"niewątpliwie zraniłem ją boleśnie, ale zawdzięczam jej wiele: odkryła przede mną pewien odcień czerni, którego sam bym nie wymyślił, pewien sposób patrzenia na świat i słodko-gorzki smak życia"
dużo ładnych zdań, które miło karmiły mój mózg w zdecydowanie nie tak ładnej historii toksycznego związku z femme fatal. opowiadania chaotyczne, często nieposkładane, dające duże pole do popisu czytelnikowi, raczej nie trafiły do mnie tak bardzo, jak się spodziewałam. narrator delikatnie mnie denerwował, choć trudno było go oceniać w jego sytuacji, gdzie był zagubiony w swoich uczuciach większość życia. postaci gabrieli do końca nie potrafiłam odczytać jednoznacznie, co raczej jest plusem niż minusem. niestety, mimo braku górnolotnych oczekiwań, raczej nie wrócę do tej książki myślami.
nie ma, być może, większych egoistów, jak ci, co się wcale za takich nie mają, jak ja na przykład. człowiek sądzi, że jest niesłychanie wrażliwy, gdyż jest ogromnie czuły na punkcie własnych dolegliwości i odgaduje mniej więcej bezbłędnie, czym mogą być dolegliwości innych. ale własną boleść odmierza się dokładnie, zgłębia precyzyjnie, syci się nią i upaja. łatwo natomiast kwitujemy samych siebie z przeżywania cudzych tragedii, byle co nas pociesza i śpieszymy dalej.