Komisarz Jakub Mortka po latach wraca w Karkonosze. Tym razem prywatnie – tylko on, jego ukochana z Francji i góry. Tyle że podczas wędrówki w pięknym ustronnym miejscu znajdują zwłoki. Romantyczny wyjazd zamienia się w koszmar – tym większy, że zanim Mortka zdąży powiadomić miejscową policję, ciało znika. Komisarz zaczyna własne śledztwo, w którym nieoczekiwanie pomaga mu aspirantka z jeleniogórskiej komendy, Maria Szulej.
Okazuje się, że Karkonosze pełne są krwawych tajemnic – satanistyczne rytuały, opowieści o hitlerowskich skarbach oraz wiara w Bestię z Izer. Niektóre legendy mają w sobie jednak ziarno prawdy, a diabeł tkwi nie tyle w szczegółach, ile w drugim człowieku. Czyżby centrum lokalnego piekła była mała wieś, z której nie ma jak uciec, bo wszystkie drogi nieuchronnie prowadzą z powrotem? Tutaj każdy zna każdego, a zarazem nikt nie ma pojęcia, co dzieje się za drzwiami domu sąsiada, jakie tajemnice skrywa piwnica potentata ziemskiego ani jakie praktyki odbywają się w miejscowym ośrodku rozwoju duchowego.
W siódmej odsłonie cyklu Wojciecha Chmielarza komisarz Mortka i aspirantka Szulej natrafiają na coraz bardziej zadziwiające tropy, a każdy przełom w dochodzeniu okazuje się zaledwie wstępem do kolejnej zagadki.
Polski pisarz i dziennikarz. Autor książek z cyklu Jakub Mortka, publikował między innymi dla "Pulsu Biznesu", "Polityki" czy "Nowej Fantastyki".
W 2013 oraz w 2014 nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru, w 2015 został jej laureatem za powieść Przejęcie. W 2019 roku laureat nagrody "Złoty Pocisk" w kategorii najlepszy kryminał 2018 roku, którą otrzymał za książkę Żmijowisko.
Kiedy ciało znika szybciej niż zdąży pojawić się śledztwo, wiesz, że wchodzisz w historię, która nie pozwoli Ci zasnąć.
To było moje pierwsze spotkanie z komisarzem Jakubem Mortką, ale z całą pewnością nie ostatnie. "Rytuał" Wojciecha Chmielarza wciągnął mnie błyskawicznie — nie tylko za sprawą intrygującej zagadki kryminalnej, ale też dzięki świetnie zarysowanemu tłu obyczajowemu i dusznemu klimatowi karkonoskiej wsi. Autor z rozmachem buduje siatkę powiązań i zależności między bohaterami, nie zapominając o tym, co przeszłość potrafi zrobić z człowiekiem, gdy tylko postanowi "wyjść z piwnicy".
Mortka trafia do Karkonoszy, chcąc spędzić kilka spokojnych dni ze swoją partnerką. Jednak los szykuje dla niego coś zupełnie innego — zamiast romantycznych spacerów trafia na ciało porzucone w odludnym miejscu, które… znika. Bez śladu. A przecież widział je na własne oczy. Co zrobić, kiedy instynkt podpowiada, że stało się coś złego, ale nie ma żadnych dowodów?
Znikające ciało to dopiero początek. Kopalnica okazuje się miejscem, w którym każdy coś ukrywa. Wraz z pojawieniem się młodej aspirantki, Mortka zaczyna drążyć — i odkrywa warstwa po warstwie duszne, pełne przemilczeń sekrety lokalnej społeczności. Rytualny horror, skąpany w szałwiowym dymie i podszyty legendą o Bestii z Izer, zaczyna przybierać coraz realniejsze kształty. A ta Bestia nie bierze jeńców.
Chmielarz znów pokazuje, że potrafi bawić się z czytelnikiem w grę w kotka i myszkę. Nic nie jest oczywiste, tropy są mylące, a tożsamość sprawcy wymyka się aż do ostatnich stron. Dla mnie to ogromny atut — lubię, gdy autor nie daje się łatwo rozgryźć.
Mamy tu wszystko, czego trzeba: tajemnicę, mrok, wyraziste postacie z trudną przeszłością i niepokojącą atmosferę. "Rytuał" to znakomity kryminał, który śmiało można czytać bez znajomości poprzednich tomów. Ale uwaga: jest spora szansa, że zaraz po lekturze sięgniecie po wcześniejsze.
Czy przeczytałam to niewiedząc, że to kolejna część w serii? Tak 🤡 Czy mi się podobało? Również tak. Na początku ciężko mi się było wkręcić, a potem ciężko mi się było oderwać i poszłooo. Świetnie prowadzona narracja. Dużo wątków, które na końcu interesująco się splatają. Podobało mi się zakończenie. Gorzkie ale bardzo prawdziwe. Dobry kryminał i postaci z krwi i kości, a nie papierowe wydmuszki.
Dałabym nawet i z 5 gwiazdek, gdyby powieść była tylko o beznadziei życia w Kopalnicy i wątku poświęconym Bestii z Izer. Ale niestety autor postanowił nadokładać wątków dodatkowych, acz bezsensownych. Do tego Mortka w tej powieści dosyć fundamentalnie nie jest sobą z powodów niezbyt mnie przekonujących. Szulej od czasu do czasu zgrabnie robi mu niezbędny reality check, ale nie takiego Kubę kochamy. Wiele kwestii jest wprost niesamowicie naciąganych, niektóre rzeczy dzieją się chyba tylko po to, żeby nabić objętość. W zasadzie to większość z nich. Postaci są cokolwiek bez wyrazu, a całość bardziej mnie wymęczyła, niż wciągnęła. Jako wielka fanka tego cyklu, jestem mocno rozczarowana, choć i tak się cieszę, że uniknęliśmy całkowitej katastrofy fabularnej w stylu Zbędnych. Rytuał jest powieścią trudną do sensownego opisania - zwłaszcza krytycznego - bez zdradzania szczegółów fabuły. Niemniej podejmę próbę, bo mam po zmierzeniu się z tym tekstem sporo przemyśleń. Podstawowe jest takie, że powieść zdaje się nieznośnie nadmiarowa. Fabularnie mamy tu materiału na 3 oddzielne intrygi, przy czym sensownie i kompletnie zrealizowany zostaje jedynie wątek Bestii z Izer, osnuty zarówno na planie retrospektywnym, jak i współczesnym. Tutaj Mortka popisuje się błyskotliwą dedukcją i choć przez moment, pod sam koniec powieści, jest sobą. Wcześniej bowiem typ przedstawiający się jako Kuba Mortka nie ma zbyt wiele wspólnego z nieustępliwie etycznym śledczym, którego znamy od czasów Podpalacza. Dość powiedzieć, że gdyby zgodnie z zasadami zgłosił na samym początku znalezienie zwłok, fabuła w zasadzie straciłaby rację bytu. Jest zatem w jakiś sposób zrozumiałe, że Mortka decyduje się ulec prośbie kochanki i odroczyć zgłoszenie denata o jeden dzień. Kiedy jednak wraca na miejsce, by ponownie "odnaleźć" ciało, czeka go niemiła niespodzianka, bo denat najwyraźniej wybrał się na przechadzkę po lesie. To mnie strasznie uwierało. Nie kupowałam Mortki, który z tak błahego powodu jak potencjalne nieprzyjemności partnerki sprzeniewierzyłby się zasadom (tym bardziej, że z biegiem akcji okazało się, iż zwłoki pozostawiono na wałach w zasadzie przez niedopatrzenie). Nie wątpię, że dałoby się zawiązać akcję w inny, niewymagający łamania charakteru postaci sposób. Zresztą tutaj wszyscy, jak się z czasem okazuje, zachowują się cokolwiek bezsensownie - żeby tylko fabuła szła do przodu. Już prawie nie miałam szkliwa, kiedy Mortka zgubił komórkę, żeby tylko nie móc zadzwonić po wsparcie, co oczywiście kosztowało życie kolejnej ofiary. Ogólnie to Kopalnica, jak na zabitą dechami karkonoską ulicówkę, cechuje się wyjątkową koncentracją zła. Bo że wszystkich tutaj przytłacza poczucie beznadziei i totalnego braku perspektyw, to w sumie nie dziwota - dostępne rozrywki to siedzenie na przystanku albo picie piwa w domu lokalnego satanisty - pedofila o ksywce Wiligut. A nie, przepraszam, można jeszcze poćwiczyć na siłowni zorganizowanej przez księdza, ta opcja jednak z jakichś powodów nie cieszy się wielką popularnością. Nie czepiam się bynajmniej przedstawienia realiów życia w takiej małej miejscowości (no może poza tym satanistą z nieboskiej łaski, ale tytuł powieści w końcu skądś się wziął). Ba, tak pewnie nawet jest. Choć trochę ciężko uwierzyć, żeby absolutnie wszyscy mieszkańcy byli tak bezbarwni i agresywni wobec swoich rodzin. Postaci kobiece z Kopalnicy różnią się dosłownie imionami i wiekiem, jakby wyskakiwały identyczne z jakiegoś ponurego laboratorium. Może dlatego, że jest tych osób i wątków całe mrowie (np. rozbudowany wątek ośrodka Harmonia Ziemi można by było wyciąć bez jakiejkolwiek szkody dla fabuły, bo służył tylko do tego, żeby Mortka z Szulej znaleźli zwłoki), zabrakło już przestrzeni na obdarzenie ściśle zadaniowo potraktowanych postaci rysem indywidualności. Wolałabym dostać mniej, ale lepiej. Oczywiście wątek całkowitego, wieloletniego ignorowania przez organy wymiaru sprawiedliwości działalności drobnego przestępcy, który w poczuciu bezkarności niszczy życie kolejnym pokoleniom, ma dużą siłę rażenia. Czy raczej miałby ją, gdyby sam przestępca nie został ośmieszony, a istotny wątek nie utonął w masie niepotrzebnych, nadmiarowych słów i scen. Poważnie, pod koniec byłam już tak zmęczona przebijaniem się przez niewiele wnoszące zdarzenia i zdania (dosłownie cokolwiek angażującego zaczyna się dziać ok. 70%), że zobojętniałam na ten ważki przecież problem i jego skrajnie dramatyczne konsekwencje. Dokładnie tak samo, jak fatalistycznie pogodzeni z losem mieszkańcy Kopalnicy. Śmiem podejrzewać, że nie o taki rezultat autorowi chodziło. Rytuał mógłby być jedną z lepszych powieści o Mortce, gdyby go radykalnie skondensować. A tak wyszedł ciężkostrawny gar bigosu, z którego niekiedy da się wyłowić smaczniejszy kąsek.
Trochę lepsza od poprzedniej części, ale wciąż to nie jest ten sam Mortka, którego polubiłam. Mimo, że dzieje się w tej książce dużo, mamy dużo wątków, postaci i punktów widzenia to czasami wydaje mi się jakby akcja stała w miejscu. Na początku fabuła potrafi zaciekawić, ale im dalej tym czuję się coraz mniej zaangażowana. I panie autorze, proszę dać sobie już spokój z tym tragicznym związkiem głównego bohatera...
Początek nudnawy, co chwila inny wątek i aż ma się wrażenie, że tych wątków i ludzi jest za dużo, ale kawałek za połową książka przyspiesza, akcja wciąga i już do końca nie można się oderwać.
Mortka wybrał się wraz z ukochaną w Karkonosze. Podczas jednej z wędrówek w ustronnym miejscu znajdują zwłoki. Nim komisarz zdąży powiadomić o tym policję, ciało znika. Komisarz zaczyna własne śledztwo, a pomagać mu będzie aspirantka Maria Szulej.
„Rytuał” to już siódme spotkanie z komisarzem Jakubem Mortką. Mamy kilka naprzemiennie przeplatających się wątków, co nadaje dynamikę oraz stale utrzymuje zainteresowanie czytelnika opowiadaną historią. Nie brakuje przyspieszonej akcji w odpowiednich momentach, zaskoczeń i przybliżenia życia prywatnego śledczych. Mortka i Szulej tworzą fajny zespół, choć początkowo nie pałali do siebie sympatią, ale zostali skazani na siebie przez okoliczności. Są dla siebie też kontrastem, Maria działa rozważnie, a Mortka jest zaś impulsywny. Śledztwo jest trudne i wielowątkowe, muszą ustalić kto stoi za zbrodnią, a jest to trochę problematyczne z uwagi na zaginięcie ciała. W toku śledztwa na jaw wychodzą małomiasteczkowe sekrety i tajemnice, satanistyczne obrzędy i rytuały, legendy o dawnych niemieckich skarbach oraz wciąż jest żywa sprawa Bestii z Izer. Tropy prowadzą również do specyficznego ośrodka. Ile sekretów i grzeszków skrywają mieszkańcy małej miejscowości? Śledztwo jest poprowadzone solidnie, dużo rozpytań, a każdy nowy trop prowadzi do kolejnej zagadki. Wszystkie wątki łączą się w logiczną spójną całość. Historia o ludzkich dramatach i autor jak nikt inny potrafi je ująć w sposób realistyczny. Na podstawie kilku postaci z różnych warstw zarysowane zostało tło społeczne małej miejscowości i z jakim problemami się borykają, ale też ich ambicje oraz niespełnione marzenia. Do tego szybko i z przyjemnością się czyta, język różnorodny, dostosowany do postaci.
Kolejne spotkanie z autorem udane, ale innego rezultatu się nie spodziewałam. Liczę, że komisarz Mortka jeszcze do nas nie jeden raz powróci. Choć wydaje się, że można ten tom czytać niezależnie to zachęcam do poznania całej serii 😃
Po bardzo słabej i złej "Długiej Nocy" Mortka powraca w siódmym tomie przygód swoich, czyli mamy "Rytuał". Pomimo tego, że książka pełna jest typowo kryminalno-polskich zabiegów, czyta się zaskakująco przyjemnie, i przeleciawszy przez początkowe dłużyzny, zaczyna zażerać uwagę czytelnika. Fabularnie mi się podobało, akcyjnie też. Intryga raczej thrillerowa niż kryminalna, ale muszę uczciwie przyznać, że za szybko potępiłem Wojciecha Chmielarza "na zawsze". Warstwa obyczajowo osobista policyjnych bohaterów całkiem nieźle. Powieść jest świeża i z pomysłem, na pewno pomaga małomiasteczkowa aura tajemniczości i takiego swoistego "każdy zna każdego". Postaci fajnie skreślone, choć znowuż ilość nastolatków na metr kwadratowy w twórczości pisarza lekko zastanawia i nieco męczy. In fine to solidny, dobry kryminał z dobrym, zaskakująco kojącym zakończeniem.
No genialne... Wrócił mój ukochany Mortka i to w tak cudownym towarzystwie aspirantki Marii Szulej. Wszystko tak zagmatwane że ostatnie 100 stron książki wciąga i nie pozwala się oderwać
początek to była droga przez mękę, z czasek przyzwyczaiłam się do poziomu tego czegoś i szło już znośniej. po pierwsze to nie jest kryminał, koło kryminału to nawet nie stało. o zbrodni jest tyle co nic a jak już się pojawia to jest to wzięta na chłopski rozum, logika przyczynowo skutkowa nie działa, a jakakolwiek metodologia policyjno-śledcza nie istnieje. po prostu jakiś fagas lata sobie po wiosce znajduje trupy zadaje pytania i dochodzi do rozwiązania z dupy. nawet nie chce mówić o wątkach romantycznych i erotycznych bo to żałosne i obrzydliwe
Za dużo tu wszystkiego. Za dużo wątków, pomysłów, postaci które nic nie wnoszą. Zamiast budować historię to po prostu człowiek się skacze między watkami, do połowy książki nie rozrozniałam damskich postaci. Do tego tworzenie z jakiegoś wiejskiego pijaczka - maestro wiejskiej gangsterki to już za dużo. No i komisarz Mortka jakis taki bez życia.
Zmęczyło mnie to. Perypetie miłosne Jakuba Mortki były rozczarowujące i tanie, dodatkowo drżałam by nie sięgnął po Marię (jeden z niewielu jasnych punktów tej historii). Cała intryga zagmatwana niepotrzebnie, dodatkowo zdałam sobie sprawę że autor porzucił sprawę morderstwa popełnionego przez Zoję, które nie zostało wyjaśnione przez policję ani w żaden sposób zakończone w książce. Jedno autorowi wyszło – postać Wiliguta - udało mu się odmalować obraz obmierzłego i obleśnego typa a dodatkowo lektor, który czytał mi audiobooka uwypuklił wszystkie jego najgorsze cechy przez co nie mogłam się doczekać końca każdej sceny w której występował.
This entire review has been hidden because of spoilers.
mocne 3,6 Chyba miałam trochę za wysokie oczekiwania co do Pana Chmielarza ze względu na dużą ilość poleceń, ale książka jak najbardziej w porządku. To moje pierwsze spotkanie z komisarzem Mortką, dlatego chętnie przeczytam inną książkę z tego cyklu i zobaczę resztę jego losów.
Z całego cyklu z Mortką chyba ta część najbardziej mi się podobała choć nasz bohater jest tu całkiem inny niż w poprzednich tomach. Dla mnie na minus tylko zakończenie - niby każdy zasługuje na miłość ale czy Justine zasługuje na Kubę?
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jestem fanką cyklu o Jakubie Mortce i ciesze się, że w każdym tomie autor potrafi mnie czymś zaskoczyć. W siódmej odsłonie cyklu zaskoczeniem było wykorzystanie mrocznego mistycyzmu, który nadawał historii oprócz nutki tajemniczości, takiej złowieszczej auty grozy. Z pozoru klasyczne śledztwo okazuje się czymś zupełnie innym.
W sumie historia Mortki zaczyna się niepozornie, jednak do czasu gdy jedna decyzja wywołuje absolutną lawinę, a Jakub zbiera liście z każdej strony niczym w jesienie średniowiecza. Bohater znajduje ciało, jednak w niewyjaśnionych okolicznościach zwłoki znikają i jak mawiał klasyk „było i ni ma i co mi pan zrobisz”. Jednak za sprawą tych wydarzeń, dane mi było wejść w tę historię głębiej, poznać legendy i zmowę milczenia wśród lokalnej społeczności, aurę przemilczenia i panoszącego strachu.
Wielki plus dla Chmielarza należy się za to jak wykorzystał lokalny koloryt do zbudowania tej historii, znalazłam tutaj opowieści o nazistach, czy satanistycznych rytuałach a co ważne te elementy zupełnie nie zabierają realizmu tej opowieści. Dzięki wykorzystaniu takich motywów znakomicie ukazane jest jak strach i ślepia wiara w rzeczy niewyjaśnione, mogą kształtować i dezinformować społeczeństwo, by finalnie w łatwy sposób manipulować ludźmi pod pretekstem, chociażby rozwoju.
Lubie ten wiejski klimat, gdzie nie ma szybkich fur, garniturowych zawadiaków co za dzieciaka już pod trzepakiem kroili kolegów z kanapek z mortadelą. Tutaj ta klaustrofobiczna wieś jest matką zła rodzącego się często w zwyczajnych domach, a ludzie patrzą, obserwują, a jednak zupełnie nie dostrzegają. To nie jest historia wprowadzająca w paniczny strach, absolutnie nie, ale to powieść, która smyrała mój kręgosłup niepokojem i ciekawością zarazem.
Z radością przyznaje, że po poprzedniej części, która mnie nie kupiła, seria o Mortce wróciła na właściwe tory i to z przytupem, bo nie wiem, czy to aby nie jest najmocniejsza odsłona cyklu. Mocne jest też samo przesłanie tej książki, bo milcząc, czy ukrywając prawdę, pozwalamy złu rosnąć w siłę, a ono bardzo często przybiera dość niepozorne oblicze.
kolejna odsłona przygód komisarza Jakuba Mortki, w której Chmielarz po raz kolejny udowadnia, że kryminał może być doskonałym zwierciadłem społecznych problemów i psychologicznych zmagań. Akcja „Rytuału” zabiera nas w malownicze, lecz zdradliwe Karkonosze. Komisarz Jakub Mortka, próbując ratować swój rozpadający się związek, przyjeżdża w góry na romantyczny wyjazd. Sielanka nie trwa jednak długo. Przypadkowe odkrycie zwłok w leśnej głuszy uruchamia lawinę zdarzeń, wciągając Mortkę w sam środek lokalnej społeczności, która pod fasadą zwyczajności skrywa mroczne sekrety, wzajemne urazy i lęki podsycane legendą o grasującej w okolicy „Bestii z Izer”.Już od początku Mortka zostaje postawiony przed osobistym dylematem, w którym musi wybrać co jest dla niego ważniejsze: upadający związek czy wewnętrzne poczucie służby i przestrzegania prawa. Jak zachowa się sługa prawa? Czy już od początku zawiedzie swoich fanów i obnaży hipokryzję w działaniu policji? Co odkryje w tajemniczej małej miejscowości w Izerach, gdzie starożytne kurhany mieszają ludziom? Społeczność jest terroryzowana przez pseudo $atanistę, lokalny biznesmen-potentat trzyma w garści całą okolicę, grupka wyalienowanej młodzieży bez perspektyw, spędza całe dnie na przystanku autobusowym, a tajemniczy ośrodek „rozwoju duchowego” balansuje na granicy sekty. Ta wielowymiarowość i różnorodność tworzy trochę taki mikrokosmos współczesnych problemów małych zamkniętych społeczności rządzących się własnymi prawami. Ja jednak głównie skupiłam się na postaci samego komisarza, ponieważ w tym tomie jego portret nabiera nowej głębi. To już nie jest ten sam porywczy i stawiający pracę ponad wszystko policjant z pierwszych tomów. Mortka jest starszy, bardziej zmęczony życiem, naznaczony przeszłością i świadomy własnych porażek, zwłaszcza na polu osobistym. Jego przymusowe, nieoficjalne śledztwo staje się dla niego nie tyle zawodowym wyzwaniem, co formą ucieczki przed problemami w związku i konfrontacją z samym sobą.Chmielarz z precyzją kreśli obraz człowieka w momencie przewartościowania. Mortka, działając na obcym terenie, bez policyjnej odznaki, musi polegać na instynkcie i resztkach dawnej determinacji. Jego interakcje z nową partnerką w śledztwie, aspirantką Marią Szulej, oraz z mieszkańcami odizolowanej wsi Kopalnica, obnażają jego słabości, ale i niezmienną potrzebę dążenia do prawdy, nawet gdy jest ona bolesna i niszcząca. Ta powieść to też obnażenie narzędzi manipulacji, takich jak plotka, legenda i strach. To potężne narzędzia kontroli innymi ludźmi. Tytułowy rytuał nie odnosi się jedynie do potencjalnych satanistycznych obrzędów, o które podejrzewa się niektórych mieszkańców. To także codzienne, powtarzalne rytuały milczenia, unikania trudnych tematów i udawania, że zło, które dzieje się za ścianą u sąsiada, nas nie dotyczy. Chmielarz stawia gorzką diagnozę: największą bestią nie jest legendarny potwór z lasu, ale człowiek i mrok, który potrafi skrywać jego dusza. Całość jest mocno intrygująca i poszerzająca horyzonty. Z takich ciekawostek powiem Wam, że wioska z powieści naprawdę istnieje i znajdują się w niej starożytne kurhany. Jest też stworzona wioska ze średniowiecza, gdzie dosłownie można przenieść się w czasie. Tajemnicze są też ruiny zamku w Starej Kamienicy i legenda o poszukiwaniach złota. Może wykorzysta autor te ciekawostki w kolejnych tomach Choć dla mnie książka jest dobra, to dla czytelników szukających w kryminałach szybkiej akcji, ta powieść będzie miała zbyt wolne tempo i zbyt wiele wątków. To książka dla tych, którzy szukają w kryminałach nie tylko zagadki, ale też psychologicznej głębi.
Czy jesteśmy w stanie naprawdę poznać drugiego człowieka? Zwłaszcza jeśli mieszka tuż obok, w tej samej małej wsi, w której „wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą”… a jednak tak naprawdę nikt nie wie nic? To pytanie nie opuszczało mnie przez całą lekturę „Rytuału” Wojciecha Chmielarza – najnowszej odsłony cyklu z komisarzem Jakubem Mortką.
Choć w teorii Mortka przyjeżdża w Karkonosze tylko na urlop – on, jego ukochana i góry – to jak się pewnie domyślacie, spokój trwa krótko. Podczas jednej z wycieczek para natrafia na ciało, a żeby było ciekawiej owe ciało… znika. I właśnie od tego momentu zaczyna się historia, która nie pozwala złapać tchu. Bo „Rytuał” to nie tylko klasyczne śledztwo, ale kryminał głęboko osadzony w lokalnym kontekście: z opowieściami o satanistycznych kultach, nazistowskich skarbach, Bestii z Izer i dusznej, mrocznej atmosferze karkonoskich wiosek, które same w sobie stają się bohaterami tej powieści.
Od razu muszę napisać – jeśli cenicie literaturę, która nie traktuje czytelnika jak naiwnego turystę, to tu znajdziecie coś dla siebie. Chmielarz nie prowadzi nas za rękę. Nie tłumaczy. Nie rozgrzesza. Buduje wielowarstwową narrację, której centrum stanowi nie tylko Mortka, ale i aspirantka Maria Szulej oraz cała galeria złożonych postaci z miejscowej społeczności. Ich historie, pełne bólu, frustracji, niespełnionych marzeń i sekretów, tworzą tło, które działa jak soczewka skupiająca wszystkie demony polskiej prowincji.
Jako czytelniczka, która zna wcześniejsze tomy z Mortką, czułam się w tej książce jak u siebie – ale jeśli dopiero zaczynacie przygodę z tym bohaterem, nie musicie się martwić. „Rytuał” to zamknięta historia, którą można czytać niezależnie, bez znajomości poprzednich części. Co więcej, mam wrażenie, że to właśnie ten tom pokazuje, jak dojrzale Chmielarz rozwija swoje uniwersum. Jego styl jest coraz bardziej świadomy, bardziej filmowy, ale i oszczędny tam, gdzie trzeba – bez nadmiernej ekspozycji, bez banalnych dialogów.
Fabuła? Dobrze przemyślana, pełna twistów (których się spodziewałam, ale w żadnym momencie nie odgadłam) i gęstniejącego napięcia. Narracyjnie – majstersztyk. Każdy trop prowadzi do kolejnego, a kiedy już wydaje się, że wiemy, o co chodzi – Chmielarz robi zwrot i pokazuje, że prawda jest jeszcze głębiej zakopana. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się delikatnie naciągane, a zakończenie – odrobinę zbyt „ugrzecznione” w porównaniu do ciężaru całej historii, ale nie zmienia to faktu, że „Rytuał” to kryminał najwyższej próby.
Szczególne brawa należą się autorowi za sposób, w jaki oddaje ducha miejsca. Karkonosze są tu nie tylko tłem, ale żywą, niemal mistyczną przestrzenią, w której rzeczywistość miesza się z legendą. Mamy wrażenie, że coś niepokojącego czai się za każdym zakrętem leśnej ścieżki – i ten klimat zostaje z nami długo po odłożeniu książki.
To nie jest lektura na jedno popołudnie – nie ze względu na długość, ale z powodu intensywności. Emocjonalnej, psychologicznej, narracyjnej. Ja sama potrzebowałam przerwy, żeby złapać oddech – a potem wracałam, bo musiałam wiedzieć, co dalej. Bo Chmielarz nie pisze kryminałów, które się czyta. On pisze takie, które się przeżywa.
Jeśli więc szukacie książki, która jest nie tylko zagadką do rozwiązania, ale i komentarzem społecznym, wciągającym thrillerem psychologicznym i opowieścią o ciemnych stronach ludzkiej natury – „Rytuał” to lektura obowiązkowa.
Ocena: 9/10 - za atmosferę, za bohaterów, za język. Za to, że znowu przypomniałam sobie, dlaczego tak cenię polski kryminał.
Zapomniałam, że z Mortką się już poznałam. Z serii z Jakubem Mortką znam tylko „Podpalacza”, którego czytałam lata temu. Wojciech Chmielarz na zakończenie „Rytuału” napisał „Przez ten czas ja zmieniłem się jako autor, zmienił się też Mortka. Ma nadzieję, że obaj dojrzeliśmy.” uważam, że te słowa nie tylko do wspomnianych panów się odnoszą, ale i do czytelników. Każdy z nas jeśli jest z jakimś bohaterem długie lata zaczyna od niego wymagać więcej, zżywa się z nim przez to czasem nie może pogodzić się z jego decyzjami. Ale też jako czytelnik staje się dojrzalszy, zaczyna mieć ugruntowany gust i wie czego szuka w danym gatunku literackim. Dobrze jest więc śledzić na bieżąco tomy z serii nie mieszać, nie opuszczać, jednak przy takiej ilości książek trudno o regularność. Ja niestety opuściłam sześć części z Mortką i o ile nie przeszkadzało mi to w odbiorze historii przedstawionej w „Rytuale” o tyle czytelniczy niesmak do siebie pozostał. Wojciech Chmielarz w kryminalną historię przedstawioną w „Rytuale” wplata wątki związane z satanizmem, sektą, wykorzystywaniem nieletnich, trudnymi sytuacjami i relacjami w rodzinach. Mortka przypadkowo znajdzie się w miejscu w którym znajdują się zwłoki młodego mężczyzny. Początkowo jego zachowanie będzie nieprofesjonalne, aż trudno uwierzyć, że tak doświadczony śledczy z takich pobudek zbagatelizuje znalezisko. Na szczęście jeszcze ma starego znajomego w osobie Zajdy, który udzieli mu pomocy, a właściwie jego dobra znajoma – aspirant Maria Szulej. Kobieta po sukcesie jaki odniosła w poprzedniej sprawie została oddelegowana do zajmowania się sprawami starymi, między innymi wróciła do sprawy Bestii z Izer. Czy uda im się rozwiązać tajemnicę ciała na wałach, czy Mortce uda się ukryć to co nie powinno się wydarzyć, czy będziemy mieć szansę się jeszcze z nim spotkać? Początek tej historii sprawił mi duży problem, nie było tej chemii, nie było tej iskry która powinna pojawić się w książce jednego z czołowych pisarzy kryminałów naszej sceny literackiej. Na szczęście im dalej w góry tym akcja nabiera tempa i zaczyna wciągać. Autor skutecznie mylił wątki i tropy, przez co dopiero na końcu każdy puzzel układanki wskakuje na swoje miejsce. Mam jednak wrażenie, choć nie znam wcześniejszych pięciu tomów, to że było tu bardzo mało Mortki i tak naprawdę wszystkie sprawy które miały być rozwiązane, rozwiązały się same lub przy udziale pani aspirant. Mortka jawił mi się tu jako człowiek błądzący we mgle, bez ikry i polotu. Książka ma też dużo błędów redakcyjnych przez co momentami była irytująca, a ja musiała wracać, szukać, dochodzić, który z braci Szareckich popełnił samobójstwo, a który był przyjacielem Bianki, bo ich imiona były w kilku miejscach pomylone. Pomimo tych negatywnych momentów „Rytuału” chciałabym Wam tę książkę polecić, przede wszystkim ze względu na wątki poboczne które autor porusza. Wiem, że dla niektórych ma to też wydźwięk negatywny, jednak każda wzmianka o krzywdzie dzieci, o tym, że w małych miasteczkach, wsiach często dzieciaki nie mają co ze sobą zrobić i zbaczają z właściwych ścieżek. Często też zła sytuacja w domu prowadzi ich w niewłaściwe towarzystwo. Dla mnie każdy taki wątek dodaje plusa książce, bo może akurat to sprawi, że na dzieciaki ze swoje podwórka spojrzymy inaczej, że komuś pomożemy, kogoś uratujemy. A co do Mortki … no cóż ma nadzieję, że wcześniejsze tomy nadrobię, a w kolejnych Jakub będzie miał więcej ikry.
„To musiał być Mortka” – napisał w posłowiu autor, niejako tłumacząc się, dlaczego reaktywował bohatera, o którym mogliśmy mniemać, że długo nie usłyszymy. Tymczasem „Rytuał” to dwudziesta książka w dorobku Wojciecha Chmielarza i, jak napisano wyżej, Jakub Mortka triumfalnie wrócił. Zaczyna się, jak to w powieściach kryminalnych bywa, zupełnie niewinnie. Komisarz przyjeżdża w Karkonosze z poderwaną w Hadze kochanką, Francuzką, by mogli nacieszyć się sobą, zanim Justine wróci do męża. Zajmę się najpierw tą relacją, bo ona zupełnie mi nie pasuje do Mortki. Jest od tej kobiety uzależniony w zły sposób, co do jego silnej przecież osobowości średnio pasuje. Jest przy niej niczym pantofel (określenie z mojego pokolenia) – simp (określenie współczesne), ale na szczęście Francuzka zmywa się ze sceny, jak tylko pojawia się trup. Trup, jak wiadomo, to kwintesencja kryminału, a ten pojawia się w malowniczych okolicznościach, rytualnie rozłożony przy jednej z atrakcji turystycznych i uniemożliwia parce kochanków zajęcie się tym, czemu kochankowie zwykli oddawać się na osobności. Od tej chwili na szczęście odchodzimy od nieszczęsnej miłości Mortki i zaczynamy śledztwo. Trudno je podjąć, bowiem komisarz zwlekał z zawiadomieniem policji o znalezieniu trupa (cherchez la femme), a potem zwłoki zniknęły i wszelki ślad po nich także. Komisarz nie jest na swoim terytorium, popełnił kolosalny błąd nie wzywając od razu policji i w zasadzie mógłby na palcach, po angielsku zwinąć się z Karkonoszy, jednak charakter (nareszcie ujawniony) mu nie pozwala, wszak ktokolwiek zabił, pozostaje na wolności. Mortka udaje się po pomoc do dawnego przełożonego, obecnie na emeryturze, a ten niepomny na nieprzyjemne konsekwencje ich dawnej współpracy, znajduje mu młodą, ambitną i odsuniętą na bezpieczną odległość od bieżącej pracy aspirantkę Szulej. Maria Szulej ma za zadanie zajmować się miejscowym archiwum X, co oznacza niełaskę lokalnego komendanta. Tylko dlatego zgadza się zająć zaginionym trupem Mortki pod pozorem szukania legendarnej Bestii z Izerów. Potem akcja toczy się wielowątkowo. Jest starsza pani, która widzi wszystko i uprzykrza innym życie; są młodzi ludzie, których domy rodzinne nie należą do modelowych. Oni błąkają się właściwie, a jedyną ostoję – rodzaj nienormatywnego klubu – pełni chałupa odrażającego faceta, miejscowego żula i bandyty, przed którym wszyscy czują respekt. Jest małżeństwo, w którym młoda żona opiekuje się mężem po udarze, a o piwnicy ich domu miejscowi opowiadają dziwną historię, i jest młoda kobieta, która u nich sprząta. Miejscowość to dziura, z której trudno wyjechać, a jedyną wydawałoby się bardziej światową atrakcję stanowi miejsce, do którego przyjeżdżają miastowi, by poddać się medytacjom. Wokół rozciągają się góry, dawne sztolnie (od których, jak pamiętamy, komisarz Mortka powinien trzymać się z daleka) i snują się miejscowe legendy. Czy to jest dobry kryminał? Zacząłem ok. 20-tej, o 1-ej w nocy byłem po trzysetnej stronie i tylko nalegania żony sprawiły, że jak grzeczna wersja komisarza Mortki poszedłem spać. Następnego dnia po pracy łyknąłem resztę, czego i Państwu życzę.
🖤 Czy lubicie książki, w których pojawia się motyw małej społeczności z mroczną tajemnicą? A może interesują Was legendy, rytuały albo śledztwa, które zaczynają się od rzeczy banalnej, by wciągnąć w otchłań niepokoju?
W „Rytuale” Wojciecha Chmielarza nie ma miejsca na powierzchowność. To kryminał, który potrafi nie tylko trzymać za gardło, ale i mocno chwycić za serce. Nie chodzi tylko o zbrodnię. Chodzi o ludzi – tych z ranami, których nie widać. O samotność, która rozlewa się powoli, jak mgła po karkonoskich szlakach. O pytania, które zostają w głowie na długo po przeczytaniu ostatniego zdania. Chmielarz jak nikt inny potrafi stworzyć atmosferę niepokoju: gęstą, lepką, duszną. Ta książka to więcej niż klasyczny kryminał. To studium społecznych zależności i psychologicznych rys, które pękają tam, gdzie nie spodziewamy się ich ujrzeć. Autor nie ucieka od trudnych tematów – pokazuje rozpad więzi, zmęczenie życiem, potrzebę bliskości i równoczesną niezdolność do jej utrzymania. Motywy okultyzmu, znikających zwłok, hitlerowskich skarbów i tajemniczego bestiariusza lokalnych legend mogłyby wydawać się przesadzone, gdyby nie to, jak subtelnie i realistycznie zostały wplecione w fabułę. Chmielarz gra z konwencją, ale nigdy jej nie nadużywa. W mistrzowski sposób balansuje między tym, co prawdopodobne, a tym, co niepokojąco możliwe. Narracja płynie wartko, ale bez popadania w efekciarstwo. Każdy krok bohaterów to krok w głąb czegoś większego – nie tylko śledztwa, ale i siebie samych. Komisarz Mortka to już nie tylko policjant z przeszłością. To człowiek na krawędzi – walczący o związek, sens, a może i własne człowieczeństwo. Aspirantka Szulej? Świeża krew, ale nie naiwna – silna, inteligentna, pełna potencjału. Góry nie są tu tylko tłem – są pełnoprawnym bohaterem. Przestrzenią, która osacza. Karkonosze i Izery emanują grozą, stają się scenerią dusznej baśni, w której każda droga może prowadzić w dół. „Rytuał” to opowieść o granicach: między rzeczywistością a legendą, rozsądkiem a wiarą, lojalnością a sumieniem. „Rytuał” nie daje gotowych odpowiedzi. Zamiast tego stawia pytania – o to, co skrywamy, gdy nikt nie patrzy. O to, gdzie kończy się racjonalność, a zaczyna wiara. O to, jak blisko jest od zbrodni do rozpaczy. To książka, która każe się zatrzymać. Która nie daje o sobie zapomnieć. 📚 Jeśli lubicie kryminały, które wykraczają poza ramy gatunku, wciągają nie tylko umysłem, ale i duszą – ta powieść jest dla Was.
⭐ Ocena: 9/10 – Piekielnie inteligentny kryminał z duszną atmosferą i wielowarstwową narracją. Chmielarz znowu udowadnia, że jest mistrzem w opowiadaniu o tym, co najciemniejsze – nie w lesie, lecz w człowieku.
Za mało Mortki, w Mortce. Tak jednym zdaniem mógłbym określić Rytuał. Ale czy to źle? Moim zdaniem nie. Poniżej postaram się wytłumaczyć dlaczego.
Przede wszystkim ustalmy sobie, dla kogo Rytuał jest, a dla kogo nie za specjalnie. Jeżeli szukacie prostego kryminału, z nastawieniem na pogoń za mordercą, bez pogłębiania psychiki bohaterów to będziecie się nudzić. Natomiast, jeżeli interesuje Was mariaż kryminału, z powieścią obyczajową to Rytuał będzie dla Was idealną pozycją.
Na dobrą sprawę, Marcina Mortkę mógłby zastąpić w tej powieści każdy inny bohater, który byłby policjantem na życiowym zakręcie i niewiele zmieniłoby to w książce. Dlatego też napisałem na wstępie, o niewielkiej zawartości Mortki, w Mortce. Nasz komisarz nie jest głównym bohaterem powieści. Raczej jest on jednym z elementów układanki. Za to jest tym elementem, który nie pasuje i który psuje dotychczasowy obraz. Burzy zastany porządek i w swoim nieustępliwym dążeniu do prawdy, zmienia rozkład pionków na planszy. I taki już chyba będzie cykl o komisarzu Mortce. Autor rozwinął się na tyle, że chyba nie interesuje już go pisanie prostych kryminałów. Tę zmianę zapowiadała Długa noc, a Rytuał tylko kontynuuje ten kurs. Ja nie zamierzam narzekać. Uważam, że autor świetnie pisze wątki obyczajowe, dramatyczne i psychologiczne. Nie potrzebuję nawet przysłowiowego trupa, by świetnie mi się Chmielarza czytało lub słuchało. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Nie zabrakło oczywiście akcji oraz zaskakujących twistów fabularnych. Te jednak czekają na końcu i są nagrodą dla wytrwałych czytelników. Czy wybierzecie się w tę nową podróż komisarza Mortki to już zależy od Was.
Rytuału przesłuchałem w formie audio i gorąco polecam Wam tę opcję. Janusz Zadura genialnie interpretuje powieść. Dodaje jej klimatu oraz świetnie moduluje głosy. W trakcie słuchania nie miałem żadnego momentu przestoju lub niechęci powrotu do słuchania. Ja jednak bardzo lubię wątki obyczajowo-dramatyczne i psychologiczne, dlatego chętnie słuchałem o problemach mieszkańców zapomnianej przez świat niewielkiej miejscowości. Jedynie przeszkadzały mi elementy erotyczne poszczególnych bohaterów. Słuchając o tej części życia komisarza Mortki, miałem poczucie zażenowania. Słowem, nie interesuje mnie, co komisarz robi po pracy i z kim. Ale to już wymyślanie problemów na siłę. Mnie Rytuał bardzo przypadł do gustu. Po Długiej nocy nie byłem do końca przekonany do powrotu komisarza, ale po Rytuale czekam z zaciekawieniem na kolejny tom.
" [...] To była jego ziemia. Jego święte miejsce. Nie mieli prawa tu przebywać. [...]"
"Rytuał" Wojciecha Chmielarza, to jak na razie jest ostatni tom z serii "Komisarz Jakub Mortka". Będzie mi brakowało tego bohatera. Mam nadzieję, że za jakiś czas ponownie o nim usłyszymy. Październik, to był ciekawy miesiąc, ponieważ poznałam wyjątkowego książkowego bohatera — Jakuba Mortkę. Mogłam obserwować, jak się zmienia, jak dojrzewa i się starzeje. Czy w "Rytuale" powróci do Polski? Przekonacie się o tym, czytając lub tak jak ja słuchając. To wyjątkowa historia. Chmielarz postawił Mortkę dosłownie pod ścianą i dał mu wybór, albo wyjdzie na deszcz, albo stanie pod rynną. Czy uratuje ukochanej życie, czy raczej postąpi tak, jak na komisarza policji przystało? Swoją drogą nie podobał mi się ten jego związek. Miałam nadzieję, że się z niego wymiksuje i znajdzie dla siebie odpowiednią partnerkę. On zasługuje na prawdziwe szczęście, a nie tylko pozorne. Czy wiedzieliście, że Karkonosze skrywają mroczne tajemnice i niesamowite legendy? Czy jesteście gotowi wziąć czynny udział w krwawym rytuale rodem z piekła? Oprócz komisarza Mortki poznacie tutaj między innymi aspirantkę Marię Szulej z jeleniogórskiej komendy. Warto zwrócić na nią swoją uwagę. To jest wyjątkowa osoba, która w pracy daje z siebie wszystko. Autor bardzo dobrze ją przedstawił. Chmielarz nie daje swoim czytelnikom i komisarzowi Mortce ani chwili wytchnienia. Romantyczny wypad Jakuba zamienił się, w trudne policyjne śledztwo, pełne niesamowitych zwrotów. To mi się podobało. Tym samy po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem polskiego kryminału. Tak trzymaj! Ten tom jest o wiele lepszy od poprzedniego. Nie byłam w stanie oderwać się od słuchania. Wyjątkowy lektor Janusz Zadura swoim głosem i interpretacją dołożył do tego swoją cegiełkę. Warto wysłuchać tego dzieła. Jeżeli lubicie małomiasteczkowe i wiejskie klimaty, to śmiało sięgnijcie po "Rytuał" i odkryjcie, jakie krwawe tajemnice Wojciech Chmielarz tutaj dla nas przygotował. Nie liczcie na proste śledztwo w sprawie zbrodni. Zanim odkryjecie prawdę, przejdziecie przez naprawdę krętą i niebezpieczną drogę. Autor nieźle wami potrząśnie. Zakończenie mi się bardzo podobało. Jeżeli chcecie poznać komisarza Jakuba Mortkę, to zacznijcie czytać książki w tej kolejności: 1. "Podpalacz" 2. "Farma lalek" 3. "Przejęcie" 4. "Osiedle marzeń" 5. "Cienie" 6. "Długa noc" 7. "Rytuał" Warto czytać powieści Wojciecha Chmielarza. Mam nadzieję, że ta seria doczeka się ekranizacji.
Rytuał to moje pierwsze spotkanie z Jakubem Mortką jak również z twórczością Wojciecha Chmielarza. Zazwyczaj czytam romanse, po kryminały zaś sięgam sporadycznie jednak w ostatnim czasie miałam już lekki przesyt historii miłosnych. Tak więc Rytuał trafił w mojej ręce w idealnym czasie. Rytuał to już siódma część serii o komisarzu Mortce, jednak do jej przeczytania nie jest wymagana lektura poprzednich części. Dzięki czemu nawet taki świeżak jak ja, bardzo szybko odnalazł się w mortkowym universum. 😃 Książka zaczyna się od wielkiego bang - komisarz razem ze swoją partnerką podczas romantycznej wędrówki po Karkonoszach odnajdują zwłoki młodego mężczyzny, otoczone dziwnymi znakami sugerującymi odprawianie jakiegoś rytuału. Jedna nieroztropna decyzja komisarza o nie powiadomieniu policji o tym odkryciu, pociąga za sobą lawinę nieprzewidzianych konsekwencji. Jakub Mortka razem z policjantką Marią Szulej próbują rozwikłać tajemnice znikających zwłok co w małej wiosce Kopalnicy przynajmniej identyfikacja nieboszczyka powinna pójść gładko. Nic bardziej mylnego. Pod płaszczykiem poszukiwania Bestii z Izer, w ramach prac Jeleniogórskiego Archiwum X, Mortka i Szulej rozpoczynają własne śledztwo które z każdym dniem staje się coraz bardziej zagmatwane. Każdy mieszkaniec Kopalnicy wydaje się mieć coś do ukrycia, w miejscu w którym, przecież wszyscy się znają, zło czyha na każdym kroku. Autor stworzył genialną atmosferę oddającą tajemniczy i mroczny klimat Karkonoszy. Czytając Rytuał miałam wrażenie że znajduję się w środku Gór Izerskich i wszystko spowija złowroga mgła. Prawie na każdej stronie książki towarzyszył mi niepokój, co stanie się dalej. Autor w zręczny sposób manewruje pomiędzy kilkoma podejrzanymi, z których każdy to ma “wiele za uszami” i może być odpowiedzialny za morderstwo. Dodatkowo prawie każdy z bohaterów skrywa tajemnice, których strzeże ponad wszystko. Całość spięta jest w zagmatwaną sieć kłamstw, przestępstw, lokalnych legend i milczącego przyzwolenia na zło. Przyznaję, że chociaż przez pierwszych kilka rozdziałów było mi trudno zaangażować na 100% w historię z uwagi na mnogość bohaterów to później nie mogłam się oderwać od książki. Bohaterowie stworzeni przez Chmielarza są wielowymiarowi - każdy z nich skrywa wiele warstw i czytelnik tylko czeka aż wszystkie skrywane sekrety zostaną ujawnione. Rozwiązanie zagadki było dla mnie dość nieoczywiste i nie odgadłam kto za nią stoi pomimo kilku wskazówek które Autor podsuwa. Podejrzewam że bardziej wytrawni czytelnicy kryminałów szybciej rozwiązali by tę zagadkę. Podsumowując z Rytuałem spędziłam świetnie czas i z chęcią przeczytam pozostałe części przygód Komisarza Mortki.
„Rytuał” to już siódmy tom serii przygód komisarza Jakuba Mortki - hitowego cyklu Wojciecha Chmielarza. Autor ponownie umieszcza swojego bohatera w Karkonoszach, ale tym razem nie z powodów dyscyplinarnych, a rekreacyjnych. Mortka wraca tutaj wraz ze swoją ukochaną z Francji, gdzie z dala od codziennych trosk para ma odpocząć na łonie natury. Sęk w tym, że znajduje ciało.
To rozpoczyna skomplikowane śledztwo, w którym komisarz Mortka (tu działający w cywilu) we współpracy z miejscową aspirant Marią Szulej będzie musiał zmierzyć się z lokalnymi legendami, tajemnicami, mistycyzmem wspartym licznymi mitami i rytuałami satanistycznymi, które, choć na początku mogą szokować, to finalnie nadają historii głębi i mroku. A jeśli dodamy do tego małą, zamkniętą społeczność, która nie tylko karmi się tym wszystkim, co wymieniłem, ale lubuje się plotkami, niedomówieniami i charakteryzuje się pajęczyną powiązań, to tak naprawdę mamy konkretną bazę na rasowy kryminał.
Ale tylko w teorii, bo jeśli autor decyduje się na wprowadzenie wielu bohaterów, a wraz z nimi kilku oddzielnych wątków, prowadzi narrację z perspektywy kilku postaci, to łatwo się pogubić. Chmielarz jednak w „Rytuale” moim zdaniem zrobił wszystko jak należy i ja od początku do końca bawiłem się znakomicie.
Szczególnie że autor w swoim stylu bardzo dobrze oddał klimat miejsca akcji oraz drobiazgowo rozpisał bohaterów. Chmielarz stawia na postaci bardzo różnorodne, wyłamujące się schematom oraz to, co lubię najbardziej: one są do tego stopnia z krwi i kości, tak wielowymiarowe, a ich relacje skomplikowane, że niektórzy po prostu potrafią porządnie wkurzyć (z Mortką na czele). Jeśli miałbym się już do czegoś przyczepić, to do osoby głównego bohatera, po którym trudno rozpoznać przemianę na przestrzeni wielu lat od pierwszej części serii. Ale ja to odbieram jako celowy zabieg, aby dało się przeczytać „Rytuał” bez znajomości poprzednich tomów.
Bo choć „Rytuał” to siódmy tom serii, to właśnie można go czytać bez znajomości poprzednich tytułów. Sam do tej pory przeczytałem tylko dwa pierwsze i do odnalezienia się w historii potrzebna jest właściwie druga część, czyli „Farma lalek”. „Rytuał” to ciekawa, mroczna intryga, w której miks lokalnych mitów, wierzeń oraz beznadziei i zależności prowincji wchłonie was do samego końca. To książka też o decyzjach: tych przez nas podjętych oraz tych porzuconych: Wojtek Chmielarz brawurowo pokazuje, że od konsekwencji jednych i drugich nie ma ucieczki. Polecam!
Jakiego polskiego autora wybierasz w ciemno? Na mojej liście jest kilka nazwisk i jedno z nich to właśnie Wojciech Chmielarz. @wojciechchmielarz
Przeczytałam już kilka jego książek i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Styl? Lekki, brudny. zwyczajny, ale w tym najlepszym znaczeniu tego słowa. Życiowy, otwarty, bez zbędnych ceregieli. Poznając te historie mam wrażenie, jakbym słyszała opowieść o zbrodni, która wydarzyła się na przysłowiowym podwórku obok. Tak blisko, tak prawdziwie, tak dosadnie. Tym razem akcja toczy się w Karkonoszach. przecież znam te tereny, w końcu jestem z Wrocławia 😉 Główny bohater, Jakub Mortka, przyjeżdża w góry z kobietą w ramach wolnego czasu. I nagle na szlaku ta dwójka znajduje zwłoki. To tylko początek całego zamieszania, które wciąga bez reszty.
W książce dzieje się naprawdę dużo: legendy, wierzenia, manipulacje, praktyki satanistyczne, mnóstwo zagadek i trupów. Mrocznie, niepewnie, zimno, momentami wręcz odstręczająco, aż krzywią się usta przy niektórych scenach. Ale właśnie ten surowy klimat oddaje realnie atmosferę tego co dzieje się w małej, odizolowanej wsi. Czy to tutaj znajduje się wejście do piekła?
Może na początku wyda Ci się, że tego wszystkiego jest trochę za dużo, ale daj się porwać tej opowieści, uzbrój w cierpliwość i wsiąknij w tę chłodną, lodowatą aurę. Postaci są świetnie wykreowane, fabuła dopracowana, a Izerskie góry zachwycają, wiem, co mówię! 🙂
I choć to już siódma książka z serii o Jakubie Mortce, możesz śmiało po nią sięgnąć, nawet jeśli nie znasz poprzednich części. W końcu mamy upały, a jeśli chcesz się na chwilę schłodzić to jest książka dla Ciebie 😉
Pamiętam, że pióro Wojciecha Chmielarza poleciła mi moja siostra wiele lat temu. Zaczęłam od „Żmijowiska” i do dzisiaj uważam, że to jego najlepsza powieść. Muszę jednak przyznać, że „Rytuał” naprawdę mi się podobał i mocno mnie intrygował. W ogóle ostatnio, zdecydowanie cześciej sięgam po polskie pióra i bardzo mi się podobają. A jeśli chodzi o dobry kryminał, to myślę że Chmielarz jest jednym z większych i ciekawszych nazwisk na polskim rynku. „Rytuał” to kolejny tom serii o komisarzu Jakubie Mordce, oczywiście możecie czytać nie po kolei. To prawdziwy, mocny, pełnokrwisty kryminał, w którym tajemnice z przeszłości odgrywają najważniejszą rolę i piętrzą się bez końca. Świetnie wykreowani bohaterowie po których można spodziewać się totalnie wszystkiego, trudno któremuś z nich zaufać, czytelnik główkuje i próbuje typować sprawcę, bowiem już na początku książki odnalezione zostają zwłoki. Tak w ogóle warstwa obyczajowa także pokazana jest z ciekawe perspektywy, dzieje się naprawdę dużo. Przyznam, że autor naprawdę sporo namieszał, a moją ulubioną postacią okazał się pewien człowiek który podąża za bohaterami niczym cień i którego rola długo nie zostaje odsłonięta. Ta powieść obfituje także w jakiejś legendy, tajemniczych miejsc i nierozwikłane sprawy z przeszłości. Ta pozycja okazała się przede wszystkim na maxa klimatyczna, taka aż duszna, a atmosfera udzieliła mi się na tyle, że niemal miałam dreszcze. Chętnie obejrzałabym serial albo film inspirowany tą historią i myślę że byłby po prostu genialny.