Poruszająca opowieść o sile dziecięcej przyjaźni i beztrosce, która nagle zostaje przerwana.
Lato 1993 roku. Dziesięcioletni Paweł wraca z kolonii pełen ekscytacji – nie może się doczekać spotkania z przyjaciółmi. Jest przekonany, że przed nimi wspaniałe wakacje, kto wie, może najlepsze w życiu!
Ale coś jest nie tak. Nad rzeką i w domku na drzewie nikogo nie ma. Krzysiek, Dawid i Anka zachowują się dziwnie. A Leon… Leon zniknął. I nikt nie chce powiedzieć dlaczego.
Osamotniony Paweł zaczyna szukać odpowiedzi. Za wszelką cenę chce ocalić swoją paczkę. Ale są rzeczy, których nie da się cofnąć. I tajemnice, które zmieniają wszystko. Ten dziesięcioletni Paweł jeszcze tego nie wie, ale ten dorosły, wracający w rodzinne strony, już tak.
Czarne łabędzie to druga powieść Alicji Filipowskiej, autorki Ani słowa o rodzinie. Akcja obu powieści rozgrywa się w Kamionce.
Współpraca recenzencka z wydawnictwem Zysk i S-ka oraz Alicją Filipowską.
Poznajcie książkę, która przeniesie was do czasów dzieciństwa. Zapewne każdy z nas pamięta przyjaźnie z dawnych lat. Autorka postanowiła ukazać, jak rozwijają się one na przestrzeni lat. Nie jest to jednak wyidealizowany obraz relacji międzyludzkich. Obserwujemy, jak każdy z nastolatków się zmienia i wybiera różne ścieżki życiowe. Z lat dziewięćdziesiątych przenosimy się do roku 2003, gdzie wszyscy z byłej paczki znajomych są już dorośli. To właśnie ta współczesna bohaterom rzeczywistość jest najboleśniejszym elementem książki. Każda z postaci przeżywa swój osobisty kryzys. Paweł dochodzi do wniosku, że wiele ich aktualnych problemów wynika z wypadku, który miał miejsce 10 lat wcześniej. Pojawia się alkoholizm, ucieczka z rodzinnego domu, wypadek oraz pogrzeby. Myślę, że „Czarne łabędzie” w szczególności poruszą osoby starsze, które wychowały się w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znali. Mi czegoś zabrakło w tej historii - momentami nieco mi się dłużyła i uważam, że lepiej sprawdziłaby się w nieco krótszej formie.
Zbyt długo czekałam na wyjaśnienie tego, co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia nad rzeką, a kiedy w końcu do niego doszło, całość została bardzo mocno niedopowiedziana i wciąż tak naprawdę nie wiadomo, co się tam wydarzyło.
Ta historia wcale nie miała być o samej tragedii, tylko o tym, jak wpłynęła ona na życie przyjaciół - tuż po wydarzeniu i później, w dorosłości. I mogło to być dobre, gdyby nie zostało przedstawione w nudny i mało angażujący sposób.
Czy przyjaźń z dzieciństwa może zostać złamana na zawsze przez jedno nieodwracalne zdarzenie? Takie pytanie wciąż kłębiło się w mojej głowie w trakcie lektury „Czarnych Łabędzi” Alicji Filipowskiej – historii, która sprawia, że wspomnienia z wakacji, drzewa, trzepak i rzeka zyskują nagle nowy ciężar emocji.
Lato 1993. Dziesięcioletni Paweł wraca z kolonii pełen radości, przekonany, że czeka go beztroski czas z przyjaciółmi: Krzyśkiem, Dawidem, Anką i przede wszystkim Leonem – duszą paczki. Ale tamtej gorącej niedzieli… coś pęka. Paczka niby ta sama, ale jest inaczej. Leon znika. A troje pozostających milczy. Wtedy Paweł jeszcze nie wie, że prawda, jeśli się pojawi, zniszczy wszystko, co piękne.
To opowieść o dziecięcej ufności i barwnym świecie beztroski, który w jednej chwili staje się pułapką – pełną strachu, poczucia winy i niezrozumienia. Filipowska z wrażliwością portretuje krajobraz tamtych lat: trzepak, oranżadę za pięćdziesiąt groszy, beztroskę wakacji – wszystko wywołuje lawinę wspomnień, a jednocześnie staje się tłem dramatycznych wydarzeń.
Bardzo mi się podoba, jak autorka żongluje perspektywami czasowymi. Widzimy dzieci z ich spontanicznymi emocjami i błędami, a potem – dorosłego Pawła, który wraca do Kamionki, z bagażem pytań i chęcią odkrycia: „Co stało się tamto lato? Co stało się z przyjaźnią?”. Te dwa języki emocji – dziecięca naiwność i długotrwałe konsekwencje – stapiają się w jedno, tworząc niepokojący kolaż psychologiczny.
Styl Filipowskiej przypomina klimat najlepszych reportaży – oszczędny, pełen napięcia, bez zbędnych ozdobników. Ale emocje są ogromne. Czytałam tę książkę z bijącym sercem, bo z jednej strony chciałam poznać prawdę, a z drugiej – bałam się, co może oznaczać. Z każdym rozdziałem rosło przekonanie, że niektóre dziecięce czyny nigdy nie znikają i potrafią ciążyć przez całe życie.
Kluczowa scena? Kiedy Paweł odkrywa, że Leon nie zniknął przypadkiem… wtedy zrozumiałam, że „Czarne Łabędzie” to nie tylko powrót do dzieciństwa, ale lekcja odpowiedzialności i empatii. To opowieść, która zapada w pamięć i zostaje długo po ostatniej stronie. Ja sama złapałam się na tym, że czasem wracam myślami do fragmentów – do smutku, bezradności, cichego bohaterstwa kilku dzieciaków.
Lektura tej powieści może być bolesna, bo dotyka powierzchni traumy i milczenia między ludźmi, którzy kiedyś się przyjaźnili. Ale jednocześnie budzi nadzieję: że odkopać prawdę i przeżyć ją ponownie, to pierwszy krok do przebaczenia – sobie, innym, dzieciom z przeszłości.
Ocena 9/10 – za emocje, minimalizm stylu i brutalną, ale potrzebną szczerość. To książka, która wciąga i zostaje – i którą polecam każdemu dorosłemu, który kiedyś był dzieckiem.
Dziękuję autorce i wydawnictwu Zysk i s-ka za możliwość przeczytania tej książki.
Literatura piękna ma to do siebie, że mało kiedy szybko przetwarza się jej treść. W tym przypadku było tak, pół na pół ze względu na zmienne daty. (1990-1992, 1993, 2023, 1993, 2003, 1993, 2913,1993, epilog) Akcja na przemian zwalnia i przyspiesza. To jedna z takich historii, która pokazuje, że poważne błędy popełniamy bez względu na to w jakim jesteśmy wieku. Szczególnie jest tutaj pokazana podwójna moralność i insynuację.
Postacie są wielowymiarowe i poznajemy je tak po trochu. Paweł. Zdecydowanie on był głównym bohaterem tej historii. Czułam jakby to była historia tak po części przeplatana z pamiętnikiem. Praktycznie od samego początku nic nie jest jasne, ani też wyjaśnione. Tak naprawdę, to wszystko wyjaśniło się dopiero pod sam koniec.
Nie raz byłam zła i źle się czułam jak mnie przezywano, ale do czegoś takiego nigdy bym się nie posunęła. To była najzwyczajniejsza podłość. Nic tego nie tłumaczy.
Najgorsze co człowiek może powiedzieć drugiemu człowiekowi to - "Twoja wina!!!".
Okładka i przedstawione na niej korzenie idealnie odzwierciedlają całokształt twórczości. Możemy również powiedzieć, że tzn karma powraca, oraz to, że przyjaźń w tym przypadku, to tak naprawdę była tylko iluzja.
Czy polecam? Oczywiście. To historia pełna tajemnicy i mroku. Mroku jaki wchodzi w nas, gdy coś w sobie tłumimy/ tłamsimy. Co najważniejsze, wiele możemy wynieść z tej powieści. To lektura na pograniczu 16+ lat.
Moja ocena 9/10
Cytaty z książki:
"Wszystkie trawniki w Kamionce były równiutko przystrzyżone, ale u cioci Władzi panowała dżungla. Matka Pawła twierdziła, że jak będą znowu modne długie włosy, to Władzia ogoli się na łyso, a jak pielgrzymki przestaną być popularne, to Władzia pojedzie do Rzymu. Ona zawsze robiła wszystko na opak. Pewnie nie widziała ani jednego odcinka Dynastii, a kawę nadal pije zbożową, chociaż już wszystko można w sklepach kupić".
"- Cześć, mamo! - wykrzyknął, siląc się na beztroski ton. Matka spięła usta w dzióbek i ściągnęła łopatki. - Ciszej, Pawle - syknęła przez zęby. - Całe miasto nie musi wiedzieć, że wróciłeś do domu."
"- Wy takie macie, w tych Katowicach, pranie pachnące czystością? - Nie, ciociu, wieszamy brudne. W tym smogu i tak nikt nie poczuje. Uwielbiał te słowne potyczki z osiemdziesięcioletnią ciotką, której szwankowało zdrowie, ale umysł pozostał ostry jak brzytwa."
" Nie ma czego zazdrościć życie może być do dupy w każdej szerokości geograficznej."
"W ogóle nie jest mi smutno. Dzięki temu, że jestem sama, mogę robić milion rzeczy, które lubią. Czytam książki, słucham muzyki, piekę ciasta."
Hejka kochani dziś przychodzę do Was z recenzją książki pt. „Czarne Łabędzie”, czyli mojej pierwszej współpracy recenzenckiej.
Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś bardziej wow, ale nie było to złe.
Styl pisania autorki jest przyjemny i łatwy do zrozumienia. Książkę czytało mi się dość dobrze, ale przez pierwsze 60-70 stron za bardzo nie mogłam się wczuć, przez co obniżyło to moją ocenę.
Bohaterowie to dzieci, których historia rozgrywa się głównie w latach dziewięćdziesiątych. Później dostajemy rozdziały, gdy mają już po 30/40 lat, jednak ja i tak nie mogłam uwierzyć, że są już dorośli. Szczególnie przez zachowanie Leona, bo nadal zachowywał się jak dziecko, ale nie przez to, iż nie umiał dorosnąć tylko, to co go spotkało.
Podsumowując historia jest świetna, poruszająca przyjaźń, dziecięca radość, problemy rodzinne i słowa, które mają znaczenie. Całość dopełnia to, że akcja dzieje się w wcześniejszych latach a nie teraźniejszych.
A jeśli Ty chcesz się dowiedzieć, co się wydarzyło w lato 1993 roku, przeczytaj tę historię.
Książka nie wywołała u mnie płaczu. Nie przekonała też, że późniejsze losy bohaterów (poza Pawłem) były konsekwencją ich zachowania latem 1993. Wręcz przeciwnie, Anka sprawiała wrażenie, jakby to ona była ofiarą. "Oni już mnie nie kochają!" - skarży się ciotce na rodziców. A wystarczyło tylko pomyśleć, zrozumieć, przeprosić. Nikt z nich tego nie zrobił.
„Czarne łabędzie” to rewelacyjna powieść obyczajowa, z silnymi znamionami dramatu. To pożegnanie z sielskością oraz beztroską dzieciństwa, a także pierwszych, poważnych przyjaźni. Wyraźnie wyczuwalna jest tu ciężka, przepełniona smutkiem, niezrozumieniem, tęsknotą za dawnymi czasami atmosfera.