Czasem trzeba wszystko spalić, by już nigdy nie wybuchł żaden pożar.
Czerwiec 2025 roku. Zbliża się szczyt sezonu w Tatrach, na szlakach pojawia się coraz więcej turystów, a w Kuźnicach wydłużają się kolejki do wjazdu na Kasprowy Wierch. Edmund Osica zabiera tam dzieci Dominiki, które przyjechały odwiedzić Zakopane, podczas gdy Wiktor Forst jest zmuszony zostać na komendzie. Obaj są zupełnie nieświadomi tego, że zamachowcy planują atak na kolej linową.
Czerwiec 2022 roku. Dominika Wadryś-Hansen wraz z Wiktorem układa sobie życie w Krakowie, przekonana, że nic nie może stanąć na drodze ich wspólnego szczęścia. Praca schodzi dla niej na dalszy plan, zaczyna liczyć się wyłącznie rodzina. Mimo to podejmuje się śledztwa w sprawie masowego grobu odnalezionego na składowisku odpadów w Pleszowie. Śledztwa, którego skutki sięgają aż do czerwca 2025 roku...
Lubiłam tę serię, obok Zaorskiego, jedni z ciekawszych bohaterów, jednak wskrzeszanie postaci idzie coraz gorzej - bardzo naciągane i niewiarygodne w obliczu cech charakteru, które były znane z poprzednich tomów 🤷♀️🤷♀️🤷♀️🤷♀️
This entire review has been hidden because of spoilers.
Wydrapać miałem sobie ochotę oczy podczas tej lektury. Fatalna, niepotrzebna i pozbawiona najmniejszego elementu sensu. Gdyby istniały nagrody najgorszych książek roku, to Kasprowy mógłby śmiało zawalczyć o nagrodę Złotej Rzeżuchy czy innego zapomnianego przez los warzywa. Ale szczerze? Czy mnie to jakoś szczególnie dziwi? Nie.
Seria z Forstem bowiem już od kilku tomów ledwo zipie, łapiąc swoje wątłe oddechy na sposoby co najmniej kontrowersyjne. Wiktor Forst, tak zwany superbohater, przeszedł już bowiem przez wszystko to, co traumatyczne i o czym możecie tylko pomyśleć, ale kochani, tutaj rozwijamy jego CV! Nawet nie będę zdradzał Wam już co się dzieje na początku tej powieści, bo to jest coś absolutnie wspaniałego xD Anyway, wyczerpane pomysły wychodzą w dziesiątej odsłonie tej serii na powierzchnię, co doskonale widać we wskrzeszaniu postaci, zapętlaniu się w przeróżnych decyzjach, jakie podejmują bohaterowie oraz w dialogach, nadal identycznych jak w każdej kolejnej części dialogach. Wiadomo, że czyta się to szybko, że wciąga fest, ale za jaką cenę moi mili?
Najbardziej żałuję w tym wszystkim tego, że ta seria miała naprawdę dobre momenty. Pamiętam tę ekscytację, z jaką oczekiwałem premiery kolejnych tomów, bo bywały chwile, w których Mróz w naprawdę sensowny sposób prowadził akcję. No ale cóż, tutaj absolutnie grzebie wszystko to, co udało mu się osiągnąć. Decyzje naszych bohaterów (a szczególnie jednej Pani z dwuczłonowym nazwiskiem) nie korespondują z niczym, co udało się autorowi zbudować w poprzednim tomie, a na dodatek ściąganie postaci zza grobu jest jak dla mnie po prostu oznaką, że Mróz nie ma już nic w zanadrzu dla tych bohaterów.
Dlatego ja tu z taką skromną prośbą, wyślijmy tego Forsta już na emeryturę, serio. Dajmy mu żyć, a jak nie wchodzi to w grę, to tego życia go pozbawmy. Ale tak na serio, żeby nie było potem możliwości go wskrzesić, bo coś czuję, że historia lubiłaby się tu powtórzyć.
"A kto umarł, ten nie żyje" chciałoby się zacytować klasyka, ale niestety, zmarli ożywają, zaginieni powracają, sprytni dają się podejść jak dzieci, narkomani z dnia na dzień sami odstawiają prochy, a Osica po raz enty oszukuje przeznaczenie. Intryga jest męcząca i nielogiczna (wojna gangów rękoma Forsta), drażnią powierzchowne potraktowanie losu zakładników (nikt inny tą kolejką nie jechał? żadne inne dziecko nie płakało? wszyscy potulnie słuchali poleceń?) oraz dialogi, w których komisarz kozaczy do porywaczy, zamiast pytać o konkrety. Trudno uwierzyć, że Forst bez gniewu przyjmuje rewelacje Olgi, nie zastanawia go nawet przez chwilę, jaki to będzie miało wpływ na życie dzieci Dominiki, którym to, moim zdaniem nie pomoże już żaden terapeuta. Zapowiedź jedenastej części przyjmuję z bólem; czasami chyba warto odpuścić, by ze sceny zejść niepokonanym.
Naprawdę? Tak jak lubię twórczość Pana Mroza, tak teraz odpiął wrotki jak jeszcze nigdy. Mimo, że książka jak zawsze sama się czyta, to historia w niej zawarta jest tak przesadzona i niepotrzebna… Jest niespójna z rysem postaci, który mieliśmy okazję poznać w ostatnich dziewięciu tomach. Nie zaprzeczę, że jestem ciekawa jak potoczą się dalej losy bohaterów ale czuje taki niesmak, że dla mnie to raczej ostatni tom przygody z Forstem.
3/5⭐ A kto umarł ten nie żyje Remek... Sama nie wiem, czy 3 na 5 gwiazdek to odpowiednia ocena. Na pewno dużo daje sentyment i to, że książkę szybko się czyta. Sama historia? Niby nie najgorsza, ale osobiście uważam, że ostatnia naprawdę dobra część to była "Zerwa", czyli 5 części temu. Niepotrzebnie ta seria jest ciągnięta, przez to coraz więcej absurdów wychodzi. Jak wskrzeszenie Olgi jeszcze jakoś z przymrużeniem oka przetrawiłam, tak Dominiki totalnie do mnie nie przemawia. Absurdalne wytłumaczenie, hipotermia to jedno, ale dwa to mam zrozumieć, że Wiktor zostawił choć na chwilę ciało Dominiki tak, że można było je zabrać? No way. Szczerze byłam tak cholernie zła, gdy przeczytałam o jej cudownym zmartwychwstaniu, że miałam ochotę odłożyć książkę i nigdy więcej do niej nie wracać. Plus Olga znów wracająca jak bumerang, mam dość tej kobiety przysięgam. Mimo że ostatecznie się po części zrehabilitowała, no i tak naprawdę wcale nie zabiła Dominiki, to i tak nie mogę jej lubić. Po prostu nie. Niechęć pozostanie już chyba do końca. O czym jeszcze muszę wspomnieć, to jest kwestia tego, że widziałam opinie, że to jedna z lepszych części od dawna. Szczerze, nie wiem czy tak bym to oceniła. Zwłaszcza przez to wskrzeszenie Dominiki. Zbliżając się do zakończenia książki miałam ogromne nadzieje, że to będzie już ostatni tom. Z drugiej strony z tyłu głowy miałam myśl, że to na pewno nie koniec. I w posłowiu przekonałam się, że Remek ma już w planach kolejną. Nie powiem, żebym na nią szczególnie czekała, bo boję się że z każdym kolejnym tomem absurd będzie gonił absurd jeszcze bardziej. Ale gdy książka się już ukaże, na pewno, mimo wszystko, po nią sięgnę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Solidny tom, w końcu nasz Komisarz dostał jakieś dobre wieści. Sama zagadka też ciekawa. Lubię motyw jak wydarzenia dzieją się w krótkim czasie, tutaj 1-2 dni plus perspektywa z przeszłości
,,Kasprowy" to już dziesiąty tom serii o komisarzu Wiktorze Forście, którego premiera wypada dokładnie dzisiaj (ale mam wyczucie z recenzją).
Akcja powieści została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe- rok 2022 oraz 2025. Prokuratorka Dominika Wadryś-Hansen i Wiktor Forst próbują ułożyć sobie życie w Krakowie, jednak ich sielanka zaostaje zakłócona przez odkrycie masowego grobu w Pleszowie, co finalnie prowadzi do śledztwa, które będzie za sobą ciągnęło ogromne konsekwencje.
W 2025 roku, Edmund Osica, w zastępstwie za Forsta zabiera dzieci Dominiki na wycieczkę na Kasprowy Wierch. Nikt jeszcze nie jest świadomy, że w tym samym czasie zamachowcy planują atak na kolej liniową. Ten ciąg wydarzeń jest bezpośrednio powiązany z wydarzeniami z 2022 roku, jednak w jaki sposób?
Ogólnie tak: przeczytałam tą książkę w niecałe 2 dni, bo wątek fabularny świetny i bardzo mnie wciągnął, ale... CO SIĘ TAM STAŁO? Takiego plot twistu się nie spodziewałam. Żadna z moich hipotez odnośnie do kontynuacji nie zakładała czegoś takiego. W zasadzie Remek słynie z tego, że bohaterowie mają kilka żyć jak koty, ale to co się wydarzyło w ''Kasprowym" mnie przerosło.
Klasycznie ogromnym atutem jest miejsce, gdzie fabuła się rozgrywa. Mróz w sposób fenomenalny opisuje wszystkie lokalizacje i szlaki, co dodaje historii autentyczności. Muszę też wspomnieć o pewnym niuansie, mianowicie momentami akcja była zbyt nieprawdopodobna, by mogła wydarzyć się na prawdę, jednak jestem w stanie to wybaczyć, ze względu na mój ogromny sentyment do tej serii.
najsłabsza ze wszystkich części moim zdaniem... ogromny plot twist siętu pojawia, niby fajny, ale trochę na siłę... w ogóle sporo rzeczy w tej książce jest trochę jak taki odgrzewany kotlet, to znaczy powtarzają się cały czas te same lub bardzo podobne schematy, co po pewnym czasie zaczyna być lekko nudne... Początek był super, ale potem sporo rzeczy się popsuło i poszło w bardzo dziwnym kierunku. Plus strasznie brutalna i wulgarna była ta część, bardziej niż wszystkie poprzednie razem wzięte moim zdaniem, co szczerze przyznam momentami mnie baaaardzo obrzydzało i przewijałam audiobooka do przodu, żeby tego nie słuchać 😭🤮
Osica jak zawsze ratuje książkę i pozostaje najwspanialszą postacią w tej serii, a jego wzajemne docinki z Forstem niezmiennie sprawiają, że uśmiecham się jak głupia 💕
czyli ogólnie - nie było tragedii, pomysł fajny, choć mógłby zostać lepiej zrealizowany i uważam, że niektóre wątki i sceny były zupełnie niepotrzebne.
Ja wiem, że Pan Mróz nie ma dzieci (btw, ja też nie), ale żeby tak bardzo nie umieć postawić się na miejscu rodzica, to jest niemożliwe. Przecież te dzieci Dominiki są w tej serii traktowane jak jakieś ostatnie nic nie warte twory bez uczuć i emocji. Wszyscy, ale to wszyscy dorośli w tej książce myślą tylko o sobie. Totalnie beznadziejne postacie. Tylko Osice można lubić, bo reszta to samolubne dupki. To powinna być ostatnia część. Taka okrągła 10. Z happy endem. No ale nie, w posłowiu już zapowiedź kolejnej... :/
Kolejny tom przygód super śledczego Forsta, gdzie nie ma żadnego śledztwa. Bliżej tutaj do Jasona Bournea niż do detektywistycznego klimatu. Po raz kolejny możemy obcować chyba z najgłupszym złoczyńcą, jakiego miałem okazję poznać. Na plus jedynie fakt, że przez 80% książki Forst nie ładuje w siebie narkotyków. Złych, a w sumie głupich rzeczy jest co niemiara, ale nie będę spoilerował. Jeszcze jak człowiek przymknie oko na to całe odpalenie wrotek Mroza i stara się cieszyć konwencją, to jakoś idzie. Dopiero ogrom bzdur widać, jak się próbuje komuś bieżące wydarzenia opowiedzieć. Moja żona zaprzestała czytać Forsta jakiś czas temu, bo był za ciężki (jeszcze zanim się zmienił w komedię sensacyjną) i opowiadałem jej na WhatsAppie co tam się dzieje. Część tych opisów znajdziecie pod recenzją, ale ostrzegam, że jest pełna spoilerów.
10. tom ma bliżej do oceny 2 niż 3, którą wystawiam..
SPOJLEROWY FRAGMENT HUMORYSTYCZNY.
Dominka wardyś hansen ożyła;) szok, nie? okazuje się, co zupełnie realne, że jak ją gość zastrzelił, to od razu zeszła lawina i ją praktycznie zamroziła tak, że ustały funkcje życiowe, Kordian i Forst i ratownik stwierdzili zgon. No ale wiadomo, bo widzieliśmy to w Kapitanie Ameryce, jak kogoś się zamrozi, to jest jakby save no i po tym wszystkim w tajemnicy ją przewieźli do szpitala, odratowali i chcą zrobić z niej tajnego szpiega do zwyrola. Sounds logic?
Forst dostał ultimatum od zamachowców przetrzymujących dzieci Dominiki, że ma znaleźć Gorgana w 24 godziny albo umrą No i się okazuje, że jedyny sposób, na kontakt z nim to żona Zaorskiego, ta co siedzi w więzieniu, po tym jak spadła z dzieckiem z dachu w któreś części a wcześniej Osice postrzelili, praktycznie już umierał, dramat, płacz. Ale Forst wynegocjował, żeby go wypuścili. Jak już go przewiezli na dół z kolejki górskiej, to opatrunek, weflon, kroplówka i praktycznie już jest tak jakby okeeej, odpiął weflon i będzie działał z Forstem na początku jeszcze forst chciał się do tej kolejki dostać, bo ona wisi w górach zatrzymana, to wlazł na słup, do którego są liny przymocowane, 200 metrowy (to dla forsta jakby wejść na półpiętro i to jest okeeej, bo przecież 2 książki temu praktycznie mu urwało nogę w kolanie) i szedł po tej linie, co na niej kolejka wisi, ale go zobaczył zwyrol, zadzwonił i kazał zawracać:D
Jestem bardziej niz nieobiektywna w ocenie książek Remigiusza o komisarzu Forście. Tak, bywają odklejone, tak bywają nierealne, ale moja sympatia do duetu Forst-Osica, jest zbyt duża. Audiobook w interpretacji Krzysztofa Gosztyły to mistrzostwo w czystej postaci.
Zła to była książka, oj zła. Zmartwychwstanie bohaterów, zakończenie w stylu 'to był sen...' (funfact: jak pisałam książki w wieku 13 lat korzystałam z tego zabiegu i cyk zmieniałam fabułę o 180 stopni). DRAMAT
This entire review has been hidden because of spoilers.
Remigiusz Mróz jest autorem kilku kryminalno-sensacyjnych serii powieściowych, z ambicjami, aby ich bohaterów przypisać do swojego tzw. autorskiego uniwersum. Wdaje się w tym celu w rozmaite gry z czytelnikami, które wymagają od nich znajomości poprzednich tomów poszczególnych serii, aby w pełni pojąć wszelkie zawiłości intrygi najnowszej. „Kasprowy” wydaje się najbardziej dotychczas zaawansowanym - choć zapewne nie ostatnim - etapem na tej drodze.
Powieść jest podzielona na trzy części. W pierwszej przeplatają się ze sobą dwa wątki: obecny, czyli z roku 2025, kiedy kolejka na Kasprowy - a w niej m.in. nadinspektor Edmund Osica z małą Ingą i Olafem - zostaje opanowana przez zamaskowanych przestępców, oraz historia ostatniego - przed jej porwaniem przez lawinę - śledztwa prowadzonego przez krakowską prokurator Dominikę Wadryś-Hansen, które wszczęte zostało w roku 2022 po odkryciu zwłok nieletnich dziewczyn zza wschodniej granicy, ofiar handlu ludźmi.
Druga i trzecia część powieści - po spektakularnym wyjściu na jaw jednej z największych niespodzianek w twórczości Mroza - prowadzą różnymi drogami do dorwania i wymierzenia sprawiedliwości najgorszemu obecnie zdegenerowanemu psychopacie, o ksywie Gorgan. Czy na pewno głównym rozgrywającym w tej walce - której najpilniejszym, doraźnym celem dla niego jest oczywiście uwolnienie dzieci Wadryś-Hansen, więzionych w wagoniku kolejki - jest komisarz Wiktor Forst, jeden z nielicznych znających prawdziwą tożsamość Gorgana? Kim tak naprawdę są inne osoby mające wpływ na dramatyczne wydarzenia kształtujące akcję powieści, wśród nich prezydent Milena Hauer, minister Błażej Wyszogrodzki, szef BBN Juliusz Grzymowski, funkcjonariusze ABW i AW, Olga Szrebska, Ewelina Warda, Seweryn i Martyna Zaorscy …?
Rozumiem, że dla sceptycznie nastawionych do pisarstwa Mroza taki natłok postaci, a także wiążących się z nimi politycznych motywów, może jeszcze pogłębić ich niechęć. Nawet ja, zdecydowana fanka autora, znająca większość jego dzieł, nie mogłam się chwilami oprzeć lekkiej irytacji związanej z pewnym rozbawieniem, na zasadzie: ciekawe, co on jeszcze wykombinuje! Co bynajmniej nie przeszkodziło mi w kontynuacji lektury. Przeciwnie, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Mój ulubiony polski Avenger z domieszką Ethana Hunta powraca i jest w znacznie lepszej formie niż w poprzednim tomie. Klasycznie jak u tego autora, nieustraszony Forst wyprawia momentami cuda, do znudzenia przekomarza się z Osicą i stawia czoła kolejnej postaci, która wraca zza grobu. Dla tych co lubią to uniwersum myślę, że warto dalej towarzyszyć El Comisario :)
This entire review has been hidden because of spoilers.
Najsłabsza część niestety... I tak będę czytała kolejne tomy, bo Forst stał się moim ulubionym bohaterem i cała seria wciąga, ale no tutaj to już szaleństwo. Wiktor jak zwykle już od początku robi niestworzone rzeczy, więc nie będę zdziwiona jeżeli w kontynuacji Pan Mróz wyśle go w kosmos XD Wątek Dominiki tak odjechany, że nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać🫣 No średniak, do 8 części to był majstersztyk, ale kolejnym duuuużo brakuje.
No i tutaj mamy problem - umysł chce dać 4, a serce 5. Może więc rozwinę. Akcja całej książki naprawdę zachwyca. W sumie to nie wiem kiedy ostatnio Forst był tak dobry. Finalnie wszystkie rany po Widmie Brockenu zostały jednak zaszyte (ale nie wybaczę tych momentów z początku, gdy wspominany był wspólny czas)
Jestem pod ogromnym wrażeniem postaci Szrebskiej, która dopiero teraz, po 10 tomach została przedstawiona w sposób wyjątkowy. Jej psychoza została nareszcie odstawiona na drugi plan, natomiast na pierwszy wypłynęło ukrywane wcześniej człowieczeństwo. Pomogły w tym zdecydowanie rozdziały z jej perspektywy. Dzięki temu po raz pierwszy jestem się w stanie zgodzić z Forstem co do tego, że jest ona faktycznie jedynie ofiarą.
Postać Dominiki też zaliczyła niesamowity rozwój, dzięki czemu zyskała wady i stała się bardziej realna, a mniej perfekcyjna (Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że potrzebuję takiego rozwoju)
Tyle dobrego, teraz dlaczego chciałoby się dać 4 gwiazdki? Z jednego prostego powodu - śmierć Dominiki. Specjalnie cofnęłam się przy okazji tej książki do Widma Brockenu i przeczytałam ponownie jakże druzgocący opis jej śmierci. W efekcie (pomimo wielkiej radości z tego, że jednak żyje) zupełnie nie pasuje mi ten scenariusz. Poszukuję więc racjonalnego wytłumaczenia jak to możliwe, bo na chwilę obecną wygląda to jakby Wadryś-Hansen rzeczywiście miała umrzeć, a po wydaniu Widma Brockenu plany się zmieniły.
Wiem, że takie akcje już były w tych książkach. Świadczy o tym również śmierć Szrebskiej, jednakże tam faktycznie jej śmierć była jedynie domysłem i opis gruntownie o tym świadczy. Jak na moje to trochę to niedopilnowane...
Ostatecznie więc 4,5 gwiazdki
This entire review has been hidden because of spoilers.