W Wigilię Bożego Narodzenia 1976 roku pod kołami dwóch autobusów zginęła kobieta w ciąży, jej mąż i trzynastoletni brat. Morderstwa dokonali członkowie jednej rodziny przy milczącym udziale kilkudziesięciu mieszkańców. Motywem zbrodni była kradzież wędliny na weselu...
Wiesław Łuka relacjonował przebieg procesu, w którym sądzono niemal całą wieś. A gdy dziś, po trzydziestu pięciu latach wraca na miejsce zbrodni, słyszy, że jest szatanem...
Polski prozaik, reportażysta, krytyk literacki i scenarzysta filmowy. Ukończył filologię polską (1964 r.) na Uniwersytecie Warszawskim, po maturze w siedleckim Liceum im. S. Żółkiewskiego (1959 r.). Debiutował jako krytyk filmowy w tygodniku "Dookoła Świata". Jako reportażysta debiutował na łamach tygodnika "Życie Literackie". W latach 1964-1970 był redaktorem Wytwórni Filmowej "Czołówka", w następnych latach pracował w redakcjach m.in. "Walki Młodych", "Prawa i Życia", "Ekspress Reporterów", "Sztandaru Młodych" oraz "Głosu Nauczycielskiego". Otrzymał wiele nagród klubowych Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz w konkursach na reportaż, organizowanych przez redakcje czasopism.
Wygrał także konkurs na scenariusz filmu fabularnego, organizowany przez TVP, poświęcony sprawie połanieckiej. Scenariusz oparł na swojej książce reporterskiej pt. "Nie oświadczam się". Na jego podstawie powstał film pt. Zmowa w reżyserii Janusza Petelskiego. Również na podstawie tej książki Janusz Wiśniewski wyreżyserował przedstawienie pt. "Świadkowie" w Teatrze Słupskim.
Od 1995 roku prowadzi zajęcia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych (obecnie Wydział Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii). Przez kilka lat pracował w Liceum Kamila Baczyńskiego w klasach o profilu dziennikarskim. W 2016 za całokształt dorobku dziennikarskiego otrzymał nagrodę Krajowego Klubu Reportażu.
Wstrząsający reportaż z procesu i rozmów z miejscowymi prowadzonymi wokół tzw. sprawy połanieckiej. Łuka nie tylko obnaża mechanizm zastraszania świadków i zmowy milczenia, ale też - dzięki wiernemu odwzorowaniu języka rozmówców - ukazuje szeroką panoramę polskiej wsi i jej mrocznego oblicza.
Genialna sprawa! I - moim zdaniem - najwybitniejszy reportaż w historii polskiej literatury.
W noc Bożego Narodzenia 1976 roku w okolicach Połańca doszło do makabrycznej zbrodni, której ofiarami byli: Krystyna Łukaszek, jej mąż Stanisław oraz brat, 12-letni Mieczysław. Krystyna była w piątym miesiącu ciąży. Świadkami tej zbrodni byli mieszkańcy Zrębina, którzy wracali z pasterki, cały autobus ludzi. Mogłoby się wydawać, że w związku z tym, nie było żadnego problemu z wyjaśnieniem sprawy. Nic bardziej mylnego. Ci ludzie nie dość, że przyglądali się bezczynnie popełnianej zbrodni, to później składali fałszywe zeznania, mające na celu ochronienie zbrodniarzy. Jak to możliwe?
„- Świadka można kupić – oświadczył w czterogodzinnym przemówieniu prokurator Franciszek Bełczowski. W Zrębinie można go kupić i oskarżony Wojda plan zbrodni precyzyjnie oparł na mentalności środowiska, które znał. Do kilkudziesięciu świadków dotarł dwoma sposobami – magią i konkretem. Przysięgą w autobusie na krzyż różańca, przysięgą w domu wiejskiego aktywisty również na krucyfiks, wręczeniem medalików przywiezionych z Częstochowy, gestami i słowami – Matka Boska Częstochowska was ochroni – zastraszył świadków zbrodni. Mur milczenia wzmocnił konkretem, wydał około czterystu tysięcy złotych na łapówki”.
Zbrodnia połaniecka jest dla mnie sprawą przerażającą. Jeden mieszkaniec miał taki wpływ na społeczność wsi, że prawie udało mu się uniknąć kary za popełnienie zbrodni. Zbrodni, o której wszyscy wiedzieli, ba, niektórzy widzieli ją na własne oczy. Nie dręczyły ich wyrzuty sumienia, nie bali się gniewu Bożego? Przecież to byli ludzie wierzący, którzy chwilę wcześniej modlili się w kościele na pasterce. A co z piątym przykazaniem?
Łapówki i zabobon tylko tyle i aż tyle wystarczyło, aby ludzie zapomnieli o tym, że prawda ma ich wyzwolić. Co tam prawda, a co to będzie jak Wojda z aresztu wyjdzie? No co? Żyć jakoś trzeba, a tamtych nic już nie wróci. Wojda to traktor ma, przy cieleniu krowy pomoże, a że z zemsty za oskarżenie o kradzież kiełbasy z wesela zabił troje ludzi? Wszyscy wiedzieli, że to człowiek nerwowy, trzeba go było nie drażnić.
„Nie oświadczam się” Wiesława Łuki jest reportażem na temat tej zbrodni. Czy warto po tę książkę sięgnąć? Moim zdaniem tak, aby być świadomym tego, jak silnie można zmanipulować ludzi, jeżeli się umiejętnie do tego zabierze. Jest to lekcja uniwersalna. 8/10
Reportaż "Nie oświadczam się" to historia jednej z najbardziej makabrycznych zbrodni z czasów Polski Ludowej. Z powodu błahego motywu życie straciły trzy osoby, a kilkudziesięciu świadków morderstwa na wiele długich miesięcy połączyła zmowa milczenia. Książkę czyta się świetnie, zachwyca przede wszystkim w warstwie językowej — Łuka doskonale przełożył na papier sposób mówienia swoich bohaterów i pokrętną logikę, jaka nimi kierowała podczas procesu. Jest to z pewnością jeden z najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek czytałam.
"- Chyba każdy człowiek chcę się oderwać od ziemi, bo na niej tyle czarnych charakterów i tyle czerni..." - słowa skazanego na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabicie trzynastoletniego Mieczysława Kality i współudział w zabójstwie jego ciężarnej siostry i szwagra. Nigdy nie przyznał się do winy.
Ten reportaż, który powstał ponad 40 lat temu, poza opisem przerażającej zbrodni i mozolnego procesu dochodzenia do prawdy, ukazuje coś jeszcze bardziej przerażającego - świat i ludzie się nie zmienili. Sprawcy morderstwa (dwóch z czterech skazano na karę śmierci, którą następnie wykonano) szokują swoją postawą - od początku do końca (dosłownie). Nie lepiej wypadają ich rodziny. Same okoliczności zdarzenia nie mieszczą się w głowie. Cały ten miks momentami wywołuje wrażenie, jakby sytuacja nie miała miejsca, a przecież mamy 4 ofiary. Jakby tego było mało, kolejnym wstrząsającym wnioskiem płynącym z tego reportażu jest to jak bardzo się w Polsce pogorszyło, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości. Nie wiem czy to nie uderzyło mnie najbardziej. Łuka pisze o procesie sprawców jako o "PÓŁTORAROCZNYM, najdłuższym(!!!) procesie w historii polskiej kryminalistyki". Nie wiem czy to sprawdzona informacja na ówczesny czas (przełom lat 70-80tych), ale jeśli tak to wystarczy wspomnieć, że teraz podobne procesy trwają lekko po kilka lat. Jak na dokładkę zestawimy to z informacją, że w procesie sprawców tej zbrodni przesłuchano ponad 300(!!!) świadków, to na dzień dzisiejszy, taki proces - w pierwszej instancji- trwałby zapewne ok. 7 lat (bardzo optymistycznie licząc). Wierząc wiernemu dokumentowaniu wydarzeń przez autora jestem też pełna podziwu, jeśli chodzi o merytorykę i odwagę sędziów obu instancji. W perspektywie istniejącej wówczas kary śmierci podejście sędziów zasługuje na dużą uwagę. Pod względem konstrukcji książki trzeba mieć na uwadze, że to nie jest reportaż napisany wczoraj. Początkowo trudności może sprawiać język, a momentami również forma. Wypowiedzi bohaterów książki przeplatają się z narracją autora, co nie zawsze daje jasny obraz tego o czym akurat mowa. Dla kontrastu podobało mi się, że autor nie zabiera miejsca swoją osobą czy swoimi za daleko idącymi wynurzeniami, jak to czasem się dzieje w (złych) reportażach i pozostawia tę kwestię czytelnikowi. W tym reportażu to bardzo istotny element, bo jest nad czym się zastanawiać. Merytorycznie mamy wszystko - opis zdarzenia, relacje z procesu (dużo i ciekawie), a przede wszystkim spojrzenia każdej ze stron. Autor rozmawiał przed procesem, w jego trakcie, jak i po wyroku nie tylko z rodziną ofiar, świadkami, postronnymi mieszkańcami wsi, ale również ze sprawcami. Choć reportaż nie zwalił mnie z nóg, jak niektórych, to niewątpliwie warto go przeczytać. Okoliczności tego zdarzenia, finał całej sprawy, a przede wszystkim postawa ludzi opisanych w tym reportażu z upływem tylu lat niewątpliwie nabiera nowej perspektywy, której warto się przyjrzeć. Tego autor nie mógł przewidzieć zabierając się za relacjonowanie tej sprawy, wiec moją sympatię, ta książka, zdobywa niejako rykoszetem. Może to nawet lepiej z perspektywy autora?
Ciężka to była lektura i wymagająca emocjonalnie, ale też niezwykle wciągająca, bo to Wiesław Łuka jest świetnym reporterem. Jeśli jesteście zainteresowani sprawą opisaną przez Łukę, to poczytajcie sobie na jakiejś Wikipedii o "Sprawie połanieckiej", ja nie mam siły wracać do tego zbydlęcenia.
W każdym razie, Łuka świetnie uchwycił charaktery swoich "bohaterów" i atmosferę tamtych czasów - dużo słuchał, mało mówił: w reportażu próżno szukać prywatnych spostrzeżeń autora (co jest bolączką dzisiejszego pokolenia reporterów) i bardzo dobrze. Reporter był na sali sądowej podczas procesu, chodził po wiosce w której doszło do tragedii i pytał świadków, drążył, aż wreszcie stworzył portret tej zbiorowości, gdzie traktor jest więcej wart, niż życie czworga ludzi. Przerażające.
Zrębin, niewielka wieś w województwie świętokrzyskim. To tu w wigilię 1976 roku doszło do jednej z najbardziej znanych i szokujących zbrodni okresu PRL-u. Ofiary to 3 niewinne osoby - ciężarna kobieta, jej mąż i 12-letni brat. Świadków kilkudziesięciu, a jednak sprawcy mogą spać spokojnie, bo wszyscy obserwatorzy zachowują zmowę milczenia. Motyw tego wyjątkowo bestialskiego czynu? Zemsta za oskarżenie o kradzież szynki na weselu. Brzmi jak scenariusz hollywoodzkiego filmu? Jak najbardziej, z tym, że ta historia naprawdę miała miejsce.
W “Nie oświadczam się“ Wiesław Łuka przybliża czytelnikowi tę okrutną zbrodnię - szerzej znaną jako sprawę połaniecką. Wnikliwie i drobiazgowo opisuje zarówno sam przebieg morderstwa oraz żmudnego i trudnego śledztwa jak i długotrwały proces sądowy i późniejsze losy bohaterów. Autor, pracujący w latach 70 jako dziennikarz, na bieżąco śledził rozwój zajścia, obecny był na miejscu wydarzeń i osobiście kontaktował się z zaangażowanymi w sprawę, a sam reportaż oryginalnie przez pół roku ukazywał się w odcinkach na łamach tygodnika „Prawo i Życie”. To jednocześnie pasjonująca i odpychająca lektura. Łuka doskonale obrazuje i demaskuje ówczesną polską prowincję - jej zaściankowość, dulszczyznę i bigoterię. Przeraża obojętna postawa i rozumowanie głównych sprawców, jak i skala zmowy milczenia mieszkańców wsi. Niemniej, czyta się tę studium zła z ogromną dozą fascynacji. Duża w tym zasługa języka i stylu łuki - barwnego, angażującego i dynamicznego.
“Nie oświadczam się“ to diabelsko klimatyczna książka - skrząca się od wiejskiej gwary, z nędzą, brudem i obskurnością chat i gospodarstw tak plastycznie ukazanymi, ze niemal namacalnymi. Pierwszorzędny reportaż, który czyta się z niedowierzaniem, zbulwersowaniem i wypiekami na twarzy.
Sprawa połaniecka. Boże Narodzenie 1976, pasterka. Tam modlą się ludzie, dzielą opłatkiem. Tuż obok inni piją, bawią się, a jeszcze inni umierają…
Celowo o umieraniu napisałam na końcu, bo dla wielu osób zamieszanych w sprawę, to ona była najmniejszym problemem. Ten reportaż zrył mi beret. Inaczej tego określić nie potrafię. Podziwiam autora za ogrom pracy, jaki włożył w tę książkę, ale jeszcze bardziej podziwiam, że był w stanie to opisać. Ja słuchałam audiobooka i mnie to po prostu przerastało. I to nie zbrodnia sama w sobie tak mnie przeraziła, a mentalność mieszkańców PRL-owskiej wsi. Chyba nigdy nie zapomnę tej historii.
Bardzo dobry reportaż sądowy. Świetnie oddany gęsty klimat podkarpackiej wsi lat '70. O tyle dla mnie ciekawszy, że sam wychowując się na przedmieściach Przemyśla jestem w stanie świetnie sobie przypomnieć, może nie tak tragiczne, ale bardzo podobne zatargi w dalszej rodzinie, czy wśród sąsiadów.
Chwilami trudno było sie połapać w mnogości bohaterów, ale tu konsekwentnie autor przychodził z pomocą przytaczając odpowiednie cytaty.
Bardzo dobry reportaż relacjonujący wydarzenia w trakcie ich trwania. Chociaż sama zbrodnia wydarzyła się wiele lat temu, wstrząsa do dziś. Cieszę się, że mam okazję posiadać egzemplarz tej książki, która z jakiegoś powodu jest trudno dostępna i mało popularna - a szkoda. Polecam każdemu.
nie jestem w stanie dać tej książce gwiazdek, bo nie umiem oddzielić autora od tego o czym napisał, a napisał o czymś absolutnie strasznym. przerażające jest to, że ta historia jest prawdziwa. Pod kątem psychologicznym jest fascynująca (chodzi mi tu o samą zmowę milczenia i mataczenia do jakich doszło), ale pod każdym innym przeraża i szokuje, jak okrutny może być człowiek. Nie ukrywam, ten reportaż wycisnął ze mnie łzy.
Reportaż był świetny, chociaż momentami można trochę pogubić się w wypowiedziach. Temat jest ciężki, a uzupełniony wypowiedziami osób biorących udział w tym zdarzeniu i możliwość stania się obserwatorem tego wszystkiego, jeszcze bardziej mnie momentami przerażał. Dla osób ciekawych zjawisk grupowego milczenia i interesującymi się sprawami kryminalnymi, szczerze mogę polecić ten reportaż.
W 2024 obrałam sobie za cel czytanie nie tylko fikcji, zaczęłam od "Nie oświadczam się", bo zbrodnię połaniecką znałam już wcześniej.
Brakuje mi słów, żeby napisać spójną opinię o tym reportażu, skończyłam go parę godzin temu i póki co kłębią mi się w głowie różne emocje i myśli - od smutku związanego z samym morderstwem i świadomością, że trzy osoby zginęły na oczach kilkudziesięciu świadków po niedowierzanie związane ze zmową milczenia. Słysząc pierwszy raz o tej sprawie pytanie JAK? przez długi czas tyle osób milczało będąc bezpośrednimi świadkami zbrodni huczało mi w głowie i uważam, że dzięki tej książce łatwiej jest sobie wyobrazić dlaczego. Nie można tego zrozumieć, zwłaszcza z perspektywy mieszkanki raczej dużego miasta w 2024 roku, ale można odkryć psychologiczne i socjologiczne przesłanki stojące za tym zachowaniem.
Absolutnie nie twierdzę, że są to powody usprawiedliwiające mieszkańców Zrębina czy Połańca, w końcu dowiadujemy się, że jedynymi osobami, które od początku do końca zachowały się przyzwoicie, to dziecko - przyjaciel Miecia i jego rodzice, którzy pomimo bycia najbiedniejszymi we wsi nie dali się przekupić przez morderców i ich rodziny, jednak obraz pozostałych mieszkańców wsi nakreślony przez Łukę pozwala wyobrazić sobie atmosferę panującą w okolicy i pobudki kierujące ludźmi bojącymi się o własne życie.
Obraz hermetycznego środowiska, swego rodzaju przywódcy, który przez swoją pozycję wydaje się być wyjęty spod prawa, przynajmniej na początku, to nie są warunki sprzyjające wykryciu okrutnych zbrodniarzy, jednak można wyjąć z tego reportażu kilka refleksji dotyczących ludzkiej natury, mechanizmów zachowań w sytuacjach ekstremalnych i o ile uważam, że nie sposób odpowiedzieć na pytanie jak my zachowalibyśmy się w takiej sytuacji, to jest to na pewno pozycja, z którą warto się zapoznać.
tochman nazywa ten reportaż studium zła, ale nie jego banalność tu najbardziej przyciąga, a ta pogmatwana, nielogiczna wiejska mentalność i moralność (a raczej jej brak)
+ nigdy nie przestanie mnie dziwić, że mordercy dosłownie zebrali sobie kilkudziesięciu (!!) świadków. gdyby to była fikcja, przewróciłambym oczami
Wielka szkoda, że na wstępie Wojciech Tochman zdradza czytelnikowi finał sprawy, wydając niejako z miejsca osąd moralny nad słusznością zastosowanej kary. Nie słyszałam wcześniej o zbrodni połanieckiej i czuję, że lektura mogła być dalece bardziej wciągająca, trzymająca w napięciu i wstrząsająca, gdyby inaczej dawkowano informacje w reportażu. Decyzja o zmianie imion i nazwisk sprawców też jest trudna do zrozumienia, te informacje są ogólnodostępne, wystarczy rzucić okiem na artykuł w Wikipedii. Wstęp Tochmana wolałabym zobaczyć jako posłowie. Cała sprawa natomiast zasługuje według mnie na nowe opracowanie, bo choć konstrukcja jest tu nieco niestabilna, sama historia bez wątpienia powinna być opowiadana - absolutnie poraża, napawa trudnym do wyrażenia wstrętem, wściekłością i poczuciem bezsilności na myśl o kondycji moralnej społeczeństwa.
Ten reportaż napawa mnie odrazą do mentalności społeczności prl-owskiej wsi. Historia przerażająca, ale miałam problemy w skupieniu się podczas czytania, ponieważ odnoszę wrażenie, że jest dość chaotycznie napisana, tzn. nieuporządkowana? Bardzo musiałam się skupiać na tym w jakim czasie, z kim i o czym dokładnie jest przeprowadzana rozmowa. Mimo to, myślę, że warto zapoznać się z tą historią, bo wydaje się ona nierealna, a niestety nic z nierealnością wspólnego nie ma.
Chyba jestem już "zniszczona" współczesnym reportażem, więc było mi ciężko złapać jakiś kontakt ze sposobem prowadzenia narracji przez Łukę. Całość wydawała się lekko chaotyczna, a niemal całkowite oddanie głosu bohaterom stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie językowe. Niemniej ogólnie jest to dobry reportaż o sprawie, która naprawdę mrozi krew w żyłach.
Brud PRL, zaściankowość polskiej wsi, banalność zła wstrząśnięta, niezmieszana starym, porządnym rzemiosłem reporterskim, którego nie gonią terminy i klikalność. To po prostu trzeba przeczytać.
„W wieczór wigilijny człowiek człowiekowi wiele wybacza. Wtedy obcy ludzie składają sobie życzenia długich lat życia w zdrowiu. Trzynastoletniemu Mieciowi życzono wielu piątek w szkole, a w przyszłości podróży zagranicznych, o których marzył. Krystynie życzono pociechy z dziecka, które miało się narodzić za cztery miesiące, a jej Stanisławowi gratulowano ojcostwa. Wyszli z domu i nie wrócili”.
„Nie oświadczam się” to opowieść o wielkim złu w małej wiejskiej społeczności, w której kompletnie zanikło sumienie i najprostsze ludzkie odruchy. Zbrodnia, do której doszło w wigilijną noc w 1976 roku zapisała się w historii polskiej kryminalistyki szczególnie mocno, bo to co wydarzyło się po niej było jeszcze bardziej zatrważające niż sama śmierć ofiar. Tak szczelna zasłona milczenia wokół zbrodni, jaką utkała społeczność w Zrębinie sprawiła, że kilkudziesięciu świadków przez wiele miesięcy składało fałszywe zeznania, mataczyło lub odmawiało składania zeznań. Przerażające było również zachowanie oskarżonych i ich rodzin w stosunku do rodziny ofiar. Tym większy podziw budzi postawa czternastoletniego Stasia S. i jego rodziców, najbiedniejszych ludzi we wsi, którzy jako jedyni nie dali się omamić perspektywą pokaźnych łapówek. Byłoby mi niezwykle trudno uwierzyć w tę historię, gdybym nie wiedziała, że zdarzyła się naprawdę. Nadal ciężko w nią uwierzyć, bo chyba mało kto jest w stanie zrozumieć, jak niewiele warte potrafi być czyjeś życie w cudzych oczach. Jeśli znajdujecie w sobie siłę, by poznać kolejną historię, która pokazuje jak zakłamany, podły i nikczemny potrafi być gatunek ludzki, to ja bardzo polecam.
Brak słów... Zbrodnia autobusowa z zemsty o kradzież szynki weselnej... Nie mogę uwierzyć, że mieszkańcy wsi mogli tak deprecjonować ludzkie istnienie, porównywać swoich "wrogów" do świń i krów... To zezwierzęcenie podkreślone jest w reportażu. Jak można tak manipulować sąsiadami, żeby składali oni fałszywe zeznania w sądzie, nawet bez mrugnięcia okiem... Zbrodniarze bowiem przygotowali sobie przychylne audytorium poprzez wódkę i łapówki. Dlaczego sumienie u tych ludzi obudziło się tak późno??? Najgorsze jest to, że mimo wszystko nie ma w nich pełnego poczucia winy.
4.5/5 z mojej winy, nie autora. Trudne było dla mnie czytanie reportażu, który tak bardzo różni się od tych pisanych współcześnie. Pomimo początkowych trudności udało mi się trochę przyzwyczaić i zdecydowanie było warto.
Myślę, że moja głowa jest dość mocno otwarta na ludzie zachowania czy postawy, nawet te mało zrozumiałe, zaskakujące lub nielogiczne. Mimo to ta historia wydaje mi się nieprawdopodobna. Nie umiałam nawet na sekundę wejść w skórę oskarżonych.
Nie ma tu nic więcej do powiedzenia. Pewnie jeszcze przez długi czas będzie mi niedobrze na myśl bo tej książce.
klasyka polskiego reportażu, ale zdecydowanie nie polecam osobom, które kompletnie nie znają sprawy tzw. "zbrodni połanieckiej" albo wiedzą bardzo niewiele. chaotyczna forma, w której głos oddany jest ludziom, uczestnikom tamtych wydarzeń, przeplatające się punkty widzenia i niespójne zeznania, z pewnością nie pomagają zapoznać się ze sprawą. natomiast stanowią bardzo dobre podsumowanie, takie domknięcie. dzięki tej książce można tak naprawdę zrozumieć punkt widzenia tamtych ludzi, wejść im do głów i zobaczyć co tam siedzi. niebywałe opracowanie tak niewyobrażalnej zmowy milczenia i tego co za tym stało.