Przeszłość nie umiera. Czeka na odpowiedni moment.
Marcin i Dominika prowadzą popularny kanał na YouTube poświęcony eksploracji opuszczonych miejsc. Gdy odkrywają kaplicę w głębi lasu, nie wiedzą jeszcze, że przedmiot, który stamtąd zabiorą, wciągnie ich w spiralę niepokojących wydarzeń.
Kim był tajemniczy ksiądz Krystian? Co naprawdę stało się w dawno zamkniętym ośrodku? I jakie siły wciąż kryją się w jego murach?
Nie bierz nic z takich miejsc to hipnotyzujący thriller grozy, w którym przeszłość i teraźniejszość splatają się w złowrogą opowieść o obsesji, klątwie i cienkiej granicy między wiarą a szaleństwem.
Marcin oraz Dominika prowadzą kanał na YouTube, gdzie tematyką przewodnią jest odwiedzanie opuszczonych miejsc i myszkowanie w nich. Kolejne miejsce jest niepozorne, bo to jakaś zapomniana kaplica w głębi lasu, ze zniszczonym ołtarzem. Podczas kręcenia kolejnych ujęć Marcin przypadkowo nadeptuje na leżący na posadzce krzyż, a później chowa go do plecaka. Tym sposobem została złamana najistotniejsza zasada pt.: "nie bierz nic z takich miejsc", a to będzie mieć swoje konsekwencje.
Spodziewałam się dużo więcej. Liczyłam na więcej grozy, więcej dyskomfortu podczas czytania, więcej tych rzeczy tajemnic, zagadek, poczucia zagrożenia, a nawet liczyłam na większy wątek paranormalny. Nic z tego nie dostałam w stopniu satysfakcjonującym. Obserwujemy wydarzenia z perspektywy Marcina, który tak zainteresował się miejscem z którego wziął krzyż, że mini research doprowadził go do tajemniczego księdza Krystiana oraz pewnej sekty. Potem tak kluczy, żeby odkryć więcej informacji. Dominika jest tutaj głównie dekoracyjnie, bo ona ruga go o to, że pije lub o to, że zabrał ten krzyż. Ogólnie nie jest to jakaś super zła historia, ale jakby ktoś mnie poprosił o polecenie książki mającej element grozy to ta nie byłaby pierwszym wyborem. Także zostawiam 2 gwiazdki - było okej, ale bez większego szału.
Była to moja pierwsza książka autora, ale z tego co zauważyłam, jego książki albo się kocha albo nienawidzi, nic pomiędzy. I obawiam się, że będę po tej drugiej stronie.
Gdybym usunęła z tej książki Marcina, powstałaby wzbudzająca dreszcze historia o brutalnym morderstwie sprzed lat, sekcie i księdzu, który nim tak naprawdę nie jest. Ale z Marcinem to była trochę taka magiczna komedia. Magiczna, bo aż ciężko było mi uwierzyć w jego nierealistyczne zachowania.
Książka (jak i sam bohater) była niezrównoważona. Najpierw nacisk kładziony był na życie prywatne bohaterów, żeby potem nagle przeskoczyć na sprawę wyjaśniania zbrodni sprzed lat i kompletnie zignorować życie prywatne. Bohater potrafił płakać, bo pokłócił się z dziewczyną, a ta się wyprowadziła i przestała z nim kontaktować, a chwilę później już biegał szczęśliwy poświęcając całą uwagę wyżej wspomnianej sprawie. Zawsze staram się doszukiwać przyczyn zachowań bohaterów, bo tak jak ludzie, są różni. Tyle że jego zachowanie było na tyle absurdalne, że nie mogłam uwierzyć, że jakikolwiek istniejący człowiek by się tak zachowywał.
Z tego co kojarzę, pojawiła się w pewnym momencie również jakąś postać nadnaturalna (demon, anioł?). Już nie pamiętam, czy było to jakoś logicznie wyjaśnione, ale pamiętam, że niezbyt mi się ten motyw spodobał.
Przemysław Borkowski to człowiek ze wszech miar uzdolniony. Możecie znać go nie tylko jako autora świetnych kryminałów ale też członka jednego z najbardziej znanych polskich kabaretów (a przynajmniej znanych mojemu pokoleniu). Ostatnia książka spod jego pióra czyli “Noc poślubna” nie do końca przypadła mi do gustu. Nie zraziło mnie to jednak do sięgnięcia po najnowszą pozycję jaką jest “Nie bierz nic z takich miejsc”. Czy ta powieść będzie lepsza?
Już na wstępie mogę powiedzieć, że tak! Zaczyna się mocno niewinnie. Dwójka ludzi na urbexie w starym, kościelnym ośrodku. Nagrywają film na swój kanał na jedną z popularnych, internetowych platform. Marcin wiedziony jakimś podświadomym instynktem postanawia z tego miejsca zabrać jeden, dosyć charakterystyczny przedmiot. Od tego momentu w jego życiu zaczynają się dziać zadziwiające i trochę nadprzyrodzone rzeczy. Chłopak zamiast odciąć się od sytuacji zaczyna drążyć temat co ostatecznie spowoduje, że jego życie zmieni się w piekło.
Jest to bardzo dobra książka. Przeczytałem ją jednym tchem. Fabuła idzie do przodu a autor co rusz zaskakuje nas kolejnymi pomysłami. Kiedy myślimy, że już czas, że nasz bohater więcej nie zniesie to dostaje kolejny raz, a potem jeszcze i jeszcze. Miałem takie momenty, że naprawdę było mi go już szkoda. Jeżeli jesteście fanami thrillerów z nadprzyrodzonymi wątkami to ta powieść jest po prostu stworzona dla Was! Polecam serdecznie!
słuchając recenzji o tej książce i przeczytaniu jej początku zapowiadało się rewelacyjnie. daje dwie gwiazdki gdyż nie tego się spodziewałam. książka nie jest zła ale po prostu nie mój typ książek
Thriller i groza mogą stanowić całkiem zgrabny duet. Doskonale uzupełniają się o czym, co pewien czas możemy się przekonać. Dokładnie jak w przypadku Nie bierz nic z takich miejsc Przemysława Borkowskiego.
Dominika i Marcin wspólnie nie tylko idą przez życie ale też prowadzą kanał na YouTube poświęcony nawiedzonym miejscom. Kręcąc kolejny odcinek trafiają do nawiedzonej kaplicy. To w niej miała działać grupa trudnej młodzieży pod opieką księdza Krystiana. W niej też duchowny miał dokonać morderstwo na jednej z podopiecznej. Marcin łamie główną regułę, z tego typu miejsc nie wolno nic zabierać, by nie ściągnąć z tym zła. Przekona się o tym dość boleśnie na własnej skórze, gdy nagle jego życie stanie na głowie.
Samotna kaplica, dziwne zjawiska i tajemniczy ksiądz niby nie wiele, a okazało się w sam raz na wywołujący dreszcze thriller grozy. Od początku mrok spowija opowieść, a kłopoty wydają się po prostu nieuniknione. Są bowiem takie miejsca, które lepiej, by na zawsze zostały zapomniane. Bezpieczniej nigdy się do nich nie udawać, omijać szerokim łukiem, bo nigdy nie wiadomo co z sobą można przywlec. A igrając z najprawdziwszym złem można się poparzyć. Schemat ten wydaje się znany, wielokrotnie sprawdzony ale Przemysław Borkowski udowadnia, że zawsze sprawdza się w stu procentach. W tego typu opowieściach nigdy nie można być pewnym, czy istnieje logiczne wytłumaczenie na coś, co dzieje się w związku z przedmiotem, którego zabranie burzy porządek. Budzi demony i otwiera drzwi na zło. Nagle uporządkowane życie staje na głowie, nagle zaczynają dziać się rzeczy mrożące krew w żyłach. Historia nawiedzonego miejsca staje się obsesją, a dotarcie do prawdy jest celem nadrzędnym. Zwłaszcza w przypadku kontrowersyjnego duchowego, którego głoszona herezja zatruwa umysły innych, który jest w stanie sprowadzić na manowce słabe osoby. Manipulator, szaleniec, narcyz, a może ktoś kto rzeczywiście wierzy w powierzoną mu misję. To chore umysły nadają opowieściom grozy tego smaku, dyktują ich rytm i zmuszają do konfrontacji z nimi, czy tego się chce, czy nie. Od początku zadajemy sobie pytania kim naprawdę jest ksiądz Krystian, a im bardziej mu się przyglądamy, tym bardziej budzi przerażenie. A o lepszy finał trudno sobie wymarzyć.
Przemysław Borkowski serwuje duszy dreszczowiec, który osacza od samego początku. Działa na wyobraźnię i wywołuje to przyjemne uczucie dreszczyku. Niezauważalnie wyostrza zmysły, trzyma w napięciu do samego końca, a domysły jak dalej będzie biec akcja nie kończą się. Tu wszystko dzieje się w zawrotnej prędkości i nawet na chwilę nie zwalnia tempo. Jedna decyzja okazuje się znamienna w skutki i determinuje cały ciąg kolejnych zdarzeń. Nie bierz nic z takich miejsc to powieść, od której nie sposób się oderwać, aż wszystko stanie się jasne.
Nigdy nie byłam fanką urbexu, a jednak jak wracam do lat młodzieńczych to zdarzało się zainteresować opuszczonymi miejscami, które miały swoją historię, a jej piętno mocno odciskało się na wyglądzie danego budynku. Nie dziwi mnie natomiast fakt, że są ludzie, którzy jarają się tego typu aktywnością. Na pewno przyprawia człowieka o wiele emocji, adrenaliny i samego funu. Nie bez przyczyny wzięłam na tapetę temat urbexu, ponieważ od właśnie takiej aktywności zaczyna się najnowsza powieść Przemysława Borkowskiego pt. "Nie bierz nic z takich miejsc". Marcin, główny bohater książki, z którego perspektywy poznajemy wydarzenia, wraz ze swoją dziewczyną Dominiką prowadzą kanał na YouTube. Odkrywają nadszarpniętą czasem kaplicę w środku lasu, której wnętrze wywołuje niepokój. Znajdują w niej mały krzyż, którego zabranie skutkuje niewyobrażalnymi zmianami w życiu bohaterów. Przemysław Borkowski podjął się tematyki dość trudnej, ale wywołującej zainteresowanie i przyprawiającej o dreszcze. Mieszanka thrillera z grozą, a nawet pokusiła bym się przy pewnej scenie o domieszkę sensacji, to zespół idealny. Podczas lektury "Nie bierz nic z takich miejsc" oplatają obawy, niepokój, czyli emocje, które pragnie się odczuwać przy każdej dobrej grozie. Mocnym atutem jest psychologiczny wymiar tejże powieści, a mianowicie manipulacja ludźmi, obsesja i szaleństwo mające naprawdę cienką granicę przy aspekcie wiary. Główny bohater posiadając krzyż, sam siebie skazał na klątwę, która przyprawia jego i bliskich o cierpienie, zmusza do zmiany myślenia czy pogłębia szaleństwo, które zaczęło go oplatać. Także niewyjaśnione wydarzenia sprzed dekady, które miały miejsce przy starej kaplicy, intrygują i z ciekawością śledzi się rozwój wydarzeń. Muszę jednak nadmienić, choć bardzo nie chcę, że po przeczytaniu 3/4 książki zaczęło dziać się coś nie tak. Jakbym wyrwała się spod klątwy, która działała także na głównego bohatera i z fascynacją przyglądała się wydarzeniom, po czym ktoś otworzył mi oczy i inaczej spojrzałam na świat. Odniosłam wrażenie, iż późniejsze rozwlekanie tematu w rozmowach między bohaterami zaczęły nudzić i akcja mocno spowolniła. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła, ale ma, według mnie, małe minusy. Czy zakończenie było satysfakcjonujące? Czasami proste rozwiązania wystarczają, by zadowolić czytelnika, nawet jeśli są one trochę absurdalne względem całej fabuły. U mnie to zadziałało. "Nie bierz nic z takich miejsc" to ciekawa propozycja dla czytelników, którzy lubią poczuć dreszczyk emocji, a tematyka wierzeń, klątw czy okultyzmu to jedno z ich ulubionych motywów w książkach.
Wybrałam tę powieść ze względu na dość mocno nakreślony w opisie wątek grozy. Głównymi bohaterami są Marcin i Dominika, którzy wspólnie prowadzą kanał na YouTube poświęcony eksploracji opuszczonych miejsc. W trakcie jednej z wypraw trafiają do starej kaplicy w lesie. Oczywiście wchodzą do środka, mając nadzieję na nagranie dobrego materiału. Od początku Marcin czuje się nieswojo w pomieszczeniu. Wydaje mu się, że ktoś go obserwuje, niepokoją go malunki dziwnych postaci na ścianach połączone z graffiti, a w końcu dostrzega drewniany krzyż oraz fotografię księdza. Bez większego namysłu zabiera krzyż ze sobą, mimo że dobrze zna zasady i wie, że w trakcie urbexu nie powinno się niczego ruszać, nie mówiąc o przynoszeniu tego do domu. Jeszcze tego samego dnia bohater doświadcza dziwnych zjawisk, a im dłużej krzyż znajduje się w jego posiadaniu, tym trudniej się go pozbyć. Marcin próbuje ustalić co wydarzyło się w tej starej kaplicy. Dociera do informacji o istnieniu dawnego ośrodka dla trudnej młodzieży, a także budzącej kontrowersje postaci księdza Krystiana oraz wątku morderstwa sprzed lat. Mężczyzna coraz bardziej wikła się w tę sprawę, ignorując nadciągające niebezpieczeństwo.
Tym razem moja opinia będzie krótka, bo niestety nie ma nad czym się rozwodzić. Zarówno opis, jak i początek powieści dają nadzieję na lekturę historii grozy. Byłam zainteresowana powieścią dopóki autor koncentrował się na tajemniczym krzyżu, sugerując, że to właśnie ten przedmiot jest odpowiedzialny za różne niepokojące wypadki dotykające bohatera. Doceniam również wszelkie niedopowiedzenia oraz wzmianki mogące świadczyć o tym, że to jednak Marcin źle wszystko odczytuje, powoli popadając w obsesję na punkcie opuszczonej kaplicy. Niestety elementy grozy pojawiają się głównie na początku książki, a potem ustępują miejsca pseudo śledztwu, które protagonista zaczyna prowadzić. Cały wątek księdza Krystiana oraz swego rodzaju sekty, którą zbudował w ogóle do mnie nie przemówił. Głównie z powodu sposobu w jaki został przedstawiony. To, co początkowo było owiane tajemnicą dość szybko przerodziło się w zbiór męczących dialogów pomiędzy postaciami. Najpierw Marcin odbywa szereg rozmów z pewną wdową, później również z głównym antagonistą, który na końcu wygłasza typowy monolog złoczyńcy, a to wszystko przeplata się z opisem niezbyt interesujących przemyśleń bohatera.
W tym przypadku nie znajduję żadnego konkretnego błędu, który mogłabym zarzucić autorowi. Ot, po prostu mnie ta historia nie zaciekawiła. Jak tylko wątek osobliwego krzyża zszedł na dalszy plan to powieść zaczęła mnie nudzić. Z trudem przebrnęłam również przez opisy ucieczki Marcina przed ludźmi z kaplicy. Być może problemem jest moja wyobraźnia, ale nijak nie mogłam przekonać samej siebie, że losy bohatera mnie obchodzą, a czytanie o tym gdzie mężczyzna postawił stopę, gdzie rękę, jak wytężał wzrok i co sobie myślał w chwili, gdy banda nieznajomych go ścigała, nie okazały się porywające. Na podstawie opisu spodziewałam się też, że wątek kanału na YT o paranormalnych zdarzeniach/urbexowych wyprawach będzie bardziej rozwinięty, a okazało się, że był potrzebny autorowi jedynie jako pretekst do zainicjowania intrygi. Tak samo dziewczyna głównego bohatera nie odgrywa żadnej ważnej roli. Kiedy autor potrzebuje, żeby Marcin w pełni skupił się na sprawie kaplicy, Dominika usłużnie strzela focha i wyprowadza się z mieszkania, ale później pojawia się jako stereotypowa dama w opałach, którą facet musi ocalić.
Chciałam zaangażować się w opowieść i miałam nadzieję, że trafiłam na ciekawy polski horror, ale niestety nie. Moim zdaniem ani to dobra historia grozy, ani logicznie poprowadzony kryminał, bo jak już wspomniałam, pod koniec Przemysław Borkowski zmienia koncepcję na intrygę, starając się przekonać czytelnika, że wszystko ma racjonalne wyjaśnienie. Dla mnie było za nudno, za sztampowo i bez polotu, więc nie polecam.
z tych miejsc nie bierz bo w nich ciemności i cienie od tego mroku się strzeż w nim tylko czerni odzienie
krzyż ten drewniany a twarz na nim tak inna krzyż ten czernią skąpany to nie ona była winna
na ołtarzu ofiara złożona ponad światłem mrok krew na nim złem skażona ponad jasnością zmrok
przeszłości echo nadchodzi w kaplicy, gdzie woła głos Zniszczyciel z czerni przychodzi zgubny ich spotkał los
z tych miejsc nie bierz bo w nich złowrogi śpiew duszno i ciemno tu wszerz z czerni rodzi się gniew
W kaplicy, gdzie czerń rodzi obsesję. Gdzie światło zanika, a złe na wierzch wychodzi. Ściany pogrążone w duchocie. Szepty. Szmery. Pogłosy. Rozchodzą się, panoszą, jęczą. I mlaszczą i szemrzą.
Można tu dreszcze poczuć na skórze. Tu ciemność granic nie zna, a lepi się drżeniem. Ściany tchną niespokojnym drżeniem. Na nich cheruby, w ich oczach zimno. Kiedy stanęli przed ołtarzem ofiary, kiedy obsesja spowiła umysły. Ktoś wtedy ucierpiał. Tamtego czasu, tamte chwile spowiła tragedia. Przelała się krew. Posoka gęsta. Ktoś odszedł, ktoś powrócił. W imię chorych wizji. Niejedno życie. Niejeden oddech. Zniknął, rozpłynął się. Ostał się tylko krzyż. Krzyż zatracenia.
Zatraciłam się w klimacie tej opowieści. To najmocniejszy jej atut. Czułam go. Mocno i wyraźnie. Jakby oblepił mnie niepokój, a ciemność była tuż obok. Jakby coś drżało. Znów ten mrok. Znów rodzi człowieczą ciemność i szaleństwo. Z przeszłości wypływa czarna otchłań tragedii, a teraz już tylko strach. I lęk. I żal się ostał. W sidłach chorej wizji, życie się zatraca. Ofiara spełniona.
Lubię autora w wydaniu grozy. Choć bardziej przemawia do mnie jego kryminalna strona. Tutaj mi czegoś delikatnie zabrakło. Pierwsza połowa książki dała mi to, co lubię. W drugiej się trochę gubiłam. Chciałabym więcej thrillera. Więcej tej przeszłości, bo ona była tutaj punktem wiodącym. Jednakże polecam. Bo są emocje. A przecież emocje to dla mnie wszystko. Czytajcie.
Przemysław Borkowski to topka polskiej sceny kryminału. Po fenomenalnych cyklach o Zygmuncie Rozłuckim i prokurator Gabrieli Seredyńskiej, Autor zaskoczył nas swoją ostatnią powieścią “Noc poślubna”, która była mroczna i paranormalna. Jeśli jednak myśleliście, że Przemek nie może wymyślić czegoś bardziej przerażającego i koszmarnego, to jesteście w błędzie. Oto przed Wami “Nie bierz nic z takich miejsc”, po którym jesteśmy przekonani, że będziecie mieć problem z zaśnięciem.🔥
Marcin i Dominika prowadzą kanał na YouTube, na który wrzucają relacje z wizyt w nawiedzonych miejscach. Wyprawa do kaplicy w podwarszawskiej miejscowości sprowadza na nich serię niepokojących zdarzeń. Tajemnicza przeszłość zamkniętego przed laty ośrodka oraz sprawa zbrodni popełnionej przez księdza Krystiana wciąga młodą parę w historię o klątwie, która prowadzić może do ostateczności.😶
Napisać, że książka ta jest niepokojąca i zawiera w sobie dreszczyk emocji, to tak jakby nic nie napisać. Tutaj czytelnik żyje w ciągłym strachu, zresztą tak jak i sami bohaterowie. Marcin, próbując odkryć sekrety ośrodka dla trudnej młodzieży, który prowadzony był przez oryginalną postać księdza, zaczyna balansować na granicy rzeczywistości i szaleństwa. Każda kolejna informacja, spotkanie czy przeczytany artykuł przybliżają youtubera do odkrycia prawdy, jednocześnie wywołując w nim coraz większe poczucie strachu i braku bezpieczeństwa. Chłopak zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno wszystko, co spotyka ich samych oraz osoby z otoczenia, są jedynie zbiegiem niefortunnych wydarzeń, czy może jednak pobyt w nawiedzonej kaplicy sprawił, że nie wrócili oni do domu sami. Klątwa? A może coś o wiele gorszego?😱
“Nie bierz nic z takich miejsc” to zdecydowanie tytuł na granicy thrillera i powieści grozy. Jeśli lubicie się bać, a tematy nawiedzonych miejsc Was intrygują zamiast przerażać, to najnowsza premiera Przemysława Borkowskiego jest dla Was lekturą obowiązkową.🖤
Marcin i Dominika prowadzą kanał na YouTube, w którym eksplorują opuszczone budynki. Pewnego dnia trafiają do opuszczonej kaplicy, gdzie wyczuwają złą aurę i być może czyjąś obecność. Kaplica stanowiła część ośrodka dla trudnej młodzieży, z którą wiązała się mrożąca krew w żyłach historia. Jedna z podstawowych zasad urbexu głosi, aby nie brać nic z takich miejsc, jednak Marcin w momencie nadepnięcia na krzyż wie, że to nie jest odpowiednie dla niego miejsce, więc zabiera go ze sobą. Razem z przedmiotem przynosi do domu swego rodzaju fatum, a jego życie zaczyna powoli obracać się w pasmo nieszczęśliwych zdarzeń.
Na wstępie zacznę od minusów, tym co mi przeszkadzało to zbyt długie opisy miejsc, rzeczy, pomieszczeń, które nie miały żadnego wpływu na fabułę, a znacząco obniżały moje zainteresowanie. Sytuacje, w których akcja przyspieszała, było złowieszczo, przerażająco, a główny bohater zachowywał się absurdalnie śmiesznie, zupełnie nie na miejscu. Co prawda było to tłumaczone, szokiem, reakcją stresową, ale do mnie to nie trafiało, według mnie niszczyło cały fantastycznie zbudowany klimat grozy.
Na plus natomiast opisy opuszczonych budynków, autentyczne, działające na wyobraźnie, które wywoływały ciarki na plecach. Całe budowanie napięcia od poczucia szaleństwa, obłędu, po śledztwo głównego bohatera i dochodzenie do prawdy było ekscytującym przeżyciem, szczególnie, że autor zapewnił nam kruchą granicę w interpretacji, można było racjonalizować sytuacje, które się wydarzyły lub wprost przeciwnie widzieć w tym nadprzyrodzone, paranormalne moce.
Podsumowując była to dobra lektura, krążąca wokół fanatyzmu religijnego, charyzmatycznego księdza Krystiana, który potrafił przekonywać do absurdalnych postaw. Mówiąca o tym jak siła perswazji może destrukcyjnie wpłynąć na myśli, postawę i zachowanie drugiego człowieka prowadząc go wprost w ramiona paranoi. Thriller grozy, który niejednego przerazi, rozbudzi wyobraźnię i nie pozwoli zasnąć.
Nie miałam jeszcze okazji czytać powieści autorstwa Przemysława Borkowskiego, dlatego kiedy zobaczyłam opis kryminału "Nie bierz nic z takich miejsc", postanowiłam po nią sięgnąć. Lubię filmy, które prezentują opuszczone miejsca. Do większości sama bym nie weszła, więc przynajmniej w ten sposób mogę zobaczyć, jakie kryją tajemnice.
Marcin i Dominika to para młodych ludzi, którzy prowadzą kanał na YouTube. Zajmują się urbexem, w związku z czym odwiedzają różne tajemnicze, a czasem niebezpieczne miejsca, gdzie kręcą filmy, które następnie publikują w sieci. Kiedy pewnego dnia trafiają do starej, opuszczonej kaplicy znajdującej się w pewnym ośrodku, Marcin zabiera z niej krzyż. Zasada urbexu mówi, że nie wolno niczego zabierać z eksplorowanych miejsc. Należy jedynie obserwować i dokumentować, nie zmieniając zastanego stanu rzeczy. Marcin nawet nie spodziewał się, co czeka go po tym, jak zabrał ze sobą wspomniany krzyż.
Decyzja o zabraniu krzyża rozpoczęła ciąg trudnych do wyjaśnienia zdarzeń. Życie Marcina zmieniło się w koszmar w jednej chwili. I chociaż mężczyzna naprawdę próbował odnieść krzyż na miejsce, okazało się, że nie jest to wcale takie proste. Poszczególne elementy fabuły świetnie się ze sobą łączą. Wykorzystany przez autora motyw urbexu stał się idealnym tłem dla historii, w której głównym wątkiem jest sekta i chory kult jednostki. Stworzona przez pisarza postać księdza Roberta hipnotyzuje, a działania bohaterów wciągają od pierwszej strony.
Nawiedzone miejsce akcji i duszna atmosfera nadają powieści klimat pachnący grozą, tajemnicą i mrokiem. Trójwymiarowości historii dopełniają świetnie skonstruowane opisy odwiedzanych przez bohaterów miejsc. Miałoby się ochotę zajrzeć w te mroczne kąty, chociaż biorąc pod uwagę konsekwencje działań głównych bohaterów, może byłoby trochę strach...
Książka "Nie bierz nic z takich miejsc" autorstwa Przemysława Borkowskiego, choć nie wprowadza niczego szczególnie nowego do literackiego świata, to jednak nie można jej nazwać słabą. Opisując ją, skłaniałabym się ku określeniu „przeciętna”. Temat oraz pomysł są zdecydowanie interesujące, a styl autora przyzwoity, chociaż momentami miałam wrażenie, że jest dość schematyczny. Powtarzalność niektórych wątków fabularnych co kilka rozdziałów odbierała mi nieco przyjemności z lektury.
Zdecydowałam się na wersję audiobooka, co okazało się trafnym wyborem. Lektor, Mikołaj Krawczyk, wprowadził odpowiednią atmosferę i jego głos był miły dla ucha. Fragmenty historii nie dłużyły się, a audiobook idealnie nadawał się na relaksujące dwa deszczowe popołudnia, podczas których można było doświadczyć odrobiny emocji.
Narracja przenosi nas w świat przypominający Urbex, co sugeruje, że mogło to być inspiracją dla autora. Klimat powieści jest dobrze skonstruowany - tajemnica, mrok oraz elementy grozy wprowadzają napięcie od samego początku. Zaczynamy od przestrogi: „nie bierz nic z takich miejsc”, a następnie pojawia się ON - krzyż, który staje się emblematem nieszczęść, jakie spadają na bohatera. Z czasem jednak, im głębiej zanurzałam się w fabułę, odczuwałam coraz silniej monotonię. Losy Marcina jako głównego bohatera traciły swoją dynamikę, zastępowane przez przedłużające się opisy miejsc, obiektów oraz pomieszczeń, które nie wnosiły nic wartościowego do akcji.
To typowy „spokojny” thriller, w którym brak znacznego przyspieszenia oraz intensywności utrudnia zaangażowanie czytelnika. Akcja rozwija się miarowo i jednostajnie, co w końcu może skutkować utratą zainteresowania historią. Ogromna szkoda, gdyż ta książka miała potencjał, by stać się czymś znacznie więcej. Mimo to, warto na nią zwrócić uwagę, jeśli szuka się relaksującej lektury na chłodne, deszczowe dni.
Marcin i Dominika prowadzą popularny kanał na YouTube, eksplorując opuszczone miejsca - tzw. urbex. W lesie odkrywają starą kaplicę, a znaleziony tam drewniany krzyż staje się źródłem niepokojących wydarzeń. Akt zabrania przedmiotu uruchamia serię napięć, które przekraczają wszelkie granice.
Książka napisana jest z lekkością i sugestywnym językiem. Krótkie rozdziały nadają tempo, a budowana atmosfera grozy działa stopniowo - jak mgła wkradająca się między strony.
„Nie bierz nic z takich miejsc” to przede wszystkim thriller psychologiczny z mocnym, sugestywnym początkiem i ciekawym klimatem horroru. Borkowski skutecznie wykorzystuje motywy urbexu, religii i psychologii fanatyzmu.
Zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść, jeśli interesują Was klimaty miejskiego horroru, opuszczonych miejsc i refleksji nad naturą zła. Jeśli jednak oczekujecie spójnego napięcia przez całą książkę i dynamicznego, „efektownego” finału, możecie czuć pewien mały niedosyt.
Osobiście bawiłam się przy tej książce genialnie i z pewnością zapadnie w mojej pamięci na długi czas! Polecam!
Od czasu do czasu skusi mnie jakiś kryminał 😄. Czy kiedyś trafię na taki, który mnie zachwyci? No nie wiem. Jak na razie za każdym razem czuję się zawiedziona 🙈. Przeczytałam o nawiedzonym przedmiocie, o starej kaplicy i tajemniczym księdzu i oczywiście wyobraziłam sobie, że to będzie thriller paranormalny, że będzie się działo, będzie groza i może jakieś opętanie, niestety nic z tych rzeczy 🤷♀️.
Powiedziałabym, że to taki dość spokojny kryminał. Więcej w nim było szukania informacji niż faktycznej akcji. Trzeba przyznać, że autor fajnie pisze, ma lekkie pióro i mimo wszystko książkę czytało się przyjemnie i szybko, ale to bardziej taka pozycja do przeczytania i zapomnienia. Na luźne spędzenie wieczoru lub dwóch, bo jakichś większych emocji i niepokojącego klimatu tu raczej nie znajdziecie.
Pierwsze rozdziały zapowiadały się zachęcająco - tajemniczo, trochę mrocznie, ale im dalej podążałam za fabułą tym cała ta otoczka grozy mnie nie przekonywała, a moje zaangażowanie słabło z rozdziału na rozdział. To, co pozostaje niezmienne, to styl autora, który od „Diabelskiego kręgu” był dla mnie czystą przyjemnością, jednak w tej typowej „kryminalnej” wersji czułam się najlepiej. Książka miała swoje lepsze momenty, choć dla wprawionych w tym gatunku będzie to raczej schematyczna pozycja. W drugiej części najzwyczajniej w świecie się nudziłam.. losy głównego bohatera były mi tak naprawdę obojętne, szczególnie patrząc na jego poczynania. Wątek fanatyzmu, sekty i kierunek, jaki obrano stawały się dla mnie przytłaczające. Nie była to pozycja dla mnie, a czy dla Was - to musicie sami sprawdzić :)
"Nie bierz nic z takich miejsc" to kolejny po "Nocy poślubnej" thriller grozy Przemysława Borkowskiego.
Marcin i Dominika zabierają z ukrytej w lesie nawiedzonej kaplicy coś, co powinno tam pozostać na wieki.
Atmosfera od początku przesiąknięta jest grozą i obłędem. Tutaj realizm przeplata się z mistyką, a normalność z szaleństwem. Rozciągnięte do granic możliwości napięcie powoduje lekki dyskomfort, wywołując niepokój , a nawet strach. Obłąkana, momentami psychodeliczna wizja autora sieje spustoszenie w umyśle czytelnika. Zło panoszy się na stronach, wyciągając do nas swe szpony, bo w opętanych miejscach i umysłach brak miejsca na normalność. Koniec końców muszę przyznać, że Borkowski całkiem nieźle poradził sobie z tym całym galimatiasem, który nam zgotował. A ja wstrząśnięta i jak najbardziej zmieszana, na długo zapamiętam płynącą zeń naukę, by nigdy nie brać nic z takich miejsc.