nie wiem jak bardzo musiałabym się zjarać żeby do tego stopnia znienawidzić myśli
czy ta lektura mi coś dała? w zasadzie to tak, z oburzenia na tezę autora (im mniej myślimy tym szczęśliwsi jesteśmy) zaczęłam w głowie się sprzeciwiać i rozkminiać swoją własną
autor sugeruje że myślenie przysparza osobie myślącej dużo bólu i cierpienia, strasznie to przykre i egoistyczne wyrzec się myślenia ktoś tu chyba zapomniał że istnieją inne osoby na tym świecie z którymi trzeba współistnieć żeby być szczęśliwym . jeżeli wyrzekniemy się myślenia całkowicie prawdopodobnie będziemy robić dużo krzywdy innym osobom podążając tylko za tym co przyjemne.
wolałabym poradnik jak to negatywne myślenie ujarzmić zauważyć i zracjonalizować zamiast rady "nie myśl". nie lubię sprzątać i jestem przez to zmęczona, czy to znaczy że mam żyć w syfie czy jednak spróbować umilić sobie samo sprzątanie i zmienić w coś pozytywnego?
daje dodatkową gwiazdkę za rozdział o bezgranicznej miłości
"Zadałem sobie pytanie: czy kocham ją dla jej śmiechu, a może dlatego, że uwielbia pomagać innym? Co się stanie, jeżeli któregoś dnia nie zaśmieje się ani nie udzieli nikomu pomocy? Czy przestanę ją kochać, jeśli nie będzie robiła tego wszystkiego, co uważam za powód mojej miłości? "
zawsze czułam się winna za to że nie potrafię tak łatwo przytoczyć powodów mojej miłości do mojego partnera. doszłam do wniosku że przecież noworodek, który się rodzi jest najważniejszym momentem w życiu osoby która pragnie mieć dzieci. czy kocha się go wtedy "za coś"? no nie, nie będziemy kochać nikogo za to że się urodził lub za to że jest nasz. urodził się kiedyś każdy,a nasz to może być ołówek. mimo to miłość matki do dziecka to najpiękniejsza i najtrwalsza miłość z wszystkich emocji (oczywiście jeżeli taka sie pojawi)