Chcę, żebyś znalazł mi odpowiedzi na dwa pytania. Po pierwsze: kto zabił JFK? Po drugie: czy UFO istnieje? – prezydent Bill Clinton do zastępcy prokuratora generalnego Webstera Hubbella
Kto stał za zatopieniem Titanica? W jakim celu CIA podawała LSD wojskowym i więźniom? Dlaczego Jackie Kennedy tylko w Dallas dostała czerwone róże, choć wszędzie indziej otrzymywała żółte? Przypadek? Nie sądzę!
Jedyna w swoim rodzaju, pasjonująca podróż przez historię Stanów Zjednoczonych ukazaną przez pryzmat teorii spiskowych, na których został zbudowany ten kraj. Amerykanista i historyk, współtwórca popularnego i nagradzanego Podkastu amerykańskiego Piotr Tarczyński wnikliwie analizuje bardziej i mniej popularne teorie spiskowe – od Illuminatów, przez Watergate, po QAnon – i pokazuje, jak nierozłącznie związane są z nimi kultura i popkultura. Z erudycją i humorem opowiada o tym, jak przy pomocy nierealnych scenariuszy Amerykanie tłumaczą sobie rzeczywistość.
Cała prawda o teoriach spiskowych, które zbudowały Amerykę.
Pomysłowa idea aby opowiedzieć o historii USA poprzez teorie spiskowe znakomicie się sprawdza w procesie uczenia się o współczesnych Stanach. Nigdy nie myślałem o tym kraju w taki sposób i muszę przyznać, że jest to naprawdę świeże spojrzenie.
Kolejna książka Tarczyńskiego, której daję z czystym sumieniem 5/5.
Ta książka będzie na pewno w moim top 5 w tym roku.
Wow. Nie pamiętam, kiedy wcześniej czytałem porywającą książkę historyczną. Nawet średniowiecze i moje ulubione jego tematy tak mnie nie poniosły. Poprzednia książka Piotra Tarczyńskiego była dosyć pesymistyczna. Ta również do wesołych nie należy - szczególnie jeśli ktoś uważa się za człowieka w miarę racjonalnego i rozgarniętego. Ponieważ autor wykazuje, że teorie spiskowe od samego początku USA odgrywały i odgrywają nadal ogromną rolę kształtującą nie tylko postawy tłumów, ale i politykę i codzienność tego kraju. Jest to złudnie pocieszające, kiedy patrzy się na religijnych fanatyków i zwykłych pomyleńców lub (co gorsze?) mega cynicznych drani rządzących dziś USA. Bo niby te teorie to nic nowego, więc w zasadzie strach ma wielkie oczy. Jednak nigdy wcześniej tak egzotyczna menażeria pomyleńców i łajdaków nie miała takiej władzy jak Matoł i jego dwór.
Niemniej… Czasami miałem dużo frajdy czytając np. o antykatolickiej histerii, szczególnie w stanie Indiana, gdzie na serio przygotowywano się do dania odporowi papieżowi i jego planowanej inwazji na USA, a w szczególności na Indianę. 😂
To szaleństwo naprawdę potrafi rozbawić, kiedy złapie się do niego dystans. Ale na krótko, bo przecież pomyleniec rozsiewający kłamstwa i karmiący wyborców teoriami spiskowymi trzyma w końcu palec na guziku atomowym. A to już takie śmieszne nie jest.
Ale książka naprawdę porywająca, świetnie napisana i ogromnie interesująca. Rzeczywistość jest lepsza od fikcji, choć to nie jest akurat zaletą w tym przypadku. Mocno polecam ten tytuł.
Co to za wspaniały pomysł, żeby opowiedzieć historię kraju przez teorie spiskowe? Jak zawsze Tarczyński dostarcza mnóstwo ciekawych informacji, ale i rozrywki (jako że jestem świeżo po zobaczeniu musicalu Hamilton na żywo najbardziej rozbawiły mnie teorie osiemnastowieczne). Czasy się zmieniają, a te same teorie pozostają, choć oczywiście z zaktualizowaną treścią i wcale nie jesteśmy mądrzejsi od naszych protoplastów. Perełka!
4,5 | To nie jest kompendium teorii spiskowych wraz z ich opisem i wyjaśnieniem / obaleniem, ale historia USA opowiedziana przez ich pryzmat. Bardzo ciekawy reportaż, który pokazuje, jak powstają teorie spiskowe, co wpływa na ich popularność, a także… że wszystko już było i to, w co wierzą Amerykanie dzisiaj, jest pochodną tego, w co wierzyli ich przodkowie 200 lat temu.
Teorie spiskowe nie wzięły się znienacka w ostatnich dekadach, ale sam fakt, że autor był w stanie opowiedzieć na ich tle historię kraju... czapki z głów. Jedyne czego mi zabrakło, to otwartości umysłu. I know, I know, przy reptilianach ciężko nie wywrócić oczami hehe, ale z książki bije sceptycyzm, a nie trzeba daleko szukać żeby pamiętać, że rewelacje Snowdena też kiedyś były teorią spiskową.
Ciężko wymagać, żeby stosunkowo młody kraj miał swój folklor, więc może tę lukę wypełniają teorie spiskowe? Suma sumarum jest to tylko jeden z fundamentów budujących nogi, na który stoi amerykański kolos.
Teorie spiskowe są dla mnie ogromnie interesującym tematem, gdyż kompletnie w nie nie wierzę. Jednak niektóre z nich potrafią być naprawdę wyjątkowo absurdalne. Dlatego chętnie sięgnęłam po tę książkę, gdyż Ameryka właśnie z nich słynie. To ogromnie ciekawa podróż przez historię USA, ukazana poprzez teorie spiskowe, na których ten kraj został poniekąd zbudowany. Autor wnikliwie analizuje zarówno bardziej, jak i mniej popularne teorie, wędrując od iluminatów aż po QAnon, i pokazuje, jak nierozłącznie związane są one z kulturą oraz popkulturą. Z humorem ukazuje sposób kreowania rzeczywistości przez Amerykanów.
Muszę przyznać, że autor wykonał, wbrew tematowi książki, kawał dobrej roboty. Podjął się bardzo kontrowersyjnego tematu, który mógłby urazić wiele osób. Sama w swoim otoczeniu mam kilku ludzi, którzy dosłownie żyją teoriami spiskowymi. Autor bardzo wnikliwie analizuje zarówno mniejsze, jak i większe teorie, rozbijając je dosłownie na czynniki pierwsze. Czuć w tym ogromną pasję, masę researchu oraz wiedzy, którą się z nami dzieli. Łączy surową analizę z humorem, co daje idealną równowagę.
Jednak to, co mnie naprawdę zmartwiło, to fakt, jak bardzo popkultura i nasze całe otoczenie są kształtowane przez teorie spiskowe. Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy porusza inny temat lub wydarzenie. Dzięki temu możemy ją czytać spokojnie rozdział po rozdziale, nie tracąc sensu całości. Autor pokazuje również Amerykanów, którzy właśnie na tych teoriach zbudowali swoje społeczeństwo, oraz ukazuje, w jaki sposób ich lęki i emocje wpływają na ich powstawanie.
To była interesująca lektura, która otworzyła mi oczy na teorie spiskowe. Nadal w nie nie wierzę, jednak teraz wiem, skąd się biorą i jakie jest ich podłoże. Jeśli ten temat Was intryguje, to gorąco polecam Wam tę lekturę.
Jako osoba żywo zainteresowana tematem, bawiłem się w trakcie lektury fantastycznie. "Oślizgłe macki, wiadome siły" to nie proste szydzenie, ale kompleksowy, złożony obraz teorii spiskowych, odsłaniający, że za wszystkimi z nich stoją te same schematy myślenia i mentalność. Cała ta narracja, choć wyjątkowo zabawna i błyskotliwa, dąży do strasznych, ale celnych wniosków, kiedy w ostatnich rozdziałach Piotr Tarczyński opisuje współczesną administrację Trumpa jako pierwszą władzę tak ewidentnie żerującą na myśleniu spiskowym.
Niezwykle spojrzenie na historię USA przez pryzmat głoszonych przez lata teorii spiskowych - mają one bowiem cały czas znaczny wpływ na ruchy społeczne, istotne decyzje polityczne czy popkulturę za oceanem. Książka ta nie jest jednak żadnym rankingiem najśmieszniejszych czy najdziwniejszych pomysłów, a bardziej szerokim spojrzeniem jak konspiracyjne myślenie wpływało przez dekady na umysły Amerykanów. W USA od lat obierano kurs ciągłego ustępowania radykałom i przejmowania ich języka - do mainstreamu włączyły się poglądy takich postaci jak Marjorie Taylor Greene czy Alexa Jonesa, a spiskowe myślenie stało się wręcz elementem narracji głównego nurtu, z kulminacją w postaci Szamana QAnonu szturmującego Kapitol w czapie bizona w 2021 roku. Niektóre opisywane teorie z racji swojej niedorzeczności są oczywiście po prostu zabawne, ale należy pamiętać, że część z nich potrafiła okazywać prawdziwa. Bo czyż nie jest prawdą, że rząd faktycznie stosował nielegalne podsłuchy i kradzieże dokumentów, aby mieć przewagę nad wyborczą konkurencją (afera Watergate)? Lub też czy nie jest prawdą, że administracja Busha świadomie wprowadzała opinię publiczną w błąd na temat broni masowego rażenia w Iraku? Książka na pewno dobrze wpisuje się w aktualny klimat ujawniania (lub bardziej zatajania) akt sprawy Epsteina.
Czytałem długo, ale nie z powodu stylu, lecz spraw własnych w tym czasie. Tymczasem jest to książka prawdziwie przenikliwa i w jakiś zaskakujący sposób uspokajająca. Polecam bardzo, bardzo. Fragmenty dla studentów z roczników 2000 obowiązkowo będą przekazywane. :)
Genialny pomysł, by opowiedzieć historię USA przez pryzmat teorii spiskowych i doskonała realizacja tego pomysłu. Tarczyński jest stworzony do opowiadania o Stanach i kolejna jego książka jest na to dowodem.
Piotr Tarczyński to facet, który zna Amerykę jak własną kieszeń i to nie tylko tę z filmów, ale tę prawdziwą, pełną paranoi, dziwnych przekonań i nieustannego poszukiwania „prawdy, którą ktoś przed nami ukrywa”. Jego książka „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych” to prawie 550 stron fascynującej podróży przez wszystkie te momenty, kiedy Amerykanie patrzyli na świat i mówili „to niemożliwe, żeby to był przypadek”.
Tarczyński, z wykształcenia historyk i amerykanista, to człowiek, który potrafi opowiadać o rzeczach trudnych bez akademickiego zadęcia. Współprowadzi „Podkast amerykański”, więc ma wprawę w tłumaczeniu z „języka eksperckiego” na “ludzki”. I to się w tej książce bardzo czuje, mimo że temat mógłby spokojnie zamienić się w ciężką cegłę, autor pisze z lekkością, humorem i sporą dawką ironii.
„Oślizgłe macki…” to coś więcej niż tylko katalog spiskowych historii. To także duża część historii Stanów Zjednoczonych. Od XVIII wieku, przez czasy zimnej wojny, aż po QAnon i współczesne internetowe szaleństwa. Tarczyński pokazuje, że teorie spiskowe są w Stanach tak samo naturalne jak baseball czy burger. Bo przecież każda epoka miała swoje „ciemne siły”, od masonów, komunistów, kosmitów, reptilian, do Big Techu i „głębokiego państwa”.
Najciekawsze jest to, że autor nie śmieje się z tych teorii. On raczej je rozkłada na części pierwsze, jak naukowiec, który zamiast śmiać się z potwora, zastanawia się, dlaczego ludzie wierzą, że potwór istnieje. Pokazuje, że za każdą spiskową opowieścią stoi coś lęk, nieufność i potrzeba kontroli. I że w gruncie rzeczy to nie teorie spiskowe są dziwne, tylko świat, który sprawia, że chcemy w nie wierzyć.
Książka jest gęsta od faktów, przypisów i cytatów, ale nie ma w niej nudy. Tarczyński potrafi łączyć precyzję historyka z narracyjnym luzem reportera. Czasem rzuci ironiczną uwagą, czasem pokaże absurd jakiegoś „dowodu” na istnienie spisku i to wystarczy, by czytelnik uśmiechnął się z lekkim niedowierzaniem. Widać, że autor lubi swoje źródła, że lubi grzebać w archiwach i że ma w sobie tę pasję odkrywcy.
Są jednak momenty, w których książka potrafi przytłoczyć. Ilość nazwisk, wydarzeń, cytatów jest ogromna. Trzeba chwilami złapać oddech, bo spiski nakładają się na siebie jak warstwy geologiczne paranoi. Ale nawet jeśli czasem gubisz trop, nie przeszkadza to w przyjemności z lektury. Bo „Oślizgłe macki…” to nie podręcznik to raczej literacka mapa szaleństwa, po której autor prowadzi nas z przymrużeniem oka.
Czytając tę książkę, trudno nie zauważyć, że Tarczyński pisze też o nas, nie tylko o Amerykanach. Bo czy naprawdę tak bardzo się różnimy? Te same mechanizmy, ten sam strach, te same przekonania, że „oni coś kombinują”. I może właśnie dlatego książka przypadła mi do gustu, bo mimo że opowiada o spiskach zza oceanu, mówi o czymś uniwersalnym, czyli o ludzkiej potrzebie sensu w świecie, który coraz częściej wymyka się logice.
„Oślizgłe macki, wiadome siły” to książka, którą warto przeczytać nie po to, żeby poznać wszystkie teorie spiskowe świata, ale żeby zrozumieć, skąd się biorą. To nie encyklopedia szaleństwa, tylko błyskotliwy, inteligentny esej o tym, jak budujemy rzeczywistość z lęków i wyobraźni. A przy okazji jest to też świetna rozrywka.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
Bardzo ciekawy sposób pokazania historii USA, jednocześnie trafny. Książka świetnie obrazuje obłąkanie obywateli US i jak manipulacja poprzez teorie spiskowe jest skuteczna w tym kraju i to się nie zmienia od początku istnienia tego kraju. Kraj który tak bardzo jest przekonany o swojej supremacji woli wierzyć w niewidzialne siły wewnętrzne sterujące takimi wydarzeniami jak 9/11 czy zabójstwo JFK, niż przyjąć do wiadomości że ktoś zaatakował z zewnątrz, bo przecież tak potężnemu państwu nie da się zagrozić od zewnątrz… Momentami to jest aż niewyobrażalne że tak duży odsetek ludzi wierzy w dane odstrzelone teorie, mając też w tym samym czasie niepodważalne kontrargumenty i dowody. Na pewno łatwiej jest uwierzyć w teorie spiskowe i żyć w swojej bańce że świat jest prosty - zero krytycznego myślenia - więc nie ma co się dziwić, ze taki naród wybiera odklejonego pomarańczowego człowieka za swojego wodza - który bardzo skutecznie wykorzystał wszelkie teorie spiskowe, żeby wdać się w łaski większości obywateli.
Obszerna i szczegółowa wiedza - trzeba docenić poziom researchu zrobionego przez autora.
+ dogłębnie wytłumaczone ugrupowania będące przedmiotem teorii spiskowych + bardzo ciekawy koncept na opowiedzenie historii USA poprzez omawianie kolejnych teorii spisowych + momentami bardzo wciągająca
- dużo błędów ortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych - momentami chaotyczna, czasami ciężko zrozumieć o co dokładnie chodzi autorowi - (niekoniecznie minus) powierzchowne tłumaczenie samych teorii spiskowych. O co chodzi - autor bardzo dokładnie opisał historie, które doprowadzały do powstania teorii. Albo w jaki sposób zdobywały popularność. Jednak moim zdaniem, w książce zabrakło dokładniejszego tłumaczenia na czym polegają konkretne teorie. Jakie mają założenia, czym są poparte.
Podziękowania dla autora za dużą dawkę wiedzy. Redakcja powinna uważniej podejść do korekty / zredagowania książki.
Rozważałem, czy książka jest na tyle świetnie napisana, bym dawał jej aż 5 gwiazdek, ale zbliżając się ku końcowi byłem coraz bardziej przekonany, że 5 gwiazdek należy się autorowi jak psu buda. Książka sama w sobie jest napisana z polotem i wdziękiem, każdy podany fakt i interpretacja są dobrze udokumentowane, ale tego można oczekiwać od wielu świetnych autorów literatury faktu. To co mnie przekonało do ostatecznej najwyższej oceny to balans humoru i powagi tekstu, klarowność i mądrość jego formy oraz to, jak głęboko uzmysłowił mi idiom amerykańskiego myślenia od zupełnie nieznanej mi wcześniej strony. Książka ta zaprezentowała mi w sposób pogłębiony i wielowektorowy coś, o czym nie miałem wcześniej pojęcia, a mianowicie jak głęboko kultura amerykańska opiera się na myśleniu paranoicznym i że taki sposób myślenia drogą globalizacji eksportujemy również do naszej części świata. Jest to książka zdecydowanie warta uwagi, koronny przykład tekstu, który równie świetnie uczy i bawi.
Nie tego się spodziewałem, ale to i lepiej. Nie dość że pokazuje historię teorii spiskowych i jak powoli wnikała w umysły wyborców jak i polityków, to jeszcze jest dobrym przypomnieniem kluczowych wydarzeń w historii Ameryki. Im bliżej współczesności, tym dla mnie lepiej się czytało. Jeżeli, ktoś nie jest znawcą to początek może trochę zmęczyć.
niestety, ale nie podeszła mi, dlatego wstrzymuje się od oceny. pomimo wielu opinii, że jest łatwiejsza/prostsza niż „Rozkład” tego samego autora, walczyłam z nią o wiele dłużej i bardziej niestety przypominało to walkę. za dużo dla mnie informacji, nazwisk, wszystko wszędzie na raz, przez co mam wrażenie, że niewiele ostatecznie zapamiętałam.
Autor pisze z humorem i choć nie jest on oczywisty, to pozwala z pewnym dystansem podejść do tego, co autor przedstawia zupełnie poważnie, a więc swoistych kamieni milowych w historii Ameryki wypaczonych przez teorie spiskowe, które w Stanach Zjednoczonych mają się doskonale od dekad.
Mam wśród nich swoich faworytów. Historia o udziale iluminatów w spisaniu Deklaracji Niepodległości to jeden z nich i to zupełnie żywy. Mamy też absurdalną wręcz nienawiść do wszystkiego, co komunistyczne, i szerzące się oskarżenia, które wywołały w USA niemały chaos. Bo jak to często bywa, winni potrafili się ukryć, a ofiarami padali zupełnie inni.
Inny fascynujący wątek? CIA, FBI i JFK – wszystkie te skróty mają rzekomo tworzyć historię syndykatu zbrodni, a historia zamachu na Kennedy’ego to według niektórych jeden wielki spisek. Przechodząc do czasów współczesnych, uruchamiają się historie o UFO, reptilianach i żydowskich laserach z kosmosu. Brzmi jak żart? Niestety – to ułamek amerykańskiej wyobraźni.
Tarczyński nie ogranicza się jednak do wyśmiewania tych koncepcji, a rzetelnie rozkłada je na czynniki pierwsze. Analizuje źródła danego spisku w wydarzenia co historycznych, opisuje, jak narastał dany mit, i w tych przypadkach, gdzie jego jest to możliwe pokazuje Nam jego przełożenie na popkulturę oraz amerykańskie społeczeństwo. Autor korzysta z licznych źródeł, systematycznie je porządkuje, ale nie ulega pokusie zerojedynkowych ocen i to ogromny plus. Dzięki temu książka daje nam spojrzenie na Amerykę od środka, od tej mniej znanej, a momentami bardzo niepokojącej strony.
Podoba mi się też to, że Wiadome siły można czytać na raty, gdyż każda historia to osobny rozdział. Doceniam też bogactwo przypisów i źródeł, które ułatwiają zrozumienie amerykańskich realiów oraz postaci mniej znanych w Polsce.
Konkluzja? Amerykanie nie ufają swojemu państwu. Choć wiele z opisanych teorii ociera się o absurd, niektóre mają w sobie ziarno prawdy, wypaczone, ale jednak. Oczywiście każda teoria służy interesom tych którzy ją propagują i w tej myśli kryje się podstawa do braku zaufania.
Polecam ten tytuł - w szczególności osobom, które lubią dziennikarski sznyt w redagowaniu historii i odrobinę sensacji.
Historia o teoriach spiskowych w USA — od ojców założycieli aż po współczesny ruch MAGA. Autor prowadzi nas przez kolejne spiski, które pojawiały się na przestrzeni dziejów Stanów Zjednoczonych i w przystępny sposób tłumaczy, dlaczego takie potworki w ogóle powstały oraz czemu ludzie w nie uwierzyli.
Mamy tu teorie kompletnie wyssane z palca, półprawdy podszyte manipulacją, spiski wymyślane przez rząd, przez zwykłych ludzi, dla zabawy, dla zastraszenia — i w końcu te, które okazały się... prawdziwe. Bo, jak pisze Tarczyński, „tylko spiskiem można odpowiedzieć na spisek”.
W odbiorze książki bardzo pomaga znajomość współczesnej polityki USA, bo ostatecznie Trump i jego narracja to zlepek starych, dobrze znanych straszaków (teorii spiskowych). O ile w XIX wieku niektóre z tych obaw miały jeszcze sens (np. lęk przed rozpadem dopiero co powstałego państwa),to dziś wygląda to tak, jakby ktoś społeczeństwu odpiął wrotki; spiski zamieniły się w szalone, absurdalne opowieści spod znaku „chłopskiego rozumu”. Po tej lekturze mniej dziwi mnie już, że Amerykanie potrafili wybrać na prezydenta człowieka, którego dwa razy postawiono w stan impeachmentu.
Z książki wyniosłam dwa główne wnioski: 1. Amerykanie szczerze wierzą w wyjątkowość swojego kraju. 2. Ta wiara prowadzi ich do przekonania, że jeśli coś złego się dzieje, to musi to być spisek — bo przecież niemożliwe, żeby ktoś z zewnątrz był mądrzejszy, silniejszy, skuteczniejszy.
Przy Pearl Harbor wini się administrację — bo jak to, Japończycy mieliby przechytrzyć Amerykę? Przy WTC — znów winna administracja, bo przecież Al-Kaida nie mogła powalić „najwspanialszego kraju świata” na kolana.
A żeby nie było, że jestem taka superracjonalna — przyznam, że teoria o mafii maczającej palce w zabójstwie Kennedy’ego nadal wydaje mi się całkiem sensowna. Nie do końca, ale coś tam chyba jest na rzeczy.
I jeszcze jedno: dziś doszliśmy do momentu, w którym za wymyślanie teorii spiskowych praktycznie nikt nie ponosi konsekwencji. Ktoś rzuci w internet hasło, że „Clinton zabija dzieci” — i co? I nic. Nikt za to nie odpowiada, nikt nie przeprasza, nikt nie prostuje. Słowo staje się faktem, fakt staje się opinią, a opinia – paliwem dla kolejnego spisku.