Dlaczego każdego roku płonie kościół na zboczu Kotarza?
Dlaczego zamordowano dwoje ludzi w wagoniku kolejki linowej na Szyndzielnię? I co najważniejsze: jak?
Inspektor Katarzyna Łezka wraz z nowym partnerem, znienawidzonym przez wszystkich podkomisarzem Michałem Gazdą, ścigają się z czasem i nadciągającą śnieżycą.
Czyje tajemnice uda się ujawnić? Które uda się ocalić? Kto swoje zabierze do grobu?
Zegar tyka, pada gęsty śnieg, Beskidy otula coraz gęstszy mrok.
Pierwszy miejsko-górski kryminał noir Grzegorza Brudnika, autora bestsellerowej serii z komisarzem Rafałem Lichym.
Fantastyczna książka, fascynująca historia i chcę więcej!! Cieszę się, że autor zaczął historię z Łezką, gdyż jest to naprawdę świetna postać i cudownie będzie ją poznać bliżej.
Podobał mi się ten kryminał! Zakończenie to jedyny minus. Jak dla mnie było, jakimś cudem, jednocześnie przekombinowane i niewystarczające. Mimo to czytało się świetnie! Bardzo przypadły mi do gustu postaci i ich relacja (nie romantyczna, uff).
Przemierzanie tej historii było niczym podróżowanie samochodem w trakcie śnieżycy. Kompletnie łasa na niezapomnianą czytelniczą przygodę, chłonęłam niespiesznie ten lepki, przesiąknięty przemilczanymi sprawami, obleczony sekretami klimat, który utrudniał dostrzeżenie tego, co kryje się w oddali. Minęło trochę czasu, nim w końcu się rozpogodziło, ukazując to, co dotąd pozostawało nieosiągalne. Wręcz przeciwnie: każda kolejna niewiadoma i poszlaka mnożyły pytania, a napięcie rosło, nie mogąc doczekać się chwili eksplozji. A dodatkowo barwny język, niemalże poetyckie porównania nadawały tej ostrej jak brzytwa scenerii innych, pochłaniających złaknione tych słów serce barw.
Niejednokrotnie myślałam, że rozwikłanie tej kuriozalnej kryminalnej zagadki mam już na wyciągnięcie ręki – wtedy dostawałam w twarz kolejnymi informacjami, burzącymi moją wizję. Atmosfera zagęszczała się, a przenikanie przez różne warstwy społeczne wypluwało wszelakie demony, chcące skryć sobą resztki układanki. A finał? To dopiero była jazda po wyboistej drodze! Może nie wpadłam w niektóre dziury, ale i tak koniec końców autor użył takich zagrywek, że nieźle mną zatrzęsło, a kierowca wstał i zaczął klaskać. Dosłownie!
W tej nieprzewidywalnej przejażdżce towarzyszyło mi wielu wielowymiarowych postaci, które nieraz trudno było rozgryźć, a zarazem ich siła dedukcji oraz nieszablonowe myślenie strącało kapcie z nóg. Wzbudzały one ogrom uczuć, tak drastycznie różnych od siebie, że wzbudzali we mnie tak różne uczucia, że w moim wnętrzu panował huragan, trzęsienie ziemi i pożar równocześnie! Buszowali po stronach z istną zawziętością, nie dając o sobie zapomnieć, choćby na sekundę!
Warto pochylić się jeszcze nad aspektem więzi. Rodzina potrafi być murem chroniącym przed światem i niesprawiedliwością. Ale nie zawsze z oczywistych powodów. Czasem za tą ścianą kryje się coś, o czym lepiej milczeć, a lojalność ma inny ciężar. I wtedy trudno stwierdzić, czy to jeszcze troska, czy już coś więcej...
Zima, Beskid Śląski. Dlaczego każdego roku płonie kościół na zboczu Kotarza? Dlaczego zamordowano dwoje ludzi w wagoniku kolejki linowej w Szyndzielnię? I co najważniejsze: jak?
Nie spodziewałam się tak dobrej przygody z historią Łezki i Gazdy. Oboje są innymi ludźmi ale znaleźli wspólny język by rozwiązać śmierć dwóch osób w wagoniku kolejki liniowej.
Wyszła z tego nieźle zagmatwana historia kilku rodzin połączona z tragicznym pożarem kościoła w 1995. Zabawne że sama się urodziłam w tym roku.
Jedno co mogę powiedzieć, to spotykamy się ze zmową milczenia całej wioski. Każdy chroniący siebie i swoją rodzinę przed tragicznym zwrotem akcji bądź zamordowania najbliższych. Nie chcę zbyt dużo mówić by nie odbierać przyjemności czytania, ale nie zawiedziecie się. Ciesze się, że będzie kolejna część przygód Łezki i Gazdy.
Rota Grzegorza Brudnika to kryminał, który robi coś, co w noir jest najtrudniejsze. Nie udaje nastroju. On go ma. I to nie dlatego, że autor dorzuca ciemne hasła, tylko dlatego, że umie opowiedzieć miejsce tak, jakby było kolejnym bohaterem.
Lubię wracać do Brudnika, bo widzę w nim konsekwencję i pracowitość, a do tego jest w tym dla mnie osobisty szczegół. Przez lata mieszkał w Częstochowie, czyli w mieście, które znam od podszewki. To zawsze daje mi poczucie, że czytam kogoś, kto wie, jak wygląda zwykłe życie bez literackich ozdobników.
W Rocie najmocniej działa region. Beskid i śląskie miasteczka nie są tu pocztówką, tylko przestrzenią z własnym rytmem, tradycją i twardością. Czytasz i masz ochotę spakować się i pojechać tam nie po ładne widoki, tylko po ten klimat. Surowy, konkretny, prawdziwy. To książka, która nie osładza ludzi ani świata. Bohaterowie mają wady, przeszłość i wybory, których nie da się łatwo usprawiedliwić. Dzięki temu cała zagadka nie jest tylko układanką, ale historią o tym, co człowiek nosi pod skórą.
Jeśli szukasz kryminału z mrokiem, ale bez tanich sztuczek, i lubisz, kiedy miejsce ma znaczenie, Rota będzie bardzo dobrą decyzją. Ja wiem jedno, do Brudnika będę wracał w 2026 roku.
Grzegorz Brudnik, autor bestsellerowej serii z komisarzem Rafałem Lichym, po raz pierwszy łączy miejski kryminał z mroczną, noir’ową atmosferą górskiej osady. Po raz kolejny udowadnia, że potrafi stworzyć kryminał niebanalny, wyrafinowany i przede wszystkim — niesamowicie klimatyczny. W swojej najnowszej powieści „Rota” Brudnik przenosi nas w sam środek mroźnego, górskiego krajobrazu, gdzie w śnieżnej ciszy rozbrzmiewają echa przeszłości, a zbrodnia przychodzi niespodziewanie — w najmniej oczekiwanej formie.
Akcja osadzona w Beskidach ma w sobie coś z mrocznego poematu: śnieg sypie nieustannie, mrok gęstnieje, a nad wszystkim unosi się duszna tajemnica. Co roku płonie kościół na zboczu Kotarza — dlaczego? Dwoje ludzi ginie w wagoniku kolejki linowej na Szyndzielnię — kto za tym stoi? I najważniejsze: jak to się w ogóle stało? Na scenę wkracza duet śledczych: inspektor Katarzyna Łezka — silna, zdeterminowana, ale zmagająca się z własnymi demonami — oraz jej świeżo przydzielony partner, podkomisarz Michał Gazda, którego przeszłość nie daje mu spokoju, a obecność budzi niechęć w całej jednostce.
„Rota” autorstwa Grzegorza Brudnika to z pewnością jeden z najlepszych kryminałów ostatnich miesięcy. Autor z wyjątkową precyzją buduje napięcie — nie tylko poprzez intrygę kryminalną, ale także dzięki atmosferze, która wręcz osacza. Padający śnieg, zasypane drogi, przeraźliwa cisza — wszystko to działa na zmysły. Brudnik koncentruje się bardziej na klimacie niż na samej zagadce — i to jest jego atut. Zamiast szalonego tempa i efektownych zwrotów akcji otrzymujemy duszną atmosferę, wyizolowane miejsce i bohaterów, których ciężar przeszłości waży więcej niż jakikolwiek trop. To właśnie ten mrok, narastające napięcie i subtelna psychologia postaci tworzą niesamowitą aurę „Roty”. Autor doskonale wykorzystuje scenerię Beskidów: lasy, śnieg, górskie miasteczko owiane ciszą i tajemnicą. Wszystko to potęguje wrażenie izolacji i grozy, jakbyśmy wchodzili do miejsca, z którego nie ma wyjścia. W warstwie stylistycznej „Rota” to połączenie szorstkiej, noir’owej narracji z lirycznymi opisami zimowego pejzażu. Dialogi są oszczędne, lecz naładowane napięciem. Bohaterowie nie są jednowymiarowi, nie można ich jednoznacznie zaklasyfikować jako „dobrych” lub „złych”. To skomplikowane postacie, które budzą ambiwalencję i właśnie dlatego zyskują na wiarygodności. Relacja łącząca głównych bohaterów to istna burza emocji: nieufność, narastające napięcie i osobiste demony, które tylko potęgują mroczną atmosferę. Brudnik nie idealizuje swoich bohaterów — to ludzie z krwi i kości, złamani, skomplikowani, żywi. „Rota” to książka, która zaskakuje dojrzałością i literacką głębią. Nie jest to kryminał „na jeden wieczór” — to historia, którą się przeżywa. Z każdą stroną robi się coraz chłodniej, śnieg sypie coraz gęściej, a zegar tyka coraz głośniej. Brudnik nie tylko prowadzi nas przez zawiłą intrygę, ale każe się zatrzymać, wsłuchać w ciszę i zapytać: czy wszystkie tajemnice muszą zostać odkryte? Które z nich można jeszcze uratować, a które powinny pozostać w cieniu? „Rota” to doskonały przykład nowoczesnego polskiego kryminału, który nie tylko wciąga intrygą, ale i zmusza do myślenia. To opowieść o ludziach złamanych, o zbrodniach, które mają swoje korzenie głębiej, niż sądzimy, oraz o Beskidzie — pięknym, ale nieprzyjaznym — który milczy, choć wie wszystko. Grzegorz Brudnik po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najciekawszych głosów polskiej literatury kryminalnej. Dla mnie „Rota” to jeden z najlepszych kryminałów, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Nie dla każdego — ale dla tych, którzy cenią klimat, psychologię postaci i opowieść, która rozgrywa się bardziej w duszy niż w akcji. Gęsty, nastrojowy, przejmujący — taki jest noir w wydaniu Brudnika. I taki kryminał chciałoby się czytać częściej.
" [...] Nawet najlepszy pies czasem gubi trop. Ale koniec końców nos zawsze zaprowadzi go gdzie trzeba. [...]"
I jak tu nie lubić twórczości Grzegorza Brudnika, gdy jego każda kolejna powieść jest lepsza od poprzedniej? Ostatnio przeczytałam najnowszą książkę tego autora pod tytułem "Rota". To wyśmienity, spektakularny i rasowy kryminał. Wszyscy fani tego gatunku powinni być nim zachwyceni i zauroczeni. Tym razem poznajemy losy Inspektor Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, Katarzyny Łezki. Jest to bardzo pracowita i uczciwa kobieta, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Gdy trzeba, to mówi, gdy nie trzeba, to milczy. Ma nosa do spraw i do wyłapywania szczegółów, które umykają innym. Inni policjanci powinni się od niej uczyć. Niestety nie każdy na wysokim stołku ją lubi. A szkoda, bo to jest wyjątkowa osoba. Ja ją polubiłam od samego początku. Jej losy nie są mi obojętne. Podobały mi się teksty, które wypowiadała. Mam nadzieję, że Grzegorz Brudnik pociągnie dalej temat i przedstawi nam jej dalszą historię. Na ogół pracuje sama, jednak tym razem został jej przydzielony ktoś nowy. Kim jest ta osoba? To Podkomisarz Michał Gazda. Czy da się lubić człowieka, który ma szerokie plecy, za którymi stoi wysoko postawiony ojciec? Przekonajcie się sami. Dla mnie Łezka-Gazda, to wymarzony duet. Warto się im przyjrzeć z bliska. Brudnik stworzył genialną fabułę. Bardzo dobrze poprowadził czytelnika przez trudną i zawiłą sprawę śmierci dwojga osób w wagoniku kolejki linowej na Szyndzielnię. Dlaczego musiało dojść do ich śmierci? Czy sobie na to zasłużyli? Czy była to przypadkowa śmierć, morderstwo, a może rozszerzone samobójstwo? Tego wszystkiego dowiecie się, podczas czytania najnowszej powieści Grzegorza Brudnika pod tytułem "Rota". Warto dokładnie śledzić tę sprawę, żeby nie umknął wam żaden szczegół. Dzięki tej powieści dowiecie się, dlaczego każdego roku płonie kościół na zboczu Kotarza? Czy mamy tutaj do czynienia z sektą? Uważajcie na siebie. Tutaj bywa bardzo niebezpiecznie. Czy lubicie poznawać głęboko skrywane tajemnice? To dobrze trafiliście. Brudnik zapewnił wam taką atrakcję. Podoba mi się zimowy klimat tej historii. Śnieg i nadchodząca śnieżyca dodały jej dodatkowego smaczku. My mamy wiosnę, a właściwiej już prawie lato, a u Łezki panuje zima. Czy jesteście gotowi na spadek temperatury, wybuchy niesamowitych emocji i śledztwo na miarę życia? Zapraszam was do przeczytania najnowszego kryminału Grzegorza Brudnika pod tytułem "Rota". Nie będziecie mieli czasu na nudę, ani na odłożenie tej książki na półkę. Łezka i Gazda przyciągną was do siebie jak magnes. Brawo autorze. Tak trzymaj. Z niecierpliwością czekam na kolejną historię obu bohaterów. Ps. Czy twarda babka, może czasem dać upust swoim emocjom? Łezka i Gazda zapraszają was, do wspólnego rozwiązania sprawy śmierci w wagoniku kolejki linowej. Czy wchodzicie w to?
Genialna historia zasługuje na wysoką ocenę. Jak dla mnie jest to 10/10. Nic dodać, nic ująć.
A co wy myślicie o tej historii? Czy już jesteście po? A może aktualnie czytacie? Czy macie ją w planach przeczytać?
Świętego Andrzeja serce bije i roznosi się echem a ludzka dusza w poniewierce niesie się ognia oddechem Panie, zachowaj nas! od powietrza i głodu od ognia i wojny Święty Boże! Święty Mocny! Zmiłuj się nad nami, Panie!
ogień wiatrem rozmywał się i unosił gdzie na Kotarza zboczu kościół płonął gorejącym ogniem co roku, w tę noc i ten ogień hulał i gnał ku szczytom dusze i serca otulał ku głębokim zgrzytom mrocznej duszy ciemnościom
a dziś góry dostojne śmierć przynoszą i mrok skryty i lepki za krokiem zła krok gorzki i cierpki a przeszłość do drzwi puka dręczy i dreszczem spływa i głośno szeptem tragedii stuka zmową milczenia opływa
rota - ich dwoje i pieśni słowa zaśnieżone szczyty mienią się i unoszą w duszach te czernie i sekretów pomroki jak na głowie Jezusa ciernie i zemsty zbolałe kroki
ostały się wtedy kości ich miejsce pogrzebane w tamtej złej przeszłości ich winy zapomniane
Znów czytam autora i czuję. Wiele emocji. Może nie tak jak w serii z Lichym. Nie było tutaj tak emocjonalnie głęboko. Ale słowa pisane płyną pięknie. Dotykają strun wrażliwości i grają na nich melodię odczuwania. Coś jest w nich wyjątkowego, co przyciąga. Chłoszcze czasami. Czasami duszę przytula. Grzebie w niej. Słowa te niosą się zimą, górami i śmiercią. Unoszą echem tragedii sprzed lat. Płonie kościół. Droga krzyżowa widnieje. A góry patrzą. Śniegiem opływają. Zimno tutaj. W powietrzu. I w człowieczych serca zakamarkach. To wszystko w klimacie mrocznym i ciemnym. Gęstym i lepkim.
Katarzyna Łezka i Michał Gazda. Pokochałam ten duet. Łezka to postać silna, ale gdzieś w niej tkwi kobiecość, którą autor wyeksponował ze smakiem. Jest do bólu prawdziwa. Gazda nosi swoje demony. I tajemnice. Cierpkie i gorzkie. Bolesne i tragiczne. Razem tworzą determinację i przyszłość zamkniętą w przeszłości. Udał się autorowi ten duet. A z „Roty” można czerpać jak że źródła najlepszych wrażeń. Nieprzewidywalnych i wyjątkowych. Czytajcie. Czujcie. Bardzo polecam.
"Rota" zaprasza nas w rejon Beskidu Śląskiego, gdzie co roku płonie jeden z kościołów, a w wagoniku kolejki linowej odnalezione zostają dwa ciała. Sprawę prowadzi doświadczona inspektor Łezka w partnerstwie z darzonym niechęcią podkomisarzem Gazdą. Wspólnie zaczynają walkę z czasem i żywiołem, aby rozwiązać zagadkę...
Zimny i surowy górski klimat stanowi doskonałe otoczenie dla rozgrywających się zdarzeń. Śnieżyca, wszechobecny chłód, w którym zimniejsze są tylko pozbawione życia ciała, a to wszystko skontrowane z tajemniczymi podpaleniami. Autor dba nie tylko o treść, ale i mocno oddziałującą na wyobraźnię atmosferę opowieści.
Śledztwo to wielowątkowe wyzwanie, które początkowo wydaje się wplątywać śledczych, podejrzanych i ofiary w błędne koło powiązań. Dopiero wnikliwa analiza tropów, subtelne wskazówki i znakomite łączenie faktów pozwalają z tej plątaniny wyłuskać jedną właściwą nitkę, której pociągnięcie prowadzi do fascynującego rozwiązania. Wszystko jest intrygująco zagmatwane, a jednak spójne i przekonujące, gdy już odkrywamy prawdę.
Spodobały mi się wyraziste postaci, w szczególności oczywiście pierwszoplanowy, dość oryginalny duet. Łezka, jako ta już doświadczona i pracą i życiem, stanowi element rozsądku, wiedzy i uporu podszytego cynizmem. Gazda, ten młodszy, wykluczany ze środowiska, tak naprawdę nienawidzący swojej pracy, a paradoksalnie znakomicie się w niej sprawdzający jest rewelacyjną przeciwwagą, zarazem uzupełnieniem i świetnym obiektem do przekomarzań. Ich dialogi pełne ironicznych docinek znakomicie tu dodawały nutkę luzu, choć całość finalnie jest stosunkowo ciężka.
A pomimo ciężaru historii, całość czyta się z dużą przyjemnością dzięki lekkości pióra autora i zręcznemu budowaniu napięcia i podtrzymywaniu zaciekawienia do samego końca.
Pierwsze zderzenie z twórczością pana Brudnika uważam za udane i z pewnością nie będzie ono ostatnim. Serdecznie polecam fanom dobrych kryminałów w górskiej oprawie :)
Pejzaż jaki wybrał Brudnik do swojej historii, to śnieg sypiący bez opamiętania, złowieszczo wyjący wiatr i mrok, który niemal wciskał w fotel. Książka wciąga od samego początku, bowiem podwójne morderstwo w wagoniku kolejki linowej już nadaje lekturze klaustrofobicznie niepokojącego charakteru.
W tej powieści pierwszoplanową postacią jest poznana w innej historii Katarzyna Łezka, kobieta twarda, opanowana, niezłomna, chociaż coraz częściej prześladowana przez własne demony. Kompanem Łezki jest owiany nieco złą sławą Michał Gazda, który nie cieszy się zbyt dobrą renomą wśród współpracowników, jednak Brudnik nie byłby sobą, gdyby nie udało mu się odczarować nawet najbardziej znienawidzonej postaci. Spodobało mi się, to jak ukazany był rozwój tego partnerstwa, jak stopniowo budowane zaufanie zaczynało owocować w śledztwie.
Autor ma umiejętność, którą niezwykle cenię, a mianowicie splatanie wraz z rozwojem fabuły wielu wątków i tak w „Rocie” mieszają się ze sobą wina, tajemnice i chęć zemsty, która pielęgnowana latami sączy się w organizmie niczym trucizna. Podobały mi się motywy grzebania w przeszłości, bo do całą historię dopełniało i sprawiało, że stawała się jeszcze bardziej złożona i zwyczajnie ciekawa.
Książka rodzi pewne pytania, jednak co dla mnie istotne, Brudnik zostawił mnie z nimi i z moim osądem zupełnie samą, żeby ten finał był mój, moralnie, poglądowo i też interpretacyjnie literacko.
„Rota” to istna gęstwina mroku, doprawiona niepokojem, gdzie warstwa psychologiczna przeplata się z ludzkim dramatem, a każda postać ma za sobą jakiś życiowy cień. Dla mnie ta powieść była i jest świetną historią, a autor zdecydowanie udźwignął ciężar utrzymania poziomu po trylogii (póki co) o Lichym. Dla mnie Brudnik został literackim Midasem, a czego nie dotknie, zamienia się w złoto.
Pierwszy raz miałam doczynienia z książką Pana Grzegorza Brudnika. Nie czytałam serii o Lichym, ale przed tym jak zaczęłam "Rotę" dowiedziałam się że można ją czytać osobno. I faktycznie tak było, choć wiadomo nie rozumiałam paru nawiązań. Jakoś w 3/8 książki się pogubiłam już w faktach i postaciach. Dobrnęłam do końca ale musiałam się cofać itd. Było też tak, że czytałam z odstępem czasowym, nie dużym, bo parę dni, a już wiadomo coś mi umknęło, a autor leciał dalej z fabułą, nie wracając i nie powtarzając faktów. Bardzo ładnie zrobiona książka. Klimat cudowny, szkoda, że czytałam te książkę w ciepłym domku, a nie na jakiś feriach w górach :D. Bardzo podobało mi się porównanie śnieżycy do muzyki. Sama posiadam wykształcenie muzyczne i widać że autor również prawdopodobnie ma, choć mogę się tego tylko domyślać.
Pierwszy raz spotkałam się z Katarzyną Łezką, nie przypadła mi za bardzo do gustu, nie było źle, ale no takie 3/5? Michał Gazda super. Słyszałam chyba, że to jednotomówka🤔 ale pewna nie jestem.
Zagadka kryminalna bardzo fajna. Choć przyznam że trochę mnie drażni, że pisarze nie podają czytelnikom wszystkich faktów, których dowiadujemy się na koniec przez co nie ma nawet szansy podejrzewać jakie będzie rozwiązanie sprawy (chciałam się pobawić też w detektywa i to rozwiązać :D). Zakończenie mnie usatysfakcjonowało. Po rozwiązaniu sprawy też się dzieją fajne rzeczy, więc warto czytać do końca.
Nie obiecuję że wrócę do Pana Grzegorza Brudnika, ponieważ mam dużo nieprzeczytanych jeszcze książek na półkach, ale jeśli faktycznie wyjdzie druga część "Roty" to jak najbardziej przeczytam.
Pozdrawiam.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Akcja rozpoczyna się prologiem, który zabiera czytelnika do małej beskidzkiej wsi w noc Świętego Andrzeja. Główna droga została odcięta przez miejscowych, tak aby nikt niepowołany nie przerwał tajemniczego obrzędu...
Rok niemal zatoczył koło. Zima w Beskidzie Śląskim i dwa trupy w wagoniku kolejki linowej na Szyndzielnię. 56-letnia Inspektor Komendy Miejskiej w Bielsku-Białej, Katarzyna Łezka i jej nowy partner, czasowo przeniesiony z Warszawy, syn Komendanta Głównego Policji, podkomisarz Michał Gazda, ruszają na poszukiwanie mordercy. Nieoczekiwanie trop prowadzi ich do wioski o nazwie Święty Andrzej, tej samej, w której co roku mieszkańcy palą kościół podczas religijnych obrządków.
💢W jaki sposób ofiary z wagonika są powiązane ze Świetym Andrzejem? 💢Co wydarzyło się w 1995r.? 💢Co oznacza tytułowa ROTA?
📚Oj, działo się 🔥 "Rota" autorstwa Grzegorza Brudnika to rasowy noir thriller. Ale co to oznacza? Mianowicie jest to mroczny thriller skupiony wokół tajemniczych zbrodni. Brzmi dobrze? Mamy tutaj wszystko, co może wzbudzić niepokój: zima, góry, nietypowe morderstwo, fanatyzm religijny i małe miasteczko z hermetyczną społecznością. Jak dla mnie to przepis na sukces. 📚Główni bohaterowie bardzo plusują: rzadko można spotkać w thrillerze pisanym przez mężczyznę, aby główną śledczą była kobieta i to taka po 50tce. Z kolei jej partner, pod płaszczykiem osoby bardzo konfliktowej, ukrywa drugą naturę. Polubiłam ich niemal natychmiast. 📚Wartka akcja, przeplatające się wątki, ciągła niepewność...jestem weteranką thrillerów, a do samego końca nie wiedziałam jaki będzie finał.
Główną bohaterką jest inspektor Katarzyna Łezka. Jest bardzo dobra w wykonywanym przez siebie zawodzie, dlatego koledzy z branży nie przepadają za jej osobą. Dodatkowo jest kobietą, a przecież kobieta nie może być dobrą policjantką prawda? Do Łezki, dołącza podkomisarz Michał Gazda, który również nie cieszy się dobrą opinią. Gdy ci dwaj rozwiązują sprawę nietypowego morderstwa, okazuje się, że są niepokonanym duetem i uparcie dążą do znalezienia mordercy.
Bohaterowie są osobami, których po prostu nie da się nie lubić. Charakteryzują się świetnym poczuciem humoru oraz dobrym nastawieniem do świata. Chociaż wśród kolegów z branży nie są ideałami, to wśród czytelników budzą sympatię. Akcja odbywa się w górach, podczas nie oszczędzającej mieszańców zimy, dlatego Łezka i Gazda, muszą się czym prędzej uwinąć ze swoją misją.
Osobiście mogę stwierdzić, że jest to naprawdę dobra książka. Z niecierpliwością czekam na jej kontynuację, tym bardziej, że koniec zdecydowanie zmiótł mnie z planszy. Nie sądziłam że dwie równoległe sprawy, mogą mieć ze sobą aż tyle wspólnego.
Polecam wam tę książkę, do samego końca nie wiedziałam, kto za tym wszystkim stoi. Bardzo dobre były momenty, pokazujące postęp sprawy, oddawały te emocje towarzyszące bohaterom i zachęcały do dalszego zagłębiania się w historię.
Grzegorz Brudnik powraca z nową serią. Po przeczytaniu Ceremoniarza i rozstaniu się z Lichym, powiem szczerze, że obawiałam się, iż to już nie będzie to samo. Zupełnie niepotrzebnie. Ta książka to jest sztos 🔥
Historia i intryga została przez autora tak umiejętnie skonstruowana i w trakcie czytania, tak świetnie się komplikowała, że zagłębianie się w nią i próba rozwikłania to była prawdziwa uczta. Dla fanów kryminałów w szczególności. Kilka wątków, które w pewnym momencie powodowały niemały zawrót głowy, na koniec tak cudownie spięły się w całość, że do tej pory nie mogę przestać o tym myśleć.
Jak już wiemy Grzegorz Brudnik jest mistrzem w budowaniu nietuzinkowych i ciekawych postaci. Tutaj zupełnie się nie zawiodłam. Łezka skradła moje serce i to co pokazała w Ceremoniarzu było tylko kroplą w morzu tego co zaprezentowała nam tutaj. Gazda - no uwielbiam gościa 😃 chcę go więcej. Koniecznie w parze z Łezką.
Świetne i błyskotliwe dialogi, cięty język, specyficzny humor - to tylko kilka atutów tej powieści. Dodatkowo warstwa obyczajowa głównych bohaterów umiejętnie wpleciona w fabułę powoduje, że już nie mogę doczekać się kolejnej części.
Przepłynęłam prze książkę nawet nie wiem kiedy. Zupełnie nie mam się do czego przyczepić i proszę o więcej. A Wy czytajcie. To jest pozycja obowiązkowa na kryminalnej półce każdego mola książkowego 😊🔥
Już od dawna planowałam sięgnąć po twórczość Grzegorza Brudnika i cierpliwie czekam w bibliotecznej kolejce na serię z komisarzem Rafałem Lichym. Tymczasem los sprawił mi niespodziankę - w moje ręce trafiła najnowsza książka autora, miejsko-górski kryminał noir pt. „Rota”, w którym nie zabrakło nawiązań do poprzedniego cyklu.
Areną wydarzeń Brudnik uczynił mój ukochany Beskid Śląski - malownicze, a zarazem nieco mroczne tereny, które nabierają tu dodatkowego ciężaru. Już sam początek jest mocny: w wagoniku kolei linowej na Szyndzielnię zostają znalezione dwa ciała. Sprawą zajmuje się para funkcjonariuszy - legenda bielskobiałej komendy Katarzyna Łezka oraz jej nowy partner, Michał Gazda.
Autor prowadzi nas przez typowe etapy śledztwa, kreśląc krewkich i charakternych bohaterów, wśród których jedna z postaci jest rodem z bookstagrama. Ogromną rolę odgrywa specyficzna wioska z własnym, dość niepokojącym rytuałem – corocznym podpalaniem makiety kościoła na Kotarzu, ku pamięci tych, którzy zginęli tam trzy dekady wcześniej. Akcja jest poprowadzona sprawnie i wciągająco.
"Rota" to intrygująca zagadka, gęsta sieć tajemniczych powiązań, a także sporo napięcia i atmosfery niepokoju. Brudnik po raz kolejny udowadnia, że potrafi połączyć małomiasteczkowy klimat z ciężkim nastrojem, wciągając czytelnika w labirynt ludzkich sekretów.
"Rota" to pierwszy tom serii o Łezce i Gaździe, ale również kontynuacja cyklu, w którym pierwsze skrzypce grał Lichy. Czy Łezka godnie zastąpiła komisarza? W moim odczuciu bardzo się starała, ale nie dorasta Lichemu do pięt. Może to moja awersja do kobiecych postaci... Nie wiem. Mimo że w Łezce jest dużo pierwiastka męskiego, to nie potrafię jej polubić. Nie darzyłam jej sympatią, gdy występowała obok Lichego, jako postać drugoplanowa i nie polubiłam jej teraz. Niemniej historia kryminalna zawarta w "Rocie" jest intrygująca, wielowątkowa i wielowymiarowa. Autor dokładnie przemyślał każdy jej element tak, by ułożone w całość idealnie do siebie pasowały. Powieść została dopracowana w każdym najmniejszym niuansie. Nie udało mi się samodzielnie rozwikłać intrygi, a wydarzenia z epilogu, który jest wstępem do historii, która w "Rocie" przewijała się gdzieś w tle, i która będzie miała rozwinięcie w kolejnej części cyklu, dosłownie pozbawiła mnie tchu. Tego się nie spodziewałam, choć gdy wracam pamięcią do wydarzeń z "Roty", symptomy były. Wątek ten sprawia, że porzucam książkę, którą zaczęłam czytać i od razu sięgam po "Gawrę". W duchu sama sobie gratuluję, że "Rotę" przeczytałam, gdy jest już po premierze drugiego tomu.
Co to była za przygoda. Coś fantastycznego i kompletnie mnie nie dziwi jak ktoś chwali autora. Kryminał tak misternie zbudowany. Pełen zagadek, niejasności i tajemnic. Tak poplątany, tak nieprzewidywalny i tak nieoczywisty. . Główna bohaterka inspektor Łezka-inteligentna, nie wywyższająca się, działająca sprawnie i mądrze. Uwielbiam takie postacie🔥 On, podkomisarz Gazda- momentami irytujący, ale niezwykle pomysłowy z poczuciem humoru przez co ogromnie zyskuje. . Co roku płonie kościół w Świętym Andrzeju. Mieszkańcy niezwykle zaciekle strzegą tego rytuału i nie wpuszczają obcych. Dlaczego to robią? I co z tym wspólnego mają dwa ciała w wagoniku kolejki linowej na Szyndzielnię? . Oj moi drodzy, musicie sami sprawdzić, ale gwarantuję Wam genialny czas z tą książką 🔥 . Polecam🔥 A tym bardziej, że książka kończy się tak, że już czekam na kolejny tom🤩
Jakie to było wspaniałe 🤯 „Rota” to miejsko-górski kryminał noir 😎 Dwoje zamo*dowanych ludzi w wagoniku kolejki, co roku płonący kościół na zboczu Kotlarza, wewnętrzne demony inspektor Łezki i podkomisarza Gazdy 👌🏻 Książki Grzegorza to prawdziwy majstersztyk, mamy dopracowany każdy szczegół, tu nie ma żadnego babola w najmniejszym szczególe, chociażby takim jak przejazd wagonika kolejki 👌🏻
To książka która trzyma w niesamowitym napięciu i emocjach. Polecam serdecznie, jeśli chcecie się totalnie wciągnąć w historię, poczuć dreszcz emocji i zastanawiać się ile w tej historii jest prawdy 😎
Ja już się nie mogę doczekać kolejnego tomu, bo oczywiście Grzegorz na koniec narobił czytelnikom apetytu 😎
Grzegorz Brudnik po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano jednego z moich ulubionych autorów. Choć w tej książce nie pojawia się komisarz Lichy, to jego miejsce zajmuje Łezka, znana z wcześniejszych części, oraz jej nowy partner, Michał Gazda. Razem tworzą świetny duet, który wplątuje się w intrygującą sprawę morderstwa w górskiej kolejce. Fabuła prowadzi nas do tajemniczej wioski, która co roku buduje i pali kościół, a w tle kryje się mroczna rodzinna tajemnica. Akcja jest dynamiczna, bohaterowie świetnie napisani, a całość czyta się jednym tchem. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki Brudnika!
Pierwsze spotkanie z tym autorem średnio udane. Nie jest to złe, ale czytałam tę książkę jakoś tak długo, choć nie jest cegłą, a do tego sama motywacja do zbrodni jest naciągana, ja wiem, że nie przez takie rzeczy ludzie zabijali, ale w książce wypada to mało wiarygodnie. Bohaterowie też nie wyróżniają się szczególnie spośród wieku policjantów w kryminałach. Generalnie książka nie wyróżnia się niczym spośród tysiąca innych powieści kryminalnych. Nie wiem co autor myślał, pisząc ostatnią stronę, bo ja nie widzę w tym sensu, może jak będzie kolejna część to się wyjaśni więcej, ale nie wiem czy bym po nią sięgnęła.
Jeśli książka jest thrillerem, to powinnam nie móc się od niej oderwać. Tymczasem tu nie spieszyło mi się do czytania, właściwie słuchania. Sprawa kryminalna nudna, a rozwiązanie naciągane. Jedynie para śledczych została ciekawie wykreowana i jeśli sięgnę po kolejny tom, to dla nich. Dodatkowo język jakim napisana jest "Rota" nie pasuje do thrillera - jest zbyt kwiecisty. Choć z drugiej strony cieszę się, że autor tak sorawnie potrafi lawirować w meandrach polszczyzny, gąszczu pirównań i metafor.
Przesłuchana w audio. Jak dla mnie genialna. Wyciągnęła mnie z zastoju czytelniczego. Od pierwszego rozdziału wciągnęłam się w całą sprawę. Osobą Łezki od razu przypadła mi do gustu, z kolei Gazdę oceniłam zbyt pochopnie, ostatecznie okazał się być spoko gościem. Chociaż kryje on pewną tajemnicę i nie mogę się doczekać kontynuacji.
Nie mogłam się oderwać. Ciekawa, wielowątkowa opowieść ze złożonymi bohaterami. Niby mrocznie, niby strasznie, ale pięknie i mimo wszystko pozytywnie. Teraz przeczytam wszystkie książki pana Brudnika z nadzieją na więcej.
5/5 i nic dodać, nic ująć. Choć brakuje Lichego i Sierści bardzo, to jednak Łezka i Gazda tworzą godny poznania duet. Zakończenie książki zdecydowanie wzmaga apetyt na kolejną część - gratulacje dla autora!
Ostatnie zdanie książki wybrzmiało i wtf, ale jak to... wow! Będę słuchać dalej, bo Bonaszewski świetnie to czyta, bo Łezka i Gazda to fajny duet. Wkurza mnie czasami lekko wydumany styl autora, ale i tak to niezła rozrywka.