Pewnej nocy podczas pobytu u wujostwa Konstancja Tatarewiczówna znajduje w saloniku myśliwskim zwłoki nieznajomej kobiety. Z Krakowa przybywa wybitny śledczy Ewaryst Grzebinoga, który rozpoczyna dyskretne dochodzenie. Wspiera go młody medyk Dionizy Porckolanko, spędzający wakacje w okolicy. Wkrótce morderca uderza ponownie, a wszystkie tropy prowadzą do luksusowego pensjonatu mieszczącego się w zamku na Pieskowej Skale. Czy dusiciel kryje się wśród automobilistów biorących udział w ojcowskim rajdzie górskim? Czy uda się ocalić hotel przed widmem skandalu? I co wspólnego z tymi wydarzeniami ma Witkacy?
Elegancka zagadka, szczypta historii, odrobina humoru i barwne postaci – oto Potrójny blef.
[PL] Podczas jednej z czerwcowych nocy 1932 roku, Konstancja Tatarewiczówna znajduje zwłoki kobiety, której nie ma prawa znać. Aby uniknąć skandalu, śledztwo prowadzone jest w dyskretny sposób przez Ewarysta Grzebinogę oraz młodego lekarza, Dionizego Porckolanko. Niedługo po pierwszym morderstwie dochodzi do kolejnego, a wszystkie poszlaki wskazują na gości urzędujących w murach zamku na Pieskowej Skale, zebranych z okazji ojcowskiego rajdu górskiego.
Retro klimat inspirowany kryminałami Agathy Christie sprawił, że nie mogłam przejść obojętnie obok “Potrójnego blefu”. To historia osadzona w w realiach dwudziestolecia międzywojennego, z eleganckim, elitarnym klimatem, stworzonym przez autorkę dzięki umiejętnie dobranemu językowie. Niestety, rodzime otoczenie funkcjonuje jedynie jako tło, nie staje się istotnym elementem wydarzeń i równie dobrze wszystkie wydarzenia mogłyby rozgrywać się w okolicy innego zamku; nawet wspomniany rajd nie wnosi niczego do akcji. Szkoda, bowiem włączenie go w fabułę mogłoby ją wzbogacić, a tak wydaje się to być zmarnowanym potencjałem. Z tych dwóch powodów, intryga, choć skomplikowana nie skorzystała ani na lokalizacji, ani na okolicznościach; pozostała angażująca, ale nieco zbyt płaska i nieprzynosząca czytelnikowi satysfakcji.
Znalazłam w tej historii zresztą jeszcze kilka elementów, które przyniosły zawód. Zaczynając od tytułowego potrójnego blefu, do którego nie znalazłam odniesienia w historii, choć liczyłam na to niezmiernie, przez tak niekonwencjonalnie zbudowaną główną postać kobiecą, że aż typowo stworzoną dla czasów, gdy kobiety były tłamszone przez społeczeństwo, kończąc na lekkości czytania tak krótkiej książki, a raczej jej braku.
Mimo to czerpałam z czytania pewną przyjemność, na którą tak liczyłam. I chociaż to drobnostki jak nawiązania do klasycznych kryminałów oraz urzekające nazwy rozdziałów, nie żałuję, że poznałam historię, która możliwe, że będzie mieć ciąg dalszy.
Ktoś tu blefuje, z pewnością nie będę to ja, kiedy stwierdzę, że pióro autorki polubiłam od pierwszej książki, jaką miałam przyjemność czytać. Po każdą kolejną sięgam z prawdziwą radością. Tak było i w tym przypadku.
Autorka zaprasza czytelnika do Pieskowej Skały, jakżeby inaczej, jednak tym razem akcja dzieje się niemalże sto lat temu. Młoda Konstancja Tatarkiewiczówna zostaje "zesłana" do wujostwa. Wkrótce dochodzi do zabójstwa i to właśnie ona znajduje ciało ofiary. Przysłany z Krakowa komisarz Ewaryst Grzebinoga ma znaleźć winnego tej zbrodni, co nie bedzie łatwe, biorąc pod uwagę pełen pensjonat kręcących się ludzi. Wkrótce dochodzi do kolejnych morderstw. Komisarzowi pomagać będzie medyk Dionizy Porckolanko, oraz Konstancja. Piękne okoliczności przyrody, rajd automobilistów, oraz Witkacy. Najprawdziwsza intryga kryminalna, napisana w lekkim stylu. Lepiej być nie może.
Świetna cosy crime, która zadowoli zarówno tych, którzy wolą kryminały lżejsze w odbiorze, jak i tych, co lubią pogłówkować nad rozwiązaniem skomplikowanej zagadki. Autorka cudownie oddała klimat tamtych lat. Lektura może przywodzić na myśl stare, dobre kryminały, z szczyptą tego, co lubię w kryminałach Agathy Christie. Wszystko to jednak w najlepszym wydaniu, w jakim może napisać współczesna pisarka.
Dla mnie czas z tą książką to był prawdziwy relaks, zapomniałam o codziennych sprawach, czy jakichkolwiek troskach. Gorąco polecam.
Dziś mam dla was kilka słów o "Potrójnym blefie" Karoliny Morawieckiej, bo i tutaj nawiązania do książek Christie się pojawiły. Akcja toczy się w latach 30., poznajemy mieszkańców Żubrynówki i ich gości, ale ostatecznie wędrujemy na zamek w Pieskowej Skale - to właśnie tutaj wiodą nas ścieżki dochodzenia w sprawie zagadkowego morderstwa pokojówki. Zaangażowanie śledczego, Ewarysta Grzebinogi, Konstancji Tatarewiczówny i doktora Dionizego Porckolanko pomagają mieszkańcom zamku w końcu poczuć się bezpiecznie- zwłaszcza służbie, której liczba zmniejszyła się aż o 3 osoby! Mimo nacisków, by śledztwo zakończyć jak najszybciej i najdyskretniej, Ewaryst nie poddaje się i przy pomocy Konstancji ostatecznie uzupełnia wszystkie luki i znajduje sprawcę.
Książkę czytało mi się bardzo szybko, a to za sprawą ciekawej fabuły choć przyznaję, że gdy gdzieś po lekturze 80% całości uświadomiłam sobie, że za chwilę koniec, miałam delikatny niedosyt. Oczywiście z góry założyłam, że to wszystko się jeszcze może rozkręcić na wiele sposobów, miałam nawet dwa typy na sprawcę, choć obydwa okazały się błędne... Niemniej, zakończenie mnie nie rozczarowało- mimo dość przewidywalnego motywu, jaki stał za zbrodniami, wszystko zostało dobrze dopięte i przemyślane. Książkę szczerze polecam tym, którzy szukają czegoś w klimatach Christie.
Muszę przyznać, że potrzebowałam trochę czasu, aby wkręcić się w wydarzenia. Na początku dałam się porwać wirze fabuły, która później zwolniła, wciągając nas w historię bohaterów, zamku, otoczenia i od czasu do czasu tajemnicze morderstwa. Zdarzało mi się trochę ponudzić, bo od książek o takiej tematyce oczekuję raczej akcji, ale szczerze mówiąc, tej książce to pasowało. Sam klimat dawnych lat i poznawanie bohaterowie było świetną zabawą! A historyczne ciekawostki? No mega! Nie dość, że możecie prowadzić śledztwo razem z Ewarystem, Dionizym i Konstancją, to dodatkowo dowiecie się paru ciekawych rzeczy o tamtych latach! Sami bohaterowie są bardzo barwnymi postaciami, o wyraźnych charakterach, co nadaje fabule dodatkowego smaku. Muszę przyznać, że czytając czułam się, jakbym miała w rękach nową książkę Agathy Christie, bo miała podobny, wyjątkowy klimat! 💛 Choć fabuła czasami zwalniała, a ja troszkę nudziłam, to i tak uważam, że ta książka była świetna, a zakończenie ciekawe! Czy je odgadłam? Cóż, miałam przypuszczenia, ale po takiej ilości kryminałów ciężko ich nie mieć! 😅 Ta książka zapewni wam humor, historie i barwne postacie! Zdecydowanie dobra pozycja na zbliżającą się jesień! 🍂 [Współpraca reklamowa z wydawnictwem]
Podczas wizyty u krewnych Konstancja przypadkiem odkrywa ciało kobiety w myśliwskim salonie. Z Krakowa przyjeżdża śledczy Ewaryst Grzebinoga, by dyskretnie zbadać sprawę. Towarzyszy mu młody lekarz Dionizy Porckolanko, który spędza wakacje w okolicy.
Wkrótce dochodzi do kolejnego morderstwa. Ślady prowadzą do ekskluzywnego pensjonatu mieszczącego się w zamku na Pieskowej Skale. Czy zabójcą jest ktoś z uczestników górskiego rajdu? Czy hotel uniknie skandalu?
Książka zapowiadała się naprawdę obiecująco — klimat dawnych lat, przyrodnicza sceneria i seryjny morderca. Podświadomie czułam, że będzie to dobra lektura, coś na miarę powieści spod pióra Agathy Christie. Nie ukrywam jednak, że trochę się zawiodłam. Na początku miałam spory problem z przyswojeniem nazwisk głównych bohaterów. Przez chwilę nawet zerknęłam na tył książki, licząc, że znajdę tam drzewo genealogiczne. Kiedy w końcu wciągnęłam się w fabułę, akcja spowolniła niemal do zera. Dłużyła się aż do ostatnich stron, co odebrało mi satysfakcję z rozwiązania zagadki — kim okazał się morderca.
Wielka szkoda, bo pokładałam w tej historii ogromne nadzieje.
Historia zaczyna się, gdy Konstancja, młoda dziewczyna spędzająca lato u wujostwa, znajduje w saloniku zwłoki nieznajomej kobiety. Do prowadzenia śledztwa zostaje wyznaczony najlepszy detektyw z Krakowa, Ewaryst Grzebinoga. W dochodzeniu wspiera go młody medyk oraz… sama Konstancja, która, choć w tajemnicy, aktywnie pomaga w rozwikłaniu zagadki, co w realiach 1932 roku było nie lada wyzwaniem. Gdy morderca uderza ponownie, robi się coraz bardziej niebezpiecznie…
Na plus zdecydowanie zasługują naturalnie brzmiące dialogi oraz świetnie oddany klimat Polski tamtego okresu - od realiów społecznych, przez obowiązujące konwenanse, po ówczesne podejście do śledztw i praw kobiet. Doceniam również połączenie fikcji z faktami - autorka osadziła akcję w prawdziwym miejscu, a niektórzy bohaterowie zostali zainspirowani postaciami historycznie z nim związanymi. Polubiłam też głównych bohaterów, co sprawiło, że książkę czytało mi się zdecydowanie przyjemniej.
Na minus - zabrakło mi wszystkiego, czego zwykle szukam w kryminale: skomplikowanej zbrodni, szczegółowo poprowadzonego śledztwa, emocjonujących zwrotów akcji i zaskakującego finału. Biorąc pod uwagę, że głównym bohaterem jest wybitny śledczy, brakowało mi tutaj konkretnego dochodzenia. Poszlaki trafiały mu się przypadkiem, a on sam w kółko powtarzał, że jest sfrustrowany, bo nie może prowadzić oficjalnego śledztwa. Czekałam, aż wykaże się sprytem i jakoś obejdzie nałożone na niego ograniczenia - ale się nie doczekałam.
Książkę polecam osobom, które szukają obyczajowej powieści w klimacie retro, z morderstwem i zagadką w tle.
Moja ocena: 3/5 ⭐️
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz recenzencki (współpraca reklamowa)