Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń. Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa. Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno wszechświata. Jak rozumieć E=mc2 ? Czy teoria względności jest rzeczywiście aż tak skomplikowana? I jak teorie Einsteina wpływają na naszą rzeczywistość? Jeśli szukasz odpowiedzi na te pytania i potrzebujesz prostych objaśnień, koniecznie przeczytaj to nowe, poszerzone wydanie książki, w którym Galfard analizuje naturę czasu i przestrzeni.
Christophe Galfard is a French physicist and author with a PhD. in theoretical physics from Cambridge University. He is co-author with Stephen Hawking and his daughter on their first YA book, George's Secret Key to the Universe. In the past few years, he has given talks, and written a live show, about our universe attended by more than 130,000 people, of all ages and educational backgrounds.
„Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno niepożądane – bo zwiewa czapkę” – mawiał Woody Allen. No i faktycznie: po lekturze Wszechświat w twojej dłoni Christopha Galfarda czapkę zwiewa. Ale nie z powodu przeciągu, tylko dlatego, że nagle orientujesz się, iż Twoja głowa stała się otwarta – szerzej niż kiedykolwiek. A bez tego nie ma szans, żeby połapać się w tym wykładzie o Wszechświecie.
Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, prowadzi nas przez kosmiczny krajobraz tak, jakbyśmy byli pasażerami na gapę w wehikule czasu. I choć chwilami czujemy się jak maturzysta na wykładzie z fizyki kwantowej (z tą różnicą, że tu naprawdę chce się słuchać), to nagroda jest spora: możemy zajrzeć 400 lat w przyszłość, spojrzeć na słońca, które zamieniły się w diamenty wielkości naszego Księżyca, zajrzeć do czarnej dziury (która paruje!), przyjrzeć się strunom, zobaczyć co oprócz kota Schrödingera było razem z nim w pudełku, a nawet dotknąć „ściany” – powierzchni ostatniego rozproszenia, za którą światło nie ma już prawa bytu.
Brzmi groźnie? Bez obaw. Ta granica leży 13,8 miliarda lat świetlnych stąd. A więc spokojnie – zdążysz jeszcze wypić kawę, odebrać paczkę z paczkomatu i zapłacić rachunki.
Największa zaleta tej książki? Galfard nie zasypuje nas równaniami, tylko obrazami, które zostają w głowie jak najlepsze kadry z kina science-fiction. Tyle że tutaj to nie fikcja, tylko fakty. A czytając, człowiek naprawdę czuje, że Wszechświat mieści się… w jego dłoni. I że warto trzymać go mocno, żeby z wrażenia nie wypuścić.