bardzo cicha, ale baaardzo mocna lektura
Menon pisze o stracie tak, jak się o niej myśli – powracająco, nielinearnie, z każdej strony naraz. ale to nie tylko historia straty
to też o tym, jak żyje się dalej, kiedy nic już nie jest takie samo. o żałobie, która nie mija, i o przyjaźni, której nikt nie nauczył nas opłakiwać („wciąż ci źle? To była TYLKO jakaś koleżanka, nie wypada jej opłakiwać tyle czasu”), o tym, że przyjaźń może być TĄ relacją w życiu
o naturze, wobec której autorka ma ogromny respekt – cudownie opisuje jej piękno, ale też nie romantyzuje jej, nie robi z niej metafory — to siła, która rządzi światem i nami, daje życie, ale i odbiera
o tsunami, huraganie, żywiole, martwych, pięknych, złożonych mantach, śmieciach na plaży i Nowym Jorku, który w końcu też tonie, ale też o wdzięczności i ciągłej miłości do tego, co wokół nas, nawet po katastrofie
o tym, jak piękno i przemoc mogą istnieć obok siebie