Kto sięgnie po prawdę, ten zmierzy się z przeszłością.
Bydgoszcz, 1997 rok. Podczas remontu mieszkania młode małżeństwo odkrywa zamurowane w ścianie ludzkie szczątki. Okazuje się, że mogą one należeć do zaginionej przed laty żony prokuratora – Irminy Majewskiej-Gaury. Sprawą zajmuje się komisarz Marek Bondys, który od lat walczy z osobistymi traumami.
W tym samym czasie osiemnastoletnia Marcelina Konieczna, młoda gwiazda show-biznesu, po jednym niefortunnym występie zmaga się z tragicznymi konsekwencjami plotek, które zrujnowały jej karierę. Próbuje odzyskać kontrolę nad swoim życiem i skonfrontować sięz tymi, którzy ją zniszczyli.
Wraz z nowym zespołem śledczym komisarz Bondys musi rozwiązać zagadkę kryminalną sprzed lat i odkryć szokującą prawdę, w której echem odbijają się tajemnicze wydarzenia z PRL-u. Cienie nad stawem to historia o cierpieniu, winie, zemście i konieczności stawienia czoła przeszłości.
Ależ miło było ponownie spotkać się z komisarzem Bondysem! Uwielbiam tę serię. W efekcie nienachalnego łączenia wielu składników - intryg kryminalnych, wiedzy historycznej, kultury, obyczaju i pojedynczych śmiesznostek - otrzymujemy naprawdę apetyczną zupę. A uwarzyć tak lekkostrawną potrawkę nie jest łatwo, oj nie. Cieszę się, że tom ten skupił się na domknięciu sporej ilości wątków. Jednocześnie mój czuły nochal węszy możliwą kontynuację - mam nadzieję, że autorka powróci prędzej, niż zdołam zakrzyknąć "Maras".
PS: zmieniłam dotychczasową formę poznania i wybrałam wersję audio (pochłonęłam całość "na raz"). Pan Kosior okazał się fenomenalnym przewodnikiem po fabule - choć to żadna nowość, warto wspomnieć.
3.5/5 powieść bardzo przyjemna, zagadka kryminalna aż tak przewidywalna nie jest najbardziej podoba mi się nastrój - jest dobrze wyważony + charakterystyka postaci, które są dość niezmienne
książka bardzo przewidywalna, generyczna i niestety fatalnie napisana. otwiera ją typowy cytat Paulo Coelho a dalej nie jest lepiej.
Stylistycznie powieść na poziomie wypracowania dla 6 klasy szkoły podstawowej. Pełna jest kwiatków typu: "w jej oczach czaił się smutek, a tuż zanim kukało rozczarowanie". Bardzo mnie ciekawi, jak musiała wyglądać wersja oryginalna, skoro kuriozum oddane do druku bylo poddane korekcie przez aż trzy osoby.
Wywody psychologiczno-egzystencjalne Bondysa brzmią jakby padały z ust egzaltowanej nastolatki.
A poza tym to jak zwykle, pełno anachronizmów, zerowy research, leksyka używana niezgodnie ze znaczeniem...
Nawet tak brzydkie miasto jak Bydgoszcz nie zasługuje na taki paszkwil.
Zaskoczeniem było dla mnie jedynie, że komisarz Bondys, który był już woke w połowie lat 90tych i jako legenda bydgoskiej polucji na równi walczył ze złem co z otaczającą go homofobią i błedami stylistycznymi kolegów z pracy, okazał się na tyle ignorantem, że widząc u 50letniego prokuratura dzieła Danielle Steel posądził go o romans, zamiast domyślić się, jego wrażliwej natury...
jedna gwiazdka na plus, za pomysłowość w nazywaniu bohaterów, przypuszczam że Pani Białys przed wymyśleniem Jurka Jerzego niejedną noc zarwała. No i ubaw po pachy nad zdrobnieniami typu Iśka, Kiśka, Lucek, Sarunia
Kolejna świetna odsłona serii o Bondysie, ze wszystkim, co w serii najlepsze: ciekawym śledztwem, masą ciekawostek o Bydgoszczy i PRLu, a także ciekawymi wątkami osobistymi postaci.
Niesamowicie podobał mi się wpleciony w opowieść wątek szpiegostwa przemysłowego oraz różnego podejścia do tego zajęcia. Jestem również pod wrażeniem tego, jak dobrze autorka wplata pozornie niepowiązane z głównym śledztwem wątki, tak że nie irytują, a jedynie dopełniają obrazu czy to miasta, czy życia w latach dziewięćdziesiątych, aż do czasu, gdy zostaną wciągnięte przez główną fabułę.
Po zanurzeniu się w serii o Fjallbace, gdzie Camilla Läckberg wiąże czytelników ze swoimi bohaterami niezwykle silnie, nienachalne wątki osobiste w serii Hanny Szczukowskiej-Białys są naprawdę odświeżające i przyjemnie wyważone. Będę wyczekiwać kolejnych tomów!
Bardzo lubię tę serię, ale mam wrażenie, że ten tom jest najbardziej chaotyczny. Zaczynało się dobrze, a potem dostajemy wyłącznie plejadę imion, nazwisk, fałszywych tożsamości i pseudonimów. Ciężko się połapać, a sama historia jest strasznie zakręcona i mało wiarygodna. Tom sprawia wrażenie napisanego naprędce, jakby nigdy nie był planowany. Pełny jest najprostszych rozwiązań, nawet jeśli nie pasują zbyt dobrze. Bardzo dużo tu ślepych trafów, bohaterowie mają mnóstwo szczęścia w trafianiu na przypadkowych ludzi, którzy akurat coś wiedzą. Mam nadzieję, że to tylko potknięcie i w kolejnych tomach wrócimy na stare tory.
Marka Bondysa polubiłem błyskawicznie za jego podejście do życia, wartości i zaangażowanie w pracy. Niestety po dwóch świetnych tomach przyszedł kryzys, który uznałem za wypadek przy pracy i śmiało sięgnąłem po “Cienie nad stawem”. Okazało się jednak, że pani Szczukowska-Białys najwyraźniej się wypisała. Skończyły jej się pomysły, a pisać trzeba. Czy aby na pewno trzeba? Na 4 książki w ciągu 15 miesięcy to chyba nawet Remek - grafoman wstrzymałby oddech z podziwu. Ewidentnie w “Cieniach” autorka nie ma o czym pisać. Wraca więc głównie do poprzedniej, mało udanej pozycji każąc bohaterom bez końca rozpamiętywać przeszłość. Owszem, jest tutaj jakiś zalążek fabuły, odkopane zostaje bowiem śledztwo w sprawie zaginionej żony prokuratora. O dziwo otrzymuje od kopa najwyższy priorytet, ale uznajmy, że w Bydgoszczy niewiele się dzieje i to jest absolutna topka dla policji. Problem w tym, że tu śledztwa nie ma. Jesteśmy świadkami dramatów obyczajowych głównych bohaterów, a jakieś tam działania organów ścigania są prowadzone. Gdyby przypadkowemu dziadkowi nie zebrało się na wspominki (a jakże!) zagadka nie byłaby rozwiązana. Akcji i napięcia jest tutaj tyle, co na mszy w kościele. Ta książka jest tragiczna i pani Szczukowskiej-Białys już podziękuję. Otrzymała spory kredyt zaufania w pełni zaprzepaszczony.
“Cienie nad stawem” to kolejna książka w cyklu serii z komisarzem Bondysem.
Bydgoszcz lata 90. Pewnego dnia w wyniku remontu w ścianie w jednej z kamienic zostają odnalezione ludzkie szczątki. Szybko okazuje się, że należą one do zaginionej przed laty żony prokuratora - Irminy Majewskiej-Gaury. Kobieta znikła z dnia na dzień, a mąż bardzo długo próbował dowiedzieć się co się stało, ponieważ zostawiła go z 8 letnią córeczką. Równolegle rozgrywa się dramat nastoletniej Marceliny, gwiazdy show-biznesu, która podczas jednego z występów na żywo zaliczyła upokarzającą wpadkę. Prasa nie odpuszcza, a przyjaciółka zasiewa ziarno obrzydliwej plotki. Początkowo dziewczyna wpada w głębokie sidła depresji, lecz ze względu na wsparcie i miłość rodziców postanawia zawalczyć o siebie i wymierzyć zemstę oprawcom.
Kryminał, który przenosi nas w przeszłość do czasu PRL-u. Daje nam możliwość zobaczenia realiów minionych lat, standardu życia i różnych układów. To te ostatnie mają tu ogromne znaczenie dla kryminalnej zagadki, odsłaniają schematy działania tajnych służb, często nie moralne sposoby na pozyskiwanie nowych pracowników i agentów.
Autorka pokazuje w szczególny sposób jak wygląda żałoba, nie tylko po starcie rodzica, żony ale też dziecka. Książka pokazuje jak zaginięcie i niezamknięty przez to rozdział życia, może pozostawić człowieka w zawieszeniu, tkwiącego między tlącą się jeszcze nadzieją, a niechętnym wysunięciem prostego wniosku, który się nasuwa, że bliska osoba odeszła, już nie wróci. Powieść zaznacza jak ważny jest pochówek, możliwość opłakania zmarłego, odwiedzin przy grobie, wszystko to daje spokój i ukojenie dla dusz tych, które zostały, żyją i pamiętają o tych, których juz nie ma.
Dobry kryminał z kilkoma liniami czasowymi, które trochę dawały mi się we znaki, bo wprowadzały u mnie poczucie chaosu. Szczególnie, że zagadka była wciągająca, ale też zawiła. Bardzo lubię styl pisania autorki, jednak fakt, że sięgnęłam po kolejną część z cyklu bez znajomości poprzednich tomów był lekkim błędem. Mimo tego, że część obyczajowa była dla mnie jasna i zrozumiała, to wiem, że lepiej bym ją odebrała czytając serię w całości. Dlatego Wam polecam zabrać się za nią od początku, bo choć zagadka w każdym tomie jest inna to tło obyczajowe stanowi sporą część tej książki.
To druga pod rząd czytana przeze mnie książka, która została przeładowana zwrotami sytuacyjnymi, a przeskoki czasowe wprowadzały chaos.
"Znajdowanie winnego swojego nieszczęścia wydaje się łatwiejsze niż pogodzenie się z okrutnym i bezlitosnym losem."
Historia kryminalna miała potencjał, który w moim odczuciu nie został wykorzystany. Początkowe tropy rozgrzewały atmosferę, lecz szybko okazywało się, że fajerwerków nie było. Finał dość niewiarygodny, zważywszy na udział występujących w nim osób. Rozwiązanie zagadki kryminalnej nastąpiło na długo przed końcem książki. Później było zamykanie wątków obyczajowych. Po raz kolejny, bo rozliczenie z przeszłością bohaterów nastąpiło też w poprzednim tomie. Z jednej strony postaci miały dopieszczoną stronę psychologiczną i przeprowadzoną dogłębną analizę ludzkich reakcji. Z drugiej strony całość była przekoloryzowana, przekontrastowana. Reakcje bohaterów były skrajne, od euforii po histerie, płacze i załamania nerwowe. Toksyczna miłość, zawiść i nienawiść to emocje dominujące.
"Żadna zbrodnia, nawet wyjaśniona i z ukaranym sprawcą, nie przynosi ukojenia. Zbrodnia to zawsze porażka ludzkości."
Do poprzednich części miałam zarzuty do zbyt rozciągniętych, nieistotnych i męczących opisów. Na plus dla tego tomu działa, że autorka je ograniczyła ilościowo i objętościowo. Niemniej nie tylko opisy nie miały znaczenia czy związku ani z historią, ani z wątkiem obyczajowym powieści. Niektóre wprowadzone postaci nie miały racji bytu. Autorka zwracała nimi uwagę na problemy psychologiczne, społeczne, psychiatryczne, jak długotrwałe nękanie może odbić się na psychice, ale w rzeczywistości sprawiało to wrażenie doklejenia na siłę.
Gwoli wyjaśnienia mojej oceny punktowej mimo wszystko ta część podobała mi się bardziej niż "Męczennicy na płótnie", stąd i ocena wyższa. Gdyby nie przynależność do serii oceniłabym na 3 gwiazdki.
"Pewnego dnia wszystko zniknęło, a fala unosząca nastolatkę w kierunku sławy i kariery zmieniła się w rwący potok, który wrzucił ją wprost do bagna ludzkiej podłości."
Hanna Szczukowskaj-Białys jak zawsze zachęciła i przyciągnęła mnie intrygą, tworząc książkę nieoczywistą będąca dla mnie ludzkim dramatem, gdzie okazuje się, że przeszłość nigdy nie odchodzi, a może nieustannie trwać.
Zalążek fabuły to odnalezienie zamurowanych ludzkich szczątków podczas remontu, jednak historia książki nie skupia się jedynie wokół śledztwa, ponieważ ta historia jest też analizą win i następstw społecznej zmowy milczenia. Głównym bohaterem jest znany z wcześniejszych części Marek Bondy, człowiek zmagający się z traumami, często pogubiony, jednak naszpikowany determinacją i ambicją w dążeniu do sedna sprawy bez względu na okoliczności.
Ciekawym wątkiem historii jest los celebrytki Marceliny Koniecznej, której kariera została nagle złamana, dla mnie ten wątek był cenny, ponieważ w obecnym celebryckim świecie jest niezwykle aktualny, a autorka go nie spłyciła, utrzymując cały czas napięcie. Wielki plus dla pisarki za to, że te wątki pozornie zupełnie odrębne finalnie przecinają się w sposób przemyślany i wiarygodny.
Nie sposób nie docenić aspektu psychologicznego powieści, ponieważ ta historia opowiada o odpowiedzialności, tłumnych traumach i chyba najprostszą prawdę, która umyka ludziom najczęściej, a mianowicie - skrywana prawda zawsze wypełnienie na powierzchnie. Spodobało mi się ukazanie tego, jak zwyczajne zło dojrzewa nawet w zwyczajnych ludziach, by gdy już dojrzeje zaatakować w niespodziewany sposób.
Autorka bardzo umiejętnie posługiwała się retrospekcją, budując historię, ale absolutnie nie dopuszczając, by przeszłość zdominowała całą powieść. Bardzo spodobała mi się dbałość pisarki o przedstawienie realiów lat 90, gdzie zdecydowanie było czuć cień minionych szczęśliwie już lat.
Ta historia dała mi wszystko, czego od literatury oczekuję, bo znalazłam wciągającą intrygę, dopieszczona warstwę psychologiczną i bolesny realizm. Jestem nieprzerwaną fanką twórczości autorki i kolejna część cyklu tylko dowodzi, że Szczukowska-Białys jest jedną z najciekawszych polskich autorek.
oczy zamknij słuchaj i czuj tamto co było duszę rozmyło wszystko to tęsknota i nieme trwanie wszystko to duchota i ciche czekanie sehnsucht tę tęsknotę znaczy dotkliwą, nieczułą po kątach szepczącą smutkiem i nicością co duszę spowija
spójrz na staw gdzie mętna woda płynie tam lubiłaś się skryć, być chłonąć go i czuć chwytać jak baśń mamo, wróć! byłaś na chwilę zbyt małą...
ważki piękno zdradliwe złem się rozpościera wszystko takie dotkliwe czerń się obłudą wdziera
czułem cię ufałem a ty mi to zabrałaś kochałem cię drżałem a ty mnie nie pytałaś
jeszcze wcześniej w latach PRL-u wtedy została po niej cisza niepewność i czekanie co męczy w beznadziei trwanie co dręczy byle spokój poczuć byle wiedzieć niż z niewiedzą się szarpać
Jestem jak ta cisza, co głośno szepce. I jak krzyk, co cicho łka. Chowam się za sobą prawdziwym. Wpadam w ramiona smutku rozpostarte. Tęsknotą zanurzam się w otchłani swojej myśli. Wszędzie wciskam ją w siebie. Nie chcę czuć, choć czuję. Nie chcę pamiętać, a pamięć we mnie kipi. Nigdy nie zapomnę. Znów ktoś odszedł. A na padole łez został ktoś. By żałować. By tęsknić. By nie chcieć żyć. Smutne historie są przejściem ku nadziei. A ta matką głupich się zwie. I podobno ostatnia umiera.
Są rany, które nie zabliźnią się nigdy. Są pewne końce, które nie miną. Oddechy, które tlą się. Mimo że boli. Mimo że kłuje. Uwiera. Te końce szepczą. Gryzą. Drapią. I nie chcą się skończyć. Gdyby tak chciały odejść. Na zawsze. Raz, a dobrze. Byłoby łatwiej. Lżej. Życie to końce nawleczone na sznureczek trwania. Koraliki cierpień. Łez. I wzruszenia. Zawsze. Na zawsze. Bez końca. Trwać będą.
Znów drżę. Znów czuję tak wiele. Po mojemu jest. Bardzo. Lubię tę serię. Za Bondysa. Za emocje. Za prawdę. Za intrygującą historię z PRL-u, kiedy działało szpiegostwo farmaceutyczne. W końcu za Bydgoszcz mocno tkwiącą w latach 90. Jest piękna w tej swojej szarości. I choć ciemna, to ma w sobie urok. Trzeba czytać. Trzeba czuć. Polecam mocno.
„Cienie nad stawem” to czwarty tom serii o komisarzu Marku Bondysie. Glinie, którego dusza jest tak samo przesiąknięta nikotynowym dymem jak jego płuca. Zmęczony, samotny, z bagażem traum, ale zdeterminowanym, by odkrywać prawdę. Tym razem bohater trafia na sprawę, która odgrzebuje koszmary z przeszłości. Młode małżeństwo podczas remontu odkrywa zamurowane szczątki kobiety. To odkrycie otwiera wrota do mrocznego labiryntu tajemnic, niewiarygodnych powiązań i ludzkiego cierpienia.
Duszne korytarze bloków z końca lat 90, resztki mentalności PRL-u. Układy, które nie umarły razem z ustrojem. Autorka maluje tło gęstym, ciężkim pociągnięciem pióra. Z pozoru proste śledztwo rozrasta się w pajęczynę retrospekcji i skrywanych win. Pokazuje jak łatwo przeszłość może pochłonąć tych, którzy próbują ją rozgrzebać. Nawet wątek Marceliny – młodej gwiazdy, której zniszczono życie i pragnie zemsty – dopisuje swój oddech gniewu i bezradności, wzmacniając mroczny ton opowieści.
„Cienie nad stawem” to kryminał lepki od niewypowiedzianych żalów i rozczarowań. To historia o tym, jak brak grobu i prawdy potrafi unieruchomić całe życie w cieniu złudnej nadziei. Autorka doskonale buduje atmosferę duszną jak zapach stęchłego dymu w biurze Bondysa, prowadząc czytelnika przez mrok, który nie zawsze kończy się z ostatnią stroną.
Kolejną książką autorka udowodniła, że nie brak jej pomysłów, a to co i jak napisała, w pełni usatysfakcjonowało takiego mola książkowego jak ja.
Bydgoszcz 1997 roku. Podczas remontu jednego z mieszkań odkryto zamurowane w ścianie ludzkie szczątki. Jak się okazuje to zwłoki zaginionej czternaście lat wcześniej żony prokuratora. Bondys spróbuje rozwiązać tę skomplikowaną zagadkę z przeszłości. Drugi wątek, niejako poboczny, to młoda Marcelina, której życie niszczy jedno wydarzenie, a raczej to co nastąpiło później czyli najprościej mówiąc hejt.
W tej pozornie powoli toczącej się fabule, skrywają się ludzkie dramaty, uczucia nienawiści, bezsilności i zemsty. Tak jak poprzednie części, tak i tę czytało mi się bardzo dobrze. Kiedy autorka przenosi akcję do czasów słusznie minionych, to klimat tamtych lat i mentalność ówczesnych ludzi wynurza się z każdej strony.
Słówko na temat zagadki kryminalnej, bo to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Mocno zajmował mnie wątek Irminy, nie potrafiłam jednoznacznie stwierdzić kto był sprawcą. Jak się możecie domyślić, było zaskoczenie, chociaż z maleńkim (wybaczalnym) minusikiem. Ogólnie moje wrażenia z lektury są bardzo dobre, a Bondys nadal pozostaje jednym z moich ulubionych bohaterów literackich. Książkę jak najbardziej polecam.
Jak dobrze było ponownie spotkać się z Bondysem. Ten spokój, opanowanie, profesjonalizm z odpowiednią dozą zadziorności to jest to czego szukam w bohaterach powieści, które czytam. Jak przy każdej części, tak i niezmiennie tutaj składam ogromne gratulacje Pani Hani za mistrzowskie tworzenie postaci. Bohaterowie właśnie i ich wielowymiarowość są mocnym atutem tej serii.
Bardzo mądrze i ciekawie utkana historia serwuje nam intrygę, która rozwala na łopatki. Niby mamy kilka wątków, ale jak zwykle spinają się one w cudowną całość na koniec, co daje ogrom satysfakcji dla czytelnika.
Dodatkowo klimat lat 90tych tak świetnie i umiejętnie oddany. Dosłownie momentami czułam, że cofnęłam się w czasie.
Choć ze wszystkich części z komisarzem Bondysem, ta podobała mi się najmniej, nie zmienia to faktu, że to była bardzo dobra książka. Polecam, czytajcie 😊
Moja sympatia do Bydgoszczy i komisarza Bondysa sprawia, że sięgam po kolejne części ale nie uważam żeby ta seria była wspaniała. Nie wynika to z powtarzalności jak to bywa w wielu seriach a z coraz słabszym wykonaniem i brakiem zdecydowania w którą stronę poszczególne wątki mają się rozwijać, Autorka trochę jakby grała na czas. W tej konkretnie części fabuła głównie skupia się na historiach wszystkich wokół a kryminalny wątek się w tym gubi.
Uwielbiam komisarza Bondysa, więc dla mnie to przyjemność z lektury, ale faktycznie zaczyna się dobrze a później mamy troszkę chaosu, dużo się dzieje, teorię spiskowe, ukryte tożsamości, przyznam że momentami miałam problem się połapać o co chodzi, ale finalnie wiem, że znowu się spotkamy w kolejnym tomie ❤️ czekam czekam 😍
Obawiałam się, że po poprzedniej części może być już przekombinowana zagadka. Na szczęście tak się się stało, ze świeżymi pomysłami przyszedł mąż, którego serdecznie pozdrawiamy a w połączeniu ze wspaniałym piórem autorki wyszło znowu świetnie. Może jest nieco mniej humoru niż zwykle, ale to nie przeszkadza. Dobrze się bawiłam :)
Zdecydowanie najsłabsza część serii, dużo zbędnych elementów, naiwne rozwiązania, brak logiki, cytat z Coelho na wstępie w 2025 roku to jednak zapowiedź poziomu (i naprawdę nikt tam w procesie redakcji nie zaproponował, żeby podmienić, bo Coelho to lekki wstyd?)
lubię tę serię, ale wkurza mnie, gdy wielką zagadkę wyjaśnia pojawienie się jakiejś postaci od czapy, która w ogóle nie istniała fabularnie w 3/4 powieści, ale pojawia się w sposób wygodny chyba tylko dla autorki :)
Nie czuję jakby wątek Marceliny został zakończony raczej miałam wrażenie że porzucony, a chciałam wiedzieć czy poniesie konsekwencje tego co się stało.