Minęły trzy miesiące, od kiedy Kordian Oryński zaginął. Przez cały ten czas Chyłka robiła wszystko, by go odnaleźć, ale nie natrafiła na żaden ślad.
Prawniczka nie zamierza jednak się poddawać. Aby zapewnić sobie fundusze na dalsze poszukiwania, prowadzi biuro porad prawnych i mimo że nie może sama reprezentować klientów przed sądem, nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystywała do tego kogoś innego. Jednocześnie stara się doprowadzić do uchylenia decyzji sądu dyscyplinarnego o usunięciu jej z zawodu.
Nic nie wskazuje na to, by w którejkolwiek ze spraw udało jej się odnieść sukces – aż do momentu, kiedy zgłasza się do niej policjant oskarżony o zabójstwo cywila...
Chyłka jak to Chyłka, pełno zwrotów akcji, absurdów, ale nadal czyta się błyskawicznie i całkiem przyjemnie. Chociaż liczę, że w którymś tomie poleci w kosmos, albo spotka dinozaury czy coś w tym stylu.
Czy już sama okładka może boleć? I to jak. Czy można przepłakać pół kryminału? Można. Jestem przykładem. Czy mam ochotę wykonać tytułową egzekucję na Autorze? NMKP.
Z jednej strony to było tak okropnie bolesne, pełne cierpienia i bezsilności, bałam się przewracać kolejne strony w obawie, że moje serducho najzwyczajniej w świecie przestanie bić, a potem zniszczę książkę... rzucając nią o ścianę, czy mocząc ją łzami. Z drugiej jednak, "Egzekucja" jest jedną z najbardziej emocjonalnych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Gdyby ktoś zaczął chyłkową przygodę właśnie z tym tytułem, na pewno odebrałby go inaczej. Zupełnie inaczej, gdyż niezwykle ważny jest kontekst. Znajomość relacji Chyłki i Zordona od podszewki.
" - Ale w razie czego pamiętaj, żeby na moim pogrzebie podejść do trumny, podnieść z niej kwiaty, potem krzyknąć 'to kto następny?' i rzucić je przez ramię w tłum. - Co? - Jest jeszcze coś - ciągnęła Joanna. - Dopilnuj, żeby wyryto mi na nagrobku PESEL, numer dowodu, paszportu i inne takie. - Ale... - No co? Mnie już nie będą potrzebne, nikomu na nic się zdadzą. A ja w ten sposób pokażę środkowy palec RODO."
14. tom to coś w rodzaju wehikułu czasu, powrotu do najpiękniejszych momentów serii. Jak to sam Autor wspomina - "Egzekucja jest swojego rodzaju podsumowaniem", a to nadaje nostalgiczny i niezwykle poruszający, wzruszający klimat. Mówiąc, że przepłakałam połowę książki, wcale nie kłamię. Poruszyła we mnie najczulsze struny, a szczególnie ten wyjątkowy i najpiękniejszy cytat o miłości:
"Zawsze wychodziłam z założenia, że miłość jest oddawaniem komuś do ręki broni, którą może cię unicestwić. Przy tobie zrozumiałam, że tak nie jest. To nie broń, tylko tarcza, która chroni cię przed wszystkim, co na świecie złe. A nawet jeśli tak nie jest, to i tak nie ma znaczenia, bo ufam ci na tyle, żeby dać ci tę broń i mieć pewność, że nigdy jej nie użyjesz." *końcówkę dopisałam z pamięci, mam rozmazany ekran 🥺
W tej części praktycznie nie ma sprawy sądowej. Pojawia się wątek prawniczy i już od pierwszych stron jesteśmy rzuceni na głęboką wodę, jednak potem ustępuje on miejsca temu prywatnemu. Nie narzekam 😄 Jednak w kolejnym tomie chętnie powróciłabym na salę sądową (a myślę, że na to się zanosi). Ale nie myślcie sobie, że przez to ten tom jest gorszy. O nieee! Jest to definitywnie najbardziej emocjonalny tom Chyłki. I to właśnie dzięki przeżytym emocjom - od marazmu, dogłębnego smutku, przez chwile rozbawienia, dążąc ku chwilom zwątpienia, a następnie wzruszenia, kończąc na gniewie, rozrzewnieniu, a ostatecznie na zaskoczeniu - przyznaję maksymalną ocenę. Nawet pomimo nieporuszenia niektórych wątków. Nawet pomimo wnerwiających postaci, które dałyby sobie spokój i po prostu zginęły śmiercią naturalną. Nawet pomimo tak naprawdę braku prawa w tomie serii prawniczej. Ale moim zdaniem najważniejsze są emocje. A tutaj dostałam do rąk emocjonalny dynamit, który mnie rozsadził i w takim stanie trwam do dziś.
"Nie mam nic przeciwko burzy, Zordon - podjęła. - Prawdę powiedziawszy, lubię, jak mocno napierdala, bo rajcuje mnie potęga natury. Jedyne, czego nie znoszę, to kiedy pioruny uderzają między nas."
A teraz chwila oczekiwania na następny tom. Mega dziwne uczucie, że nie mogę sięgnąć po kolejny 🙈 Może jeszcze napiszę spoilerową recenzję... Zawsze chciałam to zrobić 😅 W każdym razie odliczanie do marca czas start!
Telenoweli ciąg dalszy. Najpierw znika Chyłka, więc dla odmiany teraz znika Zordon. Wielki lament, brak możliwości skupienia się na czymkolwiek, rwanie włosów z głowy i oczywiście żadnego śladu po ukochanym nie ma. Mamy też pewną sprawę związaną z policjantem, który zostaje oskarżony o zabójstwo cywila, ale kto tam by się tym przejmował.
Dobra, ja już śmieje się z tego co ja tu słucham. Kolejny tom to kolejne zmartwychwstanie i to takie, że drzwi same wypadają z zawiasów. To już kolejna wskrzeszona postać na potrzeby oklapniętej do zera fabuły. Myślicie, że na tym koniec? A skąd, autor nadal wykorzystuje sobie już przetarte na dziesiątą stronę schematy, chyba z nadzieją, że czytelnicy jakimś cudem nie połapią się o co tu chodzi. Widać, że na ten tom nie było za bardzo weny. Przepisem na "Egzekucję" było - nie mam pomysłu, więc Zordon straci pamięć, a to tak jakby zaczynał wszystko od zera. I z uporem maniaka przebijamy się przez te rozmowy Chyłki z Zordonem, gdzie ona wszystko musi mu po kolei przypominać. Sprawa z policjantem sprowadzona praktycznie do zera, nie ma o czym tutaj mówić.
Samą książkę oceniam na 4 gwiazdki, ale zmiana lektora w audiobooku niestety obniżyła moją ocenę. Różnica była na tyle znacząca, że jest to jedyna książka z tej serii, którą chciałem jak najszybciej skończyć.
Jedna z najlepszych w serii. A już nie liczyłem na nic wyjątkowego, byłem pewien, że wszystko, co najlepsze, to już dawno za nami. A tu proszę - Remek znów mocno mnie zaskoczył!!
01. tragicznie się słuchało ze względu na lektora 02. aśkanna wtf 03. ten alkoholowy ciąg dawał vibe rewizji, którą miałam nadzieję wymazać z pamięci 04. o chuj w końcu chodzi z tym tatuażem 05. mrozopierdolnięcie jakby chciało ale nie mogło 06. podejście chylki do kordiana w amnezji??? bruh what?? 07. I'm aware że tak właśnie powinno być, ale na tych scenach typu ta w Raszynie to aż niedobrze mi się robiło 08. z każdym tomem moja relacja z tą serią to coraz większy syndrom sztokholmski
ogólnie mówiąc: czy mógłby ktoś zadzwonić po ekipę sprzątającą? egzekucja nie pozamiatała.
Książka ewidentnie pisana na siłę. Autorowi brakuje pomysłów, więc po kolei niszczy w serii wszystko co najlepsze. Urywa wątki, zasypuje czytelnika masą absurdów,karmi absolutnie nie udanymi, milosnymi scenami. Mimo że uwielbiam tą serię uważam że powinna skończyć się już dawno temu.
ta książka powinna mieć bardzo duże trigger warning na przemoc seksualną, robiło mi się bardzo źle jak czytałam. to jest taki hateread, nie wierzę że sięgam po kolejną część, która sfrustruje mnie swoimi absurdami bardziej niż poprzednia.
Sporo zwrotów akcji, które nie do końca miały sens, niektóre elementy były średnio wyjaśnione i w sumie niepotrzebne. Chyłka na początku nieco mnie irytowała swoim zachowaniem (chyba po raz pierwszy!), ale potem było lepiej. Trochę telenowela, ale i tak mam do tej serii ogromny sentyment. Nic mnie tak nie relaksuje i nie odmóżdża co Chyłka. Pomimo tych wszystkich wad i tak zawsze wracam do tej serii z uśmiechem!
to co się tutaj działo przechodzi ludzkie pojęcie, więc wyłączyłam myślenie i bawiłam się DOSKONALE, te wszystkie intrygi, mafie, wspomnienia z poprzednich części, na dokładkę Langer, milion zwrotów akcji, kilka zaskoczeń, no czego chcieć więcej, jestem zachwycona (i trochę straumatyzowana? sama nie wiem bo w sumie z przerażającej sceny tak szybko przeszliśmy z powrotem do normy, że może to był tylko zły sen)
największy minus to BRAK PANA KRZYSZTOFA GOSZTYŁY JAKO LEKTORA 😭 będę tęsknić, ale pomimo mojej niechęci tego nowego da się słuchać
Drama again. But I expect no less after reading o many books by the author. They get a beating again. No surprise here. Maybe I am only surprised that it has no impact on their health, apart from a few nightmares. A normal person would have a permanent damage of some kind. It is interesting how many controlling groups in a mafia style there is in this book. Quite a great amount for our country. And they want to take one another down, what can be only done with Chylka's help. I know, ridiculous. Tell me why I keep reading it ;)
Chyłkaverse to Chyłkaverse - wszystko się może zdarzyć i nic już mnie nie zdziwi🤣 Przez te prawie dwa lata przerwy stęskniłam się za odzywkami Dżoany, ale wiem, że po dawce forte, którą zamierzam sobie zaaplikować to szybko mi to przejdzie🤣 Nigdy nie przepadałam za 'prywatą' bohaterów w tej serii, więc czekam na sprawę kryminalną w kolejnej części ✌🏻
Chyłka… welcome back! Naprawdę warto było chwilę odsapnąć po nieudanym „Afekcie”… Tutaj miałam wrażenie, że znów czytam pierwsze tomy. Akcja nabierała tempa od pierwszych stron, nie było zawieszeń i te teksty Joanny… no coś wspaniałego!
Za cholerę nie było to dla mnie wzruszające. Za to była to najbardziej przewidywalna dla mnie część do tej pory.
- Oczywiście zmiana lektora na minus. Jestem wstanie przeżyć zaskoczenia głośnością dla wczucia się i różnorodności głosów jakie oferuje maestro K. Gosztyła. - Czytanie tej serii z perspektywy osoby, która nie czytała jej na bieżąco albo zaczęła od serii Forsta już zabiera trochę fun'u. Nie było opcji, żebym uwierzyła w tego "martwego" Zordona na początku tomu. Poza tym widać, że autor mimo wszystko może inne postaci zabić, zranić (moja ukochana Dominika), ale tutaj nic się głównym postaciom większego nie stanie. Jakby Langer i McVay zmartwychwstali, a Zordon miałby być martwy? O czym autor miałby napisać następne tomy? Plus trochę absurdalne mi się wydawało, żeby akurat Konsorcjum miało wtedy zabijać Zordona, po dogadaniu się z Chyłką. Chciała się od nich odwalić za Zordona, a to brzmi jak dobry deal. - Akcja Amnezja -> wybiórcza of course. Typowe sytuacje po drodze, a to kawa inna, to wege żarcie, a na koniec Rydwan Ognia sprzedany znowu Januszowi. Chłop wszystko zapomniał poza przepisami, a potem sobie przypomina patrząc na przywiązaną do krzesła Chyłkę, którą zaraz ma zgwałcić 6 chłopów. Ale oczywiście tylko ich związek, a nie tatuaż i powód sklerozy. Te same teksty o tym jak to znika świat. A w tym wszystkim Chyłka, która nie będzie serwować powtórki z "I że Cię nie opuszczę", tylko stwierdzi, że jak sobie w miesiąc nic nie przypomnisz, to możesz spierdalać i nie wracać. No ale ona jest taka romantyczna, bo jej chodzi o przeznaczenie. - Chyłka -> Ciągłe jej pitolenie jakie to ognie piekielne/kataklizm sprowadzi na Konsorcjum, a w praktyce wyszło słabo czyli nic. Daje vibe chihuahua-dużo szczeka, coś tam robi, ale efekt mizerny. Każdemu tylko truje co ona to nie zrobi, snuje jakieś plany z dupy. W Paderborna nie wierzy, bo szukanie godnych zaufania ludzi zajmie mu kilka lat, a ona nie będzie się tyle ukrywać. Ale jakimś cudem przekonała go, żeby skończył jak ona. Tak na Langera psioczyła, że lepiej się układać z Konsorcjum niż z nim, że jemu nie można ufać, że głowę sobie piłą odetnie, a teraz nagle potrzebuje jego pomocy. Potem wpada na cudowny plan, że ona prawniczka wywalona z rady adwokackiej rozmontuje układ, która trwa tyle, że laska została szefem jednostki, a gwałty się przedawniły. I jak to zrobi? Zacznie od konferencji prasowej, bo tutaj nic nie może się dziać bez udziału mediów i poświęca gościa od Langera w sumie po nic. Zamiast przekierować SMS od razu, to ona jak idiotka najpierw dojedzie na miejsce, potem da termin Zordonowi, a przed samym wejściem wyjmie telefon, żeby ogarnąć, że jest w dupie. No JPRDL. Tak się odgrażała Babochłopowi i innym gościom, a to właśnie Langer musi ją ratować rzutem na taśmę. A Chyłka zaczyna myśleć nie o tym co jej grozi, Kordianowi, czy z nim wszystko okej, już nawet myślenie o ich związku i przyszłości bym zrozumiała. Ale nieeeeee ona myśli o tym, że trzeba uratować laskę, którą wyzywała od szmat i jej kolegów, którzy mieli ją zgwałcić, czyli w sumie ludzi, na których miała zesłać swój kataklizm. Chyłka ma trupa na sumieniu, drugą w sumie skazała na śmierć, a przejmuje się losem swoich niedoszłych gwałcicieli i myśli, że jest w stanie na coś nie pozwolić Langerowi. Już chce zająć miejsce Gabały? Tak jej źle? Nieeeee oczywiście, że ona martwi się ze strony prawnej o swój tyłek, bo stanie się współsprawcą. Typowy i logiczny odruch każdego prawnika w takiej sytuacji. "Nie będę patrzeć jak torturuje ludzi." To może jak mówiła Gabała wyjdź? I dopiero po tym wszystkim widzi jak Zordon oberwał-dobre priorytety. "Chyłka to maszyna do wykrywania gównoprawdy" no brzmi to co najmniej komicznie i poległo już w pierwszym tomie. - Taki bezpieczny magazyn na zadupiu, że lokalny mieszkaniec, którego nawet Langer nie przewidział, słyszy strzały i przerywa mi wielki finał Babochłopa. - Pożarowski im powiedział, że spacyfikowali Blocha, a oni od razu wierzą w zostawione materiały, jadą tam, widzą rozbebeszone mieszkanie, brak starszej pani, plecak w piekarniku im ściany wywala, a oni w ogóle się nie zastanawiają jak do tego doszło. Skąd Konsorcjum o tym tak szybko wiedziało? Wywalone, bo Bloch, który był jednak w WWA, daje kolejny trop i mu przykro. Wcale ich nie skierował gdzieś, gdzie zamiast materiałów była bomba. I wcale kiedy był niby w WWA nie znalazło go Konsorcjum. A obecny trop wcale nie jest pułapką. - Kobieton/Babochłop też wcale nie podejrzana odkąd zbyt chętnie zgodziła się na spotkanie. Plus jaki kurwa prokurator proponowałby od razu plan sprzeczny z wszystkimi zasadami, którymi powinien się kierować? Jeszcze konkretnie ma w nim miejsce dla Chyłki i Zordona? Chociaż jakoś nie widzę prawniczki bez prawa do wykonywania zawodu i adwokata z nogą w gipsie jako obrońców kogokolwiek. Plan ma w sumie taki, że daje vibe poprzedniego tomu, tylko chłop w hierarchii wyżej i zarzuty z dupy. Działa tak jakby miała wyjebane we wszystko, była umoczona i chroniona przez kij wie kogo. Miejsce spotkania na jakimś raszyńskim zadupiu, też nie bije na alarm, że trzeba spierdalać, bo bez problemu mogą ich tam załatwić. Za to przynajmniej układamy się z Siarką, którą najpierw trzeba wkurzyć gówniarskim zachowaniem i myśleć, że ktoś będzie czekał 30 minut albo godzinę, żeby się mnie pozbyć, a policja przyjedzie od razu. - Biedny Pader dostał rykoszetem, a mógłby być w shipie z Siarką. - Konsorcjum budowane jako super układ, polityków, biznesmenów, który nie wiadomo jak wysoko sięga, a na czele kto? Były zakapior, który siedzi sobie w klubie i klepie prawie nagie laski po tyłkach. NO XD. Oczywiście typowo, Messer to tylko przykrywka, gość do odstrzału, bo jak poleci, to Kreon (!) będzie dalej rządzić między jedną krechą a drugą. - Cały case Szczerbatego i układu z Langerem śmierdział od początku. Dlaczego miałoby Langerowi zależeć na Szczerbatym? Czemu Szczerba przyznawałby się do winy na sali, byleby świadek się zamknął? Jeszcze to shitshow zamiast rozprawy XD No ale jasne podejrzewamy Kordiana, bo wcale Szczerba nie współpracował z Langerem. Zero jakiegoś łączenia kropek, że Langer wykorzysta to na swoją korzyść jako sobowtóra. - "Gwałt" na Chyłce budowany 100* bardziej niż sprawa pedofili, gwałtów, sutenerstwa w poprzednim tomie, a i tak wiadome było po 2 nieudanych zamachach na jej życie, że do gwałtów też nie dojdzie, a autor tylko "buduje napięcie", które o dziwo mogłam rozładować krzycząc w myślach na Chyłkę, która ględziła o powstrzymaniu Langera. - Dziżas ile oni będą mieli żyć? Chyłka to już w ogóle fenomen na skalę światową. Baba jest w okolicach 50, wpierdala mięsa dla 4 osób, pali jak smok, pije tequilę jak wodę, ale jest seksbombą i super partią w WWA, której nawet Annapurna nie straszna. A tym bardziej rozpędzone auto i ładunek wybuchowy. - Aśkanna -> podejrzana odkąd mu powiedziała o dziecku, a teraz zaczęła mu wmawiać, że chciał się rozstać z Chyłką. Jakby po co to było? Chciałaś być z Zordonem to trzeba było uderzać jak się dowiedziałaś o ciąży, ale jakoś przez 6 lat nie chciałaś mieć z nim nic wspólnego. Niby umawianie się na weekend jest spoko, ale przychodzi co do czego, to jak zwykle dziecka nie ma. Już zaczęłam wątpić w jego istnieje, może to kolejny fotomontaż. Cały ten plan też bez sensu. Przez wmówienie Zordonowi, że to jego dziecko miałby być gotowy zrobić więcej i nie zostawić tej sprawy? "Tej sprawy", w której bronił jej oprawcy? To trzeba było iść do KMK, a nie do Żelaznego XD - Lekki niedosyt, bo dalej nie wiadomo co Zordon odwalił, że stracił pamięć. Skąd tak na prawdę jechał pociągiem itd. Do odhaczenia w Bingo, że znowu chciał się poświęcić za Chyłkę i wziąć 6 chłopów w tym Messera w tyłek.
Nudne to było. Chyłka coraz bardziej oklejona z tymi swoimi planami, a przy okazji autor robi z niej okropnego głupka. Ego wywalone w kosmos, a na pokrycie w sumie nic. Logicznie nie myśli, fuck up goni fuck up, a na koniec i tak mamy powtórkę z 1. tomu - Chyłka zatańczyła tak jak Langer zagrał. Ciekawi mnie co Langer w rzeczywistości ma na Szczerbatego i jak doszło do tego, że Zordon jest w takim stanie. Siarką się nie przejmuję, bo u Zaorskiego jest cała. Wątek Mikołaja od czapy od początku, nagle niby po 6 latach lasce się przypomniało o tatusiu. Za to Langera na prawdę zaczynam lubić, w całym melodramacie zafundował mi trochę śmiechu - Raz dwa trzy Langer patrzy. Szkoda, że nie było mu dane zająć się Anną, bo wnerwiała mnie porównywalnie z Chyłką.
This entire review has been hidden because of spoilers.