Lato roku 1890 dla Idy von Flemming zaczęło się fatalnie. Noc w teatrze, o mały włos nie skończyła się tragicznie.
Zdaniem jej pokojówki Almy, Ida sama była sobie winna, a zdaniem starszego brata, narozrabiała tak, że nie było wyjścia i należało odesłać ją na wieś do ciotki. Przynajmniej do czasu, gdy sprawy w mieście nieco przycichną, a pożarem w teatrze miejskim przestanie się interesować żandarmeria.
Tak więc akurat wtedy, gdy w mieście akurat robiło się ciekawie, wszyscy szykowali się do sezonu letniego, a na horyzoncie majaczyły fascynujące wydarzenia, Ida wylądowała w zapadłej dziurze u kuzynki matki. Sztywna etykieta dworu ciotki powoli doprowadzała Idę do rozpaczy.
Ale wtedy niespodziewanie do leżącego po sąsiedzku zamczyska zjechała z Berlina rodzina właścicieli, a wśród służby gruchnęła plotka, że kapitan Eduard Bonin organizuje bal z okazji zaręczyn starszego syna.
No i oczywiście obie z ciotką zostały tam zaproszone.
Ta noc jednak nie skończyła się dobrze. Nie wszyscy ją przeżyli…
„Jak nagle, to po diable” – to powiedzenie mogło przyświecać autorowi, gdy kreślił ten naznaczany zmianami technologicznymi, zdominowany przez mężczyzn świat schyłku XIX wieku. Prowadzona przez realia epoki, wyraziście zarysowanej, powolnym krokiem zmierzałam ku kulminacji. Nim jednak do niej dotarłam, musiałam uzbroić się w cierpliwość i po drodze wchłonąć nieco informacji.
Rozbudowane opisy oraz zagadkowe, czasem wyrwane z kontekstu sytuacje i fakty budziły zdumienie, a chwilami dezorientację. Skupiały uwagę, nieraz zastanawiałam się nad ich pochodzeniem i znaczeniem, a z czasem – w połączeniu z rozwijającą się fabułą – wywoływały lekki niedosyt. Zdarzały się momenty fascynacji czy wymykającego z ust chichotu, ale czekałam na więcej, łaknęłam tego, co mi obiecano. I kiedy już miałam zwątpić, rozszalał się fabularny, kryminalny huragan, od którego nie sposób było uciec!
Niczym pochłonięta śledztwem Ideburga (którą swoją drogą uwielbiam za pewność siebie i chęć walczenia z krzywdzącymi stereotypami) analizowałam każde słowo, każdy gest, chcąc dopaść winowajcę. Nieraz przewidywałam bieg zdarzeń i nieczęsto dawałam się omamić, wyczuwając, że coś jest nie tak. Jednak nawet to nie zdało egzaminu, bo nie spodziewałam się TAKIEGO ROZWIĄZANIA zagadki. Tym samym wyartykułowane domysły poszły w las, a ja tylko mogłam patrzeć, jak huragan dokańcza dzieło, zostawiając mnie zamrożoną!
Bohaterowie, którzy niejednokrotnie wzbudzali we mnie skrajne emocje — tak silne, że trudno było zdecydować, czy ich kochać, czy nienawidzić — zasługują na szczególną uwagę. Pełni kontrastów, z wyrazistymi cechami, byli nie do pomylenia. Jednak to właśnie w chwilach zagrożenia ich prawdziwe oblicza stawały się najbardziej widoczne. W takich momentach instynkt przetrwania zagłuszał rozsądek, a wieloletnie zaufanie potrafiło zachwiać się w jednej chwili. Jeden gest, jedno słowo wystarczyło, by zasiać niepewność wobec towarzysza. Sytuacje graniczne potrafią podważyć nawet najmocniejsze więzi...
[PL] Siedemnastoletnia Ida niemal spaliła szczeciński teatr. Za jej występki, sprawujący nad nią opiekę starszy brat zdecydował się posłać ją na wieś do ciotki, gdzie dziewczyna miała spędzić całe lato 1890 roku. Sztywna etykieta i brak rozrywek spędzały jej sen z powiek do czasu, gdy razem z ciotką otrzymały zaproszenie na bal z okazji zaręczyn pewnej pary. Wydarzenie nabiera charakteru, zwłaszcza gdy okazuje się, że nie każdy przeżył noc.
Poczułam się zaintrygowana opisem tej historii, a równocześnie nieco zestresowana czy powieść polskiego autora, których praktycznie nie czytam i nacechowana historycznie to dobry pomysł dla czytelnika takiego jak ja. Wiele mogło się nie udać, tymczasem muszę przyznać, że spotkanie z Idą przypadło mi do gustu. Autor przede wszystkim przenosi czytelnika do minionej epoki, eksponując retro klimat i niemal plastycznie oddając realizm tamtych czasów. Idą za tym wykonany research oraz posiadana przez autora wiedza. Nie brakowało przypisów wskazujących aktualnie funkcjonujące nazwy ulic. Dzięki temu jako mieszkanka Szczecina mogłam z bohaterami spacerować po mieście i poznawać jego sekrety. Brakowało natomiast przypisów, które wyjaśniałyby czym są przykładowo niektóre elementy wystroju pomieszczeń. Ich brak zakłada, że czytelnik będzie zaznajomiony z tematem, co niekiedy utrudniało pełne zrozumienie czytanej treści.
Mam mały problem z tytułową bohaterką, bowiem nie jestem w pełni przekonana do sposobu, w jaki została wykreowana. Nastolatka żyje w świecie własnych pomysłów, jest niepokorna i dość postępowa jak na czasy, w których żyje. Jej nietypowość, która tak wybija się na tle XIX-wiecznej etykiety jest jednak na pewien sposób czymś banalnym, gdy chce się przedstawić zadziorną, młodą dziewczynę. Mimo to Idę naprawdę się lubi. Inne postaci również, w tym służbę, która w moim odczuciu jest zbiorową postacią drugoplanową. Choć trzeba przyznać, że są i takie jednostki w tej historii, którym źle się z oczu patrzy, nawet jeśli tylko w wyobraźni czytelnika.
Niezwykle trafne okazało się osadzanie w tych realiach amatorskiego śledztwa z udziałem Idy, mającego naprowadzić na trop postaci, która dopuściła się morderstwa w trakcie balowej nocy. Niemniej angażujące są poczynania Heinego, brata Idy, którym młodzieniec nie pozwala ujrzeć światła dziennego, czym zresztą sprowadza na siebie pewne niedogodności.
Finał, ach ten niejednoznaczny finał! Nie wybaczę autorowi, jeśli zdecydował się pozostawić czytelnika z otwartym zakończeniem, pozwalając na snucie domysłów, co stało się z niektórymi postaciami. Chcę wierzyć, że ta końcówka to tylko wstęp do dalszej historii, ponieważ jestem przekonana, że Ideburga nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Lato 1890, Szczecin. Ida von Flemming to młoda dama, która zupełnie nie pasuje do czasów, w których przyszło jej żyć. Zupełnie nie przypomina grzecznej panienki jaką powinna być. Z głową pełną feministyczny idei, zafascynowana nowoczesnością, z brawurą i odwagą wyprzedza swoją epokę ... i pakuje się w tarapaty. Tak poważne, że jej starszy brat postanawia wysłać ją na jakiś czas do ciotki na wieś, do Dworzyszcza. Młoda dziewczyna trafia w idealny moment. To właśnie wtedy w sąsiednim dworze zaczynają się zbierać goście by balem uczcić oczekiwane zaręczyny syna gospodarzy. W nadmorskim dworze zaczynają się zbierać goście, a na domostwem zbiera się burza, dosłownie i w przenośni.
,,Ideburga.Igranie z ogniem" to misternie skonstruowany thriller, przywołujący na myśl klasyczne utwory Agathy Christie. Zamknięta przestrzeń, zbiór osób, które znają się niby dobrze, ale jednak każdy kryje jaką tajemnicę, służba, która więcej widzi niż się innym wydaje oraz uczucie i emocje, które muszą dojść do głosu a po środku tego rezolutna panna, która sama pcha się w sam środek zdarzeń. Od początku wieczoru w dworze, czuć narastające napięcie, nic nie idzie tak jak powinno a gdy jeszcze dochodzi do zbrodni od razu wiadomo, że morderca jest gdzieś wewnątrz.
Leszek Herman bardzo dobrze uchwycił konwencję klasycznego thrillera. Wokół znanego motywu zbudował opowieść, która nie nudzi ani sekundy. Kolejne poszlaki pojawiają się wtedy gdy powinny, wychodzą na jaw tajemnice a dodatkowo każda z głównych postaci ma swój unikalny charakter, co sprawia, że próba odgadnięcia zakończenia staje się tylko bardziej wciągająca. Osoby zainteresowane historią docenią, że w tle przemycana jest ogromna ilość szczegółów zarówno społecznych jak i technologicznych.
Mam nadzieję, że ,,Ideburga. Igranie z ogniem" to dopiero pierwszy tom dłuższej serii bo to dokładnie taka książka jakie chce czytać. Misternie skonstruowana intryga, nietuzinkowi bohaterowie (nie da się nie polubić Hrabiny czy Almy), dynamiczne czasy w tle, gdy przeszłość mieszała się z nowoczesnością oraz mroczne Pomorze w tle. Czy trzeba czegoś więcej? Polecam!
Leszek Herman najbardziej znany do tej pory z serii #sedinum tym razem oddaje w ręce czytelników typową powieść historyczną z wątkiem kryminalnym. Przenosimy się do Szczecina końca XIX wieku, kiedy następuje rozwój miasta pod względem urbanistycznym i przemysłowym. Rozwój kolei, pierwsze samochody, fabryki, automatyzacja, nowinki technologiczne. To właśnie tło historyczne stanowi jeden z najmocniejszych punktów książki, gdzie opisy urbanistycznych przemian, życia codziennego i atmosfery epoki są sugestywne i wciągające. Na tle tych przemian poznajemy główną bohaterkę powieści Ideburgę, która mimo młodego wieku nie interesuje się kokiterią, zamążpójściem i haftem, a raczej rysunkami technicznymi, nowinkami technologicznymi i akcjami społecznymi. Bliżej jej do sufrażystki niż do młodej panny na wydaniu. Po akcji w teatrze, gdzie zamieszana jest w wzniecenie pożaru, zostaje wysłana do ciotki na wieś. Sztywna etykieta ciotki i brak rozrywek na prowincji doprowadzają ją do rozpaczy. Wszystko zmienia się w trakcie balu w sąsiednim zamku. Bal, mający być szczytem towarzyskiej elegancji, staje się punktem zwrotnym w życiu bohaterów. Zabójstwa, intrygi, tajemnicze interesy, pieniądze. Leszek Herman obnaża ciemne strony bohaterów, które prowadzą do tragedii. Przyznam szczerze, że miałam bardzo wysokie oczekiwania wobec tej powieści i trochę się zawiodłam. Na plus zasługuje oddanie tła historycznego oraz intrygująca zagadka kryminalna, która jak wreszcie się pojawia, to wciąga maksymalnie czytelnika, dodaje powieści tempa, napięcia, tajemnicy, klimatu. Szkoda, że pojawia się ona dopiero na ostatnich 100 stronach. Wcześniej fabuła rozwija się bardzo powoli, a liczne powtórzenia mogą wywołać znużenie nawet u wytrwałych czytelników. Szkoda, bo potencjał był ogromny! Mam nadzieję, że w kolejnej części, która zostaje zasygnalizowana pod koniec książki, akcja będzie bardziej spójna i wartka. Mimo to warto dać tej książce szansę ,przede wszystkim jako powieści historycznej. Herman z powodzeniem ożywia minioną epokę i przenosi nas w realia przeszłości, które wciąż rezonują we współczesnym Szczecinie.
Czytałem chyba ze 3 książki Leszka Hermana i przy każdej bawiłem się przednio, ale dopiero Ideburga, Igranie z ogniem wywarła na mnie ogromne wrażenie i nie mniejszy zachwyt. Może dlatego, że lubię powieści historyczne, a akcja tej dzieje się w roku 1890, czyli czasie niezwykle ciekawym, gdzie style w sztuce, literaturze się zmieniały i były to czasy z klasą, taką prawdziwą, jak na Fin de siecle przystało. Kostium epoki gra tu dużą rolę i jak dla mnie mogłoby tak zostać, ale w niczym mi nie przeszkodziło w czerpaniu radości z lektury, że autor postanowił zrobić ze swojej książki kryminał. Historyczne lubię najbardziej. Nowością dla mnie było to, że Szczecinianin postacią pierwszoplanową uczynił pannę na wydaniu, dosyć niepokorną, idącą z duchem czasu i zafascynowaną emancypantkami. Jest ona wiarygodna i lepsza od niejednego detektywa w spodniach, mimo że jak na tamte czasy mało może z racji urodzenia i płci. Drugim bohaterem jest Szczecin i jego okolice i widać, że autor zna historię swego miasta i regionu doskonale, choć pewnie mały reaserch też był wykonany. Z takiej lektury można się wiele dowiedzieć, o mieście które w czasie dziania się powieści było pod niemieckim zaborem. Historia jest krótka, bo to zaledwie trochę ponad 300 stron, ale wciąga bez reszty. Są tu naturalnie brzmiące dialogi i wielkie brawa za motyw loży masońskiej, bo lubię takowe, dotyczące tajnych stowarzyszeń czy organizacji. No i za wydźwięk książki, który jest bardzo feministyczny, a Ci z Was, którzy mnie obserwują, wiedzą, że lubię bardzo, gdy główna bohaterka daje czadu, łamiąc konwenanse i nie kłania się normom społecznym. Ideburga, zwana potocznie Idą, właśnie taka jest i bardzo dobrze czyta się o jej perypetiach. To było fantastyczne cztery godziny i obietnica dalszych przygód z książkami autora. Ja mam nadzieję tylko, że pisarz ponownie zabierze nas do XIX wieku, bo ten język, ta moda, te maniery po prostu doskonale wypadają w literaturze, co Leszek Herman właśnie udowodnił. Polecam!!! Za książkę dziękuję @wydawnictwomuza
Wielu z nas miało okazję przekonać się o kunszcie pisarskim Leszka Hermana. Jego styl, dociekliwość w przedstawianiu faktów historycznych z okolic Pomorza skłaniają czytelników do nieustannego sprawdzania czy aby autor nie wydaje nowej książki. Premiera jego najnowszej powieści „Ideburga. Igranie z ogniem” miała miejsce 04 czerwca a ja niedawno miałam okazję aby się z nią zaznajomić. Cóż mogę powiedzieć na jej temat? To, że autor w dalszym ciągu trzyma poziom i książkę można „połknąć” na raz. No cóż, jako, że czytam nocą to musiałam jej poświęcić dwa podejścia.
Ha, ale jestem niedoinformowana, mimo, że tak dużo czytam to sądziłam, że Ideburga będzie to jakiś statek (wrak), majątek lub coś w tym stylu. Natomiast, Ideburga to imię głównej bohaterki, niespełna siedemnastoletniej szlachcianki ze Szczecina. Dziewczyna ma wyobraźnię i smykałkę do plątania się w kłopoty. Dlatego, po tym jak o mało przez swój wybryk nie spaliła teatru, jej brat Heini wysyła ją „na zesłanie” do ciotki do Dworzyszcza. A tam, dwór i czworaki. Dookoła pustka. Co w lecie młoda panna może robić w takim miejscu? Uwierzcie mi, wiele rzeczy, które są ekscytujące, bo to dziewczę przyciąga kłopoty jak magnes. Gdzie się nie obejrzy to afera.
Ideburga ma to szczęście aby wejść do kościoła w Trzęsaczu, który już wtedy był zamknięty (1890 rok) z uwagi na mocne podmycie klifu. Z opowiedzianej legendy dowiaduje się dlaczego tak się dzieje. Ponad to w tle możemy śledzić chęć wybudowania kolei wąskotorowej przez mieszkańców zamieszkujących Rewal i okolice.
Wierzcie mi, sięgając po „Ideburgę” nie będziecie się nudzić a czytanie pochłonie was bez reszty. Polecam!
I’m torn about where to start. With the positives — and there are quite a few, like the gripping plot? Or with the downsides? Still, I’ll go with the saying “first impressions matter most” and begin with praise. The author is an architect. And as soon as he begins describing buildings, streets, even entire cities, it’s immediately clear that he thoroughly enjoys it — and so does the reader. What’s more, the writer has pulled off a difficult feat: he created a whole cast of exceptionally vivid characters. They have opinions (which they don’t hesitate to express), distinct worldviews, and unique temperaments. And on top of that, he placed his characters in a complex intrigue that even Agatha Christie would envy. The book practically reads itself — you put it down reluctantly. And it could be even better. How so? With more meticulous editing and proofreading. I can’t understand how such a glaring plot error slipped through: Heini drives up to the inherited palace twice — two chapters apart — and each time it’s a surprise to him. I was half-expecting Martin to carry him there on his back the third time. There are also language errors, stylistic awkwardness, and repetitions. All of this could have been easily cleaned up. I suggest that, for the next volume, the writer should consider enlisting the help of artificial intelligence. It might actually do a better job. I’m truly looking forward to reading the continuation of Ida’s adventures — hopefully in the near future. I’ve grown fond of her. I can’t wait to see what else this one-of-a-kind girl will come up with.
„Ideburga” to coś dla fanów kryminału rodem z czasów XIX - wieku. Bogata w realia tamtej epoki, pełna klimatu, etykiety, balów i młodych panien na wydaniu. Uwielbiam czytać takie powieści, zanurzać się w tamtym świecie, poczuć to co kiedyś czuli ludzie. To coś totalnie dla mnie. Taka książka nie jest wtedy tylko dobrą rozrywką, staje się także swego rodzaju lekcją. Piszecie, że to najlepsza książka tego autora, dla mnie to było pierwsze spotkanie z jego piórem, z pewnością nie ostatnie. Zawsze się śmieje, że mam starą duszę, więc totalnie doceniam takie powieści. Podążamy za młodą Idą, która jest nam przewodniczką. Jej buntownicza natura zapewnia nam nie lada rozrywkę, to totalnie kobieta z pazurem, a jej odwaga i upór są zaraźliwe. Zdecydowanie wyprzedza swoje czasy. Co rusz pakuje się w tarapaty, mam wrażenie że działa na kłopoty jak magnes. Już od samego początku ta opowieść zdaje się nam być tajemnicza i pełna sekretów, taka mroczna i złowieszcza. Zupełnie jakby miała drugie dno. W momencie gdy pojawiają się trupy robi się naprawdę ciekawie. Dobra powieść obyczajowa, kostiumowa zamienia się w prawdziwą powieść szpiegowską, w kryminał który przeraża i intryguje jednocześnie. Polubiłam tych bohaterów i ten klimat, to naprawdę dobrze się czyta, nie sposób się oderwać, a autor wspaniale to wszystko przemyślał.
Ideburga zaraża swym zwodniczym charakterem! To powieść odurzona aurą dziewiętnastowiecznej etykiety, w zarysie przygodnych zdarzeń oraz sztywnych salonowych konwenansów barwna, czarująca i charyzmatyczna, momentami subtelna i zabawna, w innych epizodach złowieszcza i nieobliczalna. Ciemność mrocznej nocy, nieostrożne włamanie do teatru, pożar niosący konsekwencje, narzucone zesłanie do wiejskiej posiadłości ciotki, zamczysko przyciągające dociekliwy wzrok i ten jeden pamiętny bal zaręczynowy, zakończony barbarzyńską zbrodnią. Kostiumowa atmosfera w mgnieniu oka zmienia się w grobową, wywołując iście kryminalną i jak się okazuje, mocno hermetyczną wrzawę. W ferworze brudnych fabularnych zdarzeń nieprzerwanie stoi ona - odważna, charyzmatyczna, uparta, zadziorna i nieprzejednana. Kobieta wyprzedzająca własne czasy. Buntowniczka. Ida von Flemming to bez wątpienia twarz tej fascynującej opowieści. Leszek Herman czyni z tej jawnie niepokornej panny postać przyciągającą zamieszanie, ambarasy i nieszczęścia, czym ewidentnie uzależnia czytelnika. I robi to nie tylko z rozmachem godnym filmowego reżysera, ale także z misterną aranżacją zaszłościowych słów i niesamowitym portretem kobiecości. To intrygująca i jednocześnie nieprzewidywalna podróż.
Bardzo miłe zaskoczenie z tą książką. Myślę, że sięgnę z chęcią po kolejne tomy jeśli się pojawiają. Historia ciekawa no i obecność Szczecina na plus bardzo.