Książki związane z rodziną królewską od wielu lat przyciągają moją uwagę, a najbardziej interesują mnie w nich ciekawostki, o których nie mówi się zbyt często. Sięgając po książkę o Catherine trzymałam mocno kciuki, aby okazała się ona dla mnie czymś nowym, czego do tej pory nie wiedziałam. W tej kwestii książka mnie nie zawiodła, bo zawiera wiele konkretnych informacji z życia Księżnej Walii jeszcze sprzed dołączenia do rodziny królewskiej. Takie metaforyczne zatrzymanie się u jej boku okazuje się bardzo ciekawym doświadczeniem i sprawia, że ten królewski świat wydaje się choć trochę bliższy ludziom bez tytułów. Oczywiście warto podkreślić, że tego typu publikacje zawsze przechodzą ścisłą weryfikację i narracja, która jest w nich zawarta, dosyć często jest zorientowana na konkretny wizerunek lub specyficzne obszary. I takie wrażenie miałam chwilami w trakcie lektury tej książki. Podkreślanie konkretnych celów i działań Księżnej w zakresie na przykład rozwoju dzieci do piątego roku życia pojawiło się tak wiele razy, że w pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, czy to właśnie było założeniem autora? Również wzmianki od "bliskich rodzinie źródeł" zawsze trochę mnie bawią w takich książkach- to zupełnie jakbym słuchała w Polsce wypowiedzi politycznych zaczynających się od "zdaniem ekspertów". Absolutnie nie wątpię, że zarówno eksperci jak i "bliskie rodzinie źródła" naprawdę istnieją, ale w dalszym ciągu pierwsze wrażenie jest raczej sceptyczne. Może to efekt dzisiejszych czasów, gdzie każdy może określać się mianem eksperta czy źródła, a tak naprawdę szerzyć teorie niemające pokrycia z rzeczywistością? Przykre, ale tak niestety funkcjonujemy - zwyczajne PODOBNO znajduje większą publikę niż poparte prawdziwymi dowodami fakty.
Ale wróćmy do książki— po lekturze myślę, że to wciąż dobra pozycja do zapoznania się, rzucająca światło na różne sytuacje, a także uwzględniająca nie tylko pochwały w opinii publicznej, ale też krytykę. W dalszym ciągu uważam, że nawet przefiltrowane fragmenty z życia royalsów są o wiele bardziej wiarygodne w uczciwej publikacji niż na portalach plotkarskich, na których każdy może się nazwać ekspertem, źródłem i autorem wpisu jednocześnie 😉