Historia Tworek - aż do czasów całkiem niedawnych - podobnie jak innych szpitali i całej światowej psychiatrii, była głównie pasmem zawiedzionych nadziei, naukowych porażek, daremnych starań o uzdrowienie pacjentów. Szlachetnym intencjom towarzyszyły prozaiczne konieczności: kraty, kaftany bezpieczeństwa, leki, które otumaniały lecz nie leczyły. Choroba psychiczna oznaczała często ruinę życia pacjenta a niekiedy dożywotnie zamknięcie w szpitalu i grób na zakładowym cmentarzu.
Tworki niemal od początku otaczała zła legenda i dwuznaczna sława pierwszego spośród „domów wariatów” w Polsce. Nazwa lecznicy nad Utratą budziła grozę a zarazem niepowstrzymaną chęć wyśmiewania się z „wariatów”. I wiele się tu nie zmieniło, choć zaburzenia psychiczne leczy się dziś z powodzeniem z wolnej stopy, a szpital bywa tylko epizodem.
O tym co w rzeczywistości działo się za murami Tworek, dziś już w większości wyburzonymi, wiedzą tylko nieliczni. Mało kto słyszał o rozpaczliwym losie pacjentów podczas II wojny światowej, którzy jednak w odróżnieniu od innych szpitali – przeżyli.
Historię tego miejsca, od momentu jego powstania do współczesności Grzegorz Łyś opowiada w tej fascynującej książce.
Jednym z tematów literatury nonfiction, o którym lubię czytać jest psychiatria - te o historii tej dziedziny medycyny, te opisujące jakieś konkretne przypadki zaburzeń, ale też te o miejscach leczenia chorób psychicznych. Więc jak zobaczyłam zapowiedź książki o historii Tworek, jednego z najbardziej znanych szpitali leczacych problemy psychiatryczne to wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Warszawa ma mityczne Tworki, a u nas w Krakowie jest mityczny „Kobierzyn”, czyli szpital Babińskiego, zwany również Houston. Już od dziecka wypowiadaniu tych nazw towarzyszył głupi uśmieszek pomieszany z przerażeniem. Kobierzynem się straszyło, z Kobierzyna się wyśmiewano. Zakładam, że podobnie było w rejonie warszawskim z Tworkami. I Grzegorz Łyś swoją książką mi te Tworki odczarował.
Autor opisuje historię szpitala od jego powstania pod koniec XIX wieku, kiedy to pojawienie się takiego kompleksu było zwiastowaniem nadejścia nowej epoki. W tekście zwraca uwagę na zmiany w podejściu leczenia zaburzeń psychicznych na przestrzeni lat. Pozwala nam też zajrzeć do Tworek „od kuchni”, zapoznając nas z tradycją tworzenia się szpitalnej wspólnoty, czy nawet rodziny z pracowników szpitala różnych szczebli. Pisze też o losach szpitala podczas kolejnych wojnen, czy o tym jak ukrywano w nim kryminalistów czy bojowników rewolucji pierwszych lat XX wieku oraz o warszawskiej socjecie, która leczyła się w Tworkach.
Bardzo doceniam, że autor nie uległ pokusie zrobienia z tej książki taniej sensacji. Zamiast tego postawił na zdystansowany i wyważony ton, choć oczywiście nie brakuje tutaj smaczków. Książkę wam polecam, a ja chętnie przeczytałabym w tym temacie coś więcej.
Pochodzę z Międzyrzecza. Zaraz za jego granicami, w Obrzycach, wznoszą się piękne poniemieckie budynki tworzące kompleks szpitalny. Szpital psychiatryczny w Obrzycach to zawsze była pożywka dla wyobraźni. Opowieści o pacjentach, tkane z faktów i domysłów, zakratowane okna niektórych oddziałów, tragiczna historia (w czasie wojny zamordowanych zostało w ramach akcji "T4" wielu nieszczęśników, a tuż po wojnie znaleziono na terenie szpitala drzwi do pieca krematoryjnego świadczące o tym, że plany eksterminacji były bardzo rozbudowane). Nie jest więc dziwne, że takie sąsiedztwo wzbudziło we mnie zainteresowanie innymi tego typu placówkami. Książka "Przystanek Tworki" mocno się w to zainteresowanie wpisała.
Grzegorz Łyś historię najsłynniejszego szpitala psychiatrycznego przeplata historią psychiatrii w ogóle, serwuje podejście do osób chorych na przestrzeni wieków, metody kuracji i miejsce chorych w "normalnym" świecie. Są tu opowieści o elektrowstrząsach, badaniu przestępców, życiu szpitalnym i skuteczności (lub nie) leczenia. Ciekawe jest to, że w sumie od początku istnienia szpitali psychiatrycznych zapotrzebowanie na nie znacznie przekraczało ich możliwości - lokalowe i lekarskie. Mocno zaskoczyły mnie cytowane fragmenty reportaży Michała Choromańskiego. Nie spodziewałam się, że on - pisarz, syn lekarza - aż tak bezdusznie będzie demonizował szpital i jego pacjentów... Najciekawsza była dla mnie historia szpitala w czasie II wojny, przypadek Soni Kubryń, wspomniana już akcja "T4" i cały dramatyzm z nią związany, ale też nawiązania do tekstów kultury - "Obłędu" Krzysztonia czy "Lokatora" Polańskiego.
Momentami lektura była trochę chaotyczna i wymagała większego skupienia, ale - finalnie - uznaję ją za zdecydowanie wartą przeczytania.
4,5 sam temat mnie bardzo ciekawił i dużo się dowiedziałam, ale trochę nie odpowiadał mi styl pisania? momentami ciężko mi się czytało i mnie nie angażowało tak bardzo jak inne tego typu książki, no ale poza tym bardzo ciekawa książka
Sięgnałem, bo Pruszków to moje miasto rodzinne (mieszkam po drugiej stronie miasta). Daję naciągane trzy. Dużo wypełniaczy treści niezwiązanych ze szpitalem. Myślę, że dużo bardziej można było rozwinąć okres wojenny.
Takie 2.75 - nudnawa historia, chociaż były momenty tak zabawne, że parskałam śmiechem. Mam wrażenie, że jest to lektura powierzchowna i bardzo ugrzeczniona. Chyba, że nasze polski Tworki był faktycznie takim rajem na ziemii.
Monografia historyczna zahaczająca o architekturę. Dla dyrektora zakładu piękna pamiątka, pewnie ładnie wygląda na półce. Dla czytelnika — głównie nuda. Gdyby nie audiobook (czyta Sebastian Konrad), pewnie bym nie przebrnęła.
Byłam bardzo podekscytowana, kiedy zobaczyłam tę pozycję w Empiku.
Lubię powieści reportażowe, a temat tej książki – z powodów oczywistych – jest bardzo intrygujący. Niestety sposób, w jaki temat został przedstawiony, dla mnie pozostawił duży niedosyt.
Język, w jakim książka została napisana (a zwłaszcza mnóstwo zdań trzykrotnie i czterokrotnie złożonych), sprawiał, że niektóre części musiałam czytać kilka razy. Rozumiem, że to taki styl autora, natomiast czytając opinie innych osób, widzę, że nie byłam sama w tym odczuciu, więc moim komentarzem dla wydawnictwa byłaby surowsza redakcja.
Autor również "skacze" po tematach i powtarza się w kilku miejscach. Czasem wspomina nazwiska osób (zastępców dyrektorów itp.), ale nie rozwija ich historii. Osobiście miałam wrażenie, że są one niepotrzebne i zawadzają "akcji", zwłaszcza że nazwisk było naprawdę dużo, a jeśli ktoś jest zaciekawiony tematem, może się w nich pogubić, ponieważ nie mają kontekstu.
Wątki nie są ułożone chronologicznie – autor lubi przeplatać historie psychiatrii, pacjentów oraz wydarzenia historyczne (z początku XX wieku wracamy do XIX i z powrotem) – czytając, ma się wrażenie dużej niespójności. Nie pomagają w odnalezieniu się również niezatytułowane rozdziały i przypisy na końcu książki, ale to już moje osobiste odczucie i preferencja, aby były one zawarte w samym tekście.
Fajnie, że do książki dołączone były zdjęcia, ale autor wspomina o wielu barwnych postaciach, np. artystach i ich dziełach sztuki, ale te musiałam zgooglować sama. Z archiwalnych zdjęć widać kilka grupowych, ale oprócz gmachu budynku i cmentarza nie przedstawiono żadnych "smaczków", ani nawet zdjęć wspomnianych ogrodów, pomieszczeń, czy fotografii budynku, jak zmieniał się przez lata. Tylko zdjęcia Tworek z daleka, czasem ujęte artystycznie przez liście i krzaki, ale nic, co mogłoby wesprzeć historię wizualnie.
Ogólnie podsumowując, cieszę się, że przebrnęłam przez pierwszą połowę, ponieważ druga część wydawała mi się znacznie ciekawsza. Ktoś w opiniach wspomniał, że to trochę laurka, z czym niestety też mogę się zgodzić, ponieważ powszechnie wiadomo, że szpitale tego typu wewnętrznie mają dużo problemów, ale autor wspomina o tym pokrótce pod koniec książki, często tworząc obraz Tworek jako domu wypoczynkowego.
Z pozytywnych aspektów ciekawie czytało mi się o historiach niektórych pacjentów, o rozwoju psychiatrii na przestrzeni wieków (ciekawe statystyki w rozdziale na końcu książki) oraz o roli szpitala podczas II wojny światowej.
Podsumowując, nie żałuję, że przeczytałam tę pozycję, ponieważ zawiera dużo ciekawych i nowych dla mnie informacji. Natomiast struktura książki i język były dla mnie frustrujące.
Dzień dobry, moje kochane Moliki 🧡 Sięgając po tę książkę czułam dreszcze na całym ciele, już sama tematyka – szpital dla ludzi psychicznie chorych – wzbudzała we mnie takie niespokojne odczucia, a okładka jeszcze spotęgowała moje emocje. Historia zaczyna się naprawdę ciekawie, wybór lokalizacji na szpital mnie zaintrygował, ale niestety w pewnym momencie wdarło się nieco nudy. Choć niektóre anegdoty mnie zaskoczyły, a inne wręcz przeraziły, to summa summarum oczekiwałam czegoś więcej. Liczyłam na bardziej mroczne historie samych pacjentów, które wręcz „wyrwałyby mnie z kapci”. Mimo to gratuluję Autorowi publikacji – książka jest efektem solidnego researchu, bardzo dobrze napisana, choć – moim zdaniem – nie dla każdego. To raczej propozycja dla czytelników zainteresowanych historią tego szpitala lub psychiatrii niż dla osób spragnionych sensacji. „Szpital tworkowski już w latach międzywojennych, pomimo konkurencji chociażby małopolskiego Kobierzyna, stał się słynnym w całym kraju przykładem . odsyłano podczas kłótni złośliwych krewnych, uciążliwych sąsiadów, konkurentów politycznych i wszelkie osoby zawadzające”.
Tytuł: „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala" Autor: Grzegorz Łyś Wydawnictwo: @w.a.b. Moja ocena: 7/10 Mam świadomość, że psychiatria – jak każda dziedzina nauki – rozwijała się przez wieki, ale mimo to byłam zaskoczona informacjami o metodach leczenia, takich jak terapia elektrowstrząsowa. Przerażające jest, że kiedy wylewano fundamenty pod szpital w Tworkach, „leczenie” czy terapia moralna były w praktyce niedostępne dla większości pacjentów. Lekarze nie znali przyczyn chorób psychicznych, ani nie potrafili ich skutecznie leczyć – to mrozi krew w żyłach. W moim odbiorze książka stanowi coś pomiędzy monografią a reportażem – to swoiste studium przypadku konkretnej placówki. Ma charakter naukowy, ale nie jest pozbawiona elementów narracyjnych. Szkoda, że przypisy nie znalazły się u dołu stron – ich umieszczenie na końcu książki utrudniało mi płynną lekturę. Doceniam natomiast ilustracje – zdjęcia szpitala, personelu czy ordynatora z tamtego okresu wprowadziły mnie jeszcze głębiej w opisywany świat.
Czy słowo „Tworki” nadal traktujecie jak lęk czy żart – czy może wreszcie jako ciekawość i zrozumienie?
Jak to się stało, że „Tworki” – miejsce stworzone z myślą o leczeniu i trosce – w zbiorowej wyobraźni urosły do symbolu szaleństwa, izolacji i wstydu?
Grzegorz Łyś w swojej książce „Przystanek Tworki” prowadzi nas przez fascynującą, momentami groteskową, a czasem bolesną historię polskiej psychiatrii. Robi to z niesamowitą lekkością pióra, jakby opowiadał znajomemu przy kawie o dziejach szpitala, który stał się mitem. I właśnie w tej swobodnej narracji tkwi siła tej książki – bo choć nie jest to naukowy wykład, to Łyś nie improwizuje: każdy rozdział podpiera źródłami, dokumentami, wspomnieniami i anegdotami, które czynią tę podróż wiarygodną i pełną smaku.
To książka bardzo szeroka tematycznie – od pierwszych prób „leczenia duszy” w Europie, przez narodziny psychiatrii w Polsce, aż po współczesne dylematy związane z leczeniem chorób psychicznych. Nie zawsze Łyś schodzi głęboko – miejscami raczej ślizga się po powierzchni – ale nie dlatego, że brakuje mu odwagi. Moim zdaniem raczej dlatego, że zamysł na książkę był taki, by „Przystanek Tworki” był pierwszym przystankiem, a nie ostatnim – pozycją, która otwiera drzwi do tematu, a nie je zamyka.
Zresztą, to trochę opowieść nie tylko o miejscu, ale o naszym stosunku do szaleństwa. O tym, jak przez wieki próbowaliśmy odgrodzić „innych” od siebie, jak rodziła się psychiatria, jak decydowano o lokalizacji szpitala w Tworkach (i dlaczego akurat tam), jaką rolę odegrali w tym ojcowie polskiej psychiatrii – często wykształceni w Rosji lub zmuszeni do inspirowania się wschodnimi prądami naukowymi.
Łyś pokazuje, że Tworki to nie tylko „dom wariatów”, ale też symbol przemiany myślenia o chorobie psychicznej – od stygmatyzacji po próbę zrozumienia. To pasjonująca opowieść o znanych, legendarnych wręcz Polakach, którzy przez szpital się przewinęli oraz o roli, jaką Tworki odegrały w historii literatury polskiej.
To nie jest książka, która wyczerpie temat, a pozycja, która zaintryguje i zostawi w głowie kilka dobrych pytań.
I to wystarczy, by ją zapamiętać. Mnie to pasuje, dlatego polecam.
Jeszcze w czasie mojej młodości nazwa Tworki budziła grozę pomieszaną z drwiną i głupimi żartami, jakoby ten czy inny osobnik miał w nich skończyć, podając się za Napoleona lub z innym urojeniem. Ta książka to reporterska opowieść właśnie o tym szpitalu od założenia po dzień dzisiejszy, bo dalej Tworki pozostają najsłynniejszym tego typu ośrodkiem w naszym kraju. To historia momentami trudna, bo zmagająca się z przeciwnościami czy to za czasów cara, czy podczas wojen albo stalinizmu, gdzie co trzeba zaznaczyć placówka przetrwała wszystkie te plagi. To też fakty na temat lekarzy i pracowników, którzy jak wynika z lektury zawsze starali się ulżyć chorym w cierpieniu, szczególnie w czasach, gdy psychiatria nie posiadała jeszcze leków potrzebnych do leczenia, a pobyt w "domu wariatów" oznaczał katastrofę i traumę do końca życia w postaci dożywotniego zamknięcia i odizolowania od świata. Opowieść o tym polskim szpitalu zbiega się także z historią medycyny, a dokładniej psychiatrii i są tu pokazane wydarzenia, które ją zmieniły, od podejścia lekarzy i personelu do chorych, po sposoby leczenia chorób i zaburzeń psychicznych. Nazwa Tworki, tak jak wspomniałem na początku do dziś budzi grozę i ma dwuznaczne skojarzenia, a przecież czego można dowiedzieć się z książki, wiele się tu zmieniło, chorzy leczeni są z powodzeniem, a jeśli potrzebna jest hospitalizacja, jest ona tylko epizodem w życiu pacjenta. I takie reportaże jak ten są potrzebne, by odkłamywać choroby psychiczne, zmywać społeczne tabu na ich temat i pokazywać, że są chorobami jak każde inne. Polecam. Za książkę dziękuję @wydawnictwo_wab
Tworki - Dzielnica Prószkowa. Najbardziej znana ze szpitala psychiatrycznego i przysłowiowego wysyłania tam niezbyt rozgarniętych krewnych i innych nieprzychylnych nam osób. Szpitala, który miewał mroczne historie. Teraz jest tam zupełnie inaczej.
Nie wiedziałam, że Tworki miały swego czasu dość złe opinie (z racji pochodzenia bliżej mi było do Lublińca i to tam w moich okolicach wysyłano wcześniej wspomniane nielubiane osoby). Nie sądziłam też, że był pierwszym tak dużym szpitalem psychiatrycznym w Polsce. Przyjmował mnóstwo pacjentów, którzy byli traktowani przeróżnymi metodami, by tylko ich stan umysłowy się polepszył. Ale rażenie prądem lub powodowanie biegunek i wymiotów, jako sposoby leczenia chorób psychicznych - trochę to mną wstrząsnęło.
Natomiast co do samej książki, to miałam zupełnie inne oczekiwania. Myślałam, że znajdę tu wiele historii pacjentów, ich chorób, pomysłów na wyleczenie. I one były, ale nie w takiej ilości jakiej się spodziewałam. Więcej tu historii powstania szpitala, przybliżenia sylwetek lekarzy, dyrektorów i osób zaangażowanych w rozwój tego ośrodka, aniżeli historii pacjentów. Ogromny plus za research i załączone zdjęcia.
Jednak zupełnie szczerze- nie polecę tej książki osobom szukającym sensacji czy mrocznych epizodów rodem z filmów grozy umiejscowionych właśnie w szpitalach psychiatrycznych. To nie jest reportaż mroczny. To reportaż dający nadzieję. Jeśli tylko interesuje Was historia tego miejsca i historia psychiatrii, ta książka będzie dla Was.
Książka Grzegorza Łysia to opowieść o jednym z najbardziej znanych – a zarazem owianych złą sławą – szpitali psychiatrycznych w Polsce. Autor podejmuje się trudnego zadania: opisania dziejów miejsca, które dla wielu przez lata było symbolem wykluczenia, cierpienia i społecznej nieakceptacji. Czyni to jednak bez zbędnego dramatyzmu, z dużym dystansem i dbałością o historyczną precyzję.
Autor prowadzi czytelnika przez ponadstuletnią historię Szpitala w Tworkach – od jego powstania na przełomie XIX i XX wieku, przez dramatyczne wydarzenia II wojny światowej, aż po czasy współczesne. Autor pokazuje, że losy tego miejsca odzwierciedlają nie tylko zmieniające się realia polityczne i społeczne, ale również ewolucję samego podejścia do psychiatrii – od epoki izolacji, przez okres eksperymentów farmakologicznych, aż po współczesne próby reintegracji osób z zaburzeniami psychicznymi ze społeczeństwem. Szczególnie interesujący jest rozdział dotyczący wojennych losów Tworek. To rzadka i poruszająca karta w historii psychiatrii, o której mówi się zdecydowanie zbyt rzadko.
Autor nie unika trudnych tematów: pisze o przymusie, izolacji, lekach tłumiących, ale nie leczących, oraz o społecznej stygmatyzacji pacjentów. Przy tym nie popada w oskarżycielski ton – raczej stara się zrozumieć, jak funkcjonował system, który w założeniu miał pomagać, a często jedynie separował „innych” od reszty społeczeństwa.
Bardzo ciekawy reportaż o historii szpitala psychiatrycznego w Tworkach, który naświetla też okoliczności spoleczne i historyczno - polityczne prowadzące do jego powstania, a potem do przemian, jakie w nim zachodziły. Autor opisuje też pokrótce, jak na przestrzeni lat zmieniało się patrzenie na choroby psychiczne i sposoby ich leczenia. Z lektury dowiedziałam się kilku bardzo ciekawych rzeczy, np. jak ważną rolę szpital Tworkowski pełnił w czasie obu wojen światowych i walk o wolność naszego kraju.
tyle lukru na tym pączku reportażowym, że aż mnie zemdliło mój dom rodzinny znajduje się 3km od Tworek - wiele historii się słyszało w latach90, duża ich część pojawiała się w lokalnej prasie, ale tutaj nic z tych bardziej bulwersujących się nie znalazło... mało rzetelna historia, koloryzująca historię na rzec personelu a nie pacjentów
Po prostu poprawny reportaż, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Przedstawiono historię szpitala w Tworkach z różnymi ciekawostkami, przykładami, zarysowano kontekst społeczny i historyczny, rozwój medycyny i psychiatrii. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu współcześnie, ale ogólnie była to ciekawa pozycja.
Historia Tworek, a po części też rozwoju polskiej psychiatrii. Dobry reportaż, który ukazuje jak szpital psychiatryczny był małym samowystarczalnym środowiskiem.