Cieszę się, że już skończyłam tę książkę.
Jednej rzeczy nie rozumiem. Skoro Herling-Grudziński wie, że w sowieckich obozach jest przerażająco, ludzie cierpią i to jest złe to dlaczego nie czuje solidarności z więźniarkami i niejako sam staje się ich oprawcą? Kiedy któryś z więźniów dokonuje zbrodni na innym, autor podkreśla, że jest to niewłaściwe, lecz sam nie potrafi oprzeć się seksualizowaniu kobiety krótko po tym, jak stała się ofiarą napaści seksualnej (patrz: Marusia przychodzi do baraku Kowala i Gustaw opisuje jak jej biust leży w bluzce). Jak on ma czelność pisać, że Marusia patrzyła na swojego oprawcę z miłością?
Oczywiście nie rzucam słów na wiatr, mam cytaty, w których obrzydziło mnie podejście autora.
"Z moich obserwacji obozowych wynika, że kobiety znacznie gorzej znoszą głód fizyczny i seksualny niż mężczyźni." Po czym opisuje jak mężczyźni dla kromki chleba sprzedają swoje ubrania, a kobiety, gdy już nic nie mają, sprzedają usługi seksualne, ale mężczyźni bardziej zachowali swoją godność i są moralniejsi od kobiet (pomimo że wszyscy robią co tylko mogą). "Tak czy owak prawdą jest, że głód najczęściej łamał kobiety, kiedy je zaś raz złamał, nie było już zapory na równi pochyłej, po której staczały się na samo dno upodlenia seksualnego."
Tutaj chyba nie zadziałały zasady logiki, a więc mam dla czytających quiz.
Kto gorzej znosi "głód seksualny"?
A. kobiety, które umierają z głodu i wycieńczenia i aby zdobyć kawałek chleba uprawiają za niego seks z chętnymi
B. mężczyźni, którzy pomimo wycieńczenia i bycia bliskim śmierci głodowej zmawiają się w duże grupy i gwałcą na zmianę niewinną kobietę, byleby móc się wyżyć?
Jeszcze gorzej o Herlingu-Grudzińskim świadczy to, że on zdaje się rozumieć pobudki kobiet. On tłumaczy dlaczego robią co robią, ale nie potrafi się powstrzymać od ich slutshamingu i victim-blamingu. On rozumie, że kobiety sypiają z mężczyznami, aby powstrzymać głód lub odsapnąć od pracy, lecz ciągle zdaje się o tym zapominać.
Spójrzcie na kolejny fragment. Do obozu przyjeżdża nastoletnia Polka, córka oficera z Mołodeczna. "Była naprawdę śliczna: smukła i wiotka jak kłos chwiejący się na wietrze, o dziewczęco świeżej twarzyczce i maleńkich piersiach, ledwie rysujących się za granatową bluzeczką mundurka gimnazjalnego". Czy ja muszę coś dodawać?
Dodam i tak.
Co robi wtedy Herling-Grudziński? Zakłada się ze swoim kolegą, inżynierem Polenko o to, czy ta dziewczynka zostanie zgwałcona, czy też nie, skoro nie wychodzi nocą z baraku (a nocą właśnie najczęściej atakują gwałciciele, niektórzy wręcz zdają się sugerować, że to oczywiste, że jeśli kobieta wyjdzie nocą z baraku to zostanie zgwałcona i że sama sobie winna). Zakład był o pół pajki chleba i "podniecała patriotycznie" autora, któremu zależało na tym, aby "barwy biało-czerwone załopotały dumnie na maszcie zwycięskiej cnoty".
W imieniu tego konkursu, a nie rzeczywistej chęci ochrony rodaczki, proponuje dziewczynie fikcyjne małżeństwo (??), żeby uchronić ją przed nocnymi łowami, no bo wiadomo hehe że to znaczy że dziewczynka należy już do kogoś.
Dziewczyna trafia do swojej brygady, a tam ją gwałci - tak to przynajmniej rozumiem, bo przychodzi do baraku Gustawa i rzuca mu na pryczę podarte majtki kobiece.
Po tym zdarzeniu dziewczyna całkiem zapada się w sobie. Autor opisuje ją wtedy już w całkiem degradujący sposób, pisze o tym jak to "goni się po zonie do późnej nocy jak nieprzytomna kotka w okresie marcowego parzenia", jak wszyscy ją zaczęli ciągle gwałcić (sugerując, że to ona jest tą złą, bo się nie szanuje), po czym pisze, że spotkał ją dwa lata później w Palestynie. Pisze, że była wtedy zupełnie starą kobietą (to powinien mi ktoś wyjaśnić, bo co to w ogóle znaczy), że wygląda nieschludnie, brzydko i oczywiście opisuje wygląd jej piersi.
I ostatni fragment, którego nie ma co komentować, wspomnę tylko że potwierdza moją tezę z czwartego akapitu. Na nim zakończę, bo czytając tę książkę dostaję takiej migreny, że chcę ją wyrzucić ze swojej głowy.
"Nauczyciel z Nowosybirska spełniał tu rolę eunucha z łaźni tureckiej, bo wykonywał niezmiennie swe funkcje, gdy do kąpieli przychodziły kobiety. Za szczyptę machorki na papierosa można się było od niego dowiedzieć, czy mają ładne piersi i uda, czy stare spłaszczyły się już jak kloce uderzane młotem mechanicznym tak, że ich głowy wyrastają wprost z rozdętych monstrualnie bioder i nóg powykręcanych na podobieństwo sękatych konarów, a młode czy zachowały jeszcze resztki dziewczęcej wstydliwości i wyraźną linię ramion".
Autor sprowadza kobiety do płaszczyzny ładna-brzydka, przestaje je widzieć przez pryzmat własnej seksualności dopiero jeśli mają męża z co najmniej jedną zdrową kończyną (tego warunku nie spełnia Fatima Sobolewa). Bardzo odpychająca narracja i kreacja postaci kobiecych. No bo, czy rzeczywiście w tekście o łagrach konieczny był opis piersi prawie każdej kobiety? Czy on musiał spłaszczać każdą kobietę do jej wyglądu i stosunków seksualnych?