Powierzchownie wiemy, o co chodzi. Trzeba żyć pod kamieniem, żeby nie słyszeć o incelach – w szczególności po głośnym ataku w Toronto z 2018, kiedy młody mężczyzna, wjeżdżając furgonetką w tłum, zabił 11 osób i 15 ranił. Agresor mówił, że kontynuuje to, co zaczął w 2014 Elliot Rodger, który z kolei dopuścił się strzelaniny na Uniwersytecie Kalifornijskim, a potem skierował lufę na siebie. To tylko jedne z dwóch najgłośniejszych ataków tak zwanych terrorystów mizoginistycznych.
Na szczęście polscy przegrywi póki co bardziej skupiają się na swoim „przegrywaniu w życiu” niż fizycznych atakach. Zajmują się przesiadywaniem na Wolierze Golbinów, Bractwie Spierdolenia czy Spermawce, pluciu obrzydliwym jadem na kobiety, kręceniu inb w internecie, narzekaniu na swój los, robieniem memów albo oszukiwaniu dziewczyn na serwisach randkowych. Przegryw to kategoria nachodząca, ale nie w stu procentach pokrywająca się z zagranicznymi incelami. Tu bardziej chodzi o tak zwane spierdolenie – przegrywi licytują się, który z nich ma gorzej i bardziej nie ma szans polepszenia swojego życia na wszystkich frontach, nie tylko związkowo-erotycznych – choć ten zdecydowanie wybija się na prowadzenie.
Incele twierdzą, że są wykluczeni seksualnie. Za swój los winią przede wszystkim kobiety i rzekomo służące kobietom matriarchalne społeczeństwo. Tam, gdzie feministki widzą umniejszanie i „upupianie” kobiet, które ma poważne negatywne konsekwencje w społeczeństwie – podporządkowywanie się stereotypom płciowym na przykład poprzez przepuszczanie w drzwiach i płacenie za nią restauracji – tam incele dostrzegają podporządkowywanie mężczyzn pod kobiecy dyktat. Przede wszystkim zaś problem tkwi w domniemanej hipergamii kobiet. Czerpiąc z wątpliwej naukowo psychologii ewolucyjnej, incele zarzucają kobietom nieuświadomione i nieuchronne dążenie do nawet przelotnego związania się z partnerem o wyższym od nich statusie na rynku seksualnym – przede wszystkim z przystojniejszym i najlepiej bajecznie bogatym chadem. Reszta samców beta jest jedynie wykorzystywana jako bankomat i zabezpieczenie przyszłości w razie gdy z chadem nie wyjdzie. Tak właśnie incele wyjaśniają sobie swoje niepowodzenia w znalezieniu partnerki: widząc siebie na samym dole tej piramidy.
Nawet nie będę zagłębiać w tłumaczenie, jak poroniony jest to sposób myślenia i jak obrzydliwie tacy ludzie wyrażają się o kobietach. Jednak w tym wszystkim tkwi ziarno prawdy: mężczyźni, którzy nie mieszczą się w stereotypowych wyobrażeniach męskości, poprzez na przykład problemy w nawiązywaniu kontaktów, trudnościami psychicznymi czy z niepełnosprawnością, często są bardzo pokrzywdzeni. Ale nie przez „wszystkie kobiety”. Przez patriarchat i stereotypy płci. Do tego dochodzi współczesne randkowanie online, które czasem przekształca się w bezduszne targowisko próżności, a ocenianie po wyglądzie jest bezlitosną normą. Tak naprawdę przyczyn, dlaczego niektórzy mężczyźni zamykają się „w pułapce gniewu i samotności” jest wiele, często nakładają się i nawarstwiają na siebie, a wskazywać można szereg różnych, bardzo złożonych problemów społecznych. Podlać to zaimportowaną dehumanizującą kobiety, silnie toksyczną ideologią redpillu i mamy bardzo wybuchową mieszankę. Różnice pomiędzy statystycznie lepiej wykształconymi, mieszkającymi w wielkich miastach i mającymi bardziej progresywne poglądy młodymi kobietami a sporą grupą młodych mężczyzn żyjących na wsiach, wykluczonych komunikacyjnie i społecznie, z gorszym wykształceniem, pogłębiają się coraz mocniej.
„Przegryw” to nie jest lektura łatwa. Ja musiałam od niej robić przerwy. Z jednej strony szambo wybija na kilometr w górę, jad sączy się strumieniami i od niektórych tekstów czy przekonań bohaterów reportażu Patrycji Wieczorkiewicz i Aleksandry Herzyk niemalże pęka żyłka. Z drugiej, po dużej dawce przygnębiających życiorysów, podbudowaniu zagadnienia faktami i literaturą naukową, a przede wszystkim różnorakimi głosami – czasem sprzecznymi – z wewnątrz, można zacząć patrzeć na przegrywów trochę inaczej. Przejrzeć przez ich pozy, zgrywy i wisielczy humor, a zamiast tego zobaczyć depresję, dojmującą izolację, zaniedbanie przez społeczeństwo i bezpośrednie otoczenie, pogardę wobec siebie, myśli samobójcze. Zobaczyć złamanych życiem ludzi, którzy łakną zwykłego, ludzkiego ciepła, wysłuchania, pomocy.
Tak jak wspominałam, choć przerywi demonizują kobiety, wyzywając nas od p0lek, hipergamicznych bestii i wielu dużo gorszych epitetów; choć wielu przekonań, tekstów i akcji trudno wybaczyć, a od niektórych cierpnie skóra i zaciskają się pięści, wciąż bardzo się cieszę, że ta książka powstała. Nie można mieć prawdziwie pozytywnego feminizmu bez włączenia mężczyzn, bo patriarchat krzywdzi wszystkich, a męskość, podobnie jak kobiecość, trzeba przedefiniować, otworzyć na nowe, rozbić i pozwolić każdemu żyć w zgodzie ze sobą. Dzięki temu, że autorki dały przegrywom ludzką twarz oraz szansę na wysłuchanie, pozwala lepiej zrozumieć naszą rzeczywistość i próbować ją naprawić. Najlepiej przeczytajcie sami i sprawdźcie na własnej skórze.