Ja wiem, że obcowanie z japońskimi (para)kryminałami wymaga pewnej odporności na absurd, ale po bardzo długim czasie, gdy nic się nie dzieje i bohaterowie rozmawiają o tym, do czego służy telefon (to wyszło w 2021??), następuje takie zagęszczenie sprzyjających zbiegów okoliczności, że ciężko tę książkę brać na poważnie, a i autorka zdaje się nie traktować czytelnika na serio, bo naprowadza nas na trop cytując praktycznie toćka w toćkę te same fragmenty przez różnych bohaterów 😮💨 skip
The story is intriguing but it left me underwhelmed. The pace was for the most part rather slow and the fact that the main characters have absolutely no idea how to communicate, made it less interesting than it could have been. The writing style was overall ok, but it had a few flaws. It was very difficult to piece the story together from the different chapters and I really don’t like the use of ‘about 40 meters’ and such phrases. In fact, this began to grate on me while reading. It is something I wouldn’t expect from a seasoned author. Anyway, I finished it quickly and it gave a little insight in how the Japanese society works, which was educational.
Thanks to Bonnier Books UK | Zaffre, the author and NetGalley for a DRC in return for an honest review
Trigger Warning - Domestic Abuse
The Murdered Husband Returns opens with an irresistible premise: Mana killed her abusive husband five years ago, so why is he suddenly standing on her doorstep as though nothing has happened? It's the kind of blurb that's impossible to ignore and I was immediately intrigued.
I've recently discovered a real love of Japanese literature, so this was an easy book for me to pick up. One of this books greatest strengths is the insight it offers into Japanese culture, particularly the expectations placed on women, domestic abuse and the lasting effects of trauma. These themes add real depth to what initially appears to be a straightforward psychological mystery. I also found Jordan Taylor's translation smooth and accessible, making it an easy book to settle into.
One aspect that I think is worth knowing - particularly for Western readers - is the importance of Japan's 'koseki' (family registration system). Every Japanese citizen is recorded on a family register from birth until death, documenting births, marriages, divorces, parent-child relationships and deaths. It is the only public document to certify that he or she has Japanese nationality and serves as the official record of both family relationships and Japanese nationality. Understanding this adds an extra layer to the novel's central mystery and helps explain why questions of identity carry such enormous personal and legal significance in Japan.
Unfortunately, it didn't completely live up to its brilliant premise for me. The pacing is quite slow in places, with long passages of introspection that occasionally stalled the momentum. While I enjoy an unexpected twist, there came a point where the revelations arrived so quickly that I found myself struggling to keep track of everything. Instead of increasing the impact, the final twists became a little overwhelming and I finished the book feeling more confused than surprised. I also never formed a strong emotional connection with the characters, which meant the ending didn't resonate with me as much as I'd hoped.
After reading reviews from readers in different countries, I noticed an interesting contrast. Many Thai reviewers, where Mina Sakurai is already a well-established author, focused on how entertaining the novel was, the emotional impact of the ending and the importance of going in completely blind. English-language reviewers, on the other hand, seemed more inclined to discuss the pacing, narrative structure, translation and whether the ending ultimately came together. I suspect this is partly because readers familiar with Japanese psychological fiction approach stories like this with different expectations, while many English-speaking readers naturally compare them with Western psychological thrillers, which tend to have a faster pace and place greater emphasis on narrative momentum.
Overall, I found this to be an interesting, thought-provoking read with an excellent central concept and plenty to admire. Although the execution didn't quite come together for me, I'd still recommend it to readers who enjoy slower-paced psychological mysteries that prioritise atmosphere, trauma and identity over relentless suspense.
Well, this didn't turn out like I thought it would. I was really drawn to this book by the blurb and after finishing it, I'm sorry to say that I really didn't enjoy it. The main issue I think I had, was that this was a totally different story than what I was expecting to read. Right from the start I struggled to get into it. I didn't like the characters and I found it really hard to connect to them and the plot. The chapters are far too long and I thought the whole story was drawn out, flat and I was completely uninterested. I feel like this book is being totally miss marketed. Going in I was expecting a thriller and this is definitely not that. This is much more a slow paced, general fiction. character study and I wasn't wanting that from this story. The writing style was also a miss for me. Whether this is because it is translated I don't know. But I felt like it lacked any spark. Sadly I was utterly bored throughout and I can't think of anything that I liked about it.
Thanks to Bonnier Books for the ARC I received in exchange for an honest review
Well this wasn’t what I expecting at all, it was more emotional than anything else. It was very cleverly written and I loved how it all came together.
For a short book there was so much to unpack. Mana has had a rough start to life but she feels that things are finally getting better and stable. That is until her husband turns up, a husband that has been gone for 5 years, a husband that she believed was dead, because she killed him. That was enough of a hook to get me interested.
There are plenty of twists and turns, quite dark in terms of how much you learn about the characters pasts. A story of resilience and grief .
Thanks to Bonnier Books UK, I do love a Japanese thriller. Publishes in English for the first time on November 5th.
Nie do końca tego się spodziewałam, ale na szczęście plot twist wszystko poskładał w całość, bo w połowie zaczęłam wątpić czy coś sensownego z tego wyjdzie.
🌊🖤 Po Męża, którego zabiła Miny Sakurai sięgnęłam z dużym zainteresowaniem, bo japońskie thrillery psychologiczne mają w sobie coś, co szczególnie przyciąga moją uwagę. Tym razem autorka od razu wrzuca czytelnika w sytuację, w której trudno znaleźć jednoznaczne odpowiedzi. Mana Suzukura pięć lat wcześniej zepchnęła swojego męża z klifu. Była przekonana, że Kazuki nie żyje, dlatego kiedy pewnego dnia mężczyzna pojawia się ponownie w jej życiu, trudno jej uwierzyć w to, co widzi. Tym bardziej że Kazuki twierdzi, że przeżył, ale w wyniku wypadku stracił pamięć. Od tego momentu zaczyna się gra pełna niepewności, pytań i sekretów, w której nic nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.
🌊🖤 Mana Suzukura jest bohaterką, której od początku nie da się jednoznacznie ocenić. Z jednej strony wiemy, że dopuściła się czegoś strasznego, z drugiej szybko zaczynamy rozumieć, że jej decyzja nie wzięła się znikąd. Przeszłość związana z Kazukim pozostawiła w niej wiele ran, a jego powrót sprawia, że wszystko, co udało jej się zbudować, zaczyna się rozpadać. Szczególnie interesujące było dla mnie obserwowanie jej emocji. Strachu, niepewności, poczucia winy, ale również nadziei, że człowiek, którego znała kiedyś, rzeczywiście mógł się zmienić. Sakurai bardzo dobrze pokazuje, jak łatwo można zacząć podważać własne wspomnienia, kiedy rzeczywistość przestaje pasować do tego, co dotychczas uważaliśmy za prawdę.
🌊🖤 Największą siłą tej powieści jest dla mnie zagadka. Autorka nie podaje odpowiedzi na tacy i zamiast tego pozwala czytelnikowi obserwować drobne szczegóły, gesty, rozmowy oraz zachowania bohaterów. Tutaj naprawdę warto być uważnym, ponieważ pozornie nieistotny element może po czasie nabrać zupełnie innego znaczenia. Historia nie pędzi na złamanie karku, ale właśnie dzięki temu napięcie budowane jest w bardziej subtelny sposób. To thriller oparty przede wszystkim na atmosferze, niedopowiedzeniach i ciągłym poczuciu, że za kolejną pozornie zwyczajną sytuacją kryje się coś więcej.
🌊🖤 Bardzo podobało mi się również to, że tajemnica została osadzona w codzienności. Nie mamy tutaj nieustannej gonitwy, spektakularnych wydarzeń czy kolejnych zwrotów akcji pojawiających się co kilka stron. Zamiast tego dostajemy zwyczajne życie, które z każdą kolejną sceną zaczyna wydawać się coraz bardziej niepokojące. Praca, mieszkanie, relacje z innymi ludźmi i próba odzyskania spokoju nagle nabierają zupełnie nowego znaczenia. Mana nie może już ufać ani własnej przeszłości, ani temu, co dzieje się wokół niej. A czytelnik razem z nią zaczyna zastanawiać się, komu właściwie można wierzyć. ㅤ 🌊🖤 Szczególnie mocno zainteresowała mnie kwestia amnezji Kazukiego. Czy człowiek naprawdę może stać się kimś zupełnie innym po utracie pamięci? Czy zmiana zachowania oznacza rzeczywistą przemianę, czy może jest tylko kolejną warstwą manipulacji? To właśnie takie pytania sprawiły, że podczas lektury wielokrotnie zmieniałam swoje podejrzenia. Kiedy wydawało mi się, że zaczynam rozumieć sytuację, pojawiał się kolejny szczegół, który zmuszał mnie do ponownego przeanalizowania wcześniejszych wydarzeń. Podobało mi się, że autorka bawi się perspektywą czytelnika i nie pozwala mu zbyt szybko poczuć się bezpiecznie. ㅤ 🌊🖤 Mąż, którego zabiła to dla mnie przede wszystkim misternie skonstruowana historia o tajemnicach, manipulacji, strachu i próbie odzyskania kontroli nad własnym życiem. Mina Sakurai stworzyła zagadkę, która najlepiej działa wtedy, gdy pozwolimy jej rozwijać się spokojnie i zwracamy uwagę na szczegóły. Nie jest to książka dla osób oczekujących nieustannej, dynamicznej akcji, ale jeśli lubicie thrillery psychologiczne, w których zwyczajna codzienność stopniowo zaczyna skrywać coraz więcej niepokojących sekretów, zdecydowanie warto dać jej szansę. Ja jestem bardzo usatysfakcjonowana tą lekturą, a sama historia długo nie dawała mi spokoju. Bo czasami najtrudniejsze pytanie nie brzmi: kto kłamie? Tylko: czy możemy ufać własnym wspomnieniom?
Mam wrażenie, że coraz chętniej w ostatnim czasie wydawane są u nas thrillery i kryminały azjatyckie, co ogromnie mnie cieszy, gdyż uwielbiam orientalny vibe w mrocznych historiach. Zarówno książkowo, jak i filmowo twórczość z ichnim sznytem zawsze mnie fascynowała i w moim skromnym uznaniu skrywa w sobie ogromny ładunek niepokoju, a całość scenografii osnuwa gęsta aura, jakoby pokryta ciężkim pyłem. Ten wszędobylski mrok udało się wykreować Minie Sakurai w powieści pt. „Mąż, którego zabiła”. Główną bohaterką jest tutaj Mana Suzukura, która po wieloletnich cierpieniach zadanych ze strony własnego męża postanowiła drastycznie stawić kres nieszczęśliwej relacji. Spychając go z klifu uwalnia się z kleszczów lęku i uciekając od jakiejkolwiek odpowiedzialności wiedzie spokojne życie w samotności przez kolejne lata. Sielanka jednak nie trwa wiecznie, gdyż u progu jej drzwi, po upływie czasu, staje mężczyzna, jakoby zmartwychwstał. Pech chciał, iż ratuje ją z opresji, ponieważ została stalkowana przez nieprzyjemnego i natarczywego kolegę z pracy. W ramach wdzięczności zaprasza ex-męża do swojego mieszkania i w pełni zszokowana dowiaduje się, iż stracił on pamięć i błaga o pomoc w przywróceniu życia „sprzed”👀👀
Dla niego to „sprzed” nie oznacza żadnego konkretnego momentu, nie wie on, co wydarzyło się kilka lat wstecz. Okazuje się potulny, niczym słodziutki baranek, ciepły i uczuciowy - zupełnie nieprzypominający męża, z którym żyła w poprzednim życiu. Patologiczna przemoc została wymazana, a widmo dobrobytu zaczyna jawić się w jej głowie… nie dając jednak zapomnieć o bolesnej przeszłości - nie tylko tej, spędzonej u jego boku.
Mina Sakurai przedstawiła nam niesamowity obraz psychologiczny kilku postaci, szczegółowy, złożony i okrutnie fascynujący. Nie szczędząc licznych zwrotów akcji prowadzi nas przez drogę wypełnioną zakrętami u stóp urwistej skały, z której raz po raz na głowę spadają nam ogromne kamienie. Każdorazowo uderzenia te powodują szok i niedowierzanie. Sama historia nie należy do prostych i lekkich w odbiorze. Japońska narracja jest osobliwa, nie szczędzi zawirowań i psychodelicznych prób namieszania w ludzkim umyśle. Tematyka też nie należy do delikatnych, poruszane są tutaj bolesne wydarzenia z przeszłości, do których straumatyzowana bohaterka niechętnie wraca. Odrzucenie, brak ciepła domowego i utrzymanie pozornie idealnej fasady stanowią główne motywy, a całym clue okazuje się tu presja społeczna, z którą wciąż muszą mierzyć się japońskie obywatelki. Tło społeczne odgrywa w „Mężu, którego zabiła” ogromną rolę, a psychologia postaci idealnie dopełnia dramatyczny wydźwięk całokształtu. To relacje międzyludzkie w tym thrillerze przyprawiają o dreszcze, a wątek kryminalny dodaje mu pazura.
To była książka, która zwabiła mnie do siebie tytułem, a usidliła blurbem, który sugerował mi, że raczej dostanę mocny plot twist i historie, która zmrozi mi krew w żyłach. Jednakże, historia ta okazała się totalnie nie dla mnie i nie dała żadnej z powyższych rzeczy. „Mąż którego zabiła” to thriller, w którym mamy historię pewnej kobiety, Many, która uniezywia swojego męża i wiedzie sobie spokojne życie pracując w domu mody. Pewnego dnia jej mąż, Kazuki, dosłownie zmartwychwstaje i staje pod jej drzwiami. Zszokowana kobieta wpuszcza go do swojego mieszkania i mimo obaw postanawia przeżyć tak kilka dni i zobaczyć jak sytuacja się rozwinie i o co tu chodzi.. No i właśnie. O CO TU CHODZI - to pytanie stawiałam sobie praktycznie na każdym etapie czytania tej powieści. Fabuła jest bardzo chaotyczna, mało tego, większość czasu miałam wrażenie, że opisane w książce zdarzenia w ogóle nie prowadzą do tej sytuacji z tytułu książki. Dosłownie przez całą historię idziemy jak przez jakiś obyczaj, w którym to kobieta po utracie męża układa sobie na nowo życie i cyk - on wraca i ona niby próbuje dojść do tego jak to możliwe, ale autor serwuje czytelnikowi kolejny chaos fabularny, który ot tak wpada sobie kiedy kobieta rozmyśla czy to jej mąż czy jednak nie i nagle czytelnik znów tak głupieje, że zapomina o tym co przed chwilą czytał i na nowo nie wie na jakim etapie powieści się znajduje. Nie będę niepotrzebnie przedłużać tej recenzji, ponieważ niestety nie mam o tej książce nic dobrego do powiedzenia. I szczerze mówiąc, bardzo tego żałuję.
This was a twisty thriller that had me questioning everything every character was saying until the very end. On page 1, we learn that a woman has pushed her husband off a cliff. Many years later, the protagonist, Mana, is a salaried office worker in a job she seems anxious to keep, despite the workload, overtime, and the matter of her getting harassed by a client from a partner company. This harasser goes so far as to stalk her around her office building and show up right outside her flat, grabbing her apartment keys and demanding to be let in.
Just then, a man claiming to be Mana's husband shows up and shoos the stalker away. Mana herself believes the husband to be dead, but this man standing in front of her looks exactly like him, so she takes him in after hearing his story about having been in a coma and losing all his memories. They settle into a comfortable domestic routine, but Mana has her own secrets to hide, and she starts to suspect that her husband is up to something, possibly regaining his memories or not as amnesiac as he led her to believe. I found the narrative gripping, I hope a movie adaptation gets made.
Das Hörbuch zu „Der Exmann“ ist kurz und dadurch schnell zu hören, die Sprecherin passt gut zur Geschichte. Trotzdem bin ich nicht so richtig in die Story reingekommen, vielleicht war ich aber auch einfach abgelenkt. Was mir gut gefallen hat, war die Wendung, die die Geschichte zum Ende hin genommen hat. Erst hatte ich gar keine Theorie, dann dachte ich, ich hätte es durchschaut und dann war es am Ende doch anders. Obwohl es jetzt nichts war, was man noch nie gelesen hat, war es zumindest von der Autorin gut „versteckt“. Die Charaktere waren natürlich recht oberflächlich, aber das ist bei diesem Genre und auf so wenig Seiten ja auch nicht anders zu erwarten gewesen. Alles in allem war es nichts besonderes, aber für zwischendurch kann ich das Buch (und auch das Hörbuch) auf jeden Fall empfehlen.