„Jeśli w życiu chodzi o to, żeby było dobrze, można by je spędzić właśnie tak – wystawiając twarz do słońca, a potem przemywając ją źródlaną wodą. I jeszcze raz. I tak bez końca. Nic więcej nie trzeba” (s. 16).
Trzeba jednak zapisać tę chwilę, aby żyła ona w pamięci na długo po powrocie z podróży. Ta myśl przyświeca esejom Krzysztofa Środy: składają się na nią skrawki historii, zapiski i drobne notatki ożywione obrazami, które za nimi stały. Kolejne rozdziały tworzą opowieść o zdarzeniach, które – gdyby nie zostały zapisane – przepadłyby jak wiele tych szczegółów, które tak łatwo się zapomina. Tak jak zapomina się o ludziach spotkanych w podróży, o ich twarzy, uśmiechu, kolorze oczu… Autor stwierdza więc wprost, że poprzez pisanie próbuje ich ocalić, wydrzeć niepamięci. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż większość bohaterów tej książki już nie żyje. Nie jest to jednak opowieść o śmierci, a raczej o chwilach niewysłowionego zachwytu wraz z tymi, którzy wtedy byli obok. Bo to nie tylko inspirująca lektura – to przede wszystkim zachęta do uważnego obserwowania świata i ocalania słowem tych momentów, o których chciałoby się pamiętać już na zawsze.