To jest jedna z tych książek, które zostały sztucznie podzielone na części. "Pierwszy" tom nie jest w żadnym wypadku samodzielną opowieścią, to jedynie rozbudowany prolog do dalszej opowieści.
Niestety, po przeczytaniu tego prologu nie mam już ochoty na poznanie dalszej części historii. Oprócz sztucznego podziału, jest jeszcze kilka rzeczy, które przypominają mi "Parabellum" Remigiusza Mroza, i żadna z nich pochlebna. Płaskie, jednowymiarowe postacie (bankier niemający wrogów, dobre sobie; za to wszystkie kobiety powieści są "cudami natury" z idealną figurą i wielkim biustem, o czym autor nie omieszkał nam wspomnieć), o bzdurnych motywacjach i nadludzkich zdolnościach, idealnie gładkie i bez zagięć, zmarszczek i innych drobnych wad, które by je uwiarygadniały. Mnóstwo rozwiązań sytuacji sprawiających wrażenie zrobionych "na odpieprz", deus ex machina I jakoś to będzie: a to jednym zdaniem "opędzimy", że ktoś wkuł na pamięć mapę miasta i stąd wiedział, gdzie jest; a to połowa postaci okazuje się bogaczami, co pozwala im swobodnie przekupywać innych. Wrażenie jest takie, jakby Ciszewski rozpaczliwie poszukiwał sposobu na usprawiedliwienie takiego, a nie innego przebiegu zdarzeń, i efekt jest mierny.
Być może intryga w dalszej części sagi jest ciekawsza; niestety, słaby warsztat kompletnie zniechęca mnie do jej poznania. Dziwi mnie to tym bardziej, że seria WWW była całkiem przyzwoita, biorąc poprawkę na patriotyczne "co by było, gdyby", a tu wydawałoby się, że autor, mając do dyspozycji jeszcze bardziej pojemne uniwersum, powinien tym bardziej rozwinąć skrzydła. A wyszedł nielot.