Emocjonujące urban fantasy, które przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom gatunku, ale także fanom romantasy i literatury Young Adult.
Główną bohaterką serii jest Jillian, młoda dziewczyna należąca do Rodu Feniksa, która musi odnaleźć swoje miejsce w brutalnym świecie po tym, jak jej rodzina została brutalnie wymordowana, a ona sama znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. To opowieść pełna mitologicznych inspiracji, mrocznych sekretów i walki o przetrwanie - znajdziemy tu nawiązania do stworzeń nadnaturalnych, tajemniczych artefaktów i postaci znanych z folkloru. Skomplikowane relacje, poznawanie świata Mitycznych i rządzących się nim praw i rozwój bohaterów dodają powieści realizmu, a niewyjaśnione motywy antagonisty zachęcają do zagłębiania się w fabułę. Wyraźny podział Mitycznych na Skalanych - złoczyńców i Jegersów - łowców tworzy dynamiczne napięcie i zapewnia widowiskowe sceny akcji, które przyciągną miłośników dynamicznych starć.
Uwielbiam sprawdzać debiuty, zwłaszcza, że urban fantasy to moje klimaty, dlatego kiedy została mk zaproponowana [współpraca reklamowa z wydawnictwem Zysk] to się zgodziłam. I chociaż "Dziedzictwo Feniksa" troszkę odstawało poziomem od tego, co zazwyczaj czytam to nie można powiedzieć, że jest złym debiutem, jest po prostu dobre do jednorazowego przeczytania. Ale od początku.
Główna bohaterka, Jillian żyje w trochę alternatywnym świecie do naszego. Na pozór różnice są niewielkie - ot chociażby "Dobry Omen" można obejrzeć na Netflixie, a rodzina obcokrajowców z rudowłosymi dziećmi przeprowadzająca się na japońską wieś nie spotyka się z ostracyzmem, a dodatkowo myśli, że to dobre miejsce do ukrycia się. Co, jak się okazuje, nie jest dobrym pomysłem, ale w naszym świecie byłoby to od początku wiadome, że takie osoby będą się wyróżniać. Poza tymi pozorami jednak mamy do czynienia z magią i stworzeniami magicznymi jaki chimery, japońskie demony tengu czy wampiry Nie każdy o nich wie, ale to świat koegzystujący z tym ludzkim. Nasza bohaterka żyje w ukryciu razem z babcią już Poza Japonią po tym, jak zamordowano resztę jej rodziny. Nie przebudziła jeszcze wszystkich swoich mocy, a jej babcia nie chce przekazać jej tajemnic na temat jej mocy feniksa czy śmierci rodziny. Kiedy ta druga już postanawia coś w tej kwestii zrobić - zostaje zabita. A to tylko pierwsza z rzeczy, z którymi przyjdzie zmierzyć się naszej bohaterce. Walka o przeżycie, balans nad światem, psychiczny złol wypisujący krwawe napisy na ludzkich ciałach, polujące chimery, przystojny półwampir...
Wydaje mi się, że autorka nie ukrywa, że chciała napisać coś z takimi klasycznymi, typowymi wątkami, z prostą budową, dramatycznymi, acz w miarę przewidywalnymi zwrotami akcji, z typowymi archetypami postaci, trochę ubarwiając to klimatami rodem z anime i scenami walk. Już same imiona postaci, typu Hyde, Raven czy Shadow o tym świadczą. Dlatego niczego innego się nie spodziewałam po tej historii i pod względem przygodowym płynęło się przez książkę jak przez oglądanie serialu czy kreskówki. Z resztą całość jest trochę tak napisana, że dzieje się A, potem B, postać czuje C - bez zbędnych opisów, od jednego celu do drugiego, co z jednej strony jest dobre, a z drugiej chyba właśnie to, że wszystkie sceny wydawały się tak samo ważne pod względem sposobu ich opisywania to nie potrafiłam do końca wczuć się w emocje postaci. Wiadomo, że śmierć babci, zabicie pierwszej ofiary itp. są ważniejsze niż rozmowa ze znajomymi na uczelni, ale każda z tych rzeczy działa się w podobnym tempie, opisywana w ten sam sposób w moim osobistym odczuciu. Wątek romantyczny... no cóż, wydaje mi się, że te nikłe elementy pobocznych wątków wydają się ciekawsze niż główny wątek romantyczny, bo dzieją się gdzieś tam w tle, delikatnie i są powoli budowane, a czlowiek nie wie jak się dalej potoczą. Tymczasem główny wątek "romantyczny" zaczyna się od... seksu. A jakiekolwiek ich budujące się relacje dostajemy w opisach dużo później.
Dostajemy książkę, która na pewno głębię ma, a przynajmniej da się ją dopisać stając na miejscu bohaterów, ale chciałabym, żeby autorka jeszcze bardziej wyszła z emocjami ze skorupy, bo wydaje mi się, że sama bardzo przeżywa historię bohaterów, ale nam daje tylko historię widziana z zewnątrz, z samego wierzchu. Może chciała tak dużo zmieścić w pierwszym tomie swojej powieści i tak porozstawiać pionki na planszy, że nie starczyło na to czasu? Bo na pewno po 1 tomie pionki porozstawiane po planszy są. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach świat zostanie nam wyjaśniony jeszcze głębiej i jeszcze głębiej wejdziemy w świat emocji bohaterów.
[współpraca recenzencka] Jillian to młoda dziewczyna należąca do Rodu Feniksa, która musi odnaleźć swoje miejsce w brutalnym świecie po tym, jak jej rodzina została brutalnie wymordowana, a ona sama znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Skomplikowane relacje, wyraźny podział Mitycznych na Skalanych – złoczyńców i Jegersów – łowców tworzy dynamiczne napięcie i zapewnia widowiskowe sceny akcji, które przyciągną miłośników dynamicznych starć. 🐦🔥 Zawsze sięgam po debiuty z ogromną ciekawością. Uwielbiam poznawać czyjąś wyobraźnie, styl, widzieć jak spełnia swoje marzenia o pisarstwie. W przypadku Agnieszki Mróz to debiut udany i widzę dużo potencjału na kolejne historie. To, co najbardziej mi się podobało to sceny walki – dobrze napisane, pełne dynamizmu. Jednak pomysł, chociaż ciekawy, to jego realizacja mogła zostać poprowadzona dużo lepiej. Postacie wydawały mi się schematyczne, wręcz papierowe i trudno było je rozróżnić – wszyscy są waleczni, odważni, piękni i strasznie poważni, co przejawia się w ich podniosłych wypowiedziach. Jest to historia, która być może kilka lat temu by mnie zachwyciła, jednak obecnie jestem już po wielu podobnych młodzieżówkach, że np. imiona typu Raven czy Shadow w żaden sposób mnie nie zachwycają. Za to podobaly mi sie informacje o filmach i muzyce - dawalo to bohaterom charakteru i cech. Sam pomysł na historię, podział na mitycznych i skalanych, motyw wampira i feniksa, to bez wątpienia plusy. Nie sądziłam, że da się połączyć to wszystko w sensowną całość, ale autorce się udało. 🐦🔥 „Dziedzictwo Feniksa” to obiecujący początek kolejnej autorki na rynku książkowym. Owszem, daleko tej książce do unikatowej historii, a zdecydowanie bliżej do szybko czytającej się i ciekawej młodzieżówki. Bardzo jestem ciekawa co przyniesie przyszłość.
Urban fantasy ma to do siebie, że balansuje na granicy światów: z jednej strony daje nam magię i mitologię, z drugiej – osadza je w rzeczywistości, którą choć trochę znamy. W Dziedzictwie Feniksa Agnieszka Mróz sięga po ten właśnie miks i doprawia go nutą romansu i wrażliwością, budując świat, który przyciąga uwagę. Główna bohaterka, Jill, pochodzi z mitycznego Rodu Feniksa – jednej z magicznych linii krwi, gdzie symbolika śmierci i odrodzenia ma niemal dosłowny wydźwięk. Po tym jak jej rodzinę wymordowano w bestialski sposób, dziewczyna trafia w sam środek brutalnej intrygi uknutej przez starego wroga. Nadchodzą dla niej trudne dni, będzie musiała nie tylko przetrwać, ale przede wszystkim zrozumieć, kim naprawdę jest i jak odnaleźć się w świecie, który nie wybacza błędów. „Dziedzictwo Feniksa” to powieść Agnieszki Mróz, która zaskakuje dojrzałością konstrukcji i wyczuciem gatunku. Autorka sięga po dobrze znane elementy urban fantasy – magiczne moce, podziały między frakcjami i motyw wybrańca nadając im bardziej osobisty ton. Czy to się udało? Zdecydowanie tak, choć nie bez kilku zgrzytów. Jest tu wszystko, czego można oczekiwać od urban fantasy: tajemnicze artefakty, mitologiczne inspiracje, konflikty pomiędzy rodami mitycznych, a także klasyczna walka dobra i zła. Ale jak to wiadomo, zawsze są i plusy i minusy. Sama Jillian to bohaterka z potencjałem – Feniks z przeszłością, pełna żalu, winy i traumy. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Choć jej losy są dramatyczne, a tło fabularne daje ogromne pole do rozwoju emocjonalnego, Jillian często reaguje zbyt spokojnie, wręcz apatycznie. Zamiast ognia mamy... popiół. Brakuje buntu, nieprzewidywalności, wewnętrznego rozdarcia. Jej reakcje wydają się stoickie, nawet gdy świat się wali, a jedynym wyjątkiem jest utrata bliskich, która faktycznie wywołuje w niej głębszy żal. Fabuła opowieści prowadzona jest bardzo płynnie. Nie ma tu zbędnych przestojów ani chaosu narracyjnego – każde wydarzenie logicznie wynika z poprzedniego, a napięcie rozkłada się równomiernie. Mróz nie spieszy się nadmiernie z rozwojem akcji, ale też nie zanudza niepotrzebnymi scenami. Wszystko ma swoje miejsce i funkcję – zarówno dynamiczne momenty, jak i te bardziej kameralne, nastawione na rozwój postaci. Z drugiej jednak strony... trzeba uczciwie powiedzieć, że treść, choć klimatyczna, chwilami sprawia wrażenie zbyt znajomej. Nieco szablonowe postacie i przewidywalne zwroty akcji mogą być męczące, zwłaszcza dla tych, którzy mają już spore doświadczenie z literaturą fantasy. Świat przedstawiony w Dziedzictwie Feniksa nie jest przesadnie rozbudowany, ale ma swój klimat. Mamy tu frakcje, zasady, podziały, magię i tajemnice, ale wszystko to zostało raczej zarysowane niż szczegółowo wyjaśnione. Widać, że autorka zostawiła sobie pole do rozwoju w kolejnych tomach, co z jednej strony budzi ciekawość, a z drugiej może pozostawić lekki niedosyt u czytelnika, który liczył na pełniejsze zanurzenie w uniwersum już teraz. Jednak tym co zgrzytało mi najbardziej w czytaniu Dziedzictwa feniksa jest nadmiar opisów. Nie jest to Nad Niemnem ale jednak ilość opisów, które można by pominąć jest spora. Wiadomo, budowanie świata fantasy wymaga szczegółów, ale tu mamy ich nadmiar. Przykładowo, opisy przedmiotów, które nie wnoszą nic do fabuły (jak mata z plastiku, która wygląda jak słomiana) i wybijają z rytmu czytania spowalniając akcję i niszcząc napięcie. Z drugiej strony trzeba przyznać: język autorki jest dopracowany, zdania płyną gładko, a dialogi – choć czasem zbyt wygładzone – są logiczne i nie rażą sztucznością. Widać, że autorka ma potencjał literacki, tylko jeszcze musi trochę popracować nad selekcją treści. Na uznanie natomiast zasługuje sposób, w jaki autorka wplotła inspiracje kulturą japońską. To nie jest tylko ozdobnik – to element, który faktycznie buduje klimat i spina różne wątki. Bohaterowie, ich moce, rytuały czy nawet podejście do walki i duchowości – wszystko to ma wyczuwalne echa japońskiej symboliki i estetyki, co dodaje powieści oryginalności, Podsumowując: Dziedzictwo Feniksa to bardzo udany debiut z pogranicza urban fantasy i młodzieżowej literatury przygodowej, ale z dojrzałą narracją i przemyślaną konstrukcją. Agnieszka Mróz pokazuje, że zna reguły gatunku, ale nie boi się ich lekko naginać, żeby opowiedzieć własną historię. Książka mimo drobnych potknięć daje dużo przyjemności z czytania i budzi apetyt na więcej. To pozycja z potencjałem, który – miejmy nadzieję – w kolejnych tomach zostanie wykorzystany. Autorka pokazała, że potrafi tworzyć klimatyczny świat, umiejętnie korzystać z inspiracji mitologicznych i kulturowych, ale jeszcze szuka balansu między literacką ambicją a potrzebą płynnej, angażującej narracji. Moja subiektywna ocena: 6/10. Bo chociaż to jeszcze nie jest ogień, który wypala, to iskry już zapłonęły. I za te iskry warto dać szansę.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Autorce Agnieszce Mróz i Wydawnictwu Zysk i S-ka
Dziękuję autorce i wydawnictwu Zysk i s-ka za możliwość przeczytania tej książki.
Już na samym początku chcę powiedzieć, że już nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Lata temu czytałam historie o Feniksach. Zawsze mnie fascynowały te mistyczne stworzenia. Szkoda, że mało kiedy trafiam na nie w literaturze fantastycznej. Czytając tę książkę, dosłownie przeniosłam się w treść tej historii. Całość biegnie w swoim naturalnym tempie. Tam gdzie trzeba, przyspiesza. Tak jak i bohaterka, ja również byłam zdziwiona pewnym odkryciem. Opowieść idzie też wielotorowo. Nie tylko Jililana, ale też jej babcia, Hyde, Sue, Adam oraz Void. (Jeden rozdział)
Mamy wiele nawiązań do mitologicznych postaci i kultury Japońskiej. Nie tylko w postaci broni i muzyki, ale też usposobienia w aspektach życia. Bardzo spodobał mi się ten motyw, bo stosunkowo rzadko na niego trafiam.
Kiedy pewna relacja zamienia się w obsesję... Tutaj zostało to ukazane perfekcyjnie. Jestem ciekawa, czy w kolejnych częściach będzie to również przedstawione oczami Voida...
To historia też o tym, że pewne tajemnice prędzej czy później wyjdą na jaw. Wątek romantyczny, też skomplikowany, ale za to subtelny. Lektura przeznaczona dla starszych czytelników, minimum te 16+.
Czy polecam? Oczywiście!!! Książka nie tylko daje się nam zagłębić w historię fantasy, ale pozwoli też trochę poznać Japonię. Oraz... Spojrzeć inaczej na to, jak mózg reaguje na dotkliwe straty...
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Zabijała, by chronić. Zabijała, by pomścić śmierć tych, których kochała. Była to niebezpieczna droga, jednak nie zamierzała z niej zbaczać. Odnalazła w tym swój cel. Najbardziej obawiała się jednak, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy zabijanie przyniesie jej radość."
"Bywały dni, kiedy bardzo tęskniła za tamtymi uczuciami. Wrażeniem, że kolejny dzień przyniesie coś dobrego. Życie w małej wiosce, z dala od miasta, pozwoliło jej wówczas odnaleźć w sobie spokój. Wielokrotnie spacerowała po pagórkach, wzdłuż nurtu małego strumyka. Uwielbiała wchodzić do cedrowego lasu i wędrować godzinami po leśnych ścieżkach z prowiantem zapakowanym w plecaku. Sharon często towarzyszyła jej w takich wycieczkach. To był świat jak z marzeń. Jej rodzice zostali zielarzami i uzdrawiali mocami Feniksa niczego nieświadomych ludzi. Jillian czuła się wtedy tak bezpiecznie. Jej rodzice i babcia także wyglądali na odprężonych. Zdawało się, że cała rodzina odnalazła ukojenie. Co więcej, byli przekonani, że miejsce to jest wolne od destrukcji Skalanych."
"Wcześniej uważała się za tak silną osobę. Puste słowa, nad którymi można się co najwyżej roześmiać drwiąco. Była słaba, nie umiała się podnieść pod naporem trawiącego ją bólu. Nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet odrobiny energii. Jedyną stale towarzyszącą jej emocją była nienawiść. Nienawiść tak wielka, że Jillian nie potrafiła sobie z nią poradzić. Momenty pobudki z odrętwienia były niezwykle bolesne. Cierpienie rozszarpywało ją wewnętrznie. Była wykończona psychicznie. Rzeczy, które wcześniej były dla niej tak ważne, nagle straciły znaczenie."
"Nadal była piekielnie rozbita po wszystkim, co się wydarzyło, ale wreszcie do niej dotarło, że mimo iż jej świat został rozbity na drobne kawałki, ona wciąż miała możliwość zbudowania czegoś na ruinach. Oczywiście duchy zmarłych będą w niej istnieć, a ona nie pozwoli sobie o nich zapomnieć i pokieruje swoim życiem tak, aby pomścić ich krzywdy. Dlatego nadeszła pora, by spróbować poskładać swoje życie na nowo."
"Psychika Mitycznych jest bardzo chwiejna. Cały czas poruszamy się po kruchym cienkim lodzie, który w każdej chwili może rozsypać się pod naszymi stopami. Najpierw pojawiają się pojedyncze pęknięcia, jednak gdy jest ich już za dużo, wszystko może się roztrzaskać."
"Muszę przyznać, że od kiedy wkroczyłaś do mojego życia, dzieje się dużo szalonych i niebezpiecznych rzeczy, ale mimo tych wszystkich zagrożeń i przeszkód, które musimy i będziemy musieli pokonać, teraz naprawdę czuję, że to wszystko jest tego warte. Mamy cel, misję do wykonania, a ja zyskałem kogoś, kogo chcę chronić. Moje życie wkroczyło na właściwy tor."
"Zbliżała się zmiana, która wpłynie na harmonię i porządek. Wiedział, że po długim okresie spokoju i stagnacji czeka go kolejna podróż na nieznane terytoria"
Jillian prowadzi normalne życie. Zwyczajne, a przynajmniej tak się wydaje. Za dnia studiuje, pracuje, spotyka się z przyjaciółmi, a w nocy? Wyrusza na polowanie. Zabija potwory, nie zna litości. Jest to jej zemsta za brutalne zamordowanie jej rodziny. Pozostało jej tylko babcia, przed którą wszystko ukrywa. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak lada chwila wszystko ponownie się z jej życiu skomplikuje, a ona znajdzie się w niebezpieczeństwie.
Jillian to dziewczyna, która wiele doświadczyła. Śmierć rodziny, ucieczka z Japonii. A to nie wszystko co los dla niej szykuje. Ostatnia z rodu Feniksa, a do jej przemiany jeszcze daleka droga. Nie polubiłam się z bohaterką, ale tak naprawdę nie wiem dlaczego. Czegoś mi w jej postaci brakowało. Brakowało mi emocji. Jest silna, zdeterminowana, a jednak nie do końca podobało mi się jej samotne wyprawy w nocy. Powiedziałabym, że w większości to miała raczej szczęście.
Mityczni, Skalani, Chimery, Jegersi. Trochę postaci się tutaj pojawia i każda była w bardzo dobry sposób przestawiona. Nawiązanie do Japonii czy połączenie świata fantastycznego z rzeczywistym światem bardzo mi się podobało. Sceny walki brutalne i bardzo obrazowe, co również mi się podobało. No i moc bohaterki. Dosyć oryginalny pomysł. Bo wprawdzie bohaterka może z niej korzystać, ale każdorazowe wiąże się co z pewną ceną.
"Czerpanie z jej zasobów przed przemianą miało swoich konsekwencje. Wymagało ofiary. Życie za życie. Krew za moc. Cierpienie za uzdrowienie"
Akcja jest spokojna, nie za wiele się tutaj dzieje. Nie do końca też dostajemy dużo informacji. Wszystko jest dosyć ogólnikowe. Nie jest to też książka, która trzyma w napięciu, a trochę mi tego brakowało. Lekka, przyjemna historia, ale nie wywołująca jakiś wielkich emocji. W momencie pojawienia się Hyda liczyłam, że akcja znacząco przyspieszy, a tak niestety nie było. Jillian zaczyna odkrywać coraz więcej tajemnic i zaczyna intensywnie szkolenie, aby poradzić sobie z czyhającym na nią zagrożeniem. Okazuje się, że ktoś ma wobec niej konkretne plany i nie spocznie jeśli ich nie zrealizuje. A z pewnością nie są to dobre plany. Końcówka była bardzo dobra, w końcu akcja przyśpieszyła i było naprawdę bardzo ciekawie. Pojawiło się też nawet fajne zaskoczenie. Interesującym wątkiem była również postać Adama. Byłam bardzo ciekawa w jaki sposób jego historia będzie miała wpływ na rozwój historii.
Mam problem z wątkiem romantycznym jeśli można go tak nazwać. Był dosyć dziwny, a sposób jego wprowadzenia powodował, że wręcz niepotrzebny. Hyde i Jillian. Postać mężczyzny od początku mnie intrygowała. Tajemniczy, mający ciekawą przeszłość, o której liczyłam, że dowiem się więcej. Od początku są przyjaciółmi i tylko tyle. Nie czuć, żeby w ogóle pomiędzy nimi tworzyła się jakakolwiek relacja romantyczna. Żadne z nich faktycznie nie jest sobą zainteresowane. Aż nagle bum. Dochodzi do takiej sytuacji kiedy nagle Jillian od tak wręcz się na niego rzuca. Tak jakby od początku była nim zainteresowana. Nagle zamiast na przyjaciela spojrzała na niego w inny sposób i zaskakująco on też. To było bardzo dziwne. Mam wrażenie, jakby ta scena została wciśnięta na siłę.
"Mieli wiele wspólnego, oboje cierpieli z powodu tego, jakie stworzenia mityczne w nich drzemały. Oboje stracili bliskie osoby i musieli z tym żyć"
"Dziedzictwo feniksa " to lekka, przyjemna książka. Bardzo fajny debiut. Książka, która stanowi podstawę do fajnej serii i liczę, że w kolejnej części więcej się będzie działo. Polecam, miłego!
Urzekła mnie okładka, ale też tytuł, bo już dawno nie spotkałam się z motywem feniksa w powieści fantasy. Czytałam kilka opowiadań pod podobnym tytułem i przeważnie mi się podobały, tutaj sytuacja jest jednak nieco skomplikowana, bo książka ma w mojej opinii zarówno wady jak i zalety. To pierwszy tom cyklu, potencjał jest ogromny, więc liczę, że autorka wykorzysta go w pełni w kolejnych tomach.
Jillian należy do rodu Feniksa, jednak zmuszona jest do ukrywania się po tym jak jej rodzina została wymordowana. Młoda kobieta szuka swojego miejsca w brutalnym świecie, stara się łączyć zwyczajne życie z tym magicznym, gdzie w tajemnicy przed babcią, szuka zemsty. Sprawy się jednak komplikują, gdy ich położenie zostaje odkryte, a Jillian zostaje sama, z pomocą przychodzi jej Hyde, który nie tylko odpracowuje dług wobec babci dziewczyny, ale z czasem sam chce pomóc Jill. Oboje nie spodziewają się z czym i z kim będą musieli się zmierzyć.
Jeżeli chodzi o fantastykę to zawsze mam spore wymagania, dlatego też mam bardzo mieszane uczucia co do tej lektury. Zaczynając od mocnych stron pierwsze co przychodzi mi na myśl, to sam pomysł, dość oryginalny i ciekawy, mistyczne rody, tajemnicze zbrodnie, walka, dziedzictwo, które intryguje i zagadka o co właściwie tutaj chodzi, fajny i bardzo interesujący mix tematyczny. Druga rzecz w treści pojawia się całkiem sporo dynamicznych i brutalnych scen walki, a do tego spora liczba plot twistów, które momentami naprawdę doprowadzają mózg do wybuchu. Kolejna rzecz to styl pisania autorki, jest on dość lekki i przyjemnie się go czyta, nawet pomimo trudnej i momentami brutalnej fabuły. Jak to w fantastyce pojawia się całkiem sporo opisów, przez co mi niektóre rozdziały się ciągnęły, ale pojawia się też sporo dialogów, opowieści mających lepiej zrozumieć fabularny zamysł, więc czytanie książki jest raczej sprawne. Ja zamknęłam się w paru godzinach.
Jeśli chodzi o słabsze strony, to jak dla mnie troszkę za ogólna ta fabuła, autorka tutaj raczej nie buduje napięcia, do którego ja jakość się już zdążyłam przyzwyczaić niezależnie od gatunku powieści. Kolejne wydarzenia następują po sobie dość szybko, przez co też nie do końca mogłam wgryźć się w fabułę bo niektóre elementy nie są według mnie do końca dopracowane, wręcz pozbawione szczegółów i detali, ale po zwalam to na to, że będzie kontynuacja. Według mnie też dość niewiele dowiadujemy się o tym tytułowym dziedzictwie, mam wrażenie, że znamy tylko część tej historii, co więcej Jillian nie posiada jeszcze pełni swoich mocy, a czekanie na ich wybuch w pewnym momencie zaczęło mnie irytować. Kolejna rzecz trochę zabrakło mi tutaj magii, niby wszyscy magiczni, a cała ta magiczna otoczka wydawała mi się taka nijaka, bez polotu i animuszu.
Ogólnie powieść była całkiem ciekawa, czytało mi się ją dobrze ale też nie porwała mnie za bardzo. Oczekiwałam czegoś bardziej magicznego i ognistego, w końcu mowa o feniksie. Nie potrafiłam się w tę powieść zaangażować też emocjonalnie, pomimo tych okładkowych zapewnień. Widziałam też informację o romantasy, no też nie do końca tutaj to znalazłam, owszem wątek romantyczny się pojawił, ale jak dla mnie był on wprowadzony na siłę. Ogólnie było dobrze, choć myślę, że mogło być lepiej. Historia ma potencjał, i mam nadzieję, że będzie on wykorzystany w kolejnych częściach, po które jak będę mieć okazję to pewnie sięgnę z samej ciekawości co dalej.
Dzięki uprzejmości autorki oraz Wydawnictwa Zysk i S-ka, w ramach współpracy recenzenckiej, miałam możliwość przeczytania powieści Agnieszki Mróz pod tytułem „Dziedzictwo Feniksa”. To debiut tej autorki. Główną bohaterką książki jest Jillian młoda kobieta, którą poznajemy, gdy ta stara się jednocześnie pozostawać w ukryciu i szkolić się, by móc dokonać w przyszłości zemsty. Jest w niej nadzieja, że to, co sobie założyła, jej się uda. Niestety okrutny los upomina się o nią, a kolejny cios, jaki od niego otrzymuje, prawie ją nokautuje. Sytuacja sprawia, że Jill znajduje się pod opieką Jegersa, Hyde’a. Ten czując się powiązany z jej rodziną, stara się zrobić wszystko, co w jego mocy, by dziewczyna przeżyła. Ostatnia Feniksjanka pragnie zemścić się za całe zło, które wyrządzono jej rodzinie. Nowa sytuacja wymaga od niej powściągnięcia przez nią przymusu działania i uzbrojenia się w cierpliwość. Tylko treningi i zawierzenie opiekunowi, pozwoli jej przetrwać, a w przyszłości pokonać najpotężniejszego Skalanego, który poprzysiągł zemstę jej rodowi. Przeszłość jej rodziny, która dotąd trzymana była przed nią w tajemnicy, niespodziewanie jej dosięga. Łamie jej to serce i podważa wszystko to, co do tej pory miała za pewnik. Czy Jillian jest w stanie to przezwyciężyć? W tych niebezpiecznych chwilach między Jill a Hyde’em nawiązuje się relacja, która może być dla nich równie niebezpieczna co budująca. Zaufanie, jakim młoda dziewczyna obdarza chłopaka i podziw dla jego umiejętności, pomagają jej przystosować się do współpracy. Akcja powieści dzieje się w świecie realnym, ale odmiennym od naszego. Żyją w nim nadnaturalne stworzenia, które polują na nieświadomych niczego ludzi. Ci, którzy mieli nieszczęście się z nim zetknąć, bardzo źle kończą. Czytając, można dojść do wniosku, że wydarzenia zostały umiejscowione w Ameryce Północnej (USA lub Kanada). Wszystkie zdarzenia schowane są w mrocznych, oddalonych i mało uczęszczanych zakątkach miast. Takich, które tylko na podstawie opisu wywołują u człowieka gęsią skórkę. Gdyby zaś znaleźć się w nich na żywo chciałoby się wziąć nogi za pas i uciec. Autorka zabiera czytelnika w świat, gdzie liczy się siła, a władza wiąże się ze strachem. Pełno w nim niesamowitych stworzeń, których nie znajdziemy w rzeczywistości — np. okrutne chimery. Klimat przedstawionego świata inspirowany jest anime. Przyznam szczerze, że chociaż za anime przepadam średnio, tak wykorzystanie tego motywu przez autorkę naprawdę daje ciekawy efekt. Romans zawarty w powieści to bardziej jego zalążek. Nie mamy tutaj zafundowanych w każdym rozdziale opisów zbliżeń, które mnie osobiście odpychają. Za to jest poznawanie siebie i więcej czysto przyjacielskich interakcji. W książce zabrakło mi głębszego opisu powstania Mitycznych. Pojawia się niewielka zajawka o tym, ale niezbyt wiele ona wyjaśnia. Interesujące jest też temat powstania chimery. Bohaterowie powieści sami dziwią się, pojawieniem nowego ich rodzaju. Czytelnikom jednak nie jest zdradzone nawet, jak tworzy się te zwykłe wersje. Podsumowując ;) „Dziedzictwo Feniksa” to książka, która niesie przesłanie o tym, by nigdy się nie poddawać, bo chociaż los bywa okrutny, to zawsze warto próbować dalej. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać, aby zapoznać się z dalszymi losami Jillian i Hyde’a. Chętnie też dowiem się czegoś więcej o powstawaniu Mitycznych i sposobie na tworzenie chimery. Jeśli lubicie anime i urban fantasy, to książka ta może Was zainteresować.
Nie ukrywam, że zdarza mi się sięgnąć po tytuły z gatunku ya. Czasami, zwłaszcza po lekturze bardzo ciężkiej albo skomplikowanej książki, są wręcz idealną odskocznią. Uważam też, że część z nich potrafi od czasu do czasu miło zaskoczyć stylem pisania, pomysłem na fabułę czy też poruszanymi problemami.
Czym zaskoczyło mnie Dziedzictwo Feniksa? Tym, że nie mogłam znaleźć pozytywów w tej książce...
Styl jakim było to napisane był niezwykle opisowy, wręcz do przesady. Z jednej strony mamy długie i nużące opisy jedzenia spożywanego przez bohaterów, a z drugiej praktycznie zerowe nakreślenie ich stanu psychicznego kiedy muszą się mierzyć z naprawdę ciężkimi emocjami. Opis śniadania zajmuje dwie strony, ale główny bohater po zamordowaniu młodej kobiety otrząsa się w pół strony. Albo coś jest nie tak z opisem albo jest on socjopatą. Do tego długie opisy znaczą się powtarzalnością, która je właśnie sztucznie wydłuża. Te same zdania, jedynie lekko sparafrazowane, pojawiają się pół strony później.
Normalnie w sytuacji gdzie styl mi nie odpowiada szukałabym pociechy w bohaterach i fabule. Niestety, w Dziedzictwie bohaterowie napisani są jak edgy oc gimnazjalisty! Jak przeczytałam zdanie, że postać jest "dziedzicem smoka i do tego wampirem" to nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać... A co do fabuły - cały czas miałam z tyłu głowy, że gdzieś już to czytałam. Bo tak było. Książka nazywała się Dary Anioła. I bawiłam się z nią o wiele lepiej. Teraz znowu chcę ją przeczytać. Więc może jednak Dziedzictwo Feniksa miało jakieś plusy. Przewidywalność historii była tak bolesna, że od pewnego momentu moje "czytanie" książki bardziej przypominało jej kartkowanie, a i tak wiedziałam co się dzieje.
No i nie zapominajmy od wtrąceń kulturowych. Naprawdę da się napisać z nimi książkę, ale nie kiedy czytelnik nie wie gdzie dokładnie odbywa się akcja historii, ale przypomina mu się co rozdział, że główna bohaterka była w Japonii. Widać, że autorka jest zafascynowana Japonią, dlatego też nie rozumiem czemu od początku nie mogła tam osadzić fabuły. W pewnym momencie rzucił mi się też opis stroju jednego z bohaterów, który był sprowadzony do prostego "nosił na sobie japoński strój". Patrząc na resztę opisów i wtrącanych nazw spodziewałabym się większej ilości detali i lepszego naprowadzenia czytelnika na to jak ten "japoński strój" właściwie wyglądał.
Ostatnim gwoździem do tej czytelniczej trumny był świat przedstawiony. Fakt nie znania nawet kontynentu, na którym znajdowali się bohaterowie by mi aż tak nie przeszkadzał gdyby reszta świata była ładnie wytłumaczona. Kiedy nareszcie doczekałam się exposition chapter, długość i złożoność opisów mnie zawiodła, ponieważ wytłumaczenie zdolności bohaterów jak i pochodzenia ich przeciwników było niezwykle powierzchowne i wręcz trudne do zrozumienia. "Wszystko zaczęło się od wampirów" - ale to mi nie tłumaczy czym w tym świecie są wampiry i jak się mają do Mitycznych, chimer i Skalanych. Nazwy są rzucane i nie tłumaczone przez co odbiorca jest tylko zdezorientowany. Tematy "Jegersów" nawet poruszać nie chcę, bo nadal jedyne co mam w głowie to soundtrack z Ataku Tytanów.
Zaczynałam tę książkę z myślą, że pewnie nie będzie ambitna, ale może chociaż trochę zabawna i będę mogła się z niej pośmiać ze znajomymi. To co przeczytałam to sterta kartek bez charakteru, która złowieszczo przypominała mi tytułu przeczytane w czasach gimnazjum.
Mimo wszystko dziękuję @zysk_wydawnictwo za egzemplarz do recenzji.
Bardzo lubię poznawać nowych autorów! I bardzo cieszy mnie, że tak wielu debiutantów ma naprawdę fajne pomysły na nowe światy! "Najpierw zebranie informacji, potem działanie." Poznajcie Jillian, dwudziestotrzyletnią studentkę dziennikarstwa. Powinna kierować się powyższym mottem, jednak uparcie i lekkomyślnie ładuje się ciągle w kłopoty. Jillian jest z pozoru zwyczajną dziewczyną, która studiuje razem z przyjaciółmi, spędza z nimi czas wiedzie zupełnie normalne życie u boku swej babci, z którą mieszka. Jednakże ani Sue, ani Adam nie wiedzą, że dziewczyna skrywa w sobie tajemnicę. Sama ma niedosyt wiedzy na temat własnego dziedzictwa, a babcia niezbyt chętnie dzieli się z wnuczką informacjami, aż do momentu kiedy odkrywa że Jill na własną rękę poluje na chimery. Wtedy Gabrielle orientuje się, że trzymanie wnuczki w niewiedzy mogło przynieść więcej szkody niż pożytku. Wygląda na to, że dziewczyna nieświadomie sprowadziła na nie obie niebezpieczeństwo, w postaci tajemniczego skalanego, który od lat tropi ich ród. Kiedy pewnego dnia, Jillian odbiera telefon od babci, która dzwoni aby się z nią pożegnać mówiąc, że zostały wytropione i to jej ostatnie chwile, całe życie dziewczyny odwraca się dosłownie do góry nogami. Gabrielle zdążyła jeszcze po prosić o pomoc pewnego mitycznego, który sporo jej zawdzięczał. Jillian trafia pod opiekę Hyde'a i jego siostry Raven, oraz ich milczącego przyjaciela Shadowa. Dziewczyna musi pogodzić się ze stratą, otrząsnąć i znaleźć motywację, cel, aby wyszkolić się na wojownika z prawdziwego zdarzenia. Oprócz tego uda jej się w końcu dowiedzieć czegoś więcej o sporze między mitycznymi i skalanymi. Agnieszka Mróz wykreowała bardzo ciekawy świat i mam nadzieję, że w dalszych tomach uzupełni jeszcze informacje o rządzących nim zasadach. Mamy tutaj dwie silne antagonistyczne magiczne siły, które żyją w normalnym świecie, ale w ukryciu przed zwykłymi ludźmi. Bardzo podoba mi się pomysł na to, że moce różnych rodów pochodzą z połączenia ludzi z mitycznymi stworzeniami, i że w zależności od stworzenia dany ród ma inne moce, choć zwykle związane są one z jakimś żywiołem. Skrawki informacji odkrywamy razem z główną bohaterką i tak samo jak ona odczuwamy niedosyt. Jill jako dziedziczka rodu Feniksa ma moc panowania nad ogniem, choć jest ona jeszcze niepełna, bo dziewczyna nie przeszła jeszcze tajemniczej przemiany. Sama książka ma kilka mankamentów typowych dla debiutu :) Część dialogów jest ciut nienaturalna, a w wielu z nich jest zbyt dużo wtrąceń. Nie mam nic przeciwko temu, że czasem autor coś tłumaczy dodatkowo jakby "zza sceny" w trakcie jak bohaterowie rozmawiają, ale tutaj było tego zdecydowanie zbyt dużo i czasem trudno było podążać za takim dialogiem. Przekradło się też trochę błędów, które powinny zostać wyłapane przez redakcję. Do mocnych stron muszę zaliczyć kreację świata, budowanie napięcia i granie tajemnicą, a najmocniejszym punktem były dla mnie opisy broni! Naprawdę bardzo plastyczne obrazy przeróżnych specyficznych dla kultur azjatyckich broni białych nadają fabule kolorytu i pobudzają wyobraźnię. Zdecydowanie kibicuję autorce bo widzę spory potencjał i czekam na kolejną część bo bardzo jestem ciekawa jak to się dalej potoczy i jakie jeszcze tajemnice odkryje grupa przyjaciół.
„Dziedzictwo Feniksa” Agnieszki Mróz to książka, która od pierwszych stron wciągnęła mnie w swój niezwykły świat i sprawiła, że trudno było mi się od niej oderwać. To debiut autorki, ale czytając powieść, miałam wrażenie, że jej styl jest już bardzo dojrzały i przemyślany. Agnieszka Mróz wchodzi na literacką scenę z urban fantasy, które łączy w sobie elementy przygody, magii i emocjonalnej głębi, dając czytelnikowi historię pełną napięcia i tajemnic. Akcja osadzona jest we współczesnym świecie, lecz mocno przenikniętym mitologią i nadnaturalnymi istotami. To przestrzeń, w której zwykła codzienność miesza się z tym, co niepokojące i magiczne, a wydarzenia szybko przybierają tempo, prowadząc bohaterów ku odkryciom, które mogą zmienić ich życie na zawsze. Jillian została przedstawiona jako postać pełna emocji i sprzeczności, z jednej strony silna, zdeterminowana, gotowa walczyć o siebie, a z drugiej nadal poszukująca swojego miejsca i próbująca oswoić ból przeszłości. Jej wewnętrzne konflikty czynią ją autentyczną i bardzo bliską czytelnikowi. Tematyka książki wykracza poza samą opowieść o magii i walce dobra ze złem. Autorka porusza wątki samotności, straty, odpowiedzialności za swoje wybory, a także dojrzewania do tego, by zaakceptować samego siebie. Subtelnie obecny wątek miłosny nadaje opowieści lekkości i ciepła, nie przytłaczając głównej osi fabularnej. Styl Agnieszki jest niezwykle plastyczny, potrafi zarówno budować pełne napięcia sceny akcji, jak i wprowadzać momenty refleksji. Język jest przystępny, ale nie banalny. Autorka umiejętnie kreśli obrazy i emocje, co sprawia, że łatwo wyobrazić sobie świat przedstawiony i wczuć się w atmosferę powieści. Za mocne strony uważam konstrukcję świata i kreację bohaterki. Świat urban fantasy został tu zarysowany w sposób przekonujący, pełen detali, a jednocześnie nieprzytłaczający. Jillian natomiast to bohaterka, z którą łatwo się utożsamić i którą po prostu się kibicuje. Podobało mi się także to, że książka potrafiła wywołać we mnie emocje, od wzruszenia po napięcie. Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, to jedynie momentami zauważyłam lekkie spowolnienia akcji, gdy autorka poświęca więcej miejsca codziennym szczegółom życia bohaterki. Jednak były to krótkie chwile i absolutnie nie zepsuły odbioru całości.
Osobiście „Dziedzictwo Feniksa” bardzo mnie poruszyło. Wciągnęło mnie w swój świat, sprawiło, że przeżywałam emocje wraz z bohaterką i nie chciałam, żeby historia się skończyła. To powieść, którą zapamiętam za jej klimat, emocjonalną głębię i odważną bohaterkę, która mimo przeciwności potrafi walczyć o siebie.
Gdy trafiłam na opis Dziedzictwa Feniksa Agnieszki Mróz, coś mnie kusiło by sięgnąć po książkę – bo magia, mitologia, tajemnice – ale z tyłu głowy od razu włączył się alarm: „czy to przypadkiem nie będzie kolejna lukrowana młodzieżówka z obowiązkowym, brokatowym romansem w tle?”. Na szczęście ciekawość wygrała i dobrze się stało – bo zamiast cukierkowego banału dostałam historię z pazurem, w której naprawdę jest co czytać.
Ostatnia z rodu. Główną bohaterką serii jest Jillian, młoda dziewczyna należąca do Rodu Feniksa, która musi odnaleźć swoje miejsce w brutalnym świecie po tym, jak jej rodzina została brutalnie wymordowana, a ona sama znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. To opowieść pełna mitologicznych inspiracji, mrocznych sekretów i walki o przetrwanie – znajdziemy tu nawiązania do stworzeń nadnaturalnych, tajemniczych artefaktów i postaci znanych z folkloru. Skomplikowane relacje, poznawanie świata Mitycznych i rządzących się nim praw i rozwój bohaterów dodają powieści realizmu, a niewyjaśnione motywy antagonisty zachęcają do zagłębiania się w fabułę. Wyraźny podział Mitycznych na Skalanych – złoczyńców i Jegersów – łowców tworzy dynamiczne napięcie i zapewnia widowiskowe sceny akcji, które przyciągną miłośników dynamicznych starć.
Ostatnia z rodu. Sięgając po Dziedzictwo Feniksa, liczyłam, że nie dostanę kolejnej młodzieżowej papki o dziewczynie z traumą i chłopaku z mrocznym spojrzeniem.
I całe szczęście – nie dostałam. Agnieszka Mróz zaserwowała coś znacznie ciekawszego: świat pełen magicznych istot (Feniksjanie, Jegersi, Skalani i inni Mityczni), który naprawdę daje radę i zapowiada się na coś większego niż tylko tło do romansidełka.
Główna bohaterka, Jillian, nie jest cukierkową lalą. Owszem, czasem ma chwile nadprogramowego rozczulania się nad sobą, ale przy tym, co ją spotyka, można jej to wybaczyć. Zwłaszcza że nie ratuje świata w cekinowej sukni i nie zerka co chwilę, czy makijaż jej się nie rozmazał. Raczej próbuje ogarnąć swoje życie, w które brutalnie wdzierają się krwiste mityczne potwory i rodzinne tajemnice. A że czasem traci grunt pod nogami? Cóż, to tylko dodaje autentyczności.
Kiedy poznaje Hyde’a (nie, nie tego z Dr. Jekylla), nie zamienia się w trzepoczącą rzęsami mimozę. Wręcz przeciwnie – zamiast lecieć w ramiona wybawiciela, próbuje stanąć na własnych nogach i ogarnąć, co się właśnie wydarzyło.
Fabuła? Dynamiczna, konkretna i – co dziś nie takie oczywiste – spójna. Styl? Przejrzysty, bez zbędnych ozdobników, ale też nie tak suchy, żeby sypał się z każdej strony.
Są emocje, trochę romansu (z umiarem!), porządna porcja fantastyki i napięcie, które sprawia, że kartki przewracają się same. Jillian naprawdę da się kibicować, a świat przedstawiony aż prosi się o eksplorację.
Więc jeśli macie ochotę na sensowne urban fantasy, nie boicie się debiutów i nie potrzebujecie księcia na jednorożcu – Dziedzictwo Feniksa zdecydowanie warto sprawdzić. Czyta się błyskawicznie i zostawia apetyt na więcej.
Są takie książki, które od pierwszych stron chwytają czytelnika za serce i nie chcą puścić aż do ostatniego zdania. Dziedzictwo Feniksa Agnieszki Mróz należy właśnie do nich. To opowieść o bólu, który staje się siłą, o zemście podszytej strachem i o dziewczynie, która musiała odrodzić się z własnych popiołów. W świecie pełnym magii i zdrad Jillian nie jest jedynie bohaterką — jest symbolem uporu, odwagi i nadziei, że nawet największa ciemność nie zdoła na zawsze przyćmić światła. „Miała nadzieję, że nigdy więcej się tak nie złamie. Potrzebowała siły wewnętrznej, by poradzić sobie z demonami, które nadal szalały w jej wnętrzu.” „Zabijała, by chronić. Zabijała, by pomścić śmierć tych, których kochała. Była to niebezpieczna droga, jednak nie zamierzała z niej zbaczać. Odnalazła w tym swój cel. Najbardziej obawiała się jednak, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy zabijanie przyniesie jej radość.”
Jilian, główna bohaterka debiutanckiej powieści Agnieszki Mróz straciła tych , których kochała najbardziej na świecie. Teraz sama stała się celem morderców- bezwzględnych przedstawicieli frakcji Skalanych. Poluje również na Chimery - niestety te wcale nie tak łatwo wykryć , a polowanie wiąże się z ryzykiem. Dodać do tego należy, że w grze są jeszcze Jegersi - odlam łowców- wojowników balansujących na cienkiej granicy moralnej szarości. Na drodze naszej bohaterki , dziedziczki potężnego rodu Feniksa stają Hyde wraz z towarzyszami , pragnącymi przywrócić władzę Mitycznym. Szybko okazuje się, że intrygi i magia piętrzą się niczym fala a przystojny mężczyzna nie jest Jilian obojętny. Ich więź rozwija się powoli , stopniowo. Oparta jest na wzajemnym zrozumieniu, zaufaniu i zapewnieniu sobie poczucia bezpieczeństwa. Ale ta relacja zdecydowanie ma potencjał na romans- gorący i pełen uczuć. Nie brakuje scen bitewnych, nieoczywistych sojuszy i odmieniających życie tajemnic. Bardzo szybko wciągnęłam się w tę historię. Debiut Pani Agnieszki to obiecujący początek cyklu – powieść o odrodzeniu, sile i walce o własną tożsamość. Jillian, ostatnia Feniksjanka, staje się symbolem nie tylko zemsty, ale też nadziei.
To książka, która trafi do miłośników urban fantasy z nutą mitologii i młodzieżowej wrażliwości. Łączy dynamiczną akcję z refleksją nad tym, jak trauma i strata kształtują człowieka. Dla mnie - świetna i już czekam na więcej.
Czytacie polskich autorów? Jaką polską książkę ostatnio przeczytaliście?
"Dziedzictwo feniksa" to urban fantasy dla fanów romantasy i young adult.
Mityczni - potężne rodu, wywodzące się od fantastycznych stworzeń. Potężni? Tak. Ale i na nich czai się niebezpieczeństwo - a dokładniej Skalani.
Jillian od zawsze żyła w ukryciu, wiedząc że za każdym rogiem czasu się zagrożenie. A utrata rodziców boleśnie jej to udowodniła.
Teraz wraz z babcią wróciły w rodzinne strony i próbują wtopić się w tłum, jednak nie tak łatwo to zrobić, gdy jest się potomkiem Feniksjan, a na każdym kroku mogą czaić się gorsze hybrydy, lub co gorsze niebezpieczni Skalani. Czyhające na Jillian zagrożenie sprawia, że dziewczyna krzyżuje ścieżki z innymi Mitycznymi, między innymi z przystojnym i tajemniczym Hyde'em. Ale czy pozbiera się po tym wszystkim co się wydarzyło? Co jeszcze będzie musiała stracić i poświęcić?
Choć pomysł jest ciekawy i może jeszcze się interesująco rozwinąć, historia momentami wydawała mi się dość prosto poprowadzona, a postacie dość papierowe - piękne, silne, waleczne i zdeterminowane, a ich najbardziej charakterystycznymi cechami były te ich mitycznych przodków, jednak charakter nie został wystarczająco mocno zarysowany bym zapamiętała ich na dłużej. Jillian uwielbia walczyć i kilka razy wspomina miłość do mang, jednak wolałabym ją poczuć lub czytać jak realizuje tą drugą pasje, niż tylko o tym słuchać. Podobają mi się akcenty pokazujące miłość Jill do Japonii, ale chciałabym je bardziej czuć, nie wiem jak to lepiej opisać.
Imiona innych postaci za to były zabawne bo dość pretensjonalne, Hyde, Shadow i Raven brzmią bardziej jak super bohaterskie ksywki, choć patrząc że akcja dzieje się w Ameryce to oni tam faktycznie nie przebierają z imionami 🤣 to taka mała dygresja.
Moje krytyczne nastawienie może wynikać też z tego ile młodzieżówek już czytałam, ale myślę, że książka przypadnie bardziej do gustu troszkę młodszym, nastoletnim czytelnikom 😉
Czuję, że historia ma potencjał by ciekawie się rozwinąć, choć nie do końca wpisała się w moje gusta.
Bardzo dziękuję @zysk_wydawnictwo za możliwość poznania tej historii i jej zrecenzowania!
Choć świat przedstawiony ma potencjał, to brakowało mi fundamentów. Dostajemy dużo szczegółów, ale nie wiemy, jak jest zbudowany świat. System magiczny jest interesujący. Ludzie pochodzący od istot z różnych mitologii. I znowu, fajne detale, a brakuje mi podstaw. Skąd oni się wzięli? Jak tworzą się takie wynaturzenia jak chimery? I wiele innych pytań. Wygląda to tak, jakby autorka ustawiała sobie furtkę i zostawia nas z tajemnicami na kolejne części. Jednak powoduje to frustrację.
Historia jest interesująca! Tutaj nie mam się do czego przyczepić. Fabuła jest dobrze zaplanowana. Ma dobry flow i dobry plot twist! I końcóweczka z zajawką na dalszą część. No to było dobre!
Styl autorki jest lekko toporny. Co mi się podobało, to opisy. W tej książce ich sporo, ale są ciekawe. Za to dialogi są sztywne. Im dalej w historię, tym były lepsze, ale często rozmowy były pozbawione emocji i zwyczajnie sztuczne.
Postaci są standardowe. Ona jest wojowniczką. On jest mroczny i tajemniczy. Jego siostra jest bufferem, ironiczna i od razu przyjacielska. I choć jest to sztampowe, to ich polubiłam. Spodobał mi się ten motyw found family. Czasem brakowało mi emocji bohaterów. Jakieś tam je mieli, ale nie zawsze je czułam. Podobnie jak przy dialogach, jeśli by gdzieś wspomnieć, że mityczni inaczej odczuwają albo potrafią odseparować się od swoich emocji, to byłby super dodatek.
Spodobał mi się wątek romantyczny. Dwie pogubione i samotne osoby, które się odnalazły. Super, że nie każda ich interakcja jest nacechowana seksualnie. Potrafią ze sobą rozmawiać, trenować, wspierać i to jest zwyczajnie przyjacielskie. Nie nakręcają się i nie napalają. Scena łóżkowa nie była konieczna. Gdyby jej nie było, moglibyśmy kierować książkę do młodszych czytelników, a tak to mamy 18+.
Podsumowując, dostaliśmy ciekawą historię w oryginalnym świecie, ale tej książce brakuje warsztatu. Mam nadzieję, że z kolejnymi częściami dostaniemy lepszy świat i styl, bo jestem naprawdę ciekawa, jak to się rozwinie.
DZIEDZICTWO FENIKSA Agnieszki Mróz... cóż... zacznijmy od tego, że jest to książka dla młodzieży, takiej raczej wyrośniętej, ale młodzieży - co widać. Niby to nie zarzut, ale jeśli ktoś jest czytelnikiem, który fantasy zna z Tolkiena, Jordana, czy nawet Rowling, to może się nieco odbić od tej książki. Czuć, że to początkująca pisarka, która ma bardzo ładne zdania, ale jeszcze... niedojrzałe, zwłaszcza dialogi. Sam pomysł był na fabułę jest dobry, można powiedzieć, że standardowy, ale dobry. Mamy młodziutką dziewczynę, która skrywa mroczne sekrety i walczy nocami z potworami. Jej życie jest naznaczone traumą i wychowuje ją babcia (również Feniksjanka). Jej moce powiązane są z mocami Feniksa, a jak wiemy, ten legendarny ptak miał zdolność odradzania się a ogień był jego totemem. Brzmi naprawdę obiecująco i w sumie takie też jest. Książkę czyta się lekko i szybko. Nie jest wymagająca dla czytelnika, jakieś niesamowite skupienie jest niepotrzebne a bohaterowie, choć klisza, to przyjemni. Oczywiście nie mogę zapomnieć o wątku romantycznym, ponieważ ten gatunek, a właściwie podgatunek, to ROMANTASY, więc zakładam, że miłość w powietrzu to standard. Może i DZIEDZICTWO FENIKSA mnie nie urzekło, ale to dobra książka. Ja raczej nie jestem odbiorcą. Męczyła mnie z lekka naiwność toczących się wydarzeń i powierzchowność w konstrukcji świata fantastycznego, ale uważam, że Agnieszka Mróz ma potencjał i można śledzić jej kolejne opowieści (tutaj przecież mamy dopiero pierwszy tom z zapowiedzią na następny). Rozrywka przyzwoita.
spalam się dla Ciebie Wydawnictwo Zysk i S-ka egzemplarz recenzencki
Jullian jest ostatnią z rodu Feniksa. Posiada dwa oblicza. To, które zabija, i to, które spędza czas ze swoim chłopakiem Adamem i przyjaciółką. Jest studentką dziennikarstwa oraz dorabia w kawiarni. Kiedy jej babcia ginie jej świat zmienia się. Poznaje Hyde, który ma zaopiekować się Jullian. Jullien to młoda dziewczyna, która stara się odnaleźć w świecie pełnym mitycznych i nadnaturalnych stworzeń. Jest na pewno silną postacią, która nie wie jeszcze co ją czeka. Z jednej strony grozi jej niebezpieczeństwo, a z drugiej strony poznaje rodzinne tajemnice. Pośród tego wszystkiego rodzi się uczucie do Hydr’a. Książka porywa od pierwszych stron. Od razu Jullien pokazuje, że uwielbia zabijać Chimery. Ale to początek jej przygód, bo później akcja nadbiera tempa i nie ma mowy, aby książkę dało się szybko odłożyć. Czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie. Bardzo podoba mi się tutaj wykreowany świat. Świat pełen mitycznych, niebezpiecznych stworzeń. Jest tutaj dużo brutalności i zaskakujących zwrotów akcji, które sprawiają, że książka wciąga i trzyma w napięciu od początku do samego końca. Występuje tutaj również romantyczny wątek. Osobiście uwielbiam ten wątek w fantastyce. Nie jest on jednak tutaj za bardzo rozwinięty, dlatego Ci, którzy z kolei nie przepadają za nim będą usatysfakcjonowani. „Dziedzictwo Feniksa” to debiut Agnieszki Mróz i muszę przyznać, że jest to bardzo dobry debiut. Jest to również pierwszy tom wspaniałych przygód Jullian i już nie mogę doczekać się kolejnej części.
[Współpraca reklamowa] Uwielbim czytać debiutujące autorki. Zawsze można jako jdnym z pierwszych odkryć perełkę wśród kamyczków. Tak trafiła do mnie ta książka. Szykowałam się na dobrze zbudowane Urban fantasy i takie dostałam. Przesycone kultura japońska,sprawia że nie jest tuzinkowe a podział postaci na rody wywodzące się z mitycznych zwierząt jest bardzo interesujące. Główna bohaterka walczy o siebie i nie tylko. Stara się być silna i trenować by pomimo tego że nie zdobyła jeszcze pełni mocy to nie być bezużyteczna. Dziewczyna jest silna i wspierana przez babcię ukrywa się po tym jak straciła rodziców i siostrę bliznaiczke. Książka jest wciągają ale ma dwie wady, które można łatwo naprostować w drugim tomie. Pierwsza to przesadne opisy, a druga to wątek romantyczny w którym masz wrażenie że ominęłaś kilka kartek. Nie tworzy się bardzo szybko ale nie wiesz nawet kiedy weszły tam emocje i namiętność.
🔥 PATRONAT CZYTELNIKA 🔥 Magia. Tajemnice. Dziedzictwo, którego nie da się unikać…
Z wielką dumą objęliśmy patronatem powieść „Dziedzictwo Feniksa” autorstwa Agnieszki Mróz — historię, która rozpala wyobraźnię i nie pozwala się oderwać.
💬 Nasza rekomendacja:
Historia Jillian to opowieść o ogniu skrytym wśród cienia – cichym, choć pragnącym ofiary. Nie tlącym się, lecz wzywającym, którego każdy płomień to znak, a każda iskra zwiastunem odrodzenia. To opowieść o wyborach, które nigdy nie były jej, o przeznaczeniu, które przyszło zbyt wcześnie i o sile, która rodzi się tam, gdzie wszystko inne już umarło. Nie tylko zaciera granice między tym co realne a tym, co magiczne, ale również przenosi do miejsca, które zostaje w sercu na długo po zakończeniu. To tylko przedsmak! Całą relację patronacką, więcej emocji i powodów, dla których warto sięgnąć po tę książkę, znajdziecie tutaj 👇
Intrygujący debiut, nie wolny od wad, ale przedstawiający na tyle ciekawą historię, że chętnie sięgnę po jej kontynuację - a stworzenie świata, do którego czytelnik chce wracać, to chyba największy sukces każdego autora! Więcej na lg: @wwiercona_w_ksiazki