„Dźwięki” Agaty Kunderman to thriller psychologiczny, który wciąga jak hipnotyzująca melodia - niepokojąca, emocjonalna, pełna niedopowiedzeń. I tak właśnie odebrałam tę powieść: jako książkę, która prowadzi czytelnika przez wszystkie rejestry emocji - od rozpaczy po złość, od zagubienia po prawdę, której może nie chcieliśmy znać.
Poznajemy Alicję Artner - wybitną pianistkę, która właśnie kończy swój koncert w Narodowym Forum Muzyki. Powinna unosić się na fali sukcesu, wśród braw i gratulacji, ale jej myśli są gdzie indziej. Bo Ludwik - jej mąż, geniusz kompozytorski - miał być na sali. Nie przyszedł. Nie odebrał telefonu. Zostawił tylko krótką wiadomość: „Już jadę”. I więcej już nie wrócił.
Wypadek samochodowy. Śmierć. Cisza. Ale ta cisza nie trwa długo.
Kunderman nie pozwala nam ugrzęznąć w melancholii. Alicja, choć pogrążona w żałobie, odnajduje coś, co staje się początkiem opowieści - zapiski Ludwika. Utwory, które nigdy nie zostały jej pokazane. Nuty, które prowadzą nie tylko do dawnych wspomnień, ale i do mrocznej zagadki z przeszłości. Czy Ludwik był tym, za kogo się podawał? Dlaczego ukrywał pewne fakty? I kim była kobieta, której echo zaczyna rozbrzmiewać między taktami?
Uwielbiam thrillery, które bazują na atmosferze, a nie tylko na trupach i pościgach. „Dźwięki” to historia, która gra na emocjach jak na strunach fortepianu. Czułam napięcie przy każdym kolejnym tropie. Podejrzewałam wszystkich i niczego nie byłam pewna. Autorka z wprawą przeplata wątki z przeszłości i teraźniejszości, a każda scena buduje napięcie, jakbyśmy zbliżali się do ostatniego akordu, który zmieni wszystko.
Nie mogłam się oderwać. Klimat tej powieści jest niepokojący, gęsty, pełen niedopowiedzeń – ale w tym tkwi jej siła. Muzyka w tej książce to nie tylko tło, to język, którym Ludwik zdaje się przemawiać zza grobu. Pojawiały się momenty, w których miałam dreszcze – nie ze strachu, ale z emocji. Bo prawdziwe przerażenie często kryje się w tym, co niewidoczne, w sekretach tych, których kochamy.
Zakończenie? Z jednej strony logiczne, z drugiej - pozostawiające przestrzeń do interpretacji. Czy było satysfakcjonujące? Tak. Czy zaskakujące? Również. Ale przede wszystkim było spójne z tonem całej powieści - smutnej, pięknej, mądrej i niezwykle ludzkiej.
„Dźwięki” to książka o miłości, która nie zawsze jest prawdą. O zaufaniu, które może być złudzeniem. I o tym, że czasami największe sekrety skrywają ci, którzy stoją tuż obok.
Dla mnie to jedno z literackich odkryć tego roku. Mocna, emocjonalna i bardzo dobrze skonstruowana opowieść, która zostaje w głowie długo po ostatniej stronie. Chętnie poznam inne książki autorki.
Ocena: 9/10 - za oryginalność, emocje i atmosferę.