Nadchodzi dzień polarny, lecz zamiast jasności niesie ze sobą mrok. Mroczne skrzydła podobno zaginionego Cara rozpościerają się nad światem niczym czarna zorza. Nie bacząc na przeciwności Sofja Kluk poszukuje odpowiedzi na ostatnie z dręczących ją pytań. Może się jednak okazać, że dobro innych jest ważniejsze od rozwiązania zagadki. Czy to powstrzyma dziewczynę od konfrontacji z jej największym przeciwnikiem – własną matką?
Powracają bohaterowie, których poznaliśmy na kartach „Alefu” i „Aurory”. Na nowo odwiedzimy z nimi Akademię w Tybil i Krainy Borealne, przez które będziemy podróżować przedziwnymi maszynami. Weźmiemy udział w buncie goblinów, poznamy sekrety golemów, kotów, modraszków i grzybów, zjemy placki ziemniaczane z dużą ilością cebuli, a nawet (Bóg jest jeden!) zajrzymy poza granice świata, tam, gdzie zaglądać nikt nie powinien.
Opowieść o przeobrażeniu i tym, co niezmienne, o duchu i ogniu, o dzieciach i rodzicach, o wolności i konieczności, o ludziach i owadach znajduje swoje zwieńczenie właśnie tu.
Odczuwam poplątanie z pomieszaniem, dawno nie czułam się tak przytłoczona po skończeniu serii. Trzeci tom jest wprost napakowany po brzegi wydarzeniami, wątkami czy postaciami. Mogę też z ręką na sercu powiedzieć, ze w moim odczuciu to nie jest seria kierowana do młodzieży, mimo, iż młodzież gra tu pierwsze skrzypce. Jest bardzo złożona, ambitna w swojej wielowarstwowości czy nawiązaniami literackimi , dla mnie czasem za bardzo autor szarżuje w tym wszystkim , a czasem podziwiam sobie jego pomysły z dystansu. Bohaterowie są też mega mocną stroną całej serii i fantastycznie było oglądać ich przeobrażenia. Czasem też pewne rzeczy były dla mnie mało zrozumiałe lub niesmaczne, bo sporo tu dziwaczności. Natomiast czy polecam i komu to nie mam pojęcia xD
Na start tak Agla to fantastyka mówię stanowce nie fikołkom które chcą nazywać to realizmem magicznym czy książką z kategorii literatury pięknej z wstawkami fantastycznymi czy fikołkami jak nw Alternatywna historia zsyłek na sybir. Nawiązuje do tego, że mnóstwo księgarni stacjonarnych czy internetowych nie daje Agli w kategorii fantasty co jest absurdem. A teraz recka.
Kiedy usiadłem z Agla: Abraxas w rękach, miałem już pewne wyobrażenie o tym, co mnie czeka. W końcu to trzeci tom trylogii, która zdążyła mnie już wciągnąć w to co mi oferowała. Zanim jednak w pełni zanurzyłem się w ten świat, wiedzcie jedno nie byłem gotowy na to, co miało nadejść.
Sofja Kluk a Tymian
Sofja Kluk, nasza główna bohaterka, przeszła prawdziwą metamorfozę od pierwszego tomu. Kiedyś pełna wątpliwości, zagubiona, a teraz… Cóż, teraz to już nie ta sama Sofja. Można powiedzieć, że stała się kimś, kto nie tylko potrafi walczyć z demonami świata (i swoimi własnymi), ale i ze sobą samą. I na pewno nie jest już tą osobą, która biegała po lasach i narzekała na swoje życie. Ona teraz bardziej nie rozumie siebie niż na początku tomu pierwszego.
Ale przyznam, że mimo tej przemiany, wciąż czułem pewien dystans do jej postaci. Nie dlatego, że była źle napisana, ale dlatego, że zaczynała mi przypominać bohaterów, którzy chcą za bardzo być głębocy, jakby każde jej słowo miało nieskończoną liczbę znaczeń. Czasami wydawało mi się, że autor chce powiedzieć mi coś wielkiego, ale nie potrafił tego zrobić ustawi Sofii.
Dlatego też Tymian wyraźnie u mnie zyskał, gdyż on nie mówił... on po prostu działał. Tam gdzie Sofja ustami chciała mi przekazać mądrości świata tam Tymian pokazywał mi o czym jest Agla o czym chciał opowiedzieć Radek Rak. Tymian jest naprawdę genialną postacią buntownika, człowieka o wielkich ideałach a jak pamiętamy z poprzednich tomów wcale taki nie był.
Gobliny, gobliny, gobliny one ukradły moje serce
A teraz… gobliny. To chyba największy plus tej książki. Zamiast być nudnymi, prymitywnymi stworami, autor zdołał nadać im prawdziwą osobowość, poczucie humoru i jakąś dziwną mądrość. Imiona jak "Rosół z ziemniakami, Gnój, czy Kupa" mogą brzmieć absurdalnie, ale właśnie to sprawia, że te postacie pozostają w pamięci. Przede wszystkim były… zabawne. I to nie w sposób tani, tylko w taki, że ich obecność w powieści wniosła coś, czego nie spodziewałem się po takiej serii lekkość. Kiedy książka zbliżała się do ciężkich, emocjonalnych momentów, gobliny potrafiły wyciągnąć mnie z tego mroku. Chodź watę Goblinów i Tymiana naprawdę był poważny i cholernie mroczny.
W ogóle, postacie w tej książce mają niezwykłą zdolność do balansowania pomiędzy dramatyzmem a absurdem. To coś, co wyróżnia tę historię na tle innych powieści fantasy nawet w najbardziej dramatycznych momentach, autor nie boi się wpleść humoru.
Fabuła chaos, który nie boli
No i fabuła. O jej złożoności z zaplątanie można by napisać porządną prace. Jest to historia pełna wątków, które rozwijają się w sposób nieoczywisty i potrafią zaskoczyć. Z początku wydaje się, że wszystko idzie w miarę gładko, ale im dalej, tym bardziej rzeczy zaczynają się plątać. I to jest w porządku, dopóki nie zaczynasz się gubić w tym wszystkim. Momentami czułem, że mam do czynienia z czymś naprawdę skomplikowanym jak układanie puzzli, których obrazek z tym jak ma to wyglądać zgubiłem xD. Z jednej strony sprawia to, że historia stała się dla mnie bardziej intrygująca, ale z drugiej czułem się przytłoczony ilością informacji i wydarzeń(chodź szczerze te drugie jest może plusem).
Trudno mi powiedzieć, czy ta fabuła była przemyślana w każdym szczególe, czy też miała na celu bardziej zmuszenie czytelnika do zastanowienia się nad tym, co się dzieje. Bo to nie jest książka, którą można po prostu przeczytać. Ona zmusza do myślenia(tak, że robi się to trochę nie świadomo), czasami nawet nie wiadomo, o co dokładnie chodzi ale po pewnym czasie widać, że wszystko jest spójne i ma sens (za co szacun). Wymaga to jednak pełnej uwagi i zaangażowania.
Zakończenie nie wszystko musi być wyjaśnione
Zakończenie tej książki jest jednym z tych, które wywołują mieszane uczucia. Z jednej strony jest zgrabne, wszystko znajduje swoje miejsce, ale z drugiej czułem, że nie wszystko zostało do końca wyjaśnione. Jednak nie mam wrażenia, że to coś złego. To raczej dobra decyzja autora, by pozostawić niektóre rzeczy otwarte, by czytelnik mógł sam dojść do pewnych wniosków(albo jak by Radek chciał wrócić). Nie wszystko musi być w pełni wyjaśnione czasami sama podróż, ta cała zagadka, jest ważniejsza niż konkretne odpowiedzi.
Mimo tego, że zakończenie nie zamknęło wszystkiego w ładnej paczuszce, to jednak czułem się satysfakcjonująco zakończony tą książką. To był koniec, który pasował do całości tej dziwnej przygody.
Podsumowanie dla kogo ta książka?
Jeśli jednak chcesz się zanurzyć w świecie, który jest pełen symboli, tajemnic, zabawnych postaci i filozoficznych rozważań, ta książka jest właśnie tym, czego potrzebujesz. To powieść, którą chciał by podsunąć wielu młodym ludziom w wieku 15-18 lat. Może dlatego, że jest tutaj naprawdę dużo ważnych tematów a jednocześnie znajduje się tu dużo reprezentantów. Bardzo dobra przygoda 5/5
4.5 ⭐️ Świetne zakończenie fantastycznej serii. Moim ulubionym tomem pozostaje drugi, ale całość historii jest równa i żaden z tomów nie odstaje. Cieszę się, że historia spoważniała, ale nadal nie brak jej humoru! Cudownie było śledzić losy tych bohaterek/bohaterów i obserwować, jak się rozwijają. Bardzo się z nimi wszystkimi zżyłam!
Może 2,5. Tak jak przy drugim tomie świetnie się bawiłam, to tutaj jest taki misz masz. Wiele rzeczy nie rozumiem, nie ogarniam kiedy się w ogóle wydarzyły. Natomiast całą trylogię wspominać będę raczej dobrze; szczególnie kreacje bohaterów.
Z przykrością oceniam, bo po pierwszym tomie byłam zachwycona, a po drugim przynajmniej ciekawa zakończenia trylogii. Trzecia część widać, że pisana na szybko. Odebrałam ją jako bardzo pretensjonalną, moralizatorską i niedelikatną w sprawach dużej wagi. Ale najgorszy był dla mnie chaos - zrozumiały do pewnego stopnia w korespondencji z treścią, ale odbierający jakiekolwiek zaangażowanie emocjonalne w bohaterów i wydarzenia. Zdecydowanie za dużo wątków było otwartych po drugiej części, przez co na poszczególne postacie zostawało tak mało przestrzeni, że wszystko musiało być powiedziane skrajnie wprost. Rozumiem, że to historia m.in. o chaosie i czytelnik miał w założeniu, tak jak bohaterowie, nie rozumieć co się dzieje, ale to ponad wszystkim jednak jest książka - i na poziomie literackim trudno było się w nią zaangażować. Denerwuje mnie też próba zawarcia absolutnie wszystkich trudnych tematów w jednej opowieści, napakowania jej wszystkim, co „głębokie”. Żałoba, miłość, dorastanie, rodzicielstwo, przyjaźń, zdrada, nienawiść, itd. Odniosłam przez to wrażenie, że każdy temat osobno jest wrzucony „na szybko”, bez wrażliwości. Przykro mi to wszystko pisać, ale też czytałam trzecią część Aglo z ogromną frustracją.
Chyba nigdy nie wyjdę z podziwu dla literackich umiejętności Radka Raka. To jak prowadzi narrację, wplata elementy świata realnego w świat fikcyjny, a przede wszystkim jak bawi się językiem! Bardzo rzadko sięgam po książki polskich autorów, ale dzięki tej serii mam ochotę robić to znacznie częściej, chociaż obawiam się, że może być ciężko znaleźć dzieła na podobnym poziomie.
Idealna mieszanka sci-fi, dystopii oraz trafnych cytatów na temat życia to coś co najbardziej chwyciło mnie za serce i spowodowało, że z trudem odrywałam się od tej książki.
Myślę, że jest to świetna lektura dla osób, które lubią być trzymane w napięciu obserwując rozwój wydarzeń z kilku perspektyw i kibicując co różnym bohaterom.
Z lekkim żalem odstawiam tę książkę na półkę, licząc, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, a tymczasem zostało mi odkrywanie Tybil i jego zakamarków w klimatycznej krakowskiej rzeczywistości ✨
Czy Agla to najlepsza polska fantastyka od czasu Wiedźmina? Odważne stwierdzenie, bo też nie czytałam jej aż tak dużo, ale uważam, że tak. Nie chciałabym klasyfikować jej jako fantastyki młodzieżowej (chociaż trochę pasuje), ale polecam osobom 15+. Jest to fantastyka w dziwnym osobliwym klimacie, bez epickiego świata i bitew, z mało intensywnymi wątkami romantycznymi.
Przyznam, że nawet trochę trudno zrozumieć ten świat - jest inspirowany Rosją i początkiem XX wieku, ma trochę magii, trochę dziwnych ras: o ile gobliny są dość jasne, to o czemu raki? (Chociaż chyba chodziło faktycznie o te zwierzęta tylko z cechami ludzkimi). Świat na pewno mógłby być lepiej wytłumaczony, ale też nadaje to trochę tajemniczości. Również styl pisania jest spójny z tym klimatem.
Co mnie urzekło, to błyskotliwy humor, czasami trochę absurdalne momenty. Autor bawi się gatunkiem, robi co chce, wplata też własne przemyślenia np. o książkach czy nawiązania do polskiej popkultury. Czuć tutaj taką oryginalność i niepowtarzalność. Jako przykład podam to, że jedna z postaci (goblin) nazywa się Rosół z Ziemniakami 🤭 Podoba mi się też to że główna bohaterka jest inteligentna i da się lubić, chociaż nie jest idealna. Nie denerwuje mnie jednak, jak często to bywa np. w romantasy.
Niestety ten konkretnie tom podobał mi się najmniej z całej trylogii. Jeszcze początek całkiem mnie zaangażował, ale potem trochę mi się dłużyło. Wątek Tymiana i goblinów w ogóle mnie nie porywał. Czułam trochę za dużo chaosu i nie byłam w stanie wszystkiego zrozumieć. Najbardziej zachwycił mnie pierwszy tom, ale drugi też był super. Mimo wszystko wydaje mi się, że cała trylogia jest jak najbardziej warta poznania. Może gdy czyta się wszystkie tomy naraz, to jest łatwiej się połapać. Duży plus za streszczenie poprzednich tomów na początku 😅
Mimo faktycznego chaosu zakończenie jest zgrabne, chociaż też nie wyjaśnia wszystkiego. Uważam je jednak za odpowiednie i satysfakcjonujące.
Mimo tego, że fabuła nie jest prosta, to styl pisania jest przyjemny, można naprawdę się wciągnąć, szczególnie pierwsze dwa tomy. Wiem, że okładka nie jest zachęcająca (chociaż dobrze oddaje klimat), ale uważam że powinno być o tej serii głośniej.
Radek Rak po pierwsze kontynuuje to, co było świetne w pierwszych dwóch częściach - pomimo „młodzieżowej” otoczki robi to, czego mi w tej literaturze często brakuje, mianowicie traktuje czytelnika 100% poważnie. Bohaterowie nie sa infantylni, a przerysowania są tym czym mają być - przerysowaniami i mrugnięciami okiem.
Do tego dostajemy nadal tajemniczy świat, zagadkę toczącą się niemal od początku cyklu, i ciągły rozwój bohaterów. Młodych, zagubionych i przekonujących w tym zagubieniu. I mamy gobliny, najpiękniejsze stworzenia ever.
Największe wrażenie zrobiła na mnie lekkość i sprawność przeplatania wątków - absolutne mistrzostwo zakończone satysfakcjonującymi rozwiązaniami.
Agla to po prostu top polskiej fantasy, czytajcie Agle.
Recenzja wkrótce ☺️ Finałowy tom trzyma poziom, jednaj to już nie było to samo, może dlatego, że człowiek mniej więcej wiedział czego można się spodziewać, więc nie było już aż takiej ekscytacji. Mimo to Radek dowiózł i fani poprzednich tomów nie będą zawiedzeni.
Wspaniale było być w tej pięknej podróży przez te ogromne krainy tam i z powrotem i jeszcze dalej ♥️ Idealne domknięcie trylogii. Kiedyś tu jeszcze wrócę.
4,5⭐ niezmiennie, już tak dla zasady, ale byłabym gotowa dać 5⭐ za sam tej jeden rozdział w zaświatach, gdzie aż się roi od leśmianizmów. O niezwykłości warstwy językowej tej trylogii w ogóle dużo można by mówić, radochę z tych różnorakich konwencji i stylizacji miałam na przestrzeni cyklu ogromną, ale ludzie no, Leśmian. Ja mam taki sentyment do poezji Leśmiana. Nie będę się powtarzać i przywoływać na nowo wszystkich cech, za których kocham tą serię, bo o tym wszystkim już wspominałam. Pozostaje ona tak samo pokręcona, poplątana, absurdalna, dziwaczna, momentami przerysowana i nieuchwytna, niedająca się sklasyfikować. Wątków tu jest miliard miliardów i tak, da się w nich niekiedy pogubić albo mieć wrażenie, że narracja też się w nich gubi, ale to się potem wszystko ładnie domyka - albo i nie, bo wiele kwestii pozostaje otwartych. Czy zawsze było to to, czego oczekiwałam? Niekoniecznie, ale kto powiedział, że być musiało. Czy ja tu wszystko do końca zrozumiałam? Pewnie nie! Ale bawiłam się wybornie, także dzięki temu, że chwilami w mojej głowie zionęła pustka interpretacyjna. To jest też ogromny atut tej trylogii, to, że można ją rozgryzać i roztrząsać na tysiąc sposób, bo ma tysiąc den, a z drugiej strony jest w pewnych swoich przekazach cudownie, diablo wręcz prosta i że da się jej porwać i płynąć z nurtem akcji (tak jak jej bohaterowie!!!). I jopidi, ale ja bym chciała pójść na jakiś klub książki czy inne nerdowskie spotkanie, na które wszyscy przeczytają tą serię albo - realistyczniej - chociaż pierwszy tom i mogłabym sobie popierdolić o różnych interpretacjach i o wyłapywaniu aluzji literacko-kulturowo-filozoficznych, które znalazłam i, jeszcze lepiej, o tych, których nie znalazłam, ale dostrzegli je inni. Ewidentnie brakuje mi zajęć ze studiów. XDDDD Ale jak ja bym chciała to wszystko sobie poanalizować. Z innych luźnych niepowiązanych ze sobą przemyśleń: Kocham pochwałę trzeciorzędnych powieści i cały lore cyklu o Ulryku Kacie, a już zupełnym miodem na moje serce było to, że kontynuatorką cyklu została moja ulubiona postać Zahir. ❤️ Zahir zasługuje na wszystko, co najlepsze, niech pisze wszystkie swoje cudowne opowieści; a absolutną zbrodnią było to, że musiałam zobaczyć, jak w tej części Zahir płacze!!! Halo, policja!!! Also, Zahir genderfluid icon. Drugi raz już się Rakowi nie dałam zbaitować z tą śmiercią Tamary vel Nemezis, ale mimo to czułam lekki niepokój, bo to byłoby bardzo narracyjnie słabe, gdyby zginęła w taki sposób. To znaczy, zginąć zginęła faktycznie, ale przynajmniej dzięki temu Ousja mogła zrobić jedyną rzecz, za którą da się ją lubić jako postać, a nie jako potrzebne fabularnie zobrazowanie pewnego sposobu myślenia i przetrwania, czyli stwierdzić, że pierdoli wszystkie strony tego konfliktu, byleby tylko mogła żyć ze swoją dziewczyną-upiorem-wampirem. Z naciskiem na upiorem-wampirem, bo gdyby to była żywa Tamara, to nie byłoby to nawet w połowie tak dobre - a tak, to ten wątek romantyczny wypada lepiej od innych, które się w Agli przewijają. Ale to też jest pewna cecha charakterystyczna dla tej trylogii, że zawiedzione przyjaźnie i jeszcze bardziej zawiedzione relacje rodzicielskie wiodą tu większy prym niż jakiekolwiek romanse. Cokolwiek zaszło między Sofją a Chiarą jest dla mnie bardziej intensywne, szalone i pełne napięcia, niż idylliczny związek Sofji z Ektene albo relacja Chiary i Kozy, która wyskoczyła jak filip z konopii. Powiedziałabym, że je shipuję, ale z drugiej strony, żaden wątek romantyczny i młodzieńcze zauroczenie nigdy nie może się równać powadze przyjaźni lat dziecięco-nastoletnich legającej z hukiem w gruzach i konsekwencjom tegoż. Więc niech tak zostanie. To mówiąc: Chiara von Loewenstein, what the fuck is wrong with you (I can fix her). I ostatnie: TYMIAN I MAJA UŁUDA!?!?!?!? W każdym razie, jest to kawał dobrego weird fiction i kiedyś na pewno przeczytam tą trylogię jeszcze raz, bo to jest książka z gatunku takich, które świetnie się też czyta, znając już całą historię. ❤️ Teraz mogę tylko patrzeć na wielbicieli lore innego lubianego przeze mnie uniwersum, także opartego na gnostycyzmie i myśleć sobie "ale byście, kurwa, polubili "Aglę" Radka Raka. Ale nie znacie polskiego. No i co poradzić." XD
This entire review has been hidden because of spoilers.
Byl to tom dobry, choć nie idealny. Trochę za dużo wszystkiego i za długo wszystko. Nie jestem pewna, czy naprawdę kazda jedna postac, ktora przewinęła sie przez sagę, musiała dostać swoj wątek i zakończenie, wydaje mi się, że nie bylo to potrzebne i tylko nadmuchało całość. Dużo też tego bon ton i tematów większych niz życie, dobrze więc, że pozostały z nami gobliny i Jomowie. Harun i Nuriel ❤️ Ale wciąż to pozostaje jedna z najlepszych polskich serii fantasy, choć ten tom bede lubić najmniej 😜
Kurcze…tak chciałam, żeby mi się ta książka spodobała:) … Nie byłam wielką fanką od początku serii. Pierwsza wydała mi się za długa i w gruncie rzeczy nudnawa, choć doceniałam świeżość i pomysł. Druga była lepsza, bo dynamiczna i z poczuciem humoru. I właśnie tego zabrakło mi w trzeciej. Dynamika stała się tu chaosem, a lekkość wyparowała. To spowodowało, że w gruncie rzeczy przestało mi zależeć na bohaterach i ich historii. Straciłam do nich sympatię po prostu. I nie ulega wątpliwości, że językowo to dobra ksi��żka. Autor jest zdolnym erudytą z szeroką wyobraźnią. Nie zmienia to jednak mojej oceny. Szkoda… Nie jest to literatura dla każdego i najwyraźniej nie jest też dla mnie.
Chociaż mam wrażenie, że druga część była trochę bardziej uporządkowana konstrukcyjnie, to jednak Rak zamknął tę trylogię w sposób świetny. Świat i postaci zostały pogłębione, całkowicie zniknęła lekka infantylność pierwszej części, a ostatnie kilkadziesiąt stron zostało rozegranych klasycznie, ale po mistrzowsku. Cała seria to jest topka nowoczesnej fansaty, coś w stylu Pullmana. Czekam na ekranizację
Książkę zamykają „źródła i inspiracje”. Autor przyznaje się, iż wykorzystał Maeterlincka, Steinera, Thoreau, Eliphasa Leviego, Wyspiańskiego, Lovecrafta, i wielu innych, nawet Amundsena i Nansena, i jeszcze Pismo Święte, i Koran, i Bóg wie, co jeszcze… Bardzo to sprytny chwyt, mający z jednej strony upewnić nas o wielkości przeczytanego dzieła (skoro wchłonęło tyle innych, bezsprzecznie wielkich), a z drugiej – uczynić swego rodzaju zakładników, no bo jeśli czegoś nie rozumiesz z konstrukcji tak wyrafinowanej i przez pięć lat pisanej w Arktyce, albo wynudziłeś się przy niej jak mops, to jest już tylko twój problem i twojego zbyt wątłego na tę trylogię umysłu, niezdolnego najwyraźniej wchłonąć Maeterlincka, Steinera, Thoreau, Eliphasa Leviego, Wyspiańskiego, Lovecrafta, Amundsena, Nansena, Pismo Święte, Koran, i Bóg wie, co jeszcze… Na szczęście istnieje prosty sposób na ominięcie końcowej pułapki zastawionej przez autora-czarusia – robienie notatek w trakcie lektury, jeszcze zanim doszło się do tego znaczącego punktu. A wynika z nich, że po olśniewiającej części pierwszej i rozczarowującej drugiej, nadszedł czas na trzecią część „Agli” – zdecydowanie najgorszą. Mętna fabuła, legiony nieciekawych postaci o wydumanych imionach, setki stron pustosłowia, które zostawia czytelnika znudzonym, zmęczonym i ostatecznie całkowicie obojętnym.
Lektura tej książki to jak przeglądanie czyjegoś długiego konta na Instagramie. Dużo, bardzo dużo obrazków. Niektóre zachwycają szczegółem i wtedy skupiasz uwagę; znakomita większość obchodzi już mniej, zwłaszcza gdy widzisz ten sam układ po raz 20 czy 30. Jak to na Instagramie, trudno doszukiwać się precyzyjnej narracji; ale przecież nie o nią tu chodzi. Postaci przeżywają jakieś przygody, niby dokądś zmierzają, coś tam robią, a najczęściej je coś zaskakuje (ciemność, warkot, światło, zwierzę itd.). Czasem w coś się zamieniają – robak, pająk, obłok, cokolwiek. W międzyczasie przecinają się randomowo jedne z drugimi. Żyją, umierają, spalają się, odlatują, potem nagle znów żyją, przylatują, nieoczekiwanie wulgarnie klną, wchodzą w cień, wychodzą z butelki itd. Nieważne, jeden pies – łączny sens tego wszystkiego nie gra roli. W razie czego zawsze można zapchać logiczną dziurę „gnozą” (rozumianą tu najwyraźniej jako „coś cholernie tajemniczego”), „magią”, „innym wymiarem” czy czymś podobnie budzącym respekt.
Drażni ogrom przestylizowanych konstrukcji, które są jak nadmiarowy lukier w i tak słodkim ciastku. „Niebawem dotrzemy do Wysokiego Domu – odparł rak. Brzmiał jednak, jakby nie był końca przekonany, ale kto wie, jak to jest z rakami i ich głosami” (s. 446). No nikt nie wie, aha, OK. „Tak tedy zawarto przymierze między ludźmi, aniołami, minerałami, zwierzętami i grzybami. Być może jedno z dziwniejszych, jakie można sobie wyobrazić. Ale nawet Wielka Mistrzyni wiedziała, że mogą istnieć bardziej osobliwe relacje” (s. 718). Ta druga bzdura opiera się w całości na błahym spostrzeżeniu „Panny Hoh” o tym, że ziemia chłodna i wilgotna jest w sam raz dla grzybów. Na tym podłożu autor imaginuje sobie jakieś „przymierze”, potem dosala, że było to przymierze „jedno z dziwniejszych”, a jeszcze dodaje – i tu właśnie jest ten lukier – „ale mogą być jeszcze dziwniejsze”. W końcu, w tym stylistycznym dokręcaniu śruby, osuwa się w komiczny styl rodem z żartów o Paulo Coehlo: „Na widok tych tygrysów Flammifer zamruczał jak kocię. – Pokłoń im się – powiedział. – Kim oni są? Co to za stworzenia? – To nie stworzenia. To uosobione myśli światła" (s. 481). Tygrysy to uosobione myśli światła! Aha, OK.
O czym jest ta książka? „O tym, że nadchodzi coś bardzo tajemniczego!” A jaką właściwie ma fabułę? „Trudno powiedzieć, ale jakie są klimaty!”. Tylko, że same „klimaty”, nawet jeśli świadczą o bogatej wyobraźni klimatotwórcy (lub Maeterlincka, Wyspiańskiego, Lovecrafta itd.), mają ostatecznie słaby potencjał literacki. Kiedy po raz pierwszy ciemność wypełźnie zza szafy – jesteś przerażony; ale kiedy wypełza po raz pięćsetny – wzruszasz ramionami. Że mieszkają w ciemności straszliwe, prastare istoty z innego wymiaru – no to co z tego? Przecież ta trylogia przyzwyczaja do tego, że ani ich straszliwość, ani prastarość, ani innowymiarowość nie zostanie nijak pogłębiona czy wyjaśniona – to po prostu ozdóbka taka, dekoracja, stylizacja. Że raki i koty mówią, że kryształy myślą, a Kora, Sofja albo inna Chiara to Car, który jest ni to postacią ni ciemną chmurką na niebie? To wszystko wraz z kolejnymi stronami traci znaczenie, bo każdy rozdział to tylko kolejny obrazek, który może być, ale też równie dobrze – nie być. Fani, popędzani przez pseudorecenzentów-marketingowców, obdarowanych przez wydawnictwo darmowymi egzemplarzami w ramach barteru, i tak przecież polajkują kolejne mnożące się scenki, pomysły i byty. Zgodnie z zasadą Instagrama – lajki wpadną tak czy inaczej, bo jako „słynny Radek Rak”, uczeń i kontynuator Steinera, Lovecrafta, Amundsena, Koranu i Pisma Świętego, zbudowałeś już odpowiednio duże zasięgi.
Autor sporo naobiecywał pierwszą częścią; gdyby na niej skończył, zostałaby legenda niedokończonego arcydzieła. Po trzech tomach mamy zaś tylko produkcyjniak z najlepszym pierwszym sezonem, drugim rozczarowującym i trzecim – nieporozumieniem. To chyba już koniec, choć oczywiście można wyobrazić sobie kolejne grube tomy o niczym – w końcu jest jeszcze wiele wolnych słów na A: np. „Agla: Anemia”, „Agla: Algieria” czy „Agla: Alfalfa”. Natomiast dla odbiorcy, który chciałby być kimś więcej niż tylko followersem autorskiego Insta-konta, na przykład – czytelnikiem spójnego dzieła literackiego, nie ma tu żadnej oferty. Do zrobienia pozostaje tylko to, co zazwyczaj na Instagramie: w atmosferze szybko topniejącej uwagi oraz rosnącej niecierpliwości i znudzenia doskrolować, żeby zobaczyć, gdzie jest koniec. Domęczyć, zamknąć, zacząć robić coś bardziej sensownego, zapomnieć.