Obywatele Korei Południowej należą do najlepiej wyedukowanych na świecie. "Do jakiej szkoły chodziłeś?" – to jedno z pierwszych pytań, które pada tam podczas spotkań na stopie prywatnej czy zawodowej. Odpowiedź pozwala umiejscowić rozmówcę w hierarchii społecznej. Ukończenie dobrego uniwersytetu wpływa nie tylko na rozwój kariery, ale także szanse matrymonialne. To sposób na lepsze życie i gwarancja szacunku.
Koreańscy rodzice przeznaczają ogromne sumy na naukę dzieci, a te mają w zasadzie cały dzień wypełniony zajęciami. Edukacja zapewniana przez państwo nie wystarczy, by wyprzedzić innych w wycieńczającym maratonie egzaminów. Dlatego prawie wszyscy uczniowie po lekcjach uczęszczają na korepetycje. I choć osiągane przez nich rezultaty stanowią dla wielu krajów niedościgniony wzór, psychiczne koszty, które ponoszą dzieci oraz całe rodziny, są ogromne.
Anna Sawińska stara się przeanalizować przyczyny i skutki tej gorączki edukacyjnej.
Pracując z koreańskimi studentami przez ostatnie sześć lat miałam świetną okazję dowiedzieć się wiele o koreańskim szkolnictwie od nich samych. Najczęściej były to opowieści o potwornej presji, ciągłym wycieńczeniu i szwankującym zdrowiu psychicznym. Koreańskie filmy i k-dramy także nie przedstawiają sytuacji uczniów i studentów w różowych barwach. Ale dopiero Anna Sawińska dzięki swojej książce “Kraina Jednej Szansy. O edukacji w Korei Południowej” uporządkowała moją wiedzę i wypełniła luki.
Autorka sama studiowała w Seulu na jednym z uniwersytetów SKY (trzy najlepsze uniwersytety tworzą ten akronim), ma męża Koreańczyka i przez wiele pracowała w Seulu, wychowując tam dwóch synów i posyłając ich do przedszkoli, szkół i licznych hagwonów (hagwony to prywatne szkoły, do których większość dzieci jest posyłanych za grube pieniądze po szkole i gdzie uczniowie kontynuują naukę i przygotowują się do egzaminów nierzadko nawet do północy). Zna system od podszewki, mogłam zaufać jej wiedzy. I przyznam, że osobiste historie i obserwacje fascynowały mnie w równym stopniu co bardzo rzetelnie przedstawiona historia niesamowitego rozwoju systemu edukacji w Korei Południowej na przestrzeni ostatniego stulecia, a także liczne i ciągłe próby poprawy go.
Każda moneta ma dwie strony. Sawińska z podziwem pisze o ogromnym szacunku Koreańczyków do ciągłej nauki, do dyscypliny i sumienności. Dzięki edukacji obywateli udało się podźwignąć społeczeństwo ze skrajnego ubóstwa. Jednocześnie otwarcie pisze o czarnych stronach tego stanu rzeczy: przeciążeniu młodych ludzi, niepohamowanej rywalizacji, jednej z najwyższych na świecie liczbie samobójstw dzieci i młodzieży, olbrzymim stresie (także u nauczycieli), a także kosztach materialnych, jakie ponoszą rodzice inwestując w naukę i rozwój swoich dzieci. Pisze także o szkolnictwie jako świetnym biznesie dla obrotnych i różnych historiach dotyczących znanego na całym świecie egzaminie suneung - narodowym egzaminie wstępnym na koreańskie uczelnie wyższe.
Książka jest przebogata w informacje i dane i niezmiernie dla mnie ciekawa. Uwielbiam czytać o szkolnictwie w krajach Azji, a jeśli chodzi o Południową Koreę nie mogłam trafić lepiej.
Czytacie może czasem książki po to, żeby mieć o czym podyskutować z innymi? Kiedy @wydawnictwoczarne zaproponowało mi barter [współpraca reklamowa] przy tytule "Kraina jednej szansy" właśnie to mnie najbardziej skusiło do wzięcia tego tytułu do recenzji - możliwość późniejszej dyskusji na temat szkół i edukacji ogólnie w Korei Południowej. Raz, że obracam się w kręgach fanów Azji, więc temat idealny, dwa, ze obrażam się w kręgach osób pracujących w jakiś sposób w edukacji. Idealny temat do rozmów - "a wiecie, że kary cielesne w Korei Południowej dla dzieci zostały zakazane stosunkowo niedawno?", "a wiecie, że matki są oceniane w społeczeństwie za to, jak dzieci się uczą?", "a wiecie, że było coś takiego jak afera o przepis na toffi na egzaminach w Korei?" - książkę skończyłam czytać wczoraj, a to tylko niektóre z starterów dyskusji, które wykorzystałam w rozmowach z polskimi edukatorami. Reportaż Anny Sawińskiej jest zrównoważony pod tym względem, że rozdziały z danymi i przykładami potwierdzającymi pewne tezy są przeplatane opowieścią własną autorki- o jej studiowaniu w Korei, o doświadczeniach jej znajomych oraz doświadczeniach jej syna na pierwszych etapach edukacji. Na początku nie ogarniałam czemu taka forma, ale w miarę czytania zaczynałam czuć potrzebę takiego zamieniania się tematów. Był to reportaż niezwykle ciekawy, z którego całkiem sporo wiedzy zaczerpnęłam. Jest on też dowodem na to, że nie ma co iść z skrajności w skrajność i nauczyciele w Polsce bardzo tęskniący za szacunkiem ze strony uczniów i rodziców nie powinni zapatrywać się w koreańskie tendencje do stawiania nauczyciela w formie idola. Historia o tym, że konfucjańskie ideały mogą doprowadzić do skrajnych idei. Ekstremalny system, w którym rodzic jest oceniany w społeczeństwie na podstawie wyników, uczelni czy pracy dziecka, dlatego od najmłodszych lat nakłada się na nie presję. Kraj, w którym nakłada się ograniczenia na to, do której godziny można prowadzić zajęcia pozaszkolne, a jednocześnie wymyśla się 245 sposobów jak to obejść. Jestem bardzo zadowolona z tego, że mogłam sięgnąć po ten reportaż i tyle się dowiedzieć. Każda skrajność jest przerażająca.
Całkiem niezły reportaż dotyczący systemu edukacji w Korei Południowej. Ciekawego tematu z tego względu, że koreański system edukacji z jednej stron jest wysoko oceniany, a z drugiej właściwie nie uczy samodzielnego myślenia i nie odpowiada realiom rynku pracy. Służy tym samym głównie celom prestiżowym, czyli zwiększaniu swojej pozycji w hierarchii społecznej.
Niektóre fragmenty książki właściwie nic nie wnoszą, a niektóre rozdziały są ze sobą w ogóle niepowiązane. Te dwie rzeczy nieco obniżają całościową ocenę publikacji Anny Sawińskiej.
Pół dnia w szkole. Drugie pół dnia na zajęciach dodatkowych. Pięciolatki odrabiające godzinami prace domowe. Angielski i Bach w ramach edukacji prenatalnej. Rząd walczący z korepetycjami i policjanci dowożący radiowozami na sygnale uczniów, którzy spóźniają się na egzaminy. Kilka refleksji o reportażu Anny Sawińskiej, a także co nieco o Chinach, Japonii i R.F. Kuang ode mnie. https://youtu.be/aWo59kH6HoQ
Bardzo dobry i potrzebny reportaż o społeczeństwie, które zbudowało swój sukces na ciężkiej pracy i ambicji, ale coraz częściej płaci za to cenę zdrowia psychicznego i utraconego dzieciństwa. Autorka w rzetelny sposób opisuje codzienność południowokoreańskiego systemu edukacji: wysiłek dzieci uczących się do późna w hagwonach (prywatnych szkołach korepetycyjnych), presję egzaminów (szczególnie suneung), społeczne oczekiwania i skutki – takie jak wypalenie, depresja, czy nierówności klasowe.
Książkę czyta się dobrze, autorka dobrze balansuje między suchymi statystykami, a osobistymi refleksjami, aczkolwiek druga część jest w moim odczuciu trochę powtarzalna. Brakuje mi też szerszego spojrzenia na problemy prowincji. Niemniej pozycja warta uwagi.
dobra na rozpoczęcie wdrażania się w temat, ale powtarzalności przypisów na każdej stronie o poprawności pisowni można było uniknąć pisząc krótką notkę na początku lub końcu, po czasie było to irytujące gdy oczekujesz dodatkowych wyjaśnień czy ciekawostek a tam kolejne to samo zdanie… fajnie, że można było poznać trochę prywaty autorki i jej doświadczeń, ale momentami było w tym w szybkim za mało… korei? Liczyłam na o wiele więcej faktów historycznych i rozwinięć tematyki przyczyn społeczno-ekonomicznych
No, naprawdę dobry reportaż. Edukacja w Korei jest okropna i traumatyczna. Jestem wdzięczna, że mogłam ją poznać. Na szczęście nie na własnej skórze… Bardzo podziwiam i te dzieci, i autorkę, która musiała zrobić tak ogromny reaserch. Z książek, internetu i własnego doświadczenia. Chętnie przeczytam inne powieści tej autorki.
Dawno już nie zawiodłam się tak na reportażu. Książka miała być o edukacji w Korei, a tak naprawdę jest biografią autorki opisującej swoje perypetie na studiach, poszukiwanie pracy czy roztkliwianie się nad powrotem do Polski z synem. Absolutnie nie czuję, że po jej przeczytaniu wiem o edukacji w Korei coś więcej niż przed.
Nawet jeszcze nie skończyłam czytać książki ale już wiedziałam że moja opinia na temat tego kraju drastycznie ulega zmianie bo niestety kiedyś Koreę Południową uważałam za interesujący i niesamowity kraj a teraz stwierdzam że jest po prostu popaprany...