Agata ma trzynaście lat i prawie nie zna Teresy, swojej matki, kiedy ta zabiera ją w podróż po Polsce. Osiedlają się w niedużym górskim mieście, gdzie próbują na nowo nawiązać więź. Piękna, samotna kobieta, od pierwszej chwili wzbudza ogromne zainteresowanie mężczyzn, wolnych i żonatych. Dwie „obce” szybko stają się głównym tematem plotek. W miarę upływu czasu niechęć, a nawet wrogość ludzi z miasteczka rośnie.
Pewnego ranka Agata zostaje znaleziona w górach, w stanie krytycznym. Nie wiadomo, co się dziewczynce stało. Lekarze walczą o jej życie, policja i dziennikarze rozpoczynają dochodzenie. Z każdą chwilą objawiają się nieznane oblicza bohaterów dramatu: matki, dyrektorki szkoły, koleżanek, mieszkańców miasteczka. Nowego znaczenia nabierają słowa „odpowiedzialność” i „manipulacja”. Niemym świadkiem wydarzeń jest pogrążona w śpiączce, nieprzytomna Agata.
Małgorzata Warda to pisarka, malarka i rzeźbiarka. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W 2004 roku zadebiutowała "Bajką o laleczce" w zbiorze "Wesołe historie" wydawnictwa Wilga. Prawdziwy, prozatorski debiut, to książka "Dłonie" wydana w 2005 przez hajnowskie wydawnictwo Ligatura. Jednak sukces przyniosła jej dopiero powieść "Ominąć Paryż" (Prószyński i S-ka, 2006). Autorka reprezentuje w tym wydawnictwie "Serię z cynamonem", do której zalicza się również jej kolejna powieść pt. "Czarodziejka" (Prószyński i S-ka, 2006). 5 czerwca 2007 roku miała premierę powieść pt. "Środek lata", dojrzała i ugruntowująca pozycję pisarki na polskiej scenie literackiej. Dwa z jej opowiadań znalazły się w bestsellerowych zbiorach „Opowiadania letnie” (2006, Prószyński i S-ka)oraz „Opowiadania szkolne” (2007, Prószyński i S-ka). Jest autorką kilku tekstów do piosenek zespołu Farba. Ostatnią jej powieścią jest książka pt. "Nie ma powodu by płakać", opowiadająca historię z dwóch tygodni życia warszawskich artystów z ASP.
Z prozą Wardy jest tak, że albo zaskoczy i chcesz jej książkę wcisnąć znajomym, albo stwierdzasz że "no ok, ale..."- i tu następuje westchnięcie. Ja się czuję jak na kolejce górskiej, bo po świetnej powieści Jak oddech dziś znowu wzdycham z frustracją.
Taak. Miasto z lodu to książka której kompletnie nie czułam, ani tempa, ani akcji, a przede wszystkim żadnego z bohaterów. Podoba mi się tematyka społecznie bardzo ważna, chociaż mam wrażenie że bardziej skupiono się tutaj na ludzkich reakcjach a samą chorobę pozostawiono w tle. Żałuję, że nie przybliżono jej społeczeństwu bliżej, nie oswojono jej czytelnikowi. Ostracyzm za to pokazano mistrzowsko. Nie brakuje tutaj też firmowych już chyba dla Małgorzaty Wardy elementów. Jest Gdynia, o której zawsze jako Śledź czytam z przyjemnością; jest muzyka, którą autorka z uporem i lekką nieporadnością upiera się tłumaczyć; a przede wszystkim jest słowo pisane, którymi Warda nie pisze, a jak artystka maluje nim obrazy.
"Miasto z lodu" to niepozorna książka poruszająca wiele trudnych tematów. Moje wydanie to kieszonka, kolejny tom serii Mistrzynie polskich kryminałów. I pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Wardy. Czy było udane?
Agata Tomaszewska to trzynastolatka, której przyszło się zmierzyć z problemami zupełnie nieprzystającymi do tych występujących w dziecięcym świecie. Kiedy pewnego dnia dziewczynka wyrusza w Polskę z matką, nie ma pojęcia, co czeka na nie tam, dokąd dojadą. Wyjazd miałby zupełnie inny klimat, gdyby nie choroba matki. Do tej pory Agata mieszkała z babcią i tam była bezpieczna, szczególnie, kiedy choroba matki się nasilała i kobieta przestawała być sobą. Teraz Agata była zdana tylko na siebie.
Tomaszewskie osiedlają się w niewielkiej górskiej miejscowości, gdzie mieszkańcy świetnie się znają, więc obecność dwóch "obcych" zostaje natychmiast zauważona. Do tego jeszcze Teresa jest piękną kobietą, która od razu wpada w oko tutejszym mężczyznom. Starsza Tomaszewska rozpoczyna pracę w restauracji, ale dostaje głównie nocne zmiany. Mija się z córką, jednak liczy na to, że Agata poradzi sobie sama. Kiedy dziewczynka zostaje znaleziona nieprzytomna w górach, rozpętuje się burza medialna, a policja rozpoczyna śledztwo. Co się wydarzyło? Dlaczego Agata wyszła w góry? Gdzie podziały się jej buty? Czy dziewczyna wyjdzie z tego cała i zdrowa?
Narrację w powieści prowadzi pogrążona w śpiączce farmakologicznej Agata. To ona opowiada o swoim życiu z matką zmagającą się z chorobą afektywną dwubiegunową, a także relacjonuje wydarzenia sprzed i po znalezieniu jej w górach. Wątki przeplatają się i łączą, dzięki czemu możemy powoli składać wszystkie elementy i obserwować jak wyłania się z nich cały obraz życia Agaty, zdecydowanie za małej jeszcze na problemy, które musiała udźwignąć.
Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale uważam je za całkiem udane. Bardzo realistyczna historia opisana została oszczędnie, bez niepotrzebnych opisów czy skomplikowanych medycznych określeń. Jedyne, co mi przeszkadzało, to rozmiar książki, bo nie przepadam za pocketami, a tym razem tylko taka wersja wpadła mi w ręce. Przy kolejnej powieści M. Wardy naprawię ten błąd i będę szukać książki o normalnych gabarytach ;-)
"Miasto z lodu" is a book that carries a message: do not judge others. In Warda`s book we see the suffering of an innocent child Agata who almost loses life through human envy and enmity of the environment to her mother. Agata bears the consequences of the actions of Teresa and she is perceived by the prism of her mentally ill mother. Teresa has an affair with the father of Agata's classmate, Ida. To prevent the divorce of parents, Ida took revenge on Agata, which as a consequence led to tragedy. But is it only Agata's mother who is responsible for an affair, and didn`t she, despite her weakness, try to create something like family home for her daughter? In "Miasto z lodu" there are no innocent people and Agata must face the cruelty of the surrounding world.
Powieść doskonale napisana, historia trudna do prostego i jednoznacznego osądu. Postać Teresy bardzo skomplikowana, dla mnie ciekawa i magnetyczna. Narracja Agaty wciągająca, dająca do myślenia. Czytałam z zapartym tchem, jak wszystkie książki Pani Wardy.
DNF tego się nie da czytać. Po pierwsze wulgarna jak na młodzieżówkę. Po drugie chaotyczna. Po trzecie ma bardzo dziwne zdania kierowane do młodszych takie zdania dla dorosłych 😒
Ogólnie staram się nie oceniać książek po okładce, bo można na tym się przejechać. W tym wypadku okładka jest przepiękna. W moich ulubionych kolorach i bardzo się ucieszyłam, gdy połączyłam pewne fakty z książki właśnie z wyborem kolorów na okładce. Książka zaczyna się od prawdziwego trzęsienia ziemi, grupka turystów znajduje na śniegu trzynastoletnią Agatę, która jest jednocześnie narratorką całej powieści. Dziewczynka przyjechała z matką do niewielkiego górskiego miasteczka. Problem w tej rodzinie jest jeden matka cierpi na afektywną chorobę dwubiegunową. Jednak to nie z powodu jej choroby ludzie miasteczku nastawieni są do niej wrogo, a z powodu jej zachowania i zniewalającej urody. Sama nie wyrobiłam sobie o Teresie Tomaszewskiej dobrego zdania. Jej podejście do miłości i własnego ciała przywodziło mi po prostu same najgorsze skojarzenia. Współczułam Agacie, że została wyrwana z bezpiecznego domu babci, gdzie miała zapewnione wszystko. Z drugiej strony jednak rozumiałam, że kobieta ma problemy ze sobą, że bez opieki lekarza, specjalistycznych leków wszystko ją przytłacza. Po odwiezieniu dziewczynki do szpitala, gdzie ta walczy o życie zaczyna się próba rozwiązania zagadki, co robiła sama w nocy w górach przy tak niskiej temperaturze. Wychodzi na jaw wiele sekretów tej rodziny oraz również tajemnic. Raz w ciągu całej powieści było mi ogromnie żal Teresy. Wtedy część jej zachowania z początkowych godzin po odnalezieniu córki wydawała mi się zrozumiała. Spotkała ją tragedia, której nie jestem w stanie zrozumieć i nigdy nie pojmę. Nie ma usprawiedliwiania dla tego, co ją spotkało na przed zaginięciem córki. Jednak nawet to nie sprawiło, że Tomaszewska, chociaż przez chwilę stała się osobą stawianą w dobrym świetle. Jest skrzywdzona, krzywdzi innych. Gdy czytamy wszystko z narracji Agaty dowiadujemy się wiele o przeszłości jej matki jak i o tym, co działo się po ich przyjeździe do niewielkiego, górskiego miasteczka. Czujemy jak ciężko było dziewczynce zaadoptować się w nowym miejscu, jak mocno przeżywała zmiany nastrojów własnej mamy oraz to jak mocno ją kochała i jak bardzo za nią tęskniła. Warda pokazała jeszcze jeden aspekt jak bardzo hermetyczne są małe miasteczka gdzie każdy zna każdego i przyjazd nowych mieszkańców jest traktowany jak najazd obcych. Tacy ludzie, a zwłaszcza tacy jak Teresa, nie mają najmniejszych szans na zapuszczenie korzeni w danym miejscu. Odmienność spotyka się z wrogością i niechęcią. To, co spotkało Agatę w jakiejś mierze jest również winą Teresy. Wpakowała się w coś, w co – jako dojrzała kobieta i matka – nie powinna wcale wchodzić. Mimo, że książkę czyta się bardzo dobrze to jednak mam jeden maleńki zarzut. Otóż autorka bardzo skacze w przestrzeniach. Raz czytamy o kilku minutach czy też godzinach po wypadku, za chwilę o przeszłości Tomaszewskiej, a kilka kartek później o momentach po przybyciu do miasteczka Agaty i Teresy. Jak do wydarzeń po wypadku są lekkie tytuły, tak do pozostałych dwóch przestrzeni zostajemy wrzuceni bez większych odnośników, co powoduje lekką dezorientację podczas czytania. Gdyby tylko były jakieś podtytuły wszystko byłoby jaśniejsze i ja nie gubiłabym się tak często i nie musiała wracać do początku rozdziału czytanego rozdziału by to ogarnąć. Zabieg jest po prostu niedopracowany, bo sam w sobie nie jest zły, ale wypadałoby te trzy przestrzenie oddzielać od siebie czymś więcej niż tylko pewnym odstępem. Samo zakończenie mocno mnie zdziwiło. Przyznam szczerze, że podczas czytania mój mózg próbował znaleźć odpowiedź na pytanie: co tak naprawdę stało się z Agatą? Niestety każda ewentualność wydawała mi się bardzo banalna. Prawda okazała się zdecydowanie bardziej banalna niż można było przypuszczać. Jednak to pokazuje inny problem polskiego społeczeństwa, że dzieci w szkołach nie są bezpieczne, że nie ważne jak bardzo grono pedagogiczne będzie starało się zminimalizować różnice między uczniami to one i tak będą i w dalszym ciągu będą dzieliły klasy na tych lepszych i gorszych. W całej powieści jest poruszony całe spektrum problemów: jak brak pomocy państwa dla samotnej matki, mobbing w pracy i inne. Jednak nie sposób je poruszyć bez zdradzania ważnych szczegółów książki, dlatego pozostawię je. Autorka w bardzo emocjonalny sposób pokazała jak wyglądają relacje z takim człowiekiem. Jak trudno przywyknąć do tych ciągłych wahań nastrojów. Bardzo mocno przeżywałam całą książkę. Małgorzata Warda stworzyła powieść pełną emocji, które targają czytelnikiem i sprowadzają go do podłogi. O tej książce myśli się cały czas. Wkrada się w nasze życie i chce się ją czytać.
„W różnych sytuacjach ludzie różnie myślą[…]. Nie wszystko da się wyjaśnić. Z boku coś wygląda inaczej, niż jest naprawdę... " ~ Małgorzata Warda, Miasto z lodu, Warszawa 2014, s. 188.