Jeśli szukacie ciężkiego kryminału i emocjonalnego thrillera, to nie czytajcie tej książki. Przeczytajcie ją jednak, jeśli lubicie komedie kryminalne! Mamy tu do czynienia z komedią omyłek, gdzie wszyscy popełniają błąd za błędem, co doprowadza do bardzo głupich i bardzo zabawnych momentów. Otóż pewien przestępca, człowiek bez twarzy, może zmienić się w kogokolwiek i tak się składa, że gdy nasz główny bohater wraca do domu, wszyscy uznają go za człowieka bez twarzy i zaczynają traktować go jak kryminalistę. Jedyne co mi się nie podobało to fakt, że główny bohater bardzo szybko odpuścił walkę o siebie – typ zapomniał, że istnieją wspomnienia, dzięki którym szybko udowodniłby swojemu bratu lub kuzynce, że jest tym, za kogo się podaje. To trochę mnie frustrowało, bo coś co jest śmieszne przez kilka stron, robi się irytujące, gdy trwa kilkadziesiąt. Ale te cytaty? Są fantastyczne i udowadniają, jak cudownym i ZABAWNYM autorem jest Edgar Wallace (i love him, okay?):
“ – Pan Selsbury nie życzy sobie towarzyszki – odparła Diana. – Moja rybko, albo chcesz robić mi trudności, albo postąpisz jak aniołek i wyfruniesz stąd, dobrze?”
“ – Diano – szepnął żarliwie – wracam z grobu, przyszedłem po ciebie!
– Dobrze, dobrze, tylko nie dzisiaj, nie w tej chwili – szepnęła w śmiertelnej trwodze. – Dobrze, dzisiaj, ale nie teraz, o trzeciej, zaczekaj w grobie do trzeciej”.
“Gordon kończył właśnie obieranie trzeciego ziemniaka, kiedy Diana weszła do kuchni. Z początku każdy ziemniak był zadziwiająco duży, zaś przy końcu operacji zadziwiająco mały. Gordon jednak nie umiał wymiarkować dokładnie, gdzie zaczyna się łupina ziemniaczana, gdzie się kończy i jak głęboko sięga. Aby nie robić po partacku, na wszelki wypadek nacinał głębiej”.
“ – To dziwne – rzekł pan Superbus – moja własna żona, kiedy zrobię podobną minę, nie poznaje mnie na ulicy.
– O, tego zaiste nie można jej mieć za złe! Takich twarzy lepiej na ulicy nie poznawać”.
4/5 ⭐
[książka była czytana we współpracy barterowej z wydawnictwem]