Czekając na „Wszystko jak leci” i wiedząc, że będzie to książka o polskim popie lat 90 - myślałem, że będzie to nowa opowieść snuta narracją autora. Jednak dostaliśmy blisko pięciuset stronicową książkę bazującą i zarazem tworzącą na wypowiedziach słynnych mężczyzn z branży muzycznej - producentów, dziennikarzy.
I to też w pewien sposób wydaje się fajne, bo dokładnie śledzimy to, jak polski pop lat 90 się rodził, jak funkcjonował od podszewki.
Jednak biorąc pod uwagę, że książka jest dość „duża” to (przynajmniej dla mnie) czytanie kolejnych nazwisk mężczyzn producentów, firm było po prostu nużące.
Co więcej, w książce więcej jest o przemyśle firmowym niż o artystach. A szkoda(!) i też wypowiedzi „dziennikarzy” o artystach pozostawiają wiele do życzenia. Nieznośnym było czytanie po wielokroć, że mężczyźni z branży z szyderą zaznaczają, że kolejne płyty artystek nie miały takiego polotu jak te debiutanckie.
Abstrahując od opinii panów, ja pamiętam i słucham i POTRAFIĘ WYMIENIĆ nazwy późniejszych piosenek, albumów Lipnickiej, Steczkowskiej, Bartosiewicz….
„Steczkowska nagrała od tego czasu pewnie z dziesięć płyt, ale wciąż jest „Dziewczyną Szamana” ☠️
O Kayah: ,,Ale ona - jak to ona - tę szansę przesrała”
O Jusis: ,,Próbowała ratować podupadającą karierę występami w programach telewizyjnych”.
Serio??
A ile razy między zdaniami padło to, że największy sukces odnieśli Wilki i Hey to nie zdzierżę.
Mimo wszystko, książka ta dała bardzo duży i solidny wgląd do popu lat 90. Wiele razy się cieszyłem, wiele byłem zaskoczony. Po prostu dowiedziałem się dużo ale format mógłby być fajniejszy.
Zdjęć też mogłoby być więcej.
Ogólna ocenka 3 z minusem.