4,5 *
Czy sztuka może być remedium na samotność?
Hubert to mężczyzna, w którego życiu nie ma fajerwerków. Żyje sam, porusza się utartymi ścieżkami, od ludzi z krwi i kości woli tych na płótnach wielkich mistrzów. Stały bywalec świątyń sztuki - muzeów i galerii - żeby popatrzeć na ulubione dzieło jest w stanie poświęcić własny komfort i wyjść ze świata porządku i ciszy, który zbudował. Żyje sztuką, ale nie chce się nią tylko zachwycać, chce tworzyć dla samej przyjemności obcowania z płótnem i pędzlem.
Szczególnie interesują Huberta kobiety, studiuje je bardzo wnikliwie na obrazach, ale to podglądactwo przenosi się też do realnego świata. Obserwowanie przez okno sąsiadki z naprzeciwka jest creepy, ale czy bohater interesuję się nią jak żywym człowiekiem, czy to tylko kolejna scena, którą studiuje? Odpowiedzią może być rozwój wypadków w momencie, kiedy pojawia się możliwość nawiązania prawdziwej relacji damsko-męskiej.
Czy Hubert jest samotny i nieszczęśliwy? Czy może jest introwertykiem zamkniętym we własnym świecie, który w zupełności mu wystarcza? Czy podgląda ludzi na obrazach, bo tęskni za kontaktem z żywym człowiekiem? Czy to sztuka jest dla niego życiem? To pytania, które zadawałam sobie zagłębiając się w jego historię.
Chociaż fabularnie nic nie sugeruje, że bohater cierpi, warstwa graficzna wydaje się prawdziwym studium samotności. W niemal poklatkowych kadrach czas ciągnie się jak guma. Rozłożenie każdej sceny na czynniki pierwsze sprawia wrażenie jakbyśmy oglądali życie bohatera w slowmotion. Potęgowało to wrażenie jakiejś pustki, braku - może nudy? Chociaż znów, czy to jest o Hubercie, czy o mnie i tempie, w którym toczę swoją kulkę?
Wizualnie dzieło Bena Gijsemansa jest zjawiskowe. Pozornie ascetyczny, z przygaszoną paletą kolorów, powtarzającymi się kadrami, „Hubert” porywa detalami, które można odkrywać na nowo. To one tworzą prawdziwą opowieść. Detal to też sposób patrzenia na dzieła sztuki i ich przełożenia na język komiksu. Aż chce się odwiedzić jakąś wystawę!
Ten spokojnie płynący, prawie niemy, belgijski komiks oczarował mnie estetyką, wyciszył i przyniósł chwilę mądrej zadumy.
Zupełnie niespodziewany zachwyt 🖤