Stany przejściowe to opowieść o tym, jak osiągnąć szczęście w świecie na sterydach, w którym gonitwa za wciąż nowymi iluzjami przynosi wieczne niezaspokojenie. Bohaterka tej prozy dostanie to, co sama sobie wybierze: lustro z welurową ramą i kabinę prysznicową z hydromasażem albo relaks na własnych zasadach. Pomocą w podjęciu decyzji służą kasjerka z Żabki, która zamienia się w Sfinksa, najlepszy przyjaciel, który okazuje się trupem, sprzedawczyni z absurdalnie dobrze ułożonymi włosami, konserwa z królika i metrowy rybik, który zajął drugą połowę łóżka. Wybór jednej z dwóch opcji nie należy do łatwych, zwłaszcza że surrealistyczne postaci podpowiadają sprzeczne rozwiązania, a czasu jest coraz mniej. O tym, że się skończył, poinformuje komunikat o błędzie. W swoim debiucie Zofia Lorek czerpie garściami z codziennych obserwacji i popkultury, ale pod pozorami trashowej powieści zadaje pytania o sprawy najważniejsze. Czym jest raj i jak się do niego dostać? Ile trzeba poświęcić, by żyć po swojemu? Czy z systemu da się uciec, a jeśli tak, to kosztem jakich wyrzeczeń?
Schizowa, ale dobrze schizowa. Czułam się jakbym śniła wszystkie uniwersalne koszmary na raz. Trochę Kafki, nieco Schulza, ale bez przesady, w punkt, żeby powiedzieć - niezła książka.
surrealistyczna fabuła z metrowymi rybikami, żabkami na każdym rogu, postaciami mówiącymi szyfrem i główną bohaterką śledzącą sąsiadkę. zupełnym przypadkiem rozdział o przebodźcowaniu w lidlu odsłuchałam będąc w stanie ogromnego przebodźcowania w lidlu - prawdziwie dziewczyńskie doświadczenie!!
mam jedną pierdoloną schizofrenię - absurdalny kryzys egzystencjalny rozwijający się w pobliżu krakowskich żabek, boczniaków i ogromnych rybików. styl od samego początku kojarzył mi się z Masłowską (ale zdecydowanie w wersji lite)
Rozkręciło się to na szczęście, bo choć zaczęłam z entuzjazmem to początek mnie trochę zawiódł. Bardzo to było polskie i trochę mi przypominało sklepy cynamonowe i ojca co zmienił się w ptaka. O niektórych fragmentach pewnie będę myślała, na przykład o Antonim, któremu te sześć lat temu udało się powieść ale zapomniałam namo tym powiedzieć, ale o większości pewnie zapomnę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
nie mam siły oceniać tego jak na razie wyżej. jestem tak zmęczona po tej książce, że nie mam siły pisać czegoś więcej. podobał mi się początek, tak do 1/4, potem już tylko słuchanie i brak zrozumienia czego słucham. może po prostu ze mną jest coś nie tak, ale nie rozumiem co się tu zadziało, meh.
Surrealistyczne doświadczenie w zgłębianiu zmieniającego się nieustannie świata i naszej gonitwy by za nim nadążyć. Wchodzimy w świat bezimiennej bohaterki, której życie przypomina zaciętą płytę. Praca w korporacji, której sensu nie pojmuje, mieszkanie, które staje się pułapką, i relacje międzyludzkie sprowadzone do zdawkowych komunikatów. Lorek z mistrzowską precyzją oddaje stan permanentnego kryzysu, poczucia utraty kontroli i grzęźnięcia w bagnie codzienności. To wiwisekcja depresji, lęku i poczucia pustki, które stają się udziałem wielu z nas, próbujących odnaleźć się w pędzącym, stechnologizowanym świecie, który coraz mniej uwagi poświęca człowiekowi. #zofialorek posługuje się oniryczną, momentami groteskową poetyką, która wbrew pozorom nie oddala nas od prawdy o emocjach bohaterki, a wręcz pozwala je poczuć z całą mocą. Kasjerka z Żabki przemieniająca się w Sfinksa, gigantyczny rybik cukrowy jako towarzysz niedoli czy telefony z zaświatów – te absurdalne obrazy stają się metaforą wewnętrznego chaosu, zagubienia i desperackiej próby odnalezienia jakiegokolwiek sensu w otaczającej beznadziei. To właśnie w tym surrealistycznym kostiumie kryje się najgłębsza prawda o stanie psychicznym bohaterki, o jej samotności, o poczuciu bycia niewidzialną dla systemu i innych ludzi. Na płaszczyźnie społecznej "Stany Przejściowe" są celnym i gorzkim komentarzem do naszej współczesności. Lorek bezlitośnie punktuje miałkość korporacyjnego życia, sprowadzonego do pustych haseł i bezdusznych procedur. Obnaża fasadowość konsumpcjonizmu, gdzie wizyta w sklepie staje się namiastką ludzkiego kontaktu, a produkty obiecują szczęście, którego nie są w stanie dać. Krytykuje również niewydolność instytucji publicznych, takich jak służba zdrowia, które w obliczu ludzkiego cierpienia oferują jedynie obojętność i biurokratyczną znieczulicę. #stanyprzejściowe to nie jest książka, którą się po prostu czyta. To doświadczenie, które wciąga, dezorientuje i zostawia w emocjonalnym zawieszeniu, długo po odłożeniu jej na półkę. To brutalnie szczery, a jednocześnie surrealistyczny portret psychicznego rozpadu jednostki w zderzeniu z absurdami późnego kapitalizmu. Przygotujcie się na podróż w głąb króliczej nory, gdzie rzeczywistość miesza się ze snem, a jedynym stałym punktem jest dojmujące poczucie wyobcowania. Ta książka boli, bo w krzywym zwierciadle bezimiennej bohaterki możemy odnaleźć samych siebie. Nasze lęki, frustracje, zagubienie w wiecznie zmieniającym się świecie, dominację technologii, gonitwę za dobrym, wygodnym życiem, samotni w tym nieustannym biegu.. Zofia Lorek daje głos tym, którzy czują się niewysłuchani, i pokazuje, że nawet w największej ciemności można znaleźć pokręcony, ale jednak jakiś rodzaj humoru i towarzystwa, choćby w postaci metrowego owada. To książka dla tych, którzy lubią zanurzyć się w bardziej ambitną literaturę i rozpracowywać metafory, porównania , oniryzmy. To też powieść dla osób, które chcą odnaleźć swoje emocje w literaturze. Czują się samotni, zagubieni, współczesny świat ich przeraża i zmęczeni są nieustanną gonitwą za sukcesem.
Niestety, szybko o 'Stanach przejściowych' zapomnę. Ładny i sprawny język, Zofia Lorek umie pisać, jest w tym debiucie spory potencjał i chętnie sprawdzę, w którym kierunku autorka literacko się uda. Ale całościowo coś mi się tu gubi.
Bohaterka po 30-stce, nie do końca zadowolona z życia, pracy, związku, z poczuciem tymczasowości, do tego rybiki pełzające po mieszkaniu, czasem osiągające ludzkie rozmiary, żabki na każdym rogu, sporo komunikacji miejskiej i stalkingowa ciekawość wobec enigmatycznej sąsiadki stukającej obcasami.
Senne to wszystko jest u Lorek, dość mocno surrealistyczne, przez to nie do końca wyraźne. To chyba nie jest mój styl opowiadania o kryzysie egzystencjalnym, nie odnajduję w tym autentyczności, nie przemawiają do mnie hiperbole i koncepty. Zbyt wymyślne, za mało rzeczywiste.
Pewnie to bardziej 'ja' i moje literackie preferencje. Debiut Lorek oceniłam na 3/5, bo językowo ładnie mi 'Stany przejściowe' brzmiały (choć czasem i klisze się pojawiały).
Widzę mnóstwo opinii o tym, że ta książka jest przekombinowana i to przerost formy nad treścią. Moim zdaniem to określenie powinno być zarezerwowane dla książek snobistycznych, pisanych przez autorów o wygórowanym ego. Lorek nie jest taką autorką, jej narracja o wiele bardziej przypomina mi Schulza i Kafkę. Jej symbole rozsiane po Krakowie bywają niemożliwe do rozkodowania, ale inne stają się po chwili czytelne i działają doskonale. Były chwile, gdy naprawdę siedziałem nad książka i po prostu obserwowałem burze emocji, które we mnie wrzały. Udany debiut, czekam na więcej!
2.5 ☆ lubię gdy takie odklejone historie doprowadzą mnie do pewnych refleksji, zszokują, lub chociaż dostanę jakąś puentę na koniec, ale w Stanach przejściowych jej nie otrzymałam. Mimo zachęcającego, surrealistycznego opisu to nie było coś dla mnie, ale jestem ciekawa kolejnych książek autorki. Słuchałam w audio, kilka razy nawet się zaśmiałam, tylko między rybikiem a Żabką znudziłam się historią.
Po 9 rozdziałach mówię pas. Nie wiem, o co chodzi, ale współczesna proza pisana przez moje osoby rówieśnicze albo nawet młodzsze, w ogóle do mnie nie trafia. Przeważnie nie widzę sensu w tych pozycjach. Niestety tak jest też w przypadku tej powieści. A szkoda, bo widać, że autorka potrafi pisać, ale dla mnie jest to niestrawny błyskotliwy bełkot.
ta książka jest trochę jak sen podczas gorączki, a że słuchałam audiobooka leżąc chora w łóżku, to momentami nie wiedziałam czy to jeszcze książka, czy już sen.