, lata, marzenia, pragnienia, złość, radość i płacz, każdej z osobna kobiety. Każda z nich przeszła przez życie inaczej. Odbierając każdy dzień inaczej. Jednakże jakaś część ich ze sobą jest połączona. Jak przeszłość plecie nici z przyszłością, tak i ich życie od babki do wnuczki jest połączone. Każde ich wybory, deklaracje, miłość i troska.
Ostatnio czytałam podobną trochę książkę, ale tą bardziej zapamiętam, chcoaiżby z tego powodu, że pokazuje nam, że ta przeszłość o któej staramy się zapomnieć nie zawsze nas zostawi. Czasami znajdzie drzwi, okno, szczelinę i zawita do Nas w najmniej odpowiednim momencie.
Nigdy nic nie jest pewne, ani na stałe. Coś się kończy i coś zaczyna. Jednakże zawsze musimy szukać w tym promieni słońca, które się do nas uśmiecha.
Liczyłam na lekturę pokroju “Matek i córek” Ałbeny Grabowskiej ale się zawiodłam. DNF na 25%, nie ciągnęło mnie do ponownego sięgnięcia po czytnik. I owszem jest tu odrobinę podobieństwa do wspomnianej przeze mnie pozycji p. Grabowskiej- pod jednym dachem mieszka prababcia, babcia, matka i córka/wnuczka/prawnuczka. Ale sama fabuła jest tak dziwaczna, że aż słów brak. Nie polecam. 1,75 gwiazdek