Czytajac ma sie wrazenie ze to opracowanie na potrzeby egzaminu jakiejs innej, prawdziwej ksiazki. Mnostwo adresow i nazwisk, prawie zadnych historii, opowiesci, narracji. Nie dostajemy tez niczego, czego nie mozemy zobaczyc sami na weekendowej wycieczce (kiedy spotyka lokalsow, slyszy odmowe dzielenia sie czarnymi historiami i zaproszen do ich miejsc wiec po prostu przyjmuje ze to ich prywatna przestrzen i wraca do wymieniania nazw klubow i kolejnych nazwisk. Raz po raz przytacza jak ktos nie stawia sie na spotkanie, od kogos innego dostaje numer telefonu ale ten ktos nie odbiera i tak koncza sie te „historie”). Niesamowita maniera np prostytutki nazywa „corami Koryntu”, narkotyki to „biala smierc”. Slabe wypracowanie.