Jump to ratings and reviews
Rate this book

Retrowizje. Antologia

Rate this book
Fantastyka zazwyczaj śmiało spogląda w przyszłość albo refleksyjnie wstecz, czasem ciekawsko zerka na boki. Za to jej wersja retro może zrobić wszystko naraz: sięgnąć ku przeszłości, skręcić w alternatywę i pokazać fascynujące następstwa tej zabawy.

Retrowizje przeniosą was do krain, które pewnie kojarzylibyście z podręczników historii... gdyby miejsca te nie zmutowały. Na kartach niniejszej antologii stały się wręcz nie do poznania: w szalonych boomach technologicznych wyhodowały mechaniczne bóstwa, królów na pompę, wybuchowe bumerangi czy zwiewne żaglowozy. Poznacie wersje świata, gdzie w imię podboju trwoniono wysiłki wynalazców, niepozorna gliniana figurka stawała się zarzewiem niebotycznej wiary, a rasizm i kolonializm prezentowały swoje ekstremalnie wykolejone oblicza. Oto jedna z najbardziej nieoczywistych i przewrotnych lekcji antropologii, sięgająca od paleolitu do XX wieku, jaką możecie odbyć.

ebook

First published June 4, 2025

1 person is currently reading
4 people want to read

About the author

Dawid Wiktorski

22 books4 followers

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
0 (0%)
4 stars
2 (66%)
3 stars
1 (33%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 of 1 review
143 reviews
Read
September 8, 2025
Najłatwiej wejść we wszelką fantastykę poprzez przedstawienie ich inności jako nowość, czy to przez portal fantasy, czy to in universe rozwój. Retrowizje jako historie alternatywne z odrobiną fantasy historycznego, science-fiction i historii alternatywnej raczej wybierają tą drugą. W dodatku warunki historyczne plus geniusz, który zmieni oblicze świata.

Z tego powodu dwa pierwsze opowiadania. Pierwsze jest o clockpunkowym dworze Ludwika XIV ("Mysterium Cosmographicum" – nie podoba mi się tytuł, ale to dlatego że rozumiem znaczenie, choć teoretycznie może nawet pasować). Drugie to o flogistopunkowych Holenderskich Indiach Wschodnich ("Miasto dymu i popiołu"). Same opowiadania nie były złe, znaleźć można w nich ciekawe nawiązania, realne problemy, a także zagwozdkę, czy nasze światy są takie same, czy też ktoś bawi się w Dukaja light. Ale mamy ten sam motyw kropka w kropkę i to w dodatku w bardzo bliskim czasie.

Z tego wybija się następne opowiadanie, które cofa nas w czasie o tysiące, jeśli nie setki tysięcy lat. Wbrew pozorom też mamy tutaj realnie podobny motyw, choć z wybijającą do alternatywnej teraźniejszości klamrą narracyjną. Nadaje to nieco powiewu świeżości. Osobiści kojarzyło mi się to nieco z "Neandertalską paralaksą" albo "Nasze imię Legion, nasze imię Bob", choć to zupełnie inne opowieści. Zajrzałem na wikipedię, by sprawdzić kiedy wyginęli Neandertalczycy i w sekcji reprezentacji kulturowej szczególnie ciekawa okazała się seria "Dzieci Ziemii", która z opisu brzmi jak potencjalna inspiracja, druga z głoskami też, choć jak to bywa może to kwestia źródła? Z pewnością większa przewrotność i nowość wybija "Homo sapiens planifacialis" na tle poprzednich.

Wadą historii alternatywnej w stosunku do czystej fantastyki jest to, że mniej wybacza nieścisłości. Można udawać, że w pseudopóźnośredniowiecznej rzeczywistości mogą być inne rzeczy, ale w przypadku alternatywnej historii oczekuje się pewnych podobieństw. Oczywiście silniejsza czarna śmierć jako punkt dywergencji jest wdzięczny, ale pozostaje pytanie, czy np. brak armii zawodowej to wynik tejże, nieznajomości realiów historycznych, czy percepcji wewnątrz świata. Oczywiście mamy już tutaj możliwości refleksji i uwiarygodnienia, ale rozdźwięk pozostaje. Samo opowiadanie poza tym wyżej nadal jest nierówne. Sprawnie i interesująco przedstawia realia. Plot twist na końcu był cudowny i cóż, można go interpretować na bardzo wiele sposobów. Poza tym mamy dobre zakpienie z powierzchowności zachodniego racjonalizmu. Jednak pójście dalej zrobiło się nieco absurdalne, a sam koniec trudno nazwać zakończeniem. A jak już to niesatysfakcjonującym.

W "świcie nad doliną" mamy w pewnym stopniu zrealizowanie mema, pseudohistorycznej interpretacji ala Wielkie Indie tekstów historycznych. I poza wadą, że trudno zrozumieć imiona i nazwy, wprowadzając głęboko defamiliaryzację, to potrzebujemy takich retellingów więcej. Choć fajnie byłoby, gdyby na koniec nie było małej ekspozycji, tylko było więcej kawałków, dlaczego stało się to, co się stało. Być może zagubiło się to w tych hinduskich nazwach, ale chyba nie.

Nie mam pojęcia, co znaczy tytuł "Pogrobowiec Boga Wi". Pogrobowiec to dziecko urodzone po śmierci ojca, jednak tutaj ma to chyba nieco inne znaczenie. Ciekawy western z dość metaforyczną fabułą i trochę podobnym przekazie, co "Wielki dług".

"Wielkie łowy"
Miks tradycyjnych konfliktów szpieg vs. wielki zły (schemat z Spirita chyba), Jamesa Bonda z jego gadżetami i Australijczyka. Wszystko w tym tradycyjnym sosie absurdu z papką dobrej zabawy. A wszystko z powodu (m)emu (to słowo w tym kontekście jest niesamowicie wieloznaczne). Jedyną nieprawdopodobną rzeczą w tym opowiadaniu jest to, że Australijczycy wygrywają wojnę z emu.

"Latawce nad Chang'anem" zabierają nas znów na wschód, tylko trochę dalej niż "Świt nad doliną". Cesarskie Chiny, tym razem nie wcale nieChinach, jak w wielu mangach. Niestety wieloperspektywiczność dla mnie rozbija stawkę i ostatecznie sprawia, że opowiadanie mnie znudziło. Ciągłe skakanie poza próbą wytworzenia dynamiki stara się zapewnie pogłębić świat i przedstawić różne jego elementy. Czy industrializujące się Chiny z machinami latającymi nie są interesujące? Być może nuda całości kryje i ten aspekt swoim cieniem. Choć ewidentnie mamy ciekawy pomysł, to jego rozwinięcie lub przedstawienie również nie okazuje się angażujące. Chyba najkrótsze i niestety najmniej podobające mi się opowiadanie w tej antologii.

"Atoma"
Ciekawy retelling mitów i baśni z dodatkiem pioruna kulistego. Tutaj to znajomość mitu o Prometeuszu i chęć poznania jego przekształcenia napędzała zainteresowaniem. Największą wadą jest główny bohater. Zniekształcenie imienia i jednoczesne udawanie, że to ktoś kogo znamy albo nie jest strasznie cheesy. Można to porównać do tych chamskich easter eggów w filmach superbohaterskich, albo przerw na klaskanie w Spider Manie No way home. A jeśli opowiadanie miało mieć jakiś przekaz egzystencjalny, albo motywacyjny, mimo nihilistycznych konotacji to to wyżej jak i krytyka z wielkiego długu skutecznie go zabija. Nic nie wybrzmiewa poza tym, że mamy interesujący retelling.

Na koniec spojrzałem na przypisanie gatunkowe do opowiadań. Nie wiem, jak są one nadawane, przez autoidentyfikacje autorów, czy w inny sposób. Jednak dystopia dla "Atomy", post apokalipsa dla "Wielkich łowów" i dark fantasy dla "Świtu nad doliną" to coś, czego nie potrafię dostrzec. Wszystko możnaby nazwać historią alternatywną albo jak w przypadku niektórych fantasy lub SF.

Ogólnie, jeśli kogoś interesuje historia alternatywna, to się nie zawiedzie. Choć nie mamy tutaj żadnej klasycznej historii alternatywnej (z jednoznacznym wydarzeniem historycznym jako punkt dywergencji i w miarę realistyczną alternatywą), a nawet parę dość luźno potraktowanych rozumień tej nazwy to większość opowiadań czyta się przyjemnie. Jak zawsze w antologiach mamy doły i góry, ale może na to wpływać subiektywność spojrzenia. Raczej nie należy się zrażać w tym przypadku.

Alt: https://nakanapie.pl/recenzje/trzecia...
Displaying 1 of 1 review

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.