Powieść laureatki Odkryć Empiku, nominowanej do Nagrody Literackiej Nike.
Joanna wyrusza z mazowieckiej wsi w daleką podróż ze swoim chłopakiem. Ma być bajka na Dalekim Wschodzie, wychodzi tragikomedia. Bohaterce grozi deportacja, a jej życie miłosne kończy się, zanim na dobre się zaczęło. Są miliony ludzi jak ja. Miliony dziewczyn. Tylko że za każdym razem, kiedy wychodzę z przychodni, zostaję na ulicy sama. Aleksandra Zbroja sięga po temat nieobecny dotąd w polskiej literaturze i robi to w poruszający emocjonalnie i wybitny literacko sposób.
Historyczka sztuki bez muzealnego happy endu, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Od lat związana z Wysokimi Obcasami i z Dużym Formatem, dla którego prowadzi transmisje i podcasty. Autorka reportaży, wywiadów oraz felietonów, a ostatnio scenariuszy słuchowisk.
Kolejna książka w serii „Tu/Teraz” Wydawnictwa Agora i kolejny ważny głos w literaturze społecznie zaangażowanej. Aleksandra Zbroja pochyla się nad tematem, o którym wciąż mówi się zbyt cicho — HIV i wykluczenie. „Muszę ci coś powiedzieć” to opowieść oparta na faktach, spleciona z doświadczeń kilku kobiet, które autorka zna lub których historie do niej dotarły. Z tych fragmentów powstaje przejmująca narracja o Joannie — młodej dziewczynie ze wsi, która wyrusza na Tajwan, szukając innego życia. I przez chwilę wszystko wydaje się możliwe, dopóki nie pada to jedno słowo: „zarażona”.
Joanna — sama o sobie mówi „hifiara” — przypadkowo dowiaduje się, że jest seropozytywna. Jej świat się rozpada. Diagnoza, jak niewidzialny stempel, natychmiast zmienia sposób, w jaki postrzega ją otoczenie. A przecież nic się nie zmieniło — poza tym jednym słowem. Zbroja opowiada o tym momencie z ogromną czułością i wrażliwością, ukazując emocjonalne, cielesne i społeczne konsekwencje życia z HIV.
To nie tylko książka o chorobie, ale przede wszystkim o walce o własną podmiotowość. Joanna nie chce być definiowana przez system, przez stereotypy, przez cudzy lęk. Chce kochać, być kochana, mieć prawo do bliskości i romantyzmu — tak jak każdy. I to właśnie ta walka o normalność, o czułość, o bycie „po prostu człowiekiem” porusza najmocniej.
Zbroja świetnie osadza historię Joanny w szerszym kontekście – pokazuje, jak przez dekady zmieniało się podejście do HIV, ale też jak wiele lęków i uprzedzeń wciąż pozostało. Nawet dla personelu medycznego kontakt z osobą seropozytywną potrafi być trudnym doświadczeniem – z czym konfrontuje nas kilka bardzo wymownych scen w książce.
Doceniam tę opowieść również formalnie – jest gęsta od emocji, ale nieprzesadzona, skrupulatnie skonstruowana i przejmująca. Zostaje z czytelnikiem na długo i – co najważniejsze – zostawia z nadzieją. Bo choć droga Joanny nie jest łatwa, pokazuje, że życie z HIV jest możliwe. I nie musi być samotną przeprawą.
Warto po nią sięgnąć. Nie zawiodłem się ani przez moment.
Bardzo, bardzo mi się ta książka podobała. Najpierw konstrukcyjnie i narracyjnie - totalnie moja narracja, pierwszoosobowa, osobista, bezpośrednia, meandrująca, przyziemna, ludzka, ale głęboka, zadająca pytania i szukająca odpowiedzi. Później wpadłam po uszy fabularnie - nie mogłam się oderwać. 5/5!
Aleksandra Zbroja podejmuje temat zakażenia HIV i związane z nim wykluczenie społeczne, ambiwalentne poczucie (braku) zmiany, lęki osobiste i zewnętrzne, próby odrzucenia identyfikacji przez diagnozę. To dobry obraz percepcji zakażenia HIV, walki o godność i "normalność", relacji z ciałem, które staje się obce.
Joanna, bohaterka "Muszę Ci coś powiedzieć", to postać ulepiona z prawdziwych historii. I to się czuje - pewne sytuacje, anegdoty, emocje (!), lęki, przemyślenia mają charakter autentycznych doświadczeń. Poruszyła mnie ta opowieść - to poczucie niesprawiedliwości (bo przecież "dobrze się prowadziła", bo przecież bała się tego, czego miała się bać), wychodzenie z lęku (ze wsi na Tajwan) i bolesne zderzenie z diagnozą. Dotknęła mnie też na innych poziomach, bo mimo zdecydowanego tematu przewodniego, jest w niej sporo uniwersalnych pragnień, wstydów i niepokoi, jak np. pragnienie bycia widzianą i kochaną. Jest w tej opowieści dużo czułości, wyrozumiałości. Takiej łagodnej wrażliwości, jednak połączonej z donośnym przekazem. Bardzo dobra polska proza.
Główna bohaterka, Joanna, jest ode mnie trzy lata młodsza (jeśli matematyka mnie nie myli), więc należymy do tego samego pokolenia dorastającego w cieniu strachu przed HIV, które przedstawiano nam jako wyrok, życie z HIV miało być krótkie, a umieranie wstydliwe. Dziś ponad 20 lat później właściwie niewiele się zmieniło. HIV wciąż jest stygmatyzowane, kojarzone głównie z nieodpowiedzialnym przygodnym seksem albo narkotykami, i wciąż uchodzi za jedno z najgorszych doświadczeń jakie może nas spotkać. Mimo tego, że medycyna poszła mocno do przodu i w Polsce dostępne jest skuteczne leczenie, to społeczna świadomość nadal jest znikoma.
Joanna dość niespodziewanie rzuca wszystko i wyjeżdża na Tajwan. Tam, zupełnym przypadkiem, dowiaduje się, że jest nosicielką HIV. I tak zaczyna się… przygodówka pełna humoru – tak, humoru, mimo podejmowanego trudnego tematu. I chwała Zbroi za to! Cała historia opowiedziana jest w formie listu miłosnego narratorki do bliskiej osoby, której chce wyjawić swoją wstydliwą tajemnicę.
To bardzo nieoczywista opowieść o życiu z chorobą, o wstydzie po diagnozie, o oswajaniu się z nową sytuacją i o metaforycznym opuszczeniu swojego ciała, które nagle staje się obce, nieznane i niechciane. To proza intymna i niezwykle dojrzała, odważnie przełamująca tabu, a przy tym zabawna i miejscami wzruszająca, bo na koniec to po prostu historia młodej kobiety pragnącej akceptacji i bycia kochaną.
Tematycznie książka ogromnie potrzebna, językowo niezwykle sprawna, a fabularnie wciągająca. Czego chcieć więcej?
Polecam wam bardzo i mam nadzieję, że uda się z tym tytułem wyjść poza Polskę, bo książka ta spokojnie mogłaby zachwycić zagranicznych czytelników.
Z polską prozą jestem na bakier, dlatego do tej powieści podchodziłam bez większych oczekiwań. Okazało się jednak, że to szalenie poruszająca historia, która zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie. Główną bohaterką i naaratorką jest młoda kobieta, która po wyjeździe na Tajwan dowiaduje się, że jest zakażona wirusem HIV. To bardzo wzruszająca powieść, o stygmie społecznej, z jaką muszą mierzyć się osoby z HIV - mimo że skuteczne leczenie jest teraz dostępne bez większych problemów, a stosująca je osoba może wieść zupełnie normalne życie. Książka jest napisana w dość specyficzny sposób, w mojej ocenie to raczej „proza mówiona” - dlatego szalenie polecam przesłuchać jej w audiobooku (którego wspaniale przeczytała Zofia Wichłacz). Myślę, że w papierze ta forma mocno by mi przeszkadzała, ale w audio wypadła znakomicie. Ogromnie polecam przesłuchać - to rzecz poruszająca, otwierająca oczy i skłaniająca do refleksji. Naprawdę dobra polska proza.
3,5 Ciężko mi ocenić tą książkę, bo temat mimo że mnie interesował, to jednak słuchanie go w audiobooku trochę mnie rozpraszało co jakiś czas, mimo świetnej lektorki. Podobały mi się gry stylem, językiem, językam, ogólnie było to coś czego nie widziałam za wiele, ale czasem czułam przesyt wulgaryzmami i wiem, że tak miało być w niektórych momentach, no ale nie mogę na to nic poradzić, że mi to nie pasowało. Samo potraktowanie tematu sądzę że jest dobre. Widać w nim dużo wiedzy, ale zarazem dystansu i swobody. HIV nie jest przedstawiany jako postrach, a jednak w takiej postaci go zazwyczaj widujemy, HIV jest wirusem i tyle. Wirusem, który może być groźny bo w skrajnych przypadkach może doprowadzić do AIDS, jednak istnieją leki, przez które ludzie żyją normalnie, jak przeciętna osoba i cieszmy się ze nasze państwo refunduje te leki. Naprawdę jakoś mi lepiej po tej książce, bo nie mam HIV i lepiej żebym nie miała, ale daje to wiarę, że mimo wszystko z różnymi chorobami da się żyć, a ta świadomość polepsza życie osobom z HIV, które mimo że są zerowe (nie zarażają innych) są dyskryminowani.
No niestety, nie podobała mi się. Ani historia, ani narracja, ani główna bohaterka. Było kilka dobrych scen no i ogólnie historia jest wciągająca, choć momentami nieznośnie się ciągnie.
Być może na mój odbiór wpłynęło to, że słuchałam audiobooka - trudno było nadążyć za zmianą planów czasowych + nie odpowiadała mi interpretacja lektorki.
Nie ma dobrego sposobu, by to powiedzieć. Mimo, że od "epidemii" HIV minęło już wiele lat, te trzy literki mrożą krew w żyłach i paraliżują myślenie, niby wiemy, co i jak, a jednak strach jest. Pamiętam z okresu dorastania, jak wiele się wtedy o HIV i AIDS mówiło, dużo więcej niż teraz. Aleksandra Zbroja świetnie oddaje emocje, myśli, przytacza fakty, prawdziwe historie. Pozornie chaotyczny sposób narracji, krótkie, urywane zdania dodają autentyczności. To nie jest nadęte filozofowanie o życiu z chorobą, a wiarygodny, osobisty zapis potoku myśli, uczuć i zdarzeń. Im dalej, tym bardziej mi się podobało. Ważny temat, ciekawa forma. (audiobook)
Ola Zbroja dostaje ode mnie 5 gwiazdek za sam fakt bycia Olą Zbroją. Ładna jest ta książka. Przełamuje schemat - to jest dziewczyna, biała, młoda, ze wsi, dobrze się prowadzi. To jest dobre zagranie. Są chwile, kiedy to jest zbyt przerysowane i trochę mnie drażni i czasem miałam w sobie opór, że to zabiera pewną powagę sytuacji i ma z wirusa robić coś, co after all „nie jest ważne”. Ale myślę, że ważne w tym jest to, że się o tym mówi głośno. Wirus to nie wyrok.
Wciągnęło jak odkurzacz. Mamy tu łaknącą akceptacji bohaterkę, uwięzioną w gorsecie braku wiary w siebie i konserwatywnego, patriarchalnego otoczenia, która nagle zostaje postawiona przed wyzwaniem, wydawałoby się, w dzisiejszych czasach, już trochę nie z tej ziemi. A jednak. Kibicujemy tej dziewczynie, kręcimy głową z niedowierzaniem nad jej nieporadnością i uległością, kapitulacją przed dyktatem społecznych norm i męskiej dominacji. I cieszymy się, kiedy udaje jej się o własnych siłach stworzyć coś w rodzaju niezależności. Język, bardzo potoczny, może niekiedy wkurzać nagromadzeniem równoważników zdań, ale podszedł mi, spragniona jestem takiej młodzieńczej świeżości bez tabu i rygorów.
O nienawiści do bycia ciałem i całym wachlarzem wstydów towarzyszącym byciu cielesnością. Głównie oczywiście w kontekście HIV, ale w moim odczuciu są to tak naprawdę bardzo uniwersalnie uosobione niepokoje. Poruszająco, ale nie do końca jest to mój styl i forma.
Ta powieść przełamuje tabu. I zostawia czytelnika z pytaniami...
Polska proza, którą czuje się w każdym słowie, w krótkich zdaniach i przestawnym szyku. To znajome i takie swoje. Szukanie siebie w świecie. Wciąż. I na nowo.
Joanna pochodzi z prowincji. Wyrywa się do wielkiego świata stolicy, jednak życie nie rozpieszcza, bo sam wyjazd nie gwarantuje sukcesu. Wraca do domu, tylko na chwilę. I spotyka kogoś sprzed lat, kto proponuje jej wyjazd do Tajwanu, wspólne życie i przyszłość. Wyjeżdża. I kiedy wydaje się, że wszystko zmierza w jakimś kierunku okazuje się, że ma HIV.
Rozpoczyna życie z diagnozą w kraju, który może ją deportować z tego powodu. Mnożą się pytania i wątpliwości, strach i przerażenie towarzyszą na każdym kroku. I wstyd. Wstyd, który paraliżuje,który nie pozwala na bycie sobą.
Aleksandra Zbroja swoją nową powieścią oddaje głos osobom zakażonym, którzy muszą odnaleźć siebie na nowo. Serwuje piękne i tak bliskie naszemu pokoleniu studium dojrzałości. To poszukiwanie własnej tożsamości, budowania nowego życia, w okolicznościach wręcz nieznośnych. Oswojenie demona jakim jest wirus. Strumień świadomości Joanny ukazuje ten proces, w którym wyobcowanie przybiera monstrualne rozmiary, w którym traci się zaufanie do własnego ciała. A odnalezienie siebie w nim na nowo, w poczuciu bezradności nie przychodzi łatwo. Między rozterki głównej bohaterki pisarka co rusz wrzuca fakty o wirusie. Suche, a jednak włożone między emocje Joanny porażające - w dużej mierze. Bo są i takie, które dają nadzieję i podnoszą na duchu.
Choć nie jest to pamiętnik sensu stricte, to jednak forma - intymna, pierwszoosobowa, brutalnie szczera i autoironiczna, sprawia, że czytelnik czuje się niekomfortowo poznając najgłębsze myśli. Nie może jednak przestać czytać. Aleksandra Zbroja ma pewną lekkość w opowiadaniu o trudnych emocjach. Błyskotliwość jej prozy jest nienachalna. W każdym zdaniu czuć precyzję, językową uważność i umiejętność uchwycenia ulotności.
Ta powieść może zaskoczyć, jednak bardziej porusza tym co znane, tym co zakorzenione w każdym z nas.
Zbroja dotyka historii, z którą w polskiej literaturze się jeszcze nie spotkałam. Tworzy powieść fikcyjną, ale tka ją z prawdziwych historii. Podczas jednego ze spotkań autorskich przyznała, że podczas research’u do książki poznała wiele kobiet z małych miast, a swoją narratorkę utkała „ze swoich lęków, dorastania w latach 2000.” Joanna, narratorka, wyjeżdża z Zachodu na Wschód, dokładniej do Tajpej, który nie przyjmie jej z jej cichą chorobą na trzy litery. Na tyle cichą, że nie była jej świadoma póki przypadkowe badanie nie przyniosło wyniku wypowiedzianego przez słuchawkę telefonu: „Ejcz aj wi”. Kiedy pierwszy partner seksualny daje Ci nie tylko miętówkę, ale śmiertelny wirus. A Ty pozostajesz niewinna, jak ten cukierek, ale już nie w oczach społeczeństwa. „Hifiara, Hifcia, Hifolka” ksywki, które można usłyszeć, ksywki, które oswajają życie z wirusem, który kiedyś dziesiątkował, dziś da się z nim żyć i taki obraz stopniowo przedstawia nam autorka. Oswaja chorujących i ich otoczenie.
„Ja tylko chciałam, żeby ktoś chciał.”
Zbroja pisze tak, jak się żyje. Szybko. Urywkami. Myślami, które tlą się w nas jak flashbacki, powidoki siebie, wizje nas, które roztrzaskały okrucieństwo, a zaraz banał rzeczywistości. Mnie „Muszę ci coś powiedzieć” po prostu rozbroiło. Autorka rozbraja mnie swoją brutalną szczerością rozdartą przez jedną niefortunnę decyzję w życiu narratorki. Rozbraja mnie tak, jak rozbraja mnie pisanie Gosi Halber. To pisanie, które zrzuca pancerz i ukazuje nas sobie samym bezbronnymi, bez jakiejkolwiek asekuracji, bez kasku bezpieczeństwa gwarantowanego konwenansami, za którymi się chowamy.
„I każdy z nas się tego boi. Że przegra życie. A najbardziej boję się ja.”
„Jak może się czuć ciało rozmontowane społecznym uprzedzeniem” - to, moim zdaniem, najważniejsze pytanie, na które odpowiada Zbroja swoją nową, ważną powieścią.
#muszęcicośpowiedzieć to powieść o HIV, która swoją formą przypomina pamiętnik lub dziennik. Czasem są to luźno rzucane przemyślenia, kotłujące się myśli, wspomnienia- wszystko to składa się na niezwykle autentyczny i poruszający obraz życia z wirusem. To chyba pierwsza tak wnikliwa, głęboko wchodząca w odczucia osoby zarażonej książka w polskiej literaturze. Aleksandra Zbroja podjęła się bardzo trudnego tematu i pomaga się z nim oswoić, jak z niebezpiecznym drapieżnikiem. Ta książka może być narzędziem autoterapii nie tylko dla osób żyjących z HIV, ale także dla wszystkich, którzy zmagają się z ciężkimi chorobami. To również ważna lektura dla każdego, kto chce nauczyć się większego zrozumienia i empatii wobec osób zarażonych wirusem. Każdy rozdział, każda strona, to odłamek z życia To wnikliwy portret psychologiczny kobiety z bardzo niską samooceną, Samotną, zapomnianą, ignorowaną Żyjącą w cieniu matki chorej na raka I ojca poświęcającego się dla żony, Ona krążącą w tej relacji jak wolny elektron, Nieatrakcyjna, nijaka, zwykła, przeciętna, Łaknąca jakiejkolwiek uwagi, Jak magnes podążająca za szczęściem niedoścignionym Chłopakiem wymarzonym, Euforia odeszła jak burzy grom, Gdy wirus HIV przejął ją, Lęk, strach, przerażenie, Wieczne zmęczenie, Brak siebie w sobie, Wstręt do samej siebie, Lęk przed innymi, Strach w oczach innych, Gdy słyszą seropozytywny HIV to odrzucenie Rak to współczucie Co dziś wylosujesz W życiowym gambicie Ach jak by się chciało Mieć magiczną moc I odczarować ten przerażony wzrok Te ludzkie obawy, Lęki i niewiedzę Te stereotypy Przestarzałe klipy. To opowieść, która zostaje w głowie na długo. Skłania do refleksji, uczy empatii i pokazuje, jak ważne jest zrozumienie drugiego człowieka niezależnie od jego historii.
Nieprzeciętna proza. Intymna. Dojrzała. Uwierająca. W doskwierającym temacie tabu unikalna i odważna. Bo przecież HIV to piętno należące do kogoś innego, słowo niechciane, wstydliwe, peryferyjne, dotykające innych, nieobecne w codzienności przeciętnego człowieka. A jednak szeptem zakrada się do życia bohaterki, przywiera do niej nieodwracalne, w jednej chwili spychając gdzieś na margines społeczeństwa, nieodwołalnie zacieśniając myśli wokół osadzającej diagnozy. Czytelnik nie chce tego doświadczyć. Nie chce utożsamić się z kreacją Joanny - nie chce poczuć wyrokującej samotności i przygniatającej bezradności doznań, nie chce bać się przekreślenia w oczach bliskich. Ale śledzi tę wyczerpującą konfrontację z należytą empatią i uważnością oraz wrażliwością, dostrzega w młodej kobiecie przede wszystkim człowieka, który pragnie akceptacji, miłości, realizacji marzeń. Aleksandra Zbroja oddaje tą historią bardzo ważny głos, przybliżając motyw w literaturze marginalny, pozwala refleksyjnie zmierzyć się z brzemieniem jego kłującej obecności.
Tutaj mamy do czynienia z tabu i motywem bardzo rzadko eksplorowanym w literaturze.
Na całym świecie ponad 20 milionów kobiet musiało się z tym zmierzyć.
Dżo to zwykła dziewczyna, która wyrusza z małej wsi na podój wielkiego świata. Ma być cudownie, a jest… proza życia. I pewna wiadomość, która zmienia wszystko. Od teraz leitmotivem jej życia będzie zdanie: „Muszę Ci coś powiedzieć”. O diagnozie, o życiu z piętnem, o świadomości i nieświadomości, i o tym, że od teraz wszystko będzie inaczej. Sprawdź, jak Dżo poradzi sobie z tym doświadczeniem oraz „czego się jeszcze może bać osoba, którą już spotkało najgorsze?”. Bardzo ciekawa perspektywa. Poszerzająca horyzontu. Czyta się sama.
Poleca również inną książkę autorki - „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu”.
Bardzo ważna i potrzebna powieść. Czuć w niej rzetelnie przeprowadzony research i może dlatego czyta się trochę jak reportaż. Pokazuje jak dobrze się mają ugruntowane społeczne uprzedzenia dotyczące HIV. Jak bardzo nadal wiedzeni strachem wykluczamy tych, którzy z wirusem żyją na co dzień. Świetnie językowo napisana historia. Poprzeplatane linie czasowe, a mimo to tworzą spójną w odbiorze całość.
Miłe zaskoczenie. Bardzo dobra literatura społecznie zaangażowana. Nie tylko o dziewczynie z HIV, ale też o relacjach rówieśniczych i międzypokoleniowych, walce o własną podmiotowość, chęci bycia kochaną, akceptowaną, dorastaniu oraz wyrastaniu... z lęków, niedomówień i wdzianek, jakie inni na nas nakładają. Polecam:)
Meh. Jestem stary i czytałem trochę tego typu książek i ta nie zrobiła na mnie wrażenia. Więcej tu zabaw formą niż treści, więcej zwyczajnego życia niż Tego Tematu. Mógłbym streścić jednym zdaniem o czym to jest i nie umiałbym dodać nic co by wyróżniało akurat tę książkę na tle innych Książek O Trudnym Temacie. Nie jest to złe, ale nie jest też dobre, jest poprawne i przez dużą część nudne.
co mogę powiedzieć? narracyjnie jest świetna, wciąga od pierwszych słów a sama historia jest bardzo nietuzinkowa i dzięki niej przy okazji człowiek dowiaduje się wiele rzeczy o których się nie mówi, a jak mówi to dość pobieżnie. Pani Olu, bardzo lubię Pani twórczość!
3.75 myślałam na początku, że przez sposób narracji nie przebrnę przez te książkę, ale z czasem się z nim oswoiłam i bardzo dobrze, bo z takiej perspektywy tematu hiv jeszcze nie widziałam poruszonego