Gdy wojna raz przyjdzie do twojego domu, już nie chce z niego wyjść. Jest jak uciążliwy pasożyt, którego nie da się pozbyć. Zazwyczaj, gdy cichną działa i stygną lufy karabinów, nie zostawia nic z dawnego życia. Wojny trwają długo, ludzie uczą się z nimi żyć, mają złudną nadzieję, że momenty ciszy oznaczają lepsze jutro. Ono jednak nie nadchodzi, chwila spokoju to najczęściej tylko zapowiedź, że ich świat znowu się wywróci. - Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek, doświadczony reporter, dziennikarz i korespondent wojenny. Zjeździł Ukrainę, Afganistan, Górski Karabach. Przez kilka lat śledził losy jedenaściorga bohaterów złapanych w pułapkę konfliktu, który nie chce się zakończyć. Opowiedziana przez Pieniążka historia pokazuje przerażającą codzienność wojny widzianej oczami zwyczajnych ludzi.
11 bohaterów, 3 państwa, 3 miasta, 3 konflikty – jedna wojna.
Paweł Pieniążek (1989) – dziennikarz specjalizujący się w tematyce Europy Wschodniej. Relacjonował wydarzenia na Majdanie i konflikt zbrojny we wschodniej Ukrainie. Współpracuje z "Dziennikiem Opinii", "Nową Europą Wschodnią", "New Eastern Europe", Informacyjną Agencją Radiową Polskiego Radia S.A. i "Tygodnikiem Powszechnym". Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku", "Polityce" i "Wprost".
Napiszę, czym ta książka nie jest. Nie jest próbą wytłumaczenia przyczyn konfliktów. Nie jest namysłem nad rodzajami broni i ich zróżnicowaniem. Nie jest psychologicznym portretem tych, którzy konflikty rozpoczynają. Nie jest faktograficznym esejem, w którym daty, nazwiska i przypisy to większość tekstu.
“Wojna” ma pewnie po trochu z wszystkiego, niemniej przede wszystkim to historia ludzi, którym wojna weszła nieproszona do domu; których zastała w codzienności. To historia o ludziach, którzy owej codzienności w czasach wojny pragną jak wody. Którzy pielęgnują ogródek, pracują w piekarni, gotują zupę. Którzy wojny ani nie rozpoczęli, ani jej nie chcieli. To opowieść o przerażającej uniwersalności - egalitarnym braku litości, egalitarnej niesprawiedliwości, egalitarnym cierpieniu. To historia ludzi, z życia których wojna już nie wyjdzie, a odgłos uderzającego o ziemię pocisku będzie przerażał nie mniej, nie bardziej niż dzwonek telefonu.
I na koniec o autorze. Pieniążek nikogo nie ocenia; jakże czuć, że nie pisze z tezą. Słucha i nie komentuje. Nikogo ani nic nie sądzi. Jest, przekazuje głos, opowiada historie. Tyle.
To ja jeszcze tylko dodam, że polecam przed, w trakcie czy po słuchać “Wojenki” Lao Che. Brutalnie współgra.
Mam wrażenie, że cokolwiek napiszę o tej książce to będą frazesy i banały, które jedynie spłycą treść. Przecież oczywistym jest, że reportaż o ludziach żyjących nieustannie w cieniu wojny będzie wstrząsający i przerażający. Jak mogłoby być inaczej skoro autor odsłania przed czytelnikami kulisy konfliktów rozgrywających się latami, czasem nawet dekadami? Mimo wszystko spróbuję złożyć parę zdań, bo chciałabym, żeby jak najwięcej osób zapoznało się historiami ludzi, których całe życie podporządkowane jest pod realia konfliktów zbrojnych. Paweł Pieniążek przez kilka lat śledził losy jedenaściorga osób zamieszkujących Afganistan, Ukrainę i Górski Karabach. Rozmawiał z ludźmi pochodzącymi z trzech różnych krajów, mieszkającymi w różnych miastach, wychowanymi w odmiennych kulturach, ale wszystkich łączy to, że od lat ich codzienność stanowią ostrzały, bombardowania, ucieczki do piwnicy, braki w dostawie prądu, wody, jedzenia, a także strach o najbliższych i własną przyszłość. Ta książka pokazuje, że nawet do najstraszliwszej rzeczywistości można się przyzwyczaić. Można nie zauważyć, że właśnie wybuchła wojna, można też nie wiedzieć kto jest wrogiem i o co tak naprawdę toczy się kolejna walka.
Napisać, że lektura tej książki jest trudna to jak nic nie napisać. Autor nie epatuje przemocą, pisze prosto i bardzo profesjonalnie, nazywając rzeczy po imieniu, ale mimo tego treść jest absolutnie przerażająca. Bardzo doceniam to, że zaakcentowany został głos rozmówców, autor jest w zasadzie niewidoczny, niczego nie komentuje, nie wtrąca niepotrzebnych informacji. Na końcu książki umieszczono kalendarium wydarzeń, rzucające światło na zarzewia wszystkich trzech konfliktów, dzięki czemu czytelnik może uzupełnić wiedzę. Znalazło się też miejsce na fotografie ilustrujące życie w Kabulu, Słowiańsku, Stepanakercie. To wszystko sprawia, że losy konkretnych osób stają się bliższe, bardziej zrozumiałe, trudniejsze do wyrzucenia z pamięci. Szybko zapomina się o wojnach pokazywanych w telewizji pomiędzy informacjami sportowymi a doniesieniami z bagna polskiej polityki, ale trudno zapomnieć o ludziach, którzy codziennie wychodzą z domu, bojąc się, że zginą w zamachu, zostaną zastrzeleni albo wzięci do niewoli. Uważam, że powinno się o nich pamiętać, bo to ludzie tacy jak my. Chcą spokoju, bezpieczeństwa, szczęśliwego życia, a dostają ciągły strach i traumy. W niczym nie zawinili, nie oni rozpętali konflikty, nie oni strzelają, nie oni zieją nienawiścią do innych ludzi, a jednak oni ponoszą najgorsze konsekwencje.
Każda z opisanych wojen jest inna, chociaż wszystkie tragicznie. W Kabulu walki na ulicach były na porządku dziennym. Zamachy samobójcze tak spowszedniały, że służby ani nie rozpoczynały śledztwa, ani nawet nie sprzątały dokładnie na miejscu zdarzenia, więc jeszcze wiele dni po tragedii widać było ślady krwi. W Słowiańsku przez długi czas mieszkańcy uważali, że nic szczególnego się nie dzieje, bo teoretycznie nikt wojny nie wypowiedział (relacja rozpoczyna się od działania tzw. zielonych ludzików). Wystarczyło wyłączyć telewizor, żeby nie śledzić doniesień z Majdanu i nie zważać na odległe huki wystrzałów. Niestety tylko do pewnego momentu. W Stepanakercie z kolei wszyscy wiedzieli, że następna odsłona konfliktu jest kwestią czasu, ale mieli nadzieję, że tym razem spokój potrwa dłużej. Oprócz opisów wojennej codzienności, na którą składają się ucieczki do piwnicy, kłopoty ze zdobyciem jedzenia oraz nasłuchiwanie nadlatujących pocisków, w książce znajdziemy także relacje ludzi, którzy pomimo tego powtarzającego się koszmaru wciąż wierzą, że wszystko jakoś się ułoży. W trakcie najcięższych walk uciekają z domów do sąsiedniego miasta, do rodziny na wieś, do innego kraju, ale najczęściej zawsze wracają kiedy sytuacja zaczyna się stabilizować. Dla wszystkich ojczyzna jest ważna, chcą wrócić do siebie i po raz kolejny zacząć na nowo.
"Wojna w moim domu" bardzo dobitnie pokazuje, że walki nie mają żadnego sensu. Nie ma w tym nic szlachetnego, patriotycznego i godnego podziwu. To śmierć, ból, zniszczenia i zrujnowane życia. Jednocześnie reportaż Pawła Pieniążka uświadamia, że pomimo tego ludzie zawsze będą toczyć konflikty. Nic się nie zmienia, krąg przemocy i nienawiści nie zostaje przerwany, wojny wybuchają wciąż od nowa, często w tych samych regionach świata, doświadczając i traumatyzując kolejne pokolenia. Polecam zapoznać się z książką, chociaż uprzedzam, że lektura jest bardzo trudna i bolesna.
To książka nie tyle o wojnie, ale o tym co dzieje się tuż obok - za ścianą, w kawiarnii, biurze, domu. O wojnie, która nie nosi munduru, nie ogłasza swojego nadejścia. Po prostu jest. Zagnieżdża się w codzienności, wchodzi z nią w symbiozę,; pasożytuje na zwykłym świecie.
Część pierwsza - Kabul - wojna zmienia życie w zależności od tego skąd pochodzisz, jakiej jesteś płci, czy masz wykształcenie. O każdym dniu myślisz, jakby był ostatnim. Ludzi żyją w napięciu, nieufności, lęku przed miejscem, które dobrze znają.
Część druga - Słowiańsk - z dala od politycznych debat ale blisko realnych podziałów. Tu zmiana światopoglądu, identyfikacja może zacząć się od wizyty w teatrze; lojalność narodowa wyznacza linię podziału między sąsiadami. Język, flaga, wspomnienia - wszystko staje się nośnikiem polityki.
“Flagi są zawsze pierwszymi ofiarami konfliktów (...). Pytania: kim jesteśmy?, jaka jest nasza przeszłość?, a przede wszystkim jaka jest nasza przyszłość? – powracają ze zwielokrotnioną siłą.” Część trzecia - Stepanakert - dla jednego z bohaterów miał być ucieczką przed wojną w Syrii. Stał się miejscem, do którego wojna nie zapukała, przyszła, otworzyła drzwi i wzięła, co swoje.
Autor oddaje głos ludziom, którzy zwykle są tłem wielkiej polityki - nauczyciele, kupcy, sąsiedzi, którzy podejmują codzienne decyzje wbrew logice - na ile można normalnie funkcjonować w realiach zamachów bombowych, zagrożenia ostrzałem, powszechnych punktów kontrolnych. Dużo tu o człowieku, jego optymizmie, spokoju, ale przede wszystkim lęku, który nie ma przerwy - w brudnej łazience, przy herbacie, na zrujnowanym podwórku.
To książka o tym, co się dzieje, kiedy wojna zamieszkuje nasz dom.
“Wyłączenie się, nie śledzenie informacji i obojętność są luksusem, na który nie mogą sobie pozwolić ci znajdujący się w środku wydarzeń. To przywilej tych będących daleko. Mogą oni przestać się interesować wojna w dowolnym momencie, bo to nie ich miasto jest polem bitwy. Gdy wojna przychodzi do domu, nie da się od niej odgrodzić. Dosięgnie cię wszędzie. Musisz się nią interesować non stop, jeśli chcesz przeżyć.”
„Wojna w moim domu” Pawła Pieniążka to nie tylko reportaż. To głos ludzi, których świat się rozpadł – i nikt nie obiecał, że go odbuduje.
Pieniążek nie epatuje drastycznością. Nie musi. Siła tej książki tkwi w szczególe, w ciszy między wybuchami, w rozmowie przy herbacie, w powracającym pytaniu: „czy jutro też będzie wojna?” Jedenastu bohaterów – z Afganistanu, Ukrainy, Górskiego Karabachu – opowiada o życiu, które stało się wojną. O tym, jak wojna nie zawsze krzyczy – czasem po prostu siedzi z tobą w kuchni.
Ta książka boli. Bo czytając ją, nie da się już spokojnie patrzeć na nagłówki o „kolejnym konflikcie”. To nie jest „kolejny”. To czyjś dom. Czyjaś matka. Czyjeś dziecko. I choć Pieniążek nie moralizuje, to trudno nie czuć, że po lekturze jesteśmy komuś coś winni – choćby chwilę prawdziwej uwagi.
Język prosty, bez patosu. A przez to jeszcze bardziej poruszający. Reportaż nie „na temat wojny”, ale z wnętrza wojny, z tych miejsc, gdzie historia przestaje być historią, a staje się losem człowieka. To książka, którą trzeba czytać powoli. A potem długo pamiętać.
Wyimki z życia osób zmuszonych egzystować w cieniu konfliktów zbrojnych. Brak tu socjologicznego albo psychologicznego namysłu nad skutkami wojny, autor swoje poglądy wyraża jedynie w epilogu, samych wydarzeń w poszczególnych rozdziałach praktycznie nie komentując. Taki styl nie do końca do mnie trafia, lecz widzę jego podstawą zaletę: pozwala czytelnikowi wyraźniej zbliżyć się do bohaterów, co prawdopobnie było celem Pieniążka. Szkoda jedynie, że ostateczne refleksje nie są zbyt odkrywcze i sprowadzają się do obserwacji o zdolności człowieka do odnalezienie się w każdej, niezależnie jak sytuacji. Wcześniej jednak, przed zakończeniem, książka jest dobrą, reporterską kroniką — tyle i aż tyle.