W brytyjskiej prasie raz po raz pojawiają się artykuły o "polskiej inwazji" na Wyspy. Istotnie, według ostrożnych szacunków w ciągu ostatnich dziesięciu lat wyemigrowało tam ponad siedemset tysięcy Polaków. Mówi się o milionie, a czasem o dwóch. Ewa Winnicka podróżuje po Wielkiej Brytanii i oddaje głos owym "najeźdźcom", wywodzącym się ze wszystkich grup społecznych. Pyta, jak polscy inteligenci, robotnicy, drobni przedsiębiorcy, studenci i bezdomni widzą kraj, do którego przybywają. Każda historia to gotowy scenariusz filmowy. Angole to przede wszystkim niejednoznaczny obraz tubylców: obywateli Wielkiej Brytanii, malowany nadzieją i rozczarowaniem, podziwem i lekceważeniem, wreszcie sukcesem i porażką polskich kolonizatorów. To fantastyczna kontynuacja Londyńczyków pół wieku później i w świecie bez granic.
Polska dziennikarka, reporterka, do 2014 roku związana z tygodnikiem „Polityka”.
Studiowała dziennikarstwo i amerykanistykę, ale zanim ją skończyła – trafiła do działu reportażu „Gazety Wyborczej”. W latach 1999–2014 pracowała w „Polityce”. Zajmowała się sprawami społecznymi, zwłaszcza polityką wobec dysfunkcyjnych rodzin i ochroną dzieci. Pisała także reportaże zagraniczne, m.in. o ataku na WTC, o palestyńskiej Intifadzie i gwałtownym kryzysie w londyńskim City.
Trzykrotna laureatka nagrody Grand Press: w 2005, 2008 i w 2018 roku. Jej książka reporterska pt. Londyńczycy, wydana w 2011 przez Wydawnictwo Czarne, została finalistką Nagrody Literackiej dla Autorki Gryfia. Za reportaż Angole (2014) została nominowana do Nagrody Literackiej „Nike” 2015 oraz otrzymała Nagrodę Literacką dla Autorki Gryfia 2015. Wspólnie z Cezarym Łazarewiczem wydała książkę 1968. Czasy nadchodzą nowe (Agora, Warszawa 2018). Za książkę Był sobie chłopczyk nominowana do Górnośląskiej Nagrody Literackiej „Juliusz” 2018.
Jest żoną Cezarego Łazarewicza, z którym wspólnie napisała książki 1968. Czasy nadchodzą nowe i Zapraszamy do Trójki.
Potwornie mnie zmęczyła ta książka. Czyta się ją błyskawicznie, ale język i dobór tematów rażą od początku do końca. O ile Londyńczycy tej samej autorki okazały się jednym z hitów ubiegłego roku, to "Angole" na pewno do mnie nie trafiają. I nie o to chodzi, że wolałabym czytać piękne historie o pięknych ludziach - zależy mi na prawdzie, a Ewa Winnicka zdaje się uwierzyła, że prawda to wyłącznie jeden ekstremalny wariant: brud, patologia, nieszczęścia. Już na etapie tytułu mam ochotę się przyczepić - widzę bowiem, że autorka stworzyła pewną koncepcję i potem dopasowała do niej treść. Wszyscy rozmówcy, niezależnie od proweniencji, używają słowa "Angole". Winnicka spotkała się z dziesiątkami osób, a i tak miałam wrażenie, że czytam wciąż to samo i gram w "bullshit bingo" czekając na powracające jak bumerang zwroty: Angole, picie, bicie, mieszkanie na kupie, ciapaty, Murzyn, brudas. Oto Sana Krasikov potrafiła napisać świetną książkę o imigrantach w Stanach Zjednoczonych: jej bohaterowie też harują, cierpią, krytycznie osądzają autochtonów, ale jednak opowiadają własne historie, podczas gdy w "Angolach" różni ludzie mówią jednym głosem. Nie ma opisu tych, którzy na przykład pracują w wymarzonym zawodzie, kończą studia, cieszą się z oferty kulturalnej Londynu, zakładają tam rodziny. Nie ma opisu tych, którzy nie mówią "Angole". Tu wszystko musi być podszyte dramatem życiowym, wódką, rasizmem i pogardą dla tubylców. Jeżeli autorka zatytułowałaby swoją książkę "Feckless Poles", wpisując się w myśl byłego prezydenta, to przynajmniej wiadomo by było czego można się spodziewać po lekturze. I to mnie najbardziej razi: że Ewa Winnicka dobrała rozmówców według dziwnego klucza, nie spróbowała zboczyć z obranego kursu, szukała tylko potwierdzenia dla konkretnych teorii (życie na Wyspach to koszmar, autochtoni są wredni, Polacy niezaradni i wykorzystywani, szans na godne życie brak). Nawet zapowiadające się ciekawie rozdziały o absolwentach szkół z internatem niczego nie wnoszą: dowiedziałam się jedynie, że chłopcy w tych szkołach się biją, a rodzice niektórych uczniów są milionerami. Niesłychane! Najbardziej zainteresowała mnie wypowiedź antropologa i dominikanina i już myślałam, że chociaż końcówka będzie nieco inna, ale myliłam się: chwilę potem powraca bowiem po raz setny "plantacja gałązek", "przesadzanie z piciem" i "w siedmiu mieszkaliśmy". Szkoda.
Kolekcja krótkich reportaży na temat życia polskich emigrantów na Wyspach. Dla mnie rewelacja, nie mogłam się oderwać :) Można tu znalezć historie sukcesu, ale także dotkliwych porażek. Nic nie jest czarno-białe, każda z opowieści pozwala dostrzec inny element tamtejszej rzeczywistości. Najbardziej podobały mi się obserwacje dotyczące różnic międzykulturowych, widoczne w miejscu pracy, szkole, w związkach, w życiu towarzyskim, oraz informacje na temat funkcjonowania państwa i tego jak to wygląda od wewnątrz. Nagle lepiej zrozumiałam własne doświadczenia związane z tym krajem i ludzmi oraz głębokie poczucie, że nie chciałabym tam mieszkać. Co innego wpadać na zakupy i do muzeów co jakiś czas, a co innego tam żyć. Już wiem dlaczego Brytyjczycy, których najbardziej polubiłam, to Ci którzy zdecydowali sie opuścić swój kraj i wcale nie mają tam zamiaru wracać.;) Bardzo, ale to bardzo polecam :)
Rozmawiając o emigracji często odwołujemy się do dwóch skrajności – albo utożsamiamy ją z rajem i ostatecznym wyzwoleniem z „polskiego zaścianka”, gdzie ludzie mają umysły ciaśniejsze niż komórka Harrego pod schodami, albo przywołujemy obraz słynnego pomywacza za zmywakiem, który zamiast obiecanych złotych gór dostaje twardą lekcję życia i szybki kurs pozbywania się złudzeń. Tymczasem pomiędzy hurra-emigracją i o-boże-emigracją pojawia się też mnóstwo odcieni szarości, znajdujących odbicie w tysiącach prawdziwych historii Polaków, którzy zdecydowali się szukać szczęścia za granicą. Ich wyznania Ewa Winnicka zebrała w kilkudziesięciu krótkich reportażach.
Duże rozczarowanie, szczególnie, że inne książki Winninckiej mi się podobały. To w ogóle nie reportaż! Ot kilka przypadkowo zebranych historyjek, niektóre tak krótkie, że ciężko powiedzieć, o czym są. Wszyscy narzekają: na innych Polaków, na Anglików, na kolorowych. Zero jakiegoś tła, wniosków, komentarza... Strata czasu.
Zbiór historii o Polakach w Anglii. Niestety wszystkie są niemal takie same i brzmią jak zbierane pod tę samą tezę - jest ciężko, biednie i często patologicznie.
Wydawało mi się zawsze, że z reportażu ma się wyłaniać jakaś myśl, którą nie autor wpycha czytelnikowi, ale czytelnik sam wyciąga na własny rachunek. A tymczasem z „Angoli” dowiedziałam się głównie, że gorzej mówiący po angielsku emigranci dostaną w przychodni paracetamol, a ci lepiej – inne leki. Ciut przymało. Cały tekst: http://pierogipruskie.blogspot.com/20...
Świetna książka, momentami budująca, częściej smutna. Pięknie pokazuje jak bardzo ten sam kraje, te same zwyczaje i ci sami ludzie mogą być różnie postrzegani w zależności od perspektywy. Polecam
I really liked this collection of interviews with Polish immigrants in the UK. After a while, it did get a little bit repetitive, but the author researched her topic well and spoke to a wide variety of immigrants, from all backrounds and situations.
Może trochę zaniżona ta moja trójka, bo po bardzo dobrym początku książka - co jest częstym problemem podobnych zbiorów portretów/historii/opowieści różnych ludzi - stopniowo traci impet, bo przynajmniej częściowo zaczyna powtarzać te same spostrzeżenia. Co jednak nie zmienia faktu, że to dobra książka która osiąga ciekawy efekt: jednocześnie mówi i o Polakach, i o Brytyjczykach - i trochę zadaniem czytelnika (poza oczywistymi przypadkami) jest tu rozszyfrowanie, które spostrzeżenia poszczególnych bohaterów odsłaniają prawdę na temat "Angoli", a które więcej mówią o nich samych, ich uprzedzeniach albo po prostu o nieprzekraczalnych różnicach kulturowych. Dodatkowym plusem w moim odczuciu jest to, że niektórzy bohaterowie przeczą sobie nawzajem w swoich spostrzeżeniach na temat brytyjskiej rzeczywistości, co niuansuje przekaz i zwraca uwagę na względność punktów widzenia. Autorka w przeważającym stopniu skupia się na gorzkich historiach ludzi mocno doświadczonych przez życie i przez Wyspy, przez co książka w którymś momencie staje się jednak dość typowym kalejdoskopem bolączek - co też trochę osłabia jej wydźwięk. Niemniej to ciekawa pozycja, choć oczywiście niektóre historie są bardziej interesujące i wartościowe od innych.
Przede wszystkim należy autorce pogratulować różnorodności historii, do których udało jej się dotrzeć. Zbiór "Angole" to typologiczna panorama Polaków, którzy jak mówi sama autorka - kolonizują Wyspy. Przeczytałam go jednym tchem, niejednokrotnie się wzruszyłam, oburzyłam, zasmuciłam, ale też zamyśliłam. Ogólnie został tutaj wykonany kawał dobrej reporterskiej roboty.
Mam jednak wątpliwości co do samego użycia słowa Angole. Jak to już zostało wspomniane w jednym z komentarzy, posługują się nim niemal wszyscy rozmówcy autorki, a przecież ma ono wydźwięk pejoratywny. Może przydałby się tutaj komentarz wyjaśniający, czy to rozmówcy spontanicznie go używali, czy zostało ono do rozmowy wprowadzone przez samą Winnicką, bo to istotna różnica. W moim odczuciu brakuje właśnie szerszego komentarza autorki, jej własnych refleksji po spotkaniu z rozmówcami, ale pomimo tego uważam, że to bardzo dobra książka.
Może wpędzić w depresję, ale jak widzę recenzje ludzi, którzy woleliby, „żeby było mniej o piciu i mieszkaniu w siedmiu na flacie”, to na przekór podoba mi się jeszcze bardziej. Winnicka dobrze pisze, bohaterów znalazla ciekawych, z różnych bajek, o różnych osobowościach i historiach. Niektórym człowiek by dał po mordzie, prawda. Podoba mi się konsekwentne prowadzenie tematu, zwłaszcza z wypowiedzią londyńsko-krakowskiego antropologa na końcu, kiedy już człowiek mnie więcej wie, co też tam na tym doktoracie badał. Dobre zdjęcia, no i nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że porządne wydanie (projekt, druk; ostatnio bardzo psioczę na wykonanie książek Dowodów na istnienie, dobrze wrócić do Czarnego i przypomnieć sobie, że niektórzy robią porządnie).
Zbiór reportaży o Polakach w Anglii, o ich zderzeniach z angielską kulturą i zwyczajami. O nieporozumieniach i obcości. Dobre, gorzkie, dające do myślenia. Lektura obowiązkowa dla rozważających emigrację
Winnicka zebrała historię Polaków, którzy postanowili opuścić swój kraj (sami, bądź z kimś z rodziny, ze znajomymi, jako dzieci i dorośli) i wyjechać do Wielkiej Brytanii. Jest to przekrój osób z różnych warstw społecznych, różnych rodzin, miast, którzy wyemigrowali w różnych latach, i każdy ma swoją unikalną opowieść. Niektórzy zupełnie stoczyli się na dno, inni otwierali swoje biznesy, jeszcze inni dostali pracę w City czy w poważanych placówkach. Każdy opisuje swoje trudy i walkę, przez którą trzeba było przejść. Którą niektórzy przegrali. Jest to dosyć smutna książka, nie ma tam za bardzo happy endu, a jedyna powieść, która rzeczywiście bardzo mi się spodobała, to historia wykładowcy antropologii, bo wydaje mi się najbardziej pozytywna (neutralna?). Byłam trochę przerażona tą książką, ponieważ sama mieszkam w Wielkiej Brytanii, i martwi i interesuje mnie, jak odbiera się Polaków za granicą, a także ciekawią mnie doświadczenia, licząc na to, że jakaś historia mnie zainspiruje. Ciekawa pozycja, ale przygnębiająca. Książki powinny uświadamiać, a jednak trochę te historie kłują.
książka pisana pod tezę, jednowymiarowa, płytka, prezentuje kilka 'kategorii' polaków w wielkiej brytanii i miałam wrażenie że pod te kategorie dobierani byli rozmówcy. obraz polaków jaki się wyłania z tej książki jest mniej więcej taki: zgorzkniali, nienawidzący świata, pogardzający wszelką innością (wiem że jest w tym trochę prawdy ale nie można pokazywać tylko jednej strony bez jakiejkolwiek refleksji/dyskusji). nie wiem po co istnieje ta książka. nic z niej nie wyniosłam. poza tym non stop cytowane są tak obrzydliwe rasistowskie wypowiedzi rozmówców że aż nie wierzę że czarne to wydało. rozdziały o biednych polskich chłopakach którzy tylko chcieli z kimś poflirtować a zostali 'posądzeni' o molestowanie zdają się kwestionować to że na seks należy mieć zgodę drugiej osoby? znów, nie wiem po co i co niby mamy jako czytelnicy z tego wynieść. już dawno jakaś książka mnie tak nie zdenerwowała (:
Extremely mid-tier read. To be honest, it is a 2.5 star. It’s non-fiction, so I didn’t even expect it to be amazing, but i what I did expect was something eye-opening, an out right riot in the entire collection of accounts from all the Poles in the UK. Sadly, this wasn’t it either. The repetitiveness was killing me at times. The book is surprisingly extra racist and non-inclusive in it’s talk about racism and exclusivity. Like… too racist, to be honest. It insults everyone, including the Poles, or at least does so in my opinion. It’s, in its rawest building blocks, more a book about the Polish lack of self-awareness and always putting the blame on others.
Książka całkiem niezła. Niektóre historie zabawne ( zaśmiałam się w kawiarni i wszyscy się na mnie patrzyli), natomiast większość wręcz nadająca się do greckiej tragedii. Mam tylko jedną głęboką myśl na temat tej książki ( i w sumie wszystkich ostatnich reportaży, które przeczytałam ). To straszne, że człowiek człowiekowi może takie świństwa zrobić.
Ewa Winnicka nie stworzyła pięknej, uładzonej opowiastki o tym, jak to skołowani pielgrzymi z Polski znaleźli szczęście i dobrobyt w krainie mlekiem i miodem płynącej, czyli Anglii. Jednocześnie w gorących i patetycznych słowach nie ukazała obrazu martyrologii Narodu na obczyźnie. Nie wyraziła natomiast żadnej, osobistej opinii. Głos za to w pełni oddała swoim rozmówcom. Społecznikom, matkom, intelektualistom, kobietom, uczniom, pisarzom, robotnikom, nieszczęśnikom, pragmatykom, przedsiębiorcom i wielu wielu innym. Panorama osobistości, mnogość ludzkich losów i poglądów zgromadzonych w tej książce jest ogromna. Tworzy kompozycję zbudowaną z kontrastów, która choć nie powinna tworzyć spójnego obrazu jest jednak monolitem. Każda osoba, poprzez własne przeżycia, nosi się z innym spojrzeniem na samą Anglię, życie w niej jak i środowisko emigranckie. Z tego względu z każdej historii można dowiedzieć się czegoś nowego, zrozumieć, zaśmiać się, także wzruszyć.
Co chyba najważniejsze zaś w tej pozycji, autorka pozostaje cały czas anonimowym dobrym duchem - wysłucha, spisze, zrozumie, ale jednocześnie nie ocenia swoich bohaterów. Stara się także nie przerabiać ich myśli, zostały one wyrażone językiem charakterystycznym dla danego rozmówcy, bez ozdobników, czy eufemizmów. Sama Winnicka jako autor pozostaje jedynie aktywna w pewnego rodzaju didaskaliach, w których dochodzi do wprowadzenia nas w losy kolejnej osoby z reportażu. Z tego względu całość jawi się jako obiektywny głos emigrantów, którzy opuścili swoją ojczyznę dla tułaczki?/przygody? w nieznane.
Osobiście byłam w Londynie jako nastolatka, także w związku z tym, że moja rodzina zdecydowała się pojechać do Anglii za pracą. Do dzisiaj pamiętam, jaki dreszcz emocji i fascynacji towarzyszył odkrywaniu przeze mnie tego kosmopolitycznego miasta pozbawionego snu, upajającego się własnym ogromem i blichtrem. Zazdrościłam Polakom, którzy na co dzień mogli, chociażby myjąc gary, być przez chwilkę uczestnikami tej społeczności. Czas i dojrzałość zmieniło to spojrzenie. Także i ta książka. Po jej lekturze, widzę, że praca tam, w Anglii nie była wygraną w totka, lecz ciężką orką na ugorze. W tym momencie zamiast uczucia zazdrości do bycia ,,tam" pojawia się wdzięczność, że mogę być ,,tu".
2,5 gwiazdki Na początku myślałam, że to będzie dość zabawna książka, pokazująca Anglię trochę inaczej. Wydawało mi się, że będzie trochę historii "udało mi się", trochę "powinęła mi się noga", ale przede wszystkim takich, co pokazują jak ludzie mierzą się z normalnym życiem. Jasne, że przebojowa pisarka będzie się czuła jak ryba w wodzie. Jasne też jest dla mnie, że alkoholik będzie alkoholikiem wszędzie - W Londynie, Dublinie, Warszawie czy Radomiu. Minus zatem za truizmy.
Książka ma bardzo gorzki wydźwięk. Może faktycznie o to chodziło, by pokazać "angoli", ale tak naprawdę to nie są tylko angole, to są wszyscy ci, którzy wyjeżdżają pełni ignorancji, ksenofobii i szowinizmu.
Podobało mi się oddanie głosu bohaterom z li tylko krótkim wstępem kim oni są.
Czy chciałam wyjechać do Anglii przed przeczytaniem tej książki? Nie. Czy moje zdanie o Anglii się zmieniło? Nie. Czy uważam, że książka jest mocno przekłamana, a jeżeli nie przekłamana, to na pewno napisana pod pewną ideę? Tak
Strasznie stronnicza ksiazka. W zasadzie bardziej pokazuje obraz Polakow, którzy spotykali w Anglii wiele problemów (jednak nie pokazuje, że wielu z nich nie znalo nawet języka, nie wiedziało jak się wykłócać o swoje prawa. Jeszcze inni na chama nie potrafią zapomnieć o dzieciństwie w Polsce, którą idealizują, za swoje niepowodzenia czy porażki obarczając tytułowych "Angoli") Przykładowe zdanie że Anglicy nie chcą się kolegować z obcokrajowcami. Nic bardziej mylnego! Rozumiem, że to zbiór reportaży, w których opisy biorą się z ust ludzi, jadnakze wiele z nich jest kłamstwem lub półprawdą. Świetnym zabiegiem mogło być tutaj skontrastowanie z ludzmi o odmiennych pogladach, którzy wypowiadają się w superlatywach. Tymczasem na kilometr bije stronniczością i opluwaniem innych
Takie historie słychać i w mojej wiosce, w małych i dużych miastach... Ludzie chyba po prostu wloką swój "los" za sobą, gdziekolwiek pojadą. W każdym razie tacy z Angoli. Największą zaletą tej książki jest uchwytywanie języka bohaterów, chociaż charakterystycznych wyrażeń. W ogóle narracja jest tu ważna, to właśnie sposób mówienia, opisy i interpretacje swojego życia, sprawiają, że widać bohatera na wozie lub na dnie, Uda lub Nieuda (choć w książce z Mrożka tylko Emigranci). Spore wrażenie zrobiły na mnie migawki z Belfastu, jest jak Zachodni Brzeg...
Książka trochę tendencyjna, ale czytało się ją dobrze.
Już po tytule widać, jaki zamiar przyświecał autorce zbierając te reportaże. I trzeba pogratulować jej konsekwencji - na Wyspach wszystkim było źle. Ale, że pojechali bez znajomości języka i z oczekiwaniami długimi na kilometr, nikt się nawet nie zająknął (na szczęście nie wszyscy).
Książka, mimo że w tytule mówi o Anglikach, stanowi interesujące studium społeczeństwa polskiego.
W "Angolach" Ewa Winnicka oddaje głos swoim rozmówcom, polskim emigrantom, nie ocenia, pozwala czytelnikom na własne refleksje. Czasem tego autorskiego komentarza czy głębszej analizy trochę brakuje. Mimo tytułu to książka tak samo o Polakach jak i o tytułowych Angolach. Czyta się szybko i ciekawie.
Reportaże Ewy Winnickiej dają fascynujący obraz życia Polaków w Wielkiej Brytanii : i tych z City, i tych z marginesu. Dla mnie osobiście poznanie warunków życia i sposobów myślenia innych Polaków na emigracji to konieczny, mimo że momentami bolesny, obowiązek. Polecam.
Książka warta przeczytania, na pewno przed wyjazdem. Pokazuje i tych, którym się udało i tych, którym życie w Anglii nie wyszło na dobre. Pokazuje różnice kulturowe, różnorodność kulturową. Reportaże są krótkie i treściwe. Może nie czyta się jednym tchem, ale na pewno z zaciekawieniem.