Kilka dni temu miałam okazję zapoznać się z pierwszym tomem trylogii Branham, mianowicie „Tonąć w błękicie" który nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, a wręcz przeciwnie - bardzo mnie zawiódł. Miałam dużą nadzieję, że może kontynuacja wynagrodzi mi dyskomfort jaki odczułam podczas czytania poprzedniego tomu, ale niestety tak się nie stało. Chociaż historia Aurelii w moim odczuciu zmieniła się lekko na lepsze, to wciąż nie wystarczająco, abym zdołała ją polubić.
Autorka przez całą książkę poruszała nie zamknięte jeszcze tematy z debiutu, ale nie zabrakło również wielu nowych wątków, które nie były takie złe, jakby mogło się wydawać. Główna bohaterka stara się przywrócić swoje życie na normalne tory po kilku ciężkich chwilach i tragicznym wypadku, który miała okazję przeżyć. Na jej nieszczęście przeszłość wciąż za nią goni, a na rogu cyhają osoby, które marzą, aby zobaczyć klęskę skrzywdzonej nastolatki. W szafce dziewczyny pojawiają się po gruszki, które z czasem przeradzają się w obrzydliwe działania. Własny stalker to już za dużo. W dodatku starszy brat jej byłego chłopaka nie daje kobiecie spokoju i ciągle zakłóca jej upragniony spokój. Czy Aurelia zdobędzie trochę wymarzonej wolności? Aby się przekonać sięgnijcie po kontynuację serii spod pióra Cassie.
Z przykrością piszę, że moje uczucia w stosunku do głównej bohaterki nie uległy zmianie. Chociaż zauważyłam minimalną równicę w jej zachowaniu, to nadal nie potrafiłam w pełni zrozumieć jej intencji. Fakty są takie, że jest niezwykle skrzywdzona, przestraszona, ale stopniowo odzyskuje siły, które najwyraźniej nie pomagają z wewnętrzom walką. To postać, która zmaga się z wieloma, smutnym traumami, ale jej postawa również pozostawia wiele do życzenia. Tak jak w poprzedniej części - stan nastolatki ją tłumaczy, ale w moim mniemaniu nie usprawiedliwia.
Moim zaskoczeniem okazał się William, którego dobrze mogliśmy poznać w tej książce. Wcześniej wiedzieliśmy tylko, że jest zimnym, starszym bratem Eliota, który nie traktuje żadnej znajomości na poważnie. Pomimo tego, że na początku był bardzo irytujący, a jego relacja z Aurelia odbiegała od idealnych, to końcowo wypadł w miarę w porządku.
Relacja tej dwójki zdaje się nieodpowiednią, w końcu bohaterka była w związku z jego bratem, ale czy to zabrania im szczęścia? Tyle różnych osób, tyle odbiegających od siebie opini. Osobiście uważam, że jeśli mają być szczęśliwy, to tacy będą nie zważając na przeciwności losu, pojawiające się na ich drodze.
Kluczowym i w miarę przyjemnym wątkiem okazał się motyw stalkingu, który wbrew moim oczekiwaniom nie był zły, a raczej lekko oczywisty, przez co straciłam dużo fun'u z czytania. Lubię niestandardowe kompozycje i rozwiązania, które zaskoczą czytelnika swoją nieoczywistością. Chociaż do końca nie dowiadujemy się kto za tym wszystkim stoi, to możemy dostać pewnie wskazówki, które z czasem powinny doprowadzić nas do rozwiązania.
Skąd moja ocena? Tak jak w przypadku ostatniej części nie zdołałam polubić się z ciągłymi sprzeczkami głównych bohaterów, który były podobne do tych w „Tonąć w błękicie” pomimo tego, że inny mężczyzna zajął miejsce Eliota. Fabuła nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, a całą lekturę chciałam, jak najszybciej skończyć. Styl pisania pozostał w porządku, ale to niestety nie wystarczy, aby powieść dostała kilka gwiazdek więcej. Mam wrażenie, że ja po prostu nie jestem w stanie polubić się z twórczością tej autorki, nie ważne jak bardzo bym chciała.
"Tonąć w szkarłacie" to coś zupełnie innego niż pierwszy tom, ale wciąż zostało utrzymane w takim samym, ciekawym klimacie. Otrzymujemy trochę thrilleru, który może wciągnąć fanów tego gatunku. Autorka wprowadziła więcej napięcia między bohaterami, które w końcowych rozdziałach wybucha ze zdwojoną siłą. Czy według mnie jest to dobra książka? Nie, ale tyle ludzi - tyle opini. Myślę, że na moim profilu znajdzie się dużo zwolenników tej serii, co jest jak najbardziej w porządku. Możliwe, że w przyszłości sięgnę po finałowy tom trylogii, ale tylko i wyłącznie z ciekawości.
#współpracareklamowa 1,75/5