Para reporterów śledczych działu historycznego pomorskiej gazety – Nina Kiryłło i Eryk Morski – dostaje polecenie zbadania niewyjaśnionej sprawy kryminalnej sprzed lat, zanim ta ulegnie przedawnieniu. Dotyczyła ona brutalnego morderstwa, popełnionego na zamożnej wdowie po dygnitarzu partyjnym z okresu PRL i zarazem kolekcjonerze dzieł sztuki. Kobieta przed śmiercią była torturowana. Śledczy podejrzewali włamanie w celach rabunkowych, połączone z zabójstwem, co byłoby prawdopodobne, gdyby nie to, że z willi ofiary nic cennego nie zginęło.
A tymczasem na jaw wychodzi fakt, że zaledwie parę lat wcześniej w równie tajemniczych okolicznościach śmierć poniosła prawie stuletnia „hrabina“, poetka, matka zamordowanej kobiety. Dziennikarze błądzą we mgle, coraz bardziej zyskując przekonanie, że wszelkie tropy wiodą w odległą przeszłość. Na wschód. Wkrótce sami znajdą się w niebezpieczeństwie...
Nie wiem jak Ty, ale ja mam słabość do kryminałów, które zaglądają w oczy przeszłości, tych, które nie zadowalają się prostym pytaniem „kto zabił?”, tylko idą o krok dalej - pytają: dlaczego, co wtedy przemilczano, komu prawda się nie opłacała. „Hrabina” Anny Klejzerowicz to właśnie taka powieść - mroczna, wielowarstwowa, przesiąknięta atmosferą tajemniczych willi, zapomnianych grzechów i historii, która nie chce zostać zapomniana.
Na pierwszy rzut oka mamy tu klasyczny trop: dziennikarze Nina i Eryk, znani już z wcześniejszych książek autorki, dostają zlecenie zbadania sprawy brutalnego morderstwa starszej kobiety. Tyle że coś się tu nie klei - ofiara, wdowa po wpływowym działaczu z czasów PRL, była torturowana, ale… nic z jej domu nie zginęło. Ani jeden cenny obraz, ani jedna rzeźba z imponującej kolekcji. Motyw rabunku odpada. A to dopiero początek. Bo chwilę wcześniej w dziwnych okolicznościach umiera jej matka - legendarna „hrabina”, niemal stuletnia poetka, otoczona aurą niedopowiedzeń.
Czy to przypadek? Czy ktoś chce zatrzeć ślady sprzed dekad? Im dalej Nina i Eryk wchodzą w tę historię, tym więcej kurzu i trupów wysypuje się z przeszłości. Klejzerowicz prowadzi nas przez opowieść jak po zbutwiałym dywanie - niby idziesz do przodu, ale czujesz, że coś tam pod spodem się rusza.
Doceniam, jak autorka buduje tło historyczne - to nie jest zbiór suchych faktów, ale organiczna część opowieści. Są tu echa wojny, przemilczane przesiedlenia, powojenne dramaty i rodzinne sekrety ukrywane przez pokolenia. Wszystko podane z dużym wyczuciem - bez moralizowania, ale też bez taniej sensacji.
Czytałam „Hrabinę” w nocy - i przyznam, że kilka razy miałam ciarki. Nie ze strachu, ale z poczucia, że oto odkrywam coś ważnego. Że historia tych kobiet, tej rodziny, tych śledztw i milczeń, ma w sobie prawdę większą niż typowy kryminał. A przy tym styl Klejzerowicz pozostaje niezwykle przystępny - klarowny, zrównoważony, bez przesady. Nie znajdziesz tu fajerwerków - ale znajdziesz głębię.
Czy „Hrabina” to książka bez wad? Nie. Są momenty, które trochę się ciągną, a niektóre tropy można przewidzieć. Ale to wciąż historia, która zostaje w głowie. I która pokazuje, że czasem prawda leży gdzieś pomiędzy zapomnianym grobem a zniszczonym pamiętnikiem.
Dla kogo ta książka? Dla tych, którzy nie szukają tylko odpowiedzi na pytanie „kto zabił?”, ale chcą też odkryć „dlaczego to wszystko miało miejsce”. Dla miłośników tła historycznego, rodzinnych tajemnic i narracji, która snuje się powoli, ale zostawia ślad.
Ocena: 7,5/10 - za klimat, konstrukcję fabularną i subtelną psychologię postaci. Punkt odjęty za lekką nierówność tempa.