What do you think?


Skandal miłosierdzia
Miłosierdzie pozostaje wielką tajemnicą Boga i wielkim skandalem w oczach ludzi. Zawiera w sobie to, z czym mamy największe trudności: współczucie, przebaczenie, nawrócenie. Nie stawia warunków, nie zna żadnych granic. Jest darmowe. Ale jednocześnie jest jak światło, które, padając na nasze życie, sprawia, iż dostrzegamy również to, co jest w nim ciemnością.
Kardynał Grzegorz Ryś głosi skandal miłosierdzia jako nauczanie, które trzeba wykrzyczeć.
Nikt nie jest stracony. Miłość Boga jest silniejsza niż ludzki grzech. Bóg podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna.
Kardynał Grzegorz Ryś głosi skandal miłosierdzia jako nauczanie, które trzeba wykrzyczeć.
Nikt nie jest stracony. Miłość Boga jest silniejsza niż ludzki grzech. Bóg podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna.
208 pages, Hardcover
First published January 1, 2012
About the author
Grzegorz Ryś
62 books17 followersKs. Grzegorz Ryś urodził się 9 lutego 1964 r. w Krakowie. W latach 1982-1988 odbył formację w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej oraz studia na Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.
Święcenia kapłańskie otrzymał 22 maja 1988 r. z rąk ks. kard. Franciszka Macharskiego w Katedrze Wawelskiej. Równolegle do studiów teologicznych odbył studia na Wydziale Historii Kościoła PAT.
Po rocznej pracy duszpasterskiej jako wikariusz parafii pw. św. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach został zatrudniony na tymże Wydziale i podjął studia doktoranckie. W 1994 r. uzyskał doktorat, a w 2002 r. habilitację z nauk humanistycznych w zakresie historii.
Jest kierownikiem Katedry Historii Kościoła w Średniowieczu w Instytucie Historii Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, cenionym historykiem, liczącym się w środowisku naukowym i kulturalnym, autorem licznych opracowań naukowych i popularnych z zakresu historii i teologii.
Był członkiem komisji historycznych w procesach beatyfikacyjnych – miedzy innymi w procesie Jana Pawła II.
Owocną pracę naukową łączy z zaangażowaniem duszpasterskim: aktywnie uczestniczy w życiu Drogi Neokatechumenalnej, głosi kazania, rekolekcje, dni skupienia. Co roku bierze też udział w pieszej pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę.
W latach 2004-2007 był dyrektorem Archiwum Kapituły Metropolitalnej w Krakowie, a od 2007 do 2011 r. był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. W latach 2010-2011 r. był przewodniczącym Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych w Polsce.
Przewodniczy Zespołowi ds. Nowej Ewangelizacji przy Komisji Duszpasterstwa Episkopatu Polski i Sekretariatowi ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Krakowskiej.
Źródło (stan na 4 stycznia 2015):
http://www.diecezja.pl/biskupi/bp-grz...
Święcenia kapłańskie otrzymał 22 maja 1988 r. z rąk ks. kard. Franciszka Macharskiego w Katedrze Wawelskiej. Równolegle do studiów teologicznych odbył studia na Wydziale Historii Kościoła PAT.
Po rocznej pracy duszpasterskiej jako wikariusz parafii pw. św. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach został zatrudniony na tymże Wydziale i podjął studia doktoranckie. W 1994 r. uzyskał doktorat, a w 2002 r. habilitację z nauk humanistycznych w zakresie historii.
Jest kierownikiem Katedry Historii Kościoła w Średniowieczu w Instytucie Historii Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, cenionym historykiem, liczącym się w środowisku naukowym i kulturalnym, autorem licznych opracowań naukowych i popularnych z zakresu historii i teologii.
Był członkiem komisji historycznych w procesach beatyfikacyjnych – miedzy innymi w procesie Jana Pawła II.
Owocną pracę naukową łączy z zaangażowaniem duszpasterskim: aktywnie uczestniczy w życiu Drogi Neokatechumenalnej, głosi kazania, rekolekcje, dni skupienia. Co roku bierze też udział w pieszej pielgrzymce z Krakowa na Jasną Górę.
W latach 2004-2007 był dyrektorem Archiwum Kapituły Metropolitalnej w Krakowie, a od 2007 do 2011 r. był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. W latach 2010-2011 r. był przewodniczącym Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych w Polsce.
Przewodniczy Zespołowi ds. Nowej Ewangelizacji przy Komisji Duszpasterstwa Episkopatu Polski i Sekretariatowi ds. Nowej Ewangelizacji w Archidiecezji Krakowskiej.
Źródło (stan na 4 stycznia 2015):
http://www.diecezja.pl/biskupi/bp-grz...
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 5 of 5 reviews
February 8, 2024
Po prostu piękna - otwiera na Miłość i pozwala poczuć się kochanym. Ryś wyjaśnia nie tylko Miłosierdzie, ale również podstawową rolę każdego chrześcijanina (nie jest prosta, ale warta wszystkiego). Polecam!
July 20, 2026
Miłosierdzie Boga dla człowieka jest skandalem – taką tezę stawia (dziś kardynał) Grzegorz Ryś, wskazując na kompletnie zaskakującą charakterystykę relacji między Stwórcą i stworzeniem:
„Między człowiekiem a Bogiem nie ma relacji sprawiedliwości, jest przymierze, zgodnie z którym ojciec kocha syna nie z powodu jego zasług, ale pomimo tego, że dziecko żadnych zasług wobec niego nie ma. „…relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest mu właściwa – pisał Jan Paweł II w encyklice o Bożym miłosierdziu. – To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie (takie widzenie w prawdzie jest autentyczną pokorą); dla ojca zaś właśnie z tego powodu staje się on dobrem szczególnym…”
Wspólne doświadczenie godności umożliwia umiłowanie przez Boga i jego wierność przymierzu, które napotykają kruchą, ale wolną próbę wzajemności ze strony człowieka. Sugestywnie wskazuje na nią ofiara Izaaka – który w momencie złożenia ofiary przez swojego Ojca miał ponad 30 lat! To, w jaki sposób – wolny, pokorny i hojny – Izaak się jej poddaje; w jaki sposób ofiara ta jest składana, świadczy o jej wartości („Bóg miłuje radosnego dawcę” (2 Kor 9,7)). Słowa Ewangelii o Bogu, który „poświęcił swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne” (J 3, 16) pokazują jaskrawo, że w historii zbawienia Bóg zawsze był Tym, który wiernie trwał w zawartym z człowiekiem przymierzu. Dlaczego więc pojawia się w nas obawa, strach i lęk przez Bogiem?
Przecież to „Bóg posyłający z orędziem wiary niewierzącego Tomasza. Bóg Szawła uczynionego Pawłem (…) Bóg świętego Augustyna, największego z doktorów Kościoła, przez lata upokorzonego i bezradnego wobec własnego grzechu. Bóg świętego Franciszka nawróconego spotkaniem z Trędowatym. Bóg świętego Ignacego z Loyoli, do którego odnalazł drogę dopiero w rekonwalescencji po odniesionych na wojnie ranach. Bóg błogosławionego Karola de Foucauld, wygodnisia odmienionego doświadczeniem wiary muzułmanów na Saharze.”
Odkrycie – doświadczenie (!) tego, Kim On jest – staje się, jak widać, kluczowe dla naszego zrozumienia siebie samych: każdego z nas osobiście i nas jako wspólnoty, którą tworzymy.
„Chrześcijaństwo ma świadomość jak dalece człowiek jest wewnętrznie popękany, i wie, że droga nauczania (tylko!) cnót nie jest wystarczającą odpowiedzią na te wyłomy. Ludziom z łatwością bowiem przychodzą dobre intencje, ale z trudem podążają za nimi dobre uczynki. Sami nie dorastamy do siebie. Pękamy. Bo jest w nas pycha, chciwość, zawiść, bo w każdym z nas jest nieczystość. Te głębokie rany, jakie w efekcie mamy, w języku religijnym nazywane są zarzewiem grzechu. To żar, który się w nas tli, a który wystarczy podsycić lekkim podmuchem, by wybuchł ogień. Lekceważymy pokorę i dmuchamy w pychę - rana się otwiera, pęknięcie pogłębia.”
Stajemy się jak poszkodowany na drodze, którego mija kapłan i lewita, zaś opatruje Samarytanin – nieprzyjaciel i wróg: „Nie jesteśmy ziomkami Pana Boga. Jesteśmy jego nieprzyjaciółmi. Jesteśmy wrogami, nad których ranami On się pochyla. Bezwarunkowo. I ratuje nas od śmierci. Znosi naszą niewolę. Budzi nas do życia.” Nie mają tej mocy Ci, którzy zamiast stać w pełni swojej roli – jako Kościoła – tylko do niego aspirują i zmierzają… „Kapłan i lewita – mówił biblista – chodzą do kościoła, a Samarytanin jest Kościołem. Oni idą do świątyni, on sam jest świątynią.” Ci ludzie szukali Boga zamkniętego w murach, natomiast Samarytanin miał Go w sobie. Bo Bóg jest miłością, i to miłością radykalną.” Przechodniom tym pozostaje na przestrodze sugestywna i istotna uwaga: „Jakikolwiek przepis i każdy zwyczaj mają być pomocne miłości”.
Sam zaś Samarytanin (Bóg) nie goni za sprawiedliwością (szukając powodu, by uznać pobitego za nieczystego), ale zatrzymuje się przy człowieku: „przez sprawiedliwość człowiek się nie zmieni – sprawiedliwość jest dla satysfakcji tego, który ją wymierza. Miłosierdzie jest po to, by dać człowiekowi szansę przemiany. Sprawiedliwość jest rozrachunkiem z przeszłością, miłosierdzie jest chrześcijańską nadzieją na przyszłość. „W swoim właściwym i pełnym kształcie – pisał Jan Paweł II w Dives in misericordia – miłosierdzie objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku”.
Na taką właśnie odpowiedzialność Kościoła – społeczności – wskazuje też fragment poświęcony synowi marnotrawnemu. Kard. Ryś cytuje Ks. Tischnera, który w komentarzu do Dives in misericordia przedrukowanym w książce Idąc przez puste Błonia podkreślał: „Ten, kto wraca – syn marnotrawny – potrzebuje potwierdzenia faktu, że naprawdę wrócił. Nawróceni będą nawróconymi aż do końca dopiero w chwili, gdy im ktoś to nawrócenie szczerze potwierdzi. Nie można stawać się człowiekiem bez pomocy i bez świadectwa drugiego człowieka.”
Co również istotne, do tej odpowiedzialności immanentnie należy pojednanie, która każdorazowo – jak pisał św. Jan Paweł II w Reconciliatio et Poenitentia „nie może być mniej głębokie niż podział”.
Lepszego rozumienia miłosierdzia Boga dostarcza nam sama etymologia hebrajskich terminów je określających. „Hesed” to miłosierdzie wynikające z przymierza Boga z człowiekiem, któremu On pozostaje wierny pomimo niewierności ludzi, działając ze względu na swoje imię, a nie w odpowiedzi na nasze zasługi. Hesed jest „odpowiedzialnością za własną miłość”, co ma pewien wymiar męski (JP2). Natomiast „Rahamim” to miłosierdzie odwzorowujące miłość matki wobec dziecka; to – jak wskazuje kard. Ryś - relacja największej bliskości, czułości nie do opowiedzenia; rys wyjątkowej uwagi poświęcanej dziecku, które jest słabsze. „Matka nigdy nie patrzy, żeby dzieci obdzielać po równo, ale patrzy, żeby każde dostało tyle, ile potrzebuje. (…) Nie potrafi go porzucić, nie traci nadziei na jego przemianę – zawsze wierzy w nawrócenie. Jest mu wierna z racji łączących ich więzi sięgających jej łona (…)”.
„Jeśli przed nawróceniem miłość może ci się wydawać tylko prawem, to po spotkaniu z wydarzeniem Miłości w doświadczeniu Bożego miłosierdzia, miłość staje się naturalną odpowiedzią na to, co darmo otrzymałeś wcześniej. Ile jest opisanych w Ewangelii szczerych spotkań Jezusa z ludźmi otwartymi na łaskę, tyle opowiada o procesie nawrócenia. Warto przyjrzeć się kilku z nich, odsłaniających przed nami różne wymiary nawrócenia: po długim i cierpliwym wyczekiwaniu Boga (Anna i Symeon), z samej tylko ciekawości spotkania (Zacheusz), a nawet bez początkowej woli człowieka (kobieta złapana na cudzołóstwie) czy wyłącznie za sprawą wiary Kościoła (paralityk).”
Miłosierdzie spotyka w sposób szczególny Piotra, który zdradza swojego Mistrza. „W swojej Homilii XXI mówi [Grzegorz Wielki]: „Trzeba nam zapytać, czemu po [wspólnym] wezwaniu uczniów Piotr zostaje wskazany z imienia. Ależ gdyby anioł nie wywołał po imieniu tego, który zaparł się był Mistrza, ten nie ośmieliłby się przybyć pośród innych uczniów. Zostaje więc wezwany z imienia, by nie utracił nadziei z powodu swojego zaparcia się.” Bóg wzywa więc Piotra z imienia nie z powodu wyjątkowości jego zasług, ale z powodu wyjątkowości jego grzechu. Pokazuje w ten sposób, że również i on pomimo wszystko jest powołany. (…) Piotr sam się wykluczył z grona uczniów przez swój grzech. Potrzebuje więc imiennego wezwania od samego Chrystusa, gdyż inaczej nie pójdzie do Galilei. Jest przekonany, że dla niego ta historia się skończyła. Tymczasem dla Chrystusa ona się tak naprawdę dopiero zaczyna. Tylko święty Marek zapisał to polecenie w tej formie. Tradycja uważała zawsze Ewangelię Marka za przekaz Piotrowy: Marek miał zapisać wydarzenia zbawcze tak, jak je zapamiętał – i jak je przepowiadał Piotr. A więc to sam Piotr chciał, byśmy zapamiętali, z jakiej zapaści – grzechu i rozpaczy po grzechu – z jakiego poczucia wykluczenia wyrwał go Zmartwychwstały.”
Miłosierdzie spotyka także kobietę posądzoną o cudzołóstwo, której grzech – paradoksalnie – staje się drogą spotkania z Jezusem: „Grzech kobiety stał się – paradoksalnie – jej drogą do Boga. Choć nie z własnej woli, ale stanęła przed Chrystusem. (…) Tym samym otrzymała możliwość rozliczenia się z własnego grzechu. (…) Bo ostatecznie rzecz biorąc, do Boga nie ma innej drogi niż ta, która wybrukowana jest naszymi grzechami.”
„Konfesjonał to nasze Kafarnaum, miejsce pokrzepienia. To w nim szukajmy prawdziwych cudów. Po uzdrowienie przyjdź do sakramentu pokuty i pojednania. Przed ołtarz zanieś sprawy tych, którzy zatrzymują się przed progiem świątyni. Spotkaj Jezusa, doświadcz miłości. I dawaj o tej miłości miłosiernej świadectwo swoim na nowo odzyskanym życiem.”
Doświadczenie niemożności uświadomienia sobie wartości odzyskania tego, co utracone, jest fundamentalną osią Ewangelii o uczniach idących do Emaus, uciekających właśnie przed tym doświadczeniem: „Ale to jest ucieczka w rozwiązania pozorne. Pokusili się o nią Łukasz i Kleofas, wyruszamy w nią również my. W bezmyślność, w zawieszenie, w kapitulację; niech się dzieje, co chce, byle mnie nie dotyczyło; ja już nie mam ochoty na nic. Tymczasem Jezus dogania uczniów na ich drodze do Emaus. Przecież po to właśnie wstał z grobu, by dać umarłym życie. Ale to sam człowiek musi od Niego przyjąć taki dar. Dar, który go przeraża i naraz popycha do ucieczki, by już tylko nie musieć decydować, by nie zaczynać wszystkiego na nowo.”
Spotkanie, otwarcie na przyjęcie osobowego Boga i Jego łaski umożliwia wejście w relację, świadomość Jego towarzyszenia: „Gdybyśmy nie otrzymali wcześniej Bożej łaski, to nie bylibyśmy w stanie żyć według przykazań (…) Najpierw Bóg wyprowadza nas z niewoli – dzięki Chrystusowi, który jest wyzwolicielem – a dopiero potem daje nam przykazania.”
„To spotkanie [z Jezusem] wszystko zmienia. Odtąd nie jestem już skonfrontowany z „lekcją” (z pouczeniem głoszonym przez „Boskiego Belfra”), nie recenzuję jej też, ani nie oceniam – jak Grek „szukający mądrości”; nie szukam też „znaków” i nie buntuję się, gdy ich nie otrzymuję. Wiem natomiast, że w Jezusie spotkałem Kogoś, kto był gotowy za mnie umrzeć, choć byłem Jego zabójcą. Odtąd „nie wkuwam już teorii”, nie studiuję „prawa”; próbuję za to odpowiedzieć na taką Miłość. I o tym warto mówić. A nawet więcej – ten, kto to przeżył, nie potrafi o tym nie mówić.”
„Kto mówi, że trwa w Nim, powinien tak żyć, jak On żył” (1J 2, 3-6).
„Między człowiekiem a Bogiem nie ma relacji sprawiedliwości, jest przymierze, zgodnie z którym ojciec kocha syna nie z powodu jego zasług, ale pomimo tego, że dziecko żadnych zasług wobec niego nie ma. „…relacja miłosierdzia opiera się na wspólnym przeżyciu tego dobra, jakim jest człowiek, na wspólnym doświadczeniu tej godności, jaka jest mu właściwa – pisał Jan Paweł II w encyklice o Bożym miłosierdziu. – To wspólne doświadczenie sprawia, że syn marnotrawny zaczyna widzieć siebie i swoje czyny w całej prawdzie (takie widzenie w prawdzie jest autentyczną pokorą); dla ojca zaś właśnie z tego powodu staje się on dobrem szczególnym…”
Wspólne doświadczenie godności umożliwia umiłowanie przez Boga i jego wierność przymierzu, które napotykają kruchą, ale wolną próbę wzajemności ze strony człowieka. Sugestywnie wskazuje na nią ofiara Izaaka – który w momencie złożenia ofiary przez swojego Ojca miał ponad 30 lat! To, w jaki sposób – wolny, pokorny i hojny – Izaak się jej poddaje; w jaki sposób ofiara ta jest składana, świadczy o jej wartości („Bóg miłuje radosnego dawcę” (2 Kor 9,7)). Słowa Ewangelii o Bogu, który „poświęcił swojego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne” (J 3, 16) pokazują jaskrawo, że w historii zbawienia Bóg zawsze był Tym, który wiernie trwał w zawartym z człowiekiem przymierzu. Dlaczego więc pojawia się w nas obawa, strach i lęk przez Bogiem?
Przecież to „Bóg posyłający z orędziem wiary niewierzącego Tomasza. Bóg Szawła uczynionego Pawłem (…) Bóg świętego Augustyna, największego z doktorów Kościoła, przez lata upokorzonego i bezradnego wobec własnego grzechu. Bóg świętego Franciszka nawróconego spotkaniem z Trędowatym. Bóg świętego Ignacego z Loyoli, do którego odnalazł drogę dopiero w rekonwalescencji po odniesionych na wojnie ranach. Bóg błogosławionego Karola de Foucauld, wygodnisia odmienionego doświadczeniem wiary muzułmanów na Saharze.”
Odkrycie – doświadczenie (!) tego, Kim On jest – staje się, jak widać, kluczowe dla naszego zrozumienia siebie samych: każdego z nas osobiście i nas jako wspólnoty, którą tworzymy.
„Chrześcijaństwo ma świadomość jak dalece człowiek jest wewnętrznie popękany, i wie, że droga nauczania (tylko!) cnót nie jest wystarczającą odpowiedzią na te wyłomy. Ludziom z łatwością bowiem przychodzą dobre intencje, ale z trudem podążają za nimi dobre uczynki. Sami nie dorastamy do siebie. Pękamy. Bo jest w nas pycha, chciwość, zawiść, bo w każdym z nas jest nieczystość. Te głębokie rany, jakie w efekcie mamy, w języku religijnym nazywane są zarzewiem grzechu. To żar, który się w nas tli, a który wystarczy podsycić lekkim podmuchem, by wybuchł ogień. Lekceważymy pokorę i dmuchamy w pychę - rana się otwiera, pęknięcie pogłębia.”
Stajemy się jak poszkodowany na drodze, którego mija kapłan i lewita, zaś opatruje Samarytanin – nieprzyjaciel i wróg: „Nie jesteśmy ziomkami Pana Boga. Jesteśmy jego nieprzyjaciółmi. Jesteśmy wrogami, nad których ranami On się pochyla. Bezwarunkowo. I ratuje nas od śmierci. Znosi naszą niewolę. Budzi nas do życia.” Nie mają tej mocy Ci, którzy zamiast stać w pełni swojej roli – jako Kościoła – tylko do niego aspirują i zmierzają… „Kapłan i lewita – mówił biblista – chodzą do kościoła, a Samarytanin jest Kościołem. Oni idą do świątyni, on sam jest świątynią.” Ci ludzie szukali Boga zamkniętego w murach, natomiast Samarytanin miał Go w sobie. Bo Bóg jest miłością, i to miłością radykalną.” Przechodniom tym pozostaje na przestrodze sugestywna i istotna uwaga: „Jakikolwiek przepis i każdy zwyczaj mają być pomocne miłości”.
Sam zaś Samarytanin (Bóg) nie goni za sprawiedliwością (szukając powodu, by uznać pobitego za nieczystego), ale zatrzymuje się przy człowieku: „przez sprawiedliwość człowiek się nie zmieni – sprawiedliwość jest dla satysfakcji tego, który ją wymierza. Miłosierdzie jest po to, by dać człowiekowi szansę przemiany. Sprawiedliwość jest rozrachunkiem z przeszłością, miłosierdzie jest chrześcijańską nadzieją na przyszłość. „W swoim właściwym i pełnym kształcie – pisał Jan Paweł II w Dives in misericordia – miłosierdzie objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku”.
Na taką właśnie odpowiedzialność Kościoła – społeczności – wskazuje też fragment poświęcony synowi marnotrawnemu. Kard. Ryś cytuje Ks. Tischnera, który w komentarzu do Dives in misericordia przedrukowanym w książce Idąc przez puste Błonia podkreślał: „Ten, kto wraca – syn marnotrawny – potrzebuje potwierdzenia faktu, że naprawdę wrócił. Nawróceni będą nawróconymi aż do końca dopiero w chwili, gdy im ktoś to nawrócenie szczerze potwierdzi. Nie można stawać się człowiekiem bez pomocy i bez świadectwa drugiego człowieka.”
Co również istotne, do tej odpowiedzialności immanentnie należy pojednanie, która każdorazowo – jak pisał św. Jan Paweł II w Reconciliatio et Poenitentia „nie może być mniej głębokie niż podział”.
Lepszego rozumienia miłosierdzia Boga dostarcza nam sama etymologia hebrajskich terminów je określających. „Hesed” to miłosierdzie wynikające z przymierza Boga z człowiekiem, któremu On pozostaje wierny pomimo niewierności ludzi, działając ze względu na swoje imię, a nie w odpowiedzi na nasze zasługi. Hesed jest „odpowiedzialnością za własną miłość”, co ma pewien wymiar męski (JP2). Natomiast „Rahamim” to miłosierdzie odwzorowujące miłość matki wobec dziecka; to – jak wskazuje kard. Ryś - relacja największej bliskości, czułości nie do opowiedzenia; rys wyjątkowej uwagi poświęcanej dziecku, które jest słabsze. „Matka nigdy nie patrzy, żeby dzieci obdzielać po równo, ale patrzy, żeby każde dostało tyle, ile potrzebuje. (…) Nie potrafi go porzucić, nie traci nadziei na jego przemianę – zawsze wierzy w nawrócenie. Jest mu wierna z racji łączących ich więzi sięgających jej łona (…)”.
„Jeśli przed nawróceniem miłość może ci się wydawać tylko prawem, to po spotkaniu z wydarzeniem Miłości w doświadczeniu Bożego miłosierdzia, miłość staje się naturalną odpowiedzią na to, co darmo otrzymałeś wcześniej. Ile jest opisanych w Ewangelii szczerych spotkań Jezusa z ludźmi otwartymi na łaskę, tyle opowiada o procesie nawrócenia. Warto przyjrzeć się kilku z nich, odsłaniających przed nami różne wymiary nawrócenia: po długim i cierpliwym wyczekiwaniu Boga (Anna i Symeon), z samej tylko ciekawości spotkania (Zacheusz), a nawet bez początkowej woli człowieka (kobieta złapana na cudzołóstwie) czy wyłącznie za sprawą wiary Kościoła (paralityk).”
Miłosierdzie spotyka w sposób szczególny Piotra, który zdradza swojego Mistrza. „W swojej Homilii XXI mówi [Grzegorz Wielki]: „Trzeba nam zapytać, czemu po [wspólnym] wezwaniu uczniów Piotr zostaje wskazany z imienia. Ależ gdyby anioł nie wywołał po imieniu tego, który zaparł się był Mistrza, ten nie ośmieliłby się przybyć pośród innych uczniów. Zostaje więc wezwany z imienia, by nie utracił nadziei z powodu swojego zaparcia się.” Bóg wzywa więc Piotra z imienia nie z powodu wyjątkowości jego zasług, ale z powodu wyjątkowości jego grzechu. Pokazuje w ten sposób, że również i on pomimo wszystko jest powołany. (…) Piotr sam się wykluczył z grona uczniów przez swój grzech. Potrzebuje więc imiennego wezwania od samego Chrystusa, gdyż inaczej nie pójdzie do Galilei. Jest przekonany, że dla niego ta historia się skończyła. Tymczasem dla Chrystusa ona się tak naprawdę dopiero zaczyna. Tylko święty Marek zapisał to polecenie w tej formie. Tradycja uważała zawsze Ewangelię Marka za przekaz Piotrowy: Marek miał zapisać wydarzenia zbawcze tak, jak je zapamiętał – i jak je przepowiadał Piotr. A więc to sam Piotr chciał, byśmy zapamiętali, z jakiej zapaści – grzechu i rozpaczy po grzechu – z jakiego poczucia wykluczenia wyrwał go Zmartwychwstały.”
Miłosierdzie spotyka także kobietę posądzoną o cudzołóstwo, której grzech – paradoksalnie – staje się drogą spotkania z Jezusem: „Grzech kobiety stał się – paradoksalnie – jej drogą do Boga. Choć nie z własnej woli, ale stanęła przed Chrystusem. (…) Tym samym otrzymała możliwość rozliczenia się z własnego grzechu. (…) Bo ostatecznie rzecz biorąc, do Boga nie ma innej drogi niż ta, która wybrukowana jest naszymi grzechami.”
„Konfesjonał to nasze Kafarnaum, miejsce pokrzepienia. To w nim szukajmy prawdziwych cudów. Po uzdrowienie przyjdź do sakramentu pokuty i pojednania. Przed ołtarz zanieś sprawy tych, którzy zatrzymują się przed progiem świątyni. Spotkaj Jezusa, doświadcz miłości. I dawaj o tej miłości miłosiernej świadectwo swoim na nowo odzyskanym życiem.”
Doświadczenie niemożności uświadomienia sobie wartości odzyskania tego, co utracone, jest fundamentalną osią Ewangelii o uczniach idących do Emaus, uciekających właśnie przed tym doświadczeniem: „Ale to jest ucieczka w rozwiązania pozorne. Pokusili się o nią Łukasz i Kleofas, wyruszamy w nią również my. W bezmyślność, w zawieszenie, w kapitulację; niech się dzieje, co chce, byle mnie nie dotyczyło; ja już nie mam ochoty na nic. Tymczasem Jezus dogania uczniów na ich drodze do Emaus. Przecież po to właśnie wstał z grobu, by dać umarłym życie. Ale to sam człowiek musi od Niego przyjąć taki dar. Dar, który go przeraża i naraz popycha do ucieczki, by już tylko nie musieć decydować, by nie zaczynać wszystkiego na nowo.”
Spotkanie, otwarcie na przyjęcie osobowego Boga i Jego łaski umożliwia wejście w relację, świadomość Jego towarzyszenia: „Gdybyśmy nie otrzymali wcześniej Bożej łaski, to nie bylibyśmy w stanie żyć według przykazań (…) Najpierw Bóg wyprowadza nas z niewoli – dzięki Chrystusowi, który jest wyzwolicielem – a dopiero potem daje nam przykazania.”
„To spotkanie [z Jezusem] wszystko zmienia. Odtąd nie jestem już skonfrontowany z „lekcją” (z pouczeniem głoszonym przez „Boskiego Belfra”), nie recenzuję jej też, ani nie oceniam – jak Grek „szukający mądrości”; nie szukam też „znaków” i nie buntuję się, gdy ich nie otrzymuję. Wiem natomiast, że w Jezusie spotkałem Kogoś, kto był gotowy za mnie umrzeć, choć byłem Jego zabójcą. Odtąd „nie wkuwam już teorii”, nie studiuję „prawa”; próbuję za to odpowiedzieć na taką Miłość. I o tym warto mówić. A nawet więcej – ten, kto to przeżył, nie potrafi o tym nie mówić.”
„Kto mówi, że trwa w Nim, powinien tak żyć, jak On żył” (1J 2, 3-6).
February 15, 2019
Tenucka, ale velmi dobre napisana kniha. Biskup Rys opisuje a rozobera viacere novozakonne podobenstva s dorazom na bozie milosrdenstvo. V ramci moznosti ide text miestami vcelku do hlbky, ale popri tom sa stale lahko cita, co osobitne ocenujem.
September 28, 2025
Istota celu chrześcijaństwa
Displaying 1 - 5 of 5 reviews





