Czy uwierzysz we wróżki, jeśli od tego będzie zależeć spokój całej wioski?
Na skraju osady żyje Helena – starsza kobieta, wokół której narosły legendy. Wierzy we wróżki i magię, a mieszkańcy pozwalają jej w tej wierze trwać… dla wspólnego dobra.
Lona, Tony, Miśka, Dośka i Robert próbują wybić się ponad rutynę wsi, choć sami nie do końca wiedzą, dokąd chcą uciec. Wyruszają do lasu – tego samego, o którym krążą dziwne opowieści. Tam rzekomo mieszka Złoczyn, król węży, który zwodzi zagubionych. Ale przecież to tylko bajki, prawda? Decyzja pięciorga przyjaciół, by złamać tabu i wejść do lasu, uruchamia lawinę wydarzeń, których konsekwencje na zawsze zmienią życie wielu osób.
W tle tej opowieści pulsuje także inna relacja, cicha, ale poruszająca, między dziadkiem Antonim a wnukiem Samuelem. Dwoma mężczyznami z dwóch różnych światów, których więcej dzieli, niż łączy, a jednak los zmusza ich, by znaleźli do siebie drogę.
Studnia Heleny to opowieść o tym, jak mity potrafią stać się rzeczywistością – i jak bardzo potrzebujemy wiary w coś więcej, gdy świat zaczyna się zmieniać.
Urodzona w Nowym Sączu, od lat związana sercem ze Śląskiem. Absolwentka translatoryki hiszpańskiej na Uniwersytecie Śląskim, rozmiłowana w bogactwie literatury hiszpańskojęzycznej. Od 2018 roku właścicielka marki „Opowiemci”, miejsca, gdzie literatura staje się źródłem inspiracji i wymiany myśli dla czytelników. Tu w corocznym rankingu docenia i wyróżnia twórców promujących czytelnictwo. Organizatorka spotkań dla miłośników literatury w ramach festiwalu Książkonalia w Katowicach.
Całkiem w porządku opowieść o małej wiejskiej społeczności. Momentami nawet chwytająca za serducho. Jednak większość fabuły dotyczy nastolatków i ich rozterek, co trafia do mnie nieco mniej. To co podobało mi się zdecydowanie najbardziej, to relacje rodzinne, które dodawały tej historii dużo ciepła.
„Studnia Heleny” to książka, którą czyta się niesamowicie szybko (przeczytałam ją w jakieś 4h?), a która pozostaje z czytelnikiem na długo.
Niektóre książki kocham za emocje, przez które nie mogę przestać płakać. Tu było nieco inaczej – nie jestem osobą, która sięga po komfortowe książki, ale chyba powinnam (moje zdrowie psychiczne by mi podziękowało), bo potrzebowałam tej namiastki nadziei. Podam wam przykład, który idealnie pokazuje, z jaką książką będziecie miec doczynienia: mieszkańcy wsi mają taką zasadę, że to, co chcą sobie kupić, kupują podwójnie i ten drugi zestaw dostarczają pewnej kobiecie (Helenie oczywiście), która wierzy, że opiekują sie nią wróżki (genezę tego przekonania poznacie na początku historii!). NO CZY TO NIE JEST PRZEKOCHANE? Sama myśl, że ludzie mogą się tak zjednoczyć... 🥹
Poznajemy tu wiele różnych postaci, które – jak na tak krótką książkę – są świetnie opisani. Nie brak im głębi, chociaż tu musze zwrócić uwagę, że książka bardziej kojarzy mi sie z takimi kartkami z kalendarza, co nie każdemu podpasuje. Tzn. często rzeczy sie dzieją pomiędzy rozdziałami, przez co widzimy na przykład reakcję bohaterów na sytuacje, które działy się, a o których nam nikt nie powiedział.
Co do rzeczy, które mi sie nie podobały, bo nawet w najlepszych książkach są takie momenty: – Było tu sporo niepotrzebnych dopowiedzeń. Może to moje osobiste preferencje, ale wolę, gdy narracja pokazuje nam, co mamy czuć, ale nie mówi nam tego wprost. Przykład? „– Miśka, serio? – spytała z niedowierzaniem, widząc, że jej przyjaciółka chce podjąć niepotrzebne ryzyko”. Ze sceny wiemy, skąd wynika zachowanie Lony. Biorąc to pod uwagę, nie potrzebujemy, żeby narrator powiedział nam jeszcze raz, czemu konkretnie ktoś się zachowuje, jak się zachowuje. Mam trochę wrażenie, że autorka się nie docenia, myśląc, że opis zachowania bohaterów jest niewystarczający. A BYŁ WYSTARCZAJĄCY ❤️ takie dopowiedzenia naprawdę są w większości niepotrzebne! – drugiej rzeczy nie mogę powiedzieć wprost, bo to spojler, ale chodzi mi o zachowanie pewnych osób w pewnych warunkach (musicie przeczytać, żeby wiedzieć XD). Wydaje mi się, że zabrakło trochę bardziej realistycznych opisów i dalszych konsekwencji.
Zastanawiałam się też, jak oddać klimat panujący w tej książce. Powiedziałabym, że jest to połączenie porannej rosy z mgłą, połączenie słońca z deszczem, połączenie niezapominajek z lasem. Więc może nie jest to letnia książka w stylu plaży, kukurydzy i zamków w piasku, ale zdecydowanie w stylu siedzenia u babci lub w ogródku lub właśnie w lesie. Jecie makaron z truskawkami, jak Iga Świątek nakazała, zbieracie kwiaty, chodzicie boso po trawie, czytacie „Studnię Heleny”... to jest życie 😌
Po opisie książki spodziewałam się zupełnie innej historii, czekałam wręcz na pewne wydarzenia (które w końcu miały miejsce, ale musiałam na nie trochę poczekać). Dostałam za to nostalgiczną, czułą, życiową i szczerą historię ludzi: rodziny, paczki znajomych, sąsiadów.
Akcja książki toczy się we wsi, gdzie tytułowa Helena, starsza kobieta z niepełnosprawnością intelektualną, wierząca we wróżki i magię, zostaje zaopiekowana przez sąsiadów, mimo jej „dziwactw”. Jej historia bardzo mnie ujęła, było mi przykro czytając o jej doświadczeniach z młodości, ale jednocześnie ogromnie wzruszona tym, jak ludzie ze wsi o nią dbali.
Poza historią Heleny, śledzimy losy grupy nastolatków – Miśki, Dośki, Lony, Tony’ego i Roberta. Nuda, rutyna i wiejska codzienność sprawiają, że szukają dodatkowych wrażeń. Wyruszają do lasu, które słynie z dziwnych opowieści. Ich decyzja o wejściu do lasu zmienia losy wielu ludzi na zawsze.
Bardzo wartościowa była dla mnie relacja dziadka Antoniego i wnuka Samuela. Mieli trudne początki, wypełnione złością, niechęcią i niezrozumieniem drugiej strony. Potem jednak rozwija się i przeradza w coś ważnego i prawdziwego.
Beata pisze bardzo przyjemnie, lekko i przystępnie. Narracja książki sprawiła, że miałam wrażenie, jakby ktoś opowiadał mi bajkę. Tempo wydarzeń może było dla mnie zbyt spokojne, ale po przeczytaniu książki stwierdzam, że to był dobry i potrzebny dla całej historii zabieg.
„Studnia Heleny” to historia o ludzkich emocjach, o ich doświadczeniach i codzienności. O tym, że bycie innym, nie oznacza bycie złym, a wręcz przeciwnie, mówi o sile w tej inności. Nie ma tu fajerwerków ani akcji jak w thrillerze. Historia jednak dotyka bardzo delikatnych strun, pozostawiając nas z refleksją i ogromną czułością.
Kiedy byłam mała chodzenie do lasu to była jedna z większych atrakcji na wsi. Wspinanie sie po drzewach, odkrywanie nowych ścieżek, zjazd na sankach ze stromej polany. Dlatego nie wyobrażam sobie co muszą czuć dzieciaki, których przed lasem się straszy i które mają zakaz wchodzenia do lasu bez konkretniejszych wyjaśnień. Cóż - sekrety i zmowy często mogą prowadzić do tragedii, choć jeśli wmiesza się w to osoba niepełnosprawna wierząca we wróżki może nie będzie tak tragicznie jak w Połańcu.
"Studnia Heleny" [współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mięta] to druga książka Beaty Skrzypczak, a ja lubię sprawdzać autorów, których debiut poznałam. Realizmu magicznego tu nie znajdziemy, a na to co zapowiada nam opis książki z tyłu przyjdzie nam bardzo długo czekać. Przez to, że przeczytałam ten opis książka mi się trochę ciągnęła, bo czekałam na pewne wydarzenia. Gdyby nie to, pewnie czytałabym sobie tę spokojną opowieść o wiejskim życiu nie czekając na to, że będzie się coś złowieszczego działo. Może to też trochę kwestia tego, że w porównaniu do początkowych wydarzeń końcówka dzieje się szybko i człowiek by chciał, żeby była bardziej rozbudowana.
Nie można odmówić książce realizmu małej społeczności wiejskiej, sympatycznych bohaterów, choć bardzo ludzkich i nie bez wad. Czasem się gubiłam w naszej młodzieży kto jest kim, ale resztę szybko załapałam. Dziadek Antoni był najlepszy! Moje ulubione momenty, to te, w których czuć było napięcie i człowiek chciałby wiedzieć co dalej - scena z zostawieniem kolegi w lesie i to jak się ta sprawa rozwiązała - majstersztyk.
czy jest to lektura obowiązkowa i taka, która zostanie na długo w mojej pamięci? Wydaje mi się, że nie. Niemniej jednak to bardzo przyjemna do czytania obyczajówka na jeden lub dwa wieczory, jeśli ktoś ma czas.
Całkiem w porządku pozycja, chociaż mało zaskakująca. Ciekawa historia, ok postaci, trochę moralizatorstwa, trochę sentymentu. Myślę, że niestety szybko zapomnę tę książkę.
Studnia Heleny to druga książka napisana przez Beatę Skrzypczak. Wydało ją Wydawnictwo Mięta. Nie jest to typ literatury, którą zazwyczaj czytam, ale poprzednia książka autorki mnie zachwyciła, więc i tą byłam zaintrygowana.
Sięgnęłam po nią w zasadzie znając tylko opis z tyłu książki. Przyznaję, że nie przeglądałam materiałów promocyjnych ani nie podczytywałam innych recenzji. Przez to, co sugeruje opis, spodziewałam się po Studni Heleny elementów fantastycznych albo pewnej dozy realizmu magicznego. Spowodowało to, że przy czytaniu towarzyszyło mi drobne rozczarowanie, które pod koniec książki przeistoczyło się w poczucie bycia oszukanym.
Opis jest bardzo mylący i opisane w nim wydarzenia przedstawione jako sedno powieści mają miejsce dopiero pod koniec książki. Wcześniej czytelnik dostaje opowieść właściwie o niczym. Autorka poświęca bardzo dużo czasu epizodom, które mają pokazać postacie oraz relacje między bohaterami, które rozgrywają się we współczesności. Widać było też próbę ukazania różnic między pokoleniami, ale na próbie się skończyło.
Książka wprowadza bardzo wiele postaci i prowadzi to do dwóch problemów, które drażniły mnie w trakcie lektury. Nie raz czytałam i postacie mi się myliły. O ile w połowie byłam już w stanie zorientować się, czym się różni Miśka od Dośki, a Tony od Roberta, tak gdy przyszło do postaci pobocznych – na przykład ich rodziców przedstawionych niekiedy z imienia – to znów się gubiłam i nie miałam pojęcia, kim oni właściwie są i z kim byli związani. Wzmocnione było to przez drugi problem – postacie były płytkie.
Książka jest krótka, ma raptem trzysta stron wraz ze stronami redakcyjnymi, podziękowaniami i notą od autorki. To nie jest dość przestrzeni, by wprowadzić i dobrze opisać prawie dziesiątkę bohaterów. Skutkuje to tym, że oparci są oni na stereotypach i pojedynczych cechach, które nie mają kiedy wybrzmieć ani się zaprezentować. Podobnie z relacjami między nimi. Wszystko, czego czytelnik się o nich dowiaduje, jest mu powiedziane, bo nie ma kiedy tego pokazać. A zmiany zachodzą nagle i bez większych podstaw.
Jeśli jest coś, czego autorce nie można odmówić, jest to umiejętność ubierania emocji w słowa. Tutaj zdecydowanie książka się wyróżnia. Sceny emocjonalne zostały bardzo dobrze napisane i dawało się je odczuć tak, jak czuli to bohaterowie. Stylistycznie też jest dobrze. Skrzypczak ma językowo wyćwiczone pióro, a to sprawia, że całość czyta się dobrze i sprawnie.
Główny morał opowieści do mnie nie przemówił. Wręcz przeciwnie, gdyby nie był podawany raz za razem wprost, nie wyłapałabym go, bo opowieść sama w sobie momentami mu zwyczajnie przeczy – przynajmniej w moich oczach. Chociaż to może być kwestia indywidualna, jako że gloryfikacja wsi i ważności małych wspólnot zawsze była dla mnie niezrozumiała.
Nie powiem, że Studnia Heleny to książka zła. Może nieco przekombinowana przez natłok rzeczy, które autorka zawarła w niewielkiej objętości. Z pewnością nie wpasowała się w mój gust czytelniczy. Do tego opis wprowadza potencjalnego czytelnika w błąd na temat jej treści. Jeśli coś z tej książki wyciągnęłam, to przekonanie, że może powinnam sobie odpuścić literaturę piękną i obyczajówki.
Ta książka wzięła mnie z dużego zaskoczenia. Od początku wzbudziła moje zaciekawienie, które z każdym kolejnym rozdziałem tylko się potęgowało. Dla mnie było to olbrzymim plusem, że nie potrafiłem przewidzieć rozwoju fabuły, nawet na kilka kroków do przodu. W pewnym stopniu jest to zasługa samej jej konstrukcji, która jest swoitą opowieścią. Co kilka rozdziałów pojawia się przerywnik w postaci narracji starszej kobiety, której tożsamość jest trzymana w tajemnicy do samego końca. Za każdym razem, gdy zabierała ona głos, można było być pewnym, że wydarzy się coś czego totalnie w danym momencie się niespodziewamy. A takich wydarzeń było całkiem sporo.
Książka jest wielowątkowa i wielowymiarowa, a liczy zaledwie trzysta stron. Niemniej, opowieść pozostaje spójna i płynna. Opowiada ona o społecznym wykluczeniu, ale i o sile wspólnoty, o niezrozumieniu i poczuciu samotności, ale także o miłości i silnej międzypokoleniowej relacji, jaka może połączyć dwie na pozór obce sobie osoby. Ta powieść wzbudza smutek i wielokrotnie go potęguje. Ale jednocześnie niesie ze sobą nadzieję, spokój i ukojenie. Ma w sobie piękne przesłanie, choć niezwykle proste, to warte było odkrycia.
W całej fabule można odnieść wrażenie, że brakuje jednak tytułowej Heleny, od której historii zaczyna się cała powieść. Z pierwszoplanowej postaci, przechodzi w cień i niestety długo w nim pozostaje. I potrafię zrozumieć czemu to służy. Helenka nie miała prostego życia i doświadczyła dużo złego, czego możemy się łatwo domyślić, więc pozwalając jej ukryć się w chatce w lecie, dostała szansę na zagojenie swoich ran. Helena choć skryta, przewija się przez całą opowieść, pozostaje w pamięci innych mieszkańców wioski, którzy lepiej bądź gorzej potrafią zrozumieć ją i jej stan. Okazuje się jednak, że nawet nieobecna pozostaje najjaśnieszą gwiazdą całej opowieści.
Miejscami trudna, choć mogłoby się wydawać, że jest przewidywalna i błacha.
Autorka świetnie oddała zamierzony sens bez przekoloryzowania. Sprawiła, że zwykłe wiejskie życie stało się czymś niezwykłym.
Choć wydarzenia toczyły się w teraźniejszych czasach, to miałam wrażenie, że cała historia toczy się w latach 90 ubiegłego wieku.
Ukazanie tak wielu ludzkich emocji, ich życia w tak wiernie oddany sposób sprawiło, że nie raz miałam wrażenie, że historia toczy się tuż przymnie, tuż za rogiem.
Realizm magiczny, wiejskie legendy, czarownice, zmory nadały wyjątkowego charakteru całej opowieści. A wielowymiarowe znaczenie lasu, który choć śpi, żyje stale w tym samym rytmie dodał duszące tajemniczości i obnażył nie jedną ludzką naturę.
Beata Skrzypczak to nazwisko, które może już znacie z Instagrama, a jeśli nie – pora nadrobić zaległości. Ja pamiętam ją jeszcze z czasów, gdy wydawała swoją pierwszą książkę. Ta stoi na mojej półce (i cierpliwie czeka, aż po nią sięgnę – wstyd, wiem!). Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź „Studni Heleny”, wiedziałam jedno: tę historię MUSZĘ przeczytać. I choć początek okazał się dla mnie zaskakująco trudny, końcówka… miażdży emocjonalnie. Ale po kolei.
„Studnia Heleny” to opowieść, która snuje się spokojnym rytmem przez zakurzone ścieżki pewnej wsi, w której las milczy złowieszczo, a ludzie niosą na barkach ciężary przeszłości. Już od pierwszych stron czuć, że Beata Skrzypczak nie pisze na pół gwizdka. Każde zdanie jest dopracowane, język płynny i naturalny – przez książkę się po prostu płynie. Autorka nie epatuje tanimi chwytami, nie rzuca się w oczy dramatami – pozwala historii rozkwitać powoli, ale z dużą intensywnością emocjonalną.
Co dodatkowo wyróżnia „Studnię Heleny” na tle innych powieści obyczajowo-psychologicznych, to jej forma. Książka jest opowiedziana niczym legenda, snuta przez tajemniczą starszą kobietę. Ten zabieg narracyjny sprawia, że całość nabiera baśniowego, niepokojąco-intymnego klimatu. Czytelnik ma wrażenie, że siedzi przy piecu i słucha historii, która wydarzyła się „dawno temu, ale wcale nie tak daleko”. Ten wybór narratora dodaje głębi, a także poczucia, że to, co poznajemy, jest tylko częścią większej, ukrytej pod powierzchnią opowieści.
To nie jest książka o „dzianiu się”. To książka o ludziach. Bohaterowie, zarówno ci młodsi, jak i starsi, są jak realni sąsiedzi z małej miejscowości – trochę zamknięci w sobie, pełni domysłów i niedopowiedzeń, a jednocześnie spleceni w sieć zależności, z której nie da się uciec. Dzieciaki, które szukają zajęcia, walczą z nudą, samotnością i własnymi traumami. Dorośli, którzy pamiętają za dużo. I ona – Helena, kobieta z przeszłością, obecna-duch, naznaczona, ale nie odtrącona. Mieszkańcy nie traktują jej jak dziwadło – wręcz przeciwnie, dbają o nią, są przy niej. To piękne i rzadko spotykane w literaturze ujęcie „inności” – bez patosu, bez szyderstwa.
W tle mamy las – niepokojący, cichy bohater drugiego planu, który niesie więcej niż można się spodziewać. Mamy studnię, wokół której narastają mity i szeptane opowieści. I mamy emocje, które – choć ukryte pod powierzchnią – uderzają z całą mocą, kiedy najmniej się tego spodziewasz.
Postacie stworzone przez Skrzypczak są wyjątkowo dopracowane. Każdy ma swoją historię, charakter, słabości. Nie są wyidealizowani – są prawdziwi. Szczególnie poruszyła mnie relacja między Antonim i Samem – subtelna, powolna, oparta na zaufaniu, które nie pojawia się znikąd. To majstersztyk w budowaniu więzi między postaciami, a przy tym – rzecz napisana z wyczuciem i sercem.
Antoni – mój osobisty faworyt – ma w sobie coś takiego, co przyciąga. Może to jego wycofanie, może ciepło skrywane za fasadą milczenia? W każdym razie – nie da się go zapomnieć.
Czy warto?
Zdecydowanie tak. „Studnia Heleny” to książka, która nie potrzebuje wielkich fajerwerków, by zachwycić. Początek może być dla niektórych trudniejszy – akcja toczy się niespiesznie, bohaterowie potrzebują czasu, by się przed nami otworzyć. Ale warto im na to pozwolić. Bo gdy już nas wciągną, nie wypuszczą bez wzruszeń. Zakończenie? Autentycznie się popłakałam. I chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Polecam każdemu, kto lubi literaturę psychologiczną, kameralną, ale głęboko poruszającą. Beata Skrzypczak udowadnia, że nawet cicha wieś może skrywać historie, które zostają w głowie na długo.
Kolejna książka, która zachwyciła mnie prostą i uroczą okładką, zaintrygował mnie też tytuł bo byłam ciekawa o co z nim tak właściwie chodzi, ostatnią przesłanką było to, że to książka z wydawnictwa, które bardzo lubię, ostatecznie opis też robi swoje, ale jak wiecie mi z czytaniem ich nie po drodze i zrobiłam to dosłownie przed chwilą, żeby wiedzieć na ile mogę zdradzić fabułę powieści. Literatura obyczajowa w pełnym znaczeniu tego gatunku, historia zarówno prosta jak i niezwykła, klimatyczna, pełna kontrastów i sprzeczności, w pewnym sensie ukazująca prawdę o małych miejscowościach, w które z pozoru zwykłe mają w sobie coś magicznego.
Helena, starsza kobieta mieszkająca na skraju miejscowości, już za życia stała się miejscową legendą. Nie do końca zdrowa na umyśle, wierzy we wróżki, które się nią opiekują nie mając pojęcia, że za całe dobro odpowiadają sąsiedzi. Do głosu dochodzi jednak młode pokolenie, które nie do końca zgadza się z podejściem rodziców i dziadków. Młodzież chce zaszaleć przez co udaje się do lasu, o którym podobnie jak o starszej mieszkańce krążą różne plotki. Grupa przyjaciół chcąc złamać miejscowe tabu wkracza na niebezpieczny grunt, a ich zachowanie uruchamia lawinę często dramatycznych wydarzeń, po których już nic nie będzie takie samo.
Zacznę nietypowo jak na siebie, ale od cytatu znajdującego się na okładce, który idealnie opisuje całą tą książkę: "Studnia Heleny to opowieść o tym, jak mity potrafią stać się rzeczywistością - i jak bardzo potrzebujemy wiary w coś więcej, gdy świat zaczyna się zmieniać." To zdanie mnie urzekło, i śmiem twierdzić, że każdy po przeczytaniu książki, zwróci na nie uwagę.
Historia jest wielowątkowa i zróżnicowana, można tutaj dostrzec elementy obyczajówki, dramatu, romansu, nawet literatury młodzieżowej, przez co wydaje mi się, że to książka dla każdego. Powieść jest wielowymiarowa, ukazuje niby zwyczajne życie mieszkańców małej miejscowości, jednak w tym wszystkim kryje się coś niezwykłego, wzajemna zmowa by pomóc sąsiadce, lokalne legendy, plotki, mity i zasady społeczne nadają całej historii charakteru, ale też tworzą naprawdę świetny klimat. Autorka skupiła się też tutaj na ważnych życiowych aspektach, odniosła się do wielu problemów społecznych, z którymi wielu czytelników w jakimś stopniu da radę się utożsamić.
Co chyba najważniejsze w tej książce, przynajmniej w moich oczach tak jest, pokazane są tutaj różnice międzypokoleniowe. Opisane tutaj wydarzenia pokazane są zarówno z perspektywy starca, dorosłego jak i młodego człowieka, i choć te pokolenia wiele różni to wczytując się w powieść można dostrzec, że te różnice wcale nie są takie wielkie. Jako, że ja mam na pieńku ze starszymi osobami, i jestem do wielu z nich nastawiona krytycznie, to w tej książce znalazłam dowód na to, że moje zdanie nie wywodzi się znikąd. Ja szanuję krytykę, ale niech ten co krytykuje spojrzy na to co sam robił gdy był młodszy, bo nie raz był gorszy niż dziś kilkoro młodych razem wziętych.
Książka była bardzo fajną i przyjemną lekturą, napisana w bardzo dobrym i zajmującym stylu, opisane wydarzenia są tak prawdziwe, a narracja przypominająca opowieść tutaj skradła moje serce, czułam się tak jakby opowiadała mi to wszytko bliska mi osoba, aż mi się przypomniały popołudniowe kawki z babcią, która snuła swoje opowieści. Bardzo mi się podobało, to lektura, w której każdy znajdzie coś dla siebie i wyniesie z niej całą masę wartości. Ja polecam i zachęcam do lektury.
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mięta miałam możliwość przeczytania nowej książki Beaty Skrzypczak pod tytułem „Studnia Heleny”. Dla mnie to pierwsze spotkanie z twórczością autorki i jestem zachwycona. W książce nie ma pojedynczego głównego bohatera. Jest piątka nastolatków, przyjaciół (Dośka, Lona, Miśka, Robert i Tony), którzy dorastają w tej samej wsi i chodzą do tej samej szkoły. Każde z nich jest inne, ale łączy ich pragnienie znalezienia własnej drogi i bycia akceptowanym przez innych. Obserwujemy powiązania, jakie występują między poszczególnymi nastolatkami i relacje, które są dość specyficzne. Wydaje się jednak, że przyjaźń między osobami w grupie jest dość mocna. Nawet na tyle, by przetrwać dłużej. Rodziny młodych bohaterów są tak różne, jak tylko różne mogą być. Rodzina patchworkowa. Rodzina, w której problemem są procenty i przemoc. Rodzina, która straciła najbliższego. Rodzina, w której rodzic wszystko tylko krytykuje. Wokół tego zaś inni mieszkańcy, którzy wszystko widzą i komentują, ale nie chcą zrobić nic, by wesprzeć lub pomóc. Kiedy nastolatkowie wpadają na pomysł, by iść do lasu, w grupie pojawia się mocniejszy zgrzyt. Kolejne wydarzenia powodują, że we wsi budzą się stare demony. Mieszkańcy szukają kozła ofiarnego. Wszystko to dlatego, że przeszłe zdarzenia ciążą na sumieniach mieszkańców. Łatwiej jest obwinić kogoś, niż przyznać się do własnych win. Akcja powieści rozgrywa się w czasach współczesnych, w niewielkiej polskiej wiosce. Na wszystkich bohaterów wpływają wydarzenia sprzed 30 lat. Zaszłości wynikające z uprzedzeń i niewiedzy, kształtują zachowania przekazywane kolejnym pokoleniom. Dopiero wydarzenia graniczne potrafią zmienić poglądy przejęte od innych za własne. Powieść składa się z rozdziałów napisanych w narracji trzecioosobowej i to one przekazują główną historię. Przeplatane są wstawkami w narracji pierwszoosobowej, będące bezpośrednim zwrotem do osoby, która słucha opowiadanej historii. Ten sposób sprawia, że czytając, czujemy się bliżsi treści, którą odsłania przed nami książka. Podsumowując ;) „Studnia Heleny” to dla mnie jednocześnie powieść o dorastaniu i życiu w małej, dość zamkniętej społeczności. Bycie nastolatkiem, który poszukuje swojego celu w życiu i sposobu wyrażania siebie, jest czymś trudnym. Kiedy jeszcze dołoży się do tego mieszkanie w miejscu, gdzie wszyscy się znają i każdy, każdego ocenia, wszystko się nasila. Historia odsłania wszystkim, którym wydaje się, że życie w małej mieścinie to tylko spokój, wspaniałe kontakty z naturą i innymi ludźmi, że prawda potrafi być całkowicie odmienna. Powieść bardzo mi się spodobała. Polecam.
Beata Skrzypczak udowadniła, że potrafi niezwykle subtelnie i z czułością opowiadać o trudnych sprawach. Tak było w El Roi i nie inaczej w Studnii Heleny. Tym razem dotyka tematu grupy i inności.
W pewnej wsi z dala od cywilizacji, mieszka upośledzona dziewczyna Helenka, której życie przypomina piekło, a dzień ślubu był najgorszym dniem jej życia. Trzydzieści lat później kobieta trzyma się z daleka od ludzi i wierzy w opiekuńczą działalność wróżek. Natomiast dla szkolnej paczki, w skład której wchodzą Lona, Domiś, Robert, Tony i Miśka najbliższy czas zmusi ich do szybszego dorastania i konieczności tolerancji dla tych, co różnią się od innych.
Od razu sobie ustalmy, że Studnia Heleny to nie jest żadna baśń. To powieść obyczajowa skierowana dla czytelników zarówno nastoletnich, jak i starszych. Druga rzecz sama tytułowa bohaterką nie gra głównych skrzypiec, lecz bardziej pełni rolę katalizatora między dobrem a złem, i zmusza do zajmowania konkretnych postaw. Przede wszystkim swoją innością, tym jak bardzo różni się od reszty wsi. A na wsi każdy każdego zna i nie ma nikogo, kto by nie słyszał o Szalonej Helenie. Ludzie dobrego serca znoszą jej jedzenie, ale jednocześnie każdy boi się odrzuconej przez wszystkich dziewczyny. Jedynie właściciele lokalnego sklepu widzą w niej takiego samego człowieka jak inni. To wieś stanowi pierwszą zasadniczą społeczność, wokół której toczy się akcja.
Drugą grupę stanowi piątka przedstawicieli tutejszej młodzieży. I znowu owa odmienność ich widoczna jest na pierwszy rzut oka. Robert uchodzi za łobuza w oczach mieszkańców wsi. Tymczasem wywodzi się z rodziny patologicznej i niejednokrotnie broniąc przed ojcem matki i siostry, musi użyć pięści. To wystarcza, do nadania przez społeczność etykiety. Jedynie akceptację znajduje u szkolnych przyjaciół chociaż między nim a Tonym dochodzi do nieporozumień. Miśkę zaś odrzuca matka i bez problemu znajdzie przyczynę do krytykowania córki. Lona i jej młodszy brat Samuel wychowują się w pełnej ciepła rodzinie. Natomiast gdy pojawi się ojciec partnera matki, między chłopcem i nestorem dojdzie do konfliktu pokoleniowego. Starszy pan reprentuje tradycję, ma zachowanie typowe dla starszych osób i właśnie jego starość kuje w oczy Samiego, który potrafi udawać kogoś innego, byle zyskać akceptację rówieśników.
U Beaty Skrzypczak niby nic takiego nie dzieje się. Akcja toczy się powoli, ale kiedy wydaje się, że dzieje niewiele, dzieje się bardzo wiele. Nieustannie emocje sięgają zenitu i tylko szukają dla siebie ujścia. Każdy z bohaterów ma do spełnienia w tej opowieści konkretną rolę. Nie ma moralizowania, ale sceny dające nam czytelnikom wiele do myślenia.
„Studnia Heleny” to najnowsza powieść Beaty Skrzypczak, która zabiera czytelnika do serca małej, zżytej wioski. To miejsce, gdzie wszyscy się znają, wszystko o sobie wiedzą i natychmiast dostrzegają pojawienie się nowej osoby. Mimo lokalnych waśni, które są zawsze tam, gdzie są ludzie, w razie potrzeby mieszkańcy potrafią się zjednoczyć i wzajemnie wspierać.
Centralną postacią tej historii jest Helena - niepełnosprawna dziewczyna, żyjąca samotnie w starej chacie pod lasem, stroniąca od ludzi. Wierzyła, że Marek - miejscowy łotr weźmie ją za żonę. Na szczęście dla Heleny, mężczyzna nie stawił się przed ołtarzem. Przez lata cała wieś otaczała „Szaloną Helenę” dyskretną, ale nieustanną opieką. Mieszkańcy podrzucali jej jedzenie i dary pod studnię, naprawiali drobne usterki, pomagali w pracach domowych. Dzięki opowieści Jagny, Helena wierzyła, że to dobre wróżki się nią opiekują. Ten piękny wspólny wysiłek, by chronić jej świat magii, dawał jej siłę i wolę przetrwania. Dla niej było to niezwykle ważne.
Równolegle śledzimy życie grupy miejscowych nastolatków: Dośki (dźwigającej żałobę po matce, która zmarła na raka), Michaliny (pyskatej, odważnej i pragnącej być w centrum uwagi), Lony (skromnej i cichej, trochę odstającej od reszty), Tony’ego i Roberta oraz starszego Filipa - ułożonego chłopaka, który pragnie zostać lekarzem. Któregoś dnia młodzież wpada na nierozsądny pomysł, by wybrać się nocą do pobliskiego lasu. Lasu owianego złowrogimi legendami, którym straszy się w okolicy. Jak zakończy się ta wyprawa?
„Studnia Heleny” to historia o potrzebie dawania dobra i wzajemnym wsparciu, które cementują społeczność. Opowieść o tym, jak czasem trudno jest wejść w nową społeczność, zaakceptować inność oraz jak bardzo ta akceptacja jest potrzebna. To także historia o dorastaniu, buncie, potrzebie przynależności i akceptacji rówieśniczej. Żadna postać w tej historii nie jest przypadkowa - każdy odgrywa jakąś rolę w życiu tej małej społeczności.
Ta historia mnie zaskoczyła. Styl Beaty Skrzypczak jest niezwykle przyjemny w odbiorze, autorka pisze pięknym językiem. Stopniowe budowanie napięcia i odkrywanie kolejnych faktów sprawia, że od lektury na prawdę trudno się oderwać. Choć powieść nie jest długa, kryje w sobie na prawdę wiele treści i emocji. Szczególnie poruszający jest obraz niezwykłej, powszechnej troski mieszkańców o Helenę - ich konsekwentna, pełna delikatności opieka, pozwalająca jej zachować odrobinę magii w życiu, to coś wyjątkowego.
„Studnia Heleny” autorstwa Beaty Skrzypczak to książka, która okazała się dla mnie cudownym umilaczem czasu. Niesie ze sobą historię pełną magii - nie tej z książek fantastycznych, ale tej, która tkwi w codzienności. To niezwykłość ukryta w prostych gestach i relacjach lokalnej społeczności, która troszczy się o siebie nawzajem i stoi za sobą murem.
Historia, która została poruszona w książce, przedstawia dzieje tej właśnie wspólnoty, której centralną postacią jest wyjątkowa kobieta - Helenka. Niepełnosprawna umysłowo, ale z ogromnym sercem. Los był dla niej brutalny - w młodości jej naiwność została okrutnie wykorzystana przez Marka, człowieka złamanego, uzależnionego, który nie wahał się stosować przemocy. To spotkanie kończy się tragicznie, jednak dziewczyna trafia na dwójkę wspaniałych ludzi, którzy ofiarują jej pomoc. Z czasem angażuje się w nią cała społeczność. To właśnie dobre wróżki sprawiły, że życie Heleny stało się lepsze, bo chociaż zamknięta w swojej chacie z dala od ludzi, nie była tak naprawdę nigdy sama.
W tej książce mogłabym zachwycać się wszystkim - świetnym pomysłem na narrację, cudownym językiem autorki, ale przede wszystkim bardzo ciekawą fabułą, która obfituje w zaskakujące zwroty akcji, czego w ogóle się nie spodziewałam po literaturze tego gatunku.
Występuje tu wiele barwnych postaci - dzieci i dorosłych - których z pozoru spokojne życie nagle się zmienia. Każdy z nich ma swój charakter i własną historię. Nie znajdziemy tu nikogo bez wyrazu. Moją ogromną sympatię wzbudził zwłaszcza pan Antoni, którego losy chwyciły mnie za serce.
Tempo akcji jest zmienne, co bardzo dobrze wpływa na odbiór całości. Poruszane tematy są z jednej strony niemal bajkowe: pokazane zostaje piękno wspólnoty, dbanie o siebie i przejmowanie się losem innych. Z drugiej prawda o tym, że za zamkniętymi drzwiami może dziać się wiele złego. Każdy ma swoje tajemnice.
„Studnia Heleny” to książka zostawiająca czytelnika z refleksją nad tym, jak ważni są ci niepozorni, cisi, zamknięci, po prostu inni. Helena, choć przez lata żyła w cieniu - ostatecznie staje się symbolem siły, odwagi i cichego bohaterstwa.
Książkę z pewnością docenią zwolennicy dramatycznej prozy obyczajowej z głębszym przesłaniem - pełnej emocjonalnych historii i wyrazistych postaci. [współpraca reklamowa]
„Studnia Heleny” Beaty Skrzypczak to powieść, która zaskakuje harmonią mroku i niezwykle klimatycznym światem wierzeń. Autorka zabiera czytelnika na wieś, gdzie wciąż żywe są legendy, przesądy i opowieści, pokazuje, jak cienka bywa granica między rzeczywistością a światem rzeczy nadprzyrodzonych. Tutaj las szumi jak żywy, studnia staje się niemym świadkiem tragedii i sekretów, a bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z legendami, ale i własnymi lękami Ta historia staje się nie tylko przestrzenią magiczną, ale i miejscem refleksji, strachu oraz niewypowiedzianych emocji.
Na pierwszym planie wysunięty jest wątek „szalonej Heleny” . Niepełnosprawna intelektualnie kobieta , nieszczęśliwie zakochana w swoim oprawcy. Historia typu „wszyscy widzą nikt nie reaguje” . Aż do momentu tragedii , kiedy oczy wszystkich zostają otwarte. Na drugim planie na tle codziennego życia pojawia się grupa nastolatków, ciekawskich i zbuntowanych , których dzieli dosłownie wszytko , lecz każdy z nich próbuje znaleźć swoje miejsce w tym świecie. Pewnego dnia postanawiają znaleźć owiane legendą , leśne tory. Niestety zostają uznani za zaginionych. Kolejnym zaś wątkiem jest międzypokoleniowy konflikt , w którym brak porozumienia między wnukiem a dziadkiem, a spory między nimi osiągają poziom krytyczny.
Z początku zastanawiałam się , jakim cudem tyle wątków może połączyć się w całość ? I choć może się to wydawać uciążliwe , to tak naprawdę autorka wciąga nas w ten mały zamknięty świat coraz mocniej z każdą kolejną zapisaną stronicą. Powieść jest obrazowa, chwilami baśniowa, co pogłębia odbiór i pozwala poczuć niezwykłość tego świata. Osoba , która prowadzi narrację kreuje się na osobę starszą, która właśnie opowiada nam historię jaką sama przeżyła bądź częściowo zasłyszała, co czyni książkę bardziej cieplejszą i klimatyczną. „Studnia Heleny” nie jest historią lekką, szybką i łatwą. Jest to powolna i nastrojowa opowieść zmuszająca do głębokich przemyśleń i skupienia się. I choć chwilami trzeba przystanąć i oddać się refleksji , to w zamian dostajemy ogrom emocji i magiczne uczucie , uczestniczenia w czymś bardziej wyjątkowym niż zwykła fabuła książki.
Jeśli lubisz historie, gdzie realizm spotyka się z baśnią, ta książka Cię zachwyci!
Każda wioska ma swoje tajemnice, legendy i strachy, a niektóre gesty, czy półsłówka zrozumiałe są tylko dla mieszkańców. Chcielibyście mieszkać takiej wsi? Zaczynamy od poznania Heleny, która w przygotowanej przez siebie sukni ślubnej oczekuje swojego ukochanego przed kościołem. Ksiądz próbuje przemówić jej do rozumu, że Marek nie jest dobrym facetem, że tylko wykorzystuje jej dobro i naiwność, ale dziewczyna i tak jest mocno rozczarowana. W tej sytuacji niespodziewanie pomaga jej sklepowa Jagna, a ponadto tworzy coś w rodzaju magicznej otoczki, którą wszyscy mieszkańcy otaczają biedną Helenę. Kobieta w wyniku tego wierzy, że pomagają jej wróżki i sama też pomaga okolicznym zwierzakom. W drugiej linii czasowej poznajemy grupę nastolatków żyjących w tej samej wiosce. O starszej Helenie, żyjącej na odludziu na samym skraj osady krążą różne plotki, ale wszyscy mieszkańcy niepostrzeżenie jej pomagają. Dzieciaki, które miewają różne szalone pomysły, próbują na różne sposoby mierzyć się ze strachem. A to wdrapując się na wieżę starego młyna, a to wybierając się na wyprawę do lasku, o którym mówi się, że czai się tam zło. Opowiadają sobie nawzajem niestworzone historie duchach, znikających torach i tym podobne, aby potem wejść tam i się.... zgubić. Czy uda się ich odnaleźć? I czy duchy są jedynym zagrożeniem czyhającym w lasku? Beata snuje wielopłaszczyznową opowieść o pewnej zamkniętej społeczności w wiosce na skraju lasku. Umiejętnie przeplata różne linie czasowe, które finalnie łączą się w pełną historię. Jest to historia o przyjaźni, o młodzieńczym buncie, o budowaniu relacji, także tych międzypokoleniowych, a w tle mamy też pewną starą historię miłosną. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam wątek Samuela i Antoniego. W piękny sposób pokazuje jak ważnym wzorcem w życiu dziecka jest dziadek. Po takie książki sięga się z przyjemnością dla złapania oddechu, dla przyjrzenia się ludzkim zachowaniom i dla nabrania otuchy. Zdecydowanie dobra książka na wakacje!
4.5 🤍🤍🤍 🧚♂️Przedzierając się przez zasnute mgłą tajemnicy zakątki pewnej wioski trafiamy do pozornie zwyczajnego świata. Świata pokazującego siłę zjednoczenia i wzajemnego wsparcia. Poznajemy w nim Helenę, która żyjąc na uboczu i w swojej własnej rzeczywistości jest swoistym filarem całej społeczności. Na naszej drodze staje również grupa nastolatków. Ich brawurowe działania i chęć odkrycia sekretów staną się bramą, po przekroczeniu której nic już nie będzie takie samo. Poznajemy też dziadka i wnuczka, którzy mimowolnie odkryją głęboko skryte pragnienia serc.
🧚♂️„Studnia Heleny” to obraz hermetycznej i pełnej niepowtarzalnego klimatu prowincji. Zderzamy się ze światem pokazującym jak istotne są relacje międzyludzkie. To właśnie ludzie, ich przeżycia i emocje stanowią fundament historii. Mamy tu całą galerię osobliwości a wszyscy są ważni i wyróżniający się. Nie pozostawiono tu miejsca na przypadek. Role już dawno zostały przypisane.
🧚♂️Na kartach tej książki wyraźnie wybrzmiewa samotność, zagubienie i próba odnalezienia siebie w trudnej codzienności. To opowieść udowadniająca jak niewiele widać na pierwszy rzut oka. Dopiero wnikliwe zagłębienie się pozwala odkryć sekrety tkwiące w niespokojnych, ludzkich sercach.
🧚♂️„Studnia Heleny” to opowieść stawiająca wiele pytań. Niespiesznie podążamy za bohaterami próbując znaleźć odpowiedzi na chociaż część z nich. Wiele dzieje się tu w domyśle a nieoczywiste metafory są stałym elementem tej historii. To powieść nie idąca na skróty. Dostajemy kunsztowną ucztę literacką. Nie chodzi tu o dynamiczne zwroty akcji a o ukazanie zwyczajności w nowym, nieodkrytym jeszcze świetle. Emocje tworzą całą opowieść, która zwodzi, porusza i sprawia, że nie można wyjść z tego świata nieodmienionym.
🧚♂️Poznawanie tej książki było dla mnie czystą przyjemnością a tajemnicza Helena pozostanie w moim sercu na bardzo, bardzo długo.
Opis fabuły bardzo mnie zaciekawił i miałam nadzieję na bardzo dobrą lekturę, ale niestety książka nie była dla mnie.
Zaczynając od pozytywów, autorka potrafi bardzo dobrze wprowadzić odpowiedni nastrój, opisy wsi i natury były naprawdę dobre i budowały wokół całej historii atmosferę lekkiej tajemnicy. Styl jest dobry, dzięki czemu książkę czyta się łatwo i byłam też pod wrażeniem jak autorce udało się stworzyć głos narratorki - bardzo dobrze oddała ona to, jak wypowiada się starsza osoba i inni bohaterowie.
Mimo to książka ogólnie rozczarowała mnie przez to, że postaci i wątki były bardzo płytkie, mało rozbudowane. Ogólny morał płynący z książki mi się podobał (zarówno podkreślany kilka razy w powieści, jak i w posłowiu od autorki), ale nie było to dla mnie wystarczające gdy reszta wydała mi się niedopracowana. Miałam wrażenie, że wiele rzeczy było nam powiedziane, a nie pokazane. Bez spoilerów, przykładowo była w książce jedna relacja która została określona jako bardzo silna, ale tak naprawdę nie widzieliśmy jak się ona rozwijała, wszystko to było jakby "za kulisami". Większość postaci również wydała mi się trochę stereotypowa, brakowało im większej głębi. Nie do końca wiadomo tu które postaci są wiodące. Niby wydaje się, że to grupa nastolatków, ale na końcu przyszło mi do głowy, że byli oni tak mało rozbudowani, że wydawało się, że byli tylko środkiem do ukazania morału historii, a nie pełnokrwistymi postaciami mającymi własny wątek. Również wybór narratorki jest dla mnie wielką zagadką i dobrze, gdyby było to bardziej rozbudowane.
Książka nie wpisała się w moje gusta, ale myślę, że może się spodobać osobom, które lubią dramaty/lekkie thrillery. W niektórych portalach jest klasyfikowana jako powieść obyczajowa i romans, jednak moim zdaniem bardziej wpisuje się w ten gatunek, z odrobiną powieści obyczajowej.
Helenka jest dziewczyną z lekką niepełnosprawnością intelektualną - a na domiar złego została skrzywdzona i porzucona. Na jej drodze stają jednak dobrzy ludzie, którzy przez wiele lat będą dbali, aby Helence niczego nie zabrakło i pozwalają jej wierzyć w dobre wróżki. ✨ Lata później Helenka nadal jest obecna w wiejskiej społeczności, choć trzyma się na uboczu i nie pokazuje się ludziom. A losy mieszkańców wsi toczą się własnym torem, wydawałoby się że bez związku ze staruszką, o której krążą już legendy. Czyje losy śledzimy w książce? Grupy nastolatków rozterkami sercowymi i problemami rodzinnymi. Chłopca, który nie potrafi dogadać się z dziadkiem. I dorosłych, którzy często są równie zagubieni, co ich dzieci. Tutaj wszystkie historie łączą się ze sobą w różnych, często niespodziewanych momentach. Stare tajemnice wychodzą na światło dzienne, a pochopnie podjęte decyzje mają daleko idące konsekwencje. ✨ To historia, która toczy się równym tempem, bez nagłych zwrotów akcji czy fajerwerków, za to ciężka od emocji i, chwilami, napięcia. Autorka pięknie posługuje się słowem, przez książkę wręcz się płynie. Postaci są wyraziste i realistyczne, nawet jeśli do którejś z nich nie czuje się sympatii, to i tak czyta się z zaangażowaniem i chce dowiedzieć, co wydarzy się dalej. Fabularnie "Studnia Heleny" jest jak kłębowisko włóczki: wszystko poplątane i na samym początku nie wiadomo, który supełek zaciśnie się, a który się rozplącze, kiedy pociągniemy za wystający sznureczek. To jest książka, która mocno potargała mnie emocjonalnie z różnych względów, a mimo że porusza trudne tematy i nie wszystko układa się po myśli bohaterów i nie każdy dostaje happy end, to jednak całość zamknięta jest w bardzo satysfakcjonujący sposób. Nawet jeśli dramaty obyczajowe to nie jest wasz pierwszy wybór - polecam spróbować. :)
Beatę wielu z Was pewnie zna. Ta cudowna kobieta jest bloggerką, organizatorką rankingu „Opowiem Ci” oraz akcji "Koperta Bohatera". Byłam ogromnie ciekawa tej historii. Zauroczyła mnie ta okładka. A co się pod nią kryje?
Kim jest Helena? Jest mieszkanką wsi, w której toczy się akcja książki. Poznajemy jej losy, jak to się stało, że wierzy we wróżki i dlaczego cała okolica się nią opiekuje. Ale to tylko jeden z wątków. Poznajemy grupę nastolatków: Miśka, Dośka, Lona, Tony i Robert. Ich życie w małej społeczności nie jest łatwe, nie ma gdzie uciec, nie ma perspektyw. Pewnej nocy wybierają się do lasu- miejsca owianego złą sławą- z którego wiele osób nie wróciło. Nic bardziej kuszącego dla znudzonych nastolatków (klimat "Blair witch project"). Ta wyprawa będzie miała wpływ na nich i wszystkich mieszkańców. Czy uda im się wrócić cało? A jeśli tak, to czy będą tymi samymi ludźmi sprzed wyprawy? Trzecim wątkiem jest cudna relacja dziadka Antoniego z jego wnukiem Samuelem. Czytałam i czekałam na to jak się potoczy. Mnogość wątków nie przeszkadza, a zakończenie domyka wszystkie wątki. Studnia Heleny to niespieszna, wielowarstwowa opowieść o tym, jak bardzo potrzebujemy odrobiny magii w naszym życiu, jak ważne jest, by mieć otwarty umysł i być tolerancyjnym. Autorka przypomina, jak ważne jest dbanie o innych w naszym otoczeniu „It takes a village”. Zaskoczyła mnie narracja- historia opowiedziana przez nieznajomą- trochę jakby ktoś czytał mi legendę, w której przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Bardzo ciekawy zabieg. Polecam fanom obyczajówek z elementem baśniowym, nie zawiedziecie się.
„Studnia Heleny” „Nie las jest mroczny, lecz nasze serca.” 🐢(Współpraca reklamowa @wydawnictwo_mieta @beata.skrzypczak.autorka @opowiem_ci )🐢IG:@podroze.z.bocianem
Akcja książki toczy się na wsi, gdzie autorka idealnie odwzorowała jego klimat. Zachowania, imiona bohaterów, słownictwo, wszystko było na swoim miejscu. Lecz nie jest to spokojne życie na wsi, a nad miejscowością krąży pewna legenda. Ten wątek został później rozwinięty i posiada znaczący wpływ na dalsze losy powieści.
Najbardziej zainteresowały oraz spodobały mi się wszystkie mroczne fragmenty z lasem w roli głównej. Kompletnie czegoś takiego się nie spodziewałem i było to duże, pozytywne zaskoczenie. Przechodząc do lasu to ja w nim dosłownie przepadałem! Beata Skrzypczak świetnie poprowadziła tę narrację. Dużo wersów nakłania do myślenia, powodując ciarki, które przechodzą przez całe nasze ciało. Też w niektórych sytuacjach mam podobny tok myślenia.
Przechodząc do bohaterów to najbardziej przypadła mi do gustu tytułowa Helena. Kobieta nieco oderwana od rzeczywistości, żyje we własnym świecie, a dodatkowo wierzy we wróżki. Stała się miejscową legendą i w dalszym ciągu jest na ustach mieszkańców. Jest inna od wszystkich, ale w tym wszystkim jest sobą.
Pozostałe postacie jakoś nieszczególnie zapadały mi w pamięć. Czasami ich myliłem i odczułem, że jak na objętość książki jest ich trochę zbyt wielu. Za to tak naprawdę jedyny minus.
Powieść mnie zaintrygowała i z chęcią przeczytam kolejne książki Beaty 🫶.
Moja ocena 8⭐/10⭐.
Dziękuję @wydawnictwo_mieta za zaufanie, egzemplarz do recenzji i danie mi szansy. Jest mi niezmiernie miło, że mogłem nawiązać współpracę z Państwa Wydawnictwem 🫶.
Akcja książki dzieje się w małej oddalonej od zgiełku miasta wsi, gdzie niby wszyscy żyją oddzielnie, jednak są razem, gdy tylko wymaga tego sytuacja. Na pierwszych stronach poznajemy Helenę, młodą kobietę skrzywdzoną przez los. Wtedy jeszcze nie była ona Szaloną Heleną, a dziewczyną marząca o swoim księciu z bajki. Jednak los nie zawsze jest dla nas dobry, często w brutalny sposób weryfikuje nasze marzenia, a Helena przekonała się o tym na własnej skórze. Następnie przenosimy się w czasie, w przyszłość, do grupki przyjaciół. Nastolatków. Każdy z nich jest inny, ma swój unikatowy charakter i sekret. Przyznam szczerze, że łączy ich dość dziwna i momentami trudna więź, momentami miałam ochotę wejść do książki i przemówić tym dzieciakom do rozumu. Główne skrzypce tej opowieści to relacje - zaczynając od tych przyjacielskich, po przez więź rodzącą się między wnuczkiem, a dziadkiem, kończąc na tych społecznych, które czasem dzielą, a niekiedy spajają mieszkańców. To bardzo poruszająca, mocno psychologiczna i momentami ciężka emocjonalnie książka. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że idealnie oddaje klimat wsi. Jej zamknięty charakter, wierzenia w zabobony,a jednocześnie religijność, zażyłość i to jak wiele tajemnic kryje się między wierszami codzienności.
Książkę przeczytałam migiem. Autorka ma bardzo przyjemny styl i z chęcią sięgnę po Jej kolejne książki.
Studnia Heleny @opowiem_ci wyd. @wydawnictwo_mieta To jest książka, na którą czekałam od kiedy Beata Skrzypczak pokazała zdjęcie z umową wydawniczą. Coś mi wtedy Miętą pachniało i oto jest! Po drodze Agu @kupie_przeczytam_pozniej jeszcze na stories się zwierzyła, że płakała przy książce. To już czekałam niecierpliwiej. Pojawił się nabór na @lubimyczytac.pl i oto jest, udało się! 🧚🏼♀️🧚🏻💚🍃
Mówi się, że historie i ludzie mają warstwy. Książka Beaty Skrzypczak "Studnia Heleny" wg mnie ma właśnie warstwy. Poznajemy historie, które są warstwami jednej małej wsi. Tutaj jest historia Heleny, tam jest historia sklepiku, który czyni dobro, a tutaj są nastolatki z rozterkami rodzinnymi, sercowymi, a także dorośli, którzy mimo wieku starają się jakoś odnaleźć w otaczającym ich świecie... Klimat małego miasteczka przeplata się z tajemnicą, dobrem pomagania oraz okrucieństwem. Sama historia jest piękna (przygotujcie chusteczki), ale też skłania do refleksji nad swoją historią, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością... Warstwy sprawiają, że jest to książka, w której każdy odnajdzie swoją ścieżkę. Wierzę, że jednym da ona nadzieję, innym jakaś refleksje, innym odwagę, a komuś ucieczkę od rzeczywistości. Każdy znajdzie w tej historii coś dla siebie 💚🧚🏻 Dajcie się wciągnąć w opowieść o Helenie, wróżkach i nadziei. 💚 i o lesie, który skrywa mrok ...
Historia kołem się toczy? To chyba najtrafniejsze podsumowanie tej książki, choć wciąż zbyt krótkie. W głowie dudni mi jedno zdanie: „dla wspólnego dobra” – i wcale nie jest to przenośnia.
„Studnia Heleny” łączy w sobie elementy powieści obyczajowej, dramatu i szczyptę magii. Autorka przenosi nas do zapomnianej przez Boga wioski, której mieszkańcy nie zauważyli, że świat wokół nich się zmienił. Czas biegnie szybciej, niż by sobie tego życzyli.
Beata Skrzypczak pokazuje, jacy naprawdę jesteśmy – często zepsuci (choć nie wszyscy), czasem zdemoralizowani. Widzimy zło i nie reagujemy; co gorsza – potrafimy je usprawiedliwiać „dla wspólnego dobra”.
Fabuła jest wielowarstwowa, a bohaterowie różnorodni i dobrze zbalansowani. To historia, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu.
Ta książka to nie jest wysoki próg wejścia, jak w przypadku debiutanckiej powieści El Roi. Tutaj odnajdzie się każdy, kto lubi powieści obyczajowe. Zakończenie jest naprawdę dobre – wielu z was uroni pewnie łezkę.
PS. Mimo że piszę wyżej, że ta książka ukazuje ludzkie zepsucie, to jednak znajdziemy tam też kilka bardzo pozytywnych i dobrych wątków, które pięknie spajają książkę.
„Studnia Heleny” to wzruszająca, pełna mądrości życiowych powieść między pokoleniami owiana nutą baśniowości.
Główną bohaterką jest Helena, starsza schorowana kobieta. Los niegdyś strasznie ją potraktował, ale na szczęście otrzymała drugą szansę. Jej postać w okolicznej wsi stała się czymś niemal mistycznym. Każdy wiedział, że Helenka istnieje, niektórzy ją znali osobiście, a inni nie widzieli nigdy. Sama jej obecność to spokój ducha mieszkańców. Aż pewnego dnia grupka nastolatków wchodzi do lasu i się gubi. Wsią zaczynają targać wyrzuty sumienia z przeszłości, bo w pewnym sensie dotykają naszej głównej bohaterki… Równolegle w tle toczy się historia małego Samuela i Antoniego, w której to rośnie wielka więź, początkowo naznaczona wspólną niechęcią.
Książka ta to najlepsza powieść obyczajowa jaką przeczytałam w tym roku. To wszystko za sprawą mądrości, która płynie z całej tej historii. Samą powieść czyta się lekko i przyjemnie, mimo że Autorka wplotła w opowieść ludzkie dramaty. Podobał mi się podział na trzy osobne historie, które finalnie były powiązane z Helenką.
Cała powieść jest lekko melancholijna jednak w nie przygnębiający sposób, a w taki który wprawi Czytelnika w zadumę. Autorka postawiła w swojej książce na pokazanie relacji międzyludzkich, które tak bardzo ważne są w naszym życiu. Pochyliła się również nad uważnością młodego pokolenia nad tym, które powoli zanika. Do tego wiejska atmosfera, pierwsze miłości i przyjaźnie jak i społeczność która się zna i tajemnice, które łączą. „Studnia Heleny” to uniwersalna powieść o życiu i nadziei która umiera dosłownie ostatnia.
Bardzo dziękuję @wydawnictwo_mieta za możliwość przeczytania powieści 💚
Strasznie nie lubię książek które zamiast pokazywać to mi tłumaczą. Nie potrzebuję tłumaczenia żartów. Nie potrzebuję żeby ktoś mi mówił jak się powinnam w danym momencie czuć. I też strasznie, ale to strasznie nie lubię moralizatorstwa. Niestety ta książka ma to wszystko. Dla mnie jest to pozycja którą zaliczam do niewykorzystanego potencjału. Uważam, że pomysł był ale wykonanie zawiodło.
Historia nie wiadomo dla kogo, czy dla młodzieży, czy dla dorosłych. Nie do końca wiadomo o czym, o wsi, o młodych, o starych, o czarach i zabobonach? Niestety jestem rozczarowana.