Arthur Cribler, młody dziedzic tronu i Cantus obdarzony magicznymi zdolnościami, od dłuższego czasu myśli o tym, co chciałby zrobić, kiedy zostanie królem.
Zastanawia się nad daniem drugiej szansy zbrodniarzowi uwięzionymi w Szkarłatnych Górach – Lordowi Tenemurowi. Jego decyzja spotyka się jednak z niechęcią bliskich, którzy widzą w Tenemurze jedynie zagrożenie.
Arthur musi zdecydować, czy można darować przeszłość. Czy prawdziwe przeznaczenie jest już zapisane, czy jeszcze można je zmienić? Czy droga Arthura do tronu okaże się ścieżką do samozagłady, czy może do prawdziwej wielkości?
Dziedzic ciemności Darii Hodowanej to opowieść o ciężarze korony, bólu dojrzewania i odwadze.
Współpraca reklamowa - @wydawnictwoalternatywne Bardzo dziękuję za zaufanie 💞
Definitywnie to nie jest książka dla mnie. Akcja pędzi tak szybko, że momentami robi się wręcz chaotycznie. Serio, kilku rzeczy po prostu nie ogarnęłam XD. No ale cóż, trzeba jakoś upchnąć fabułę w 144 stronach.
Ta książka tak mnie zmęczyła, że po przeczytaniu 10 stron czułam się, jakbym przerobiła 100. I naprawdę nie rozumiem: skoro mają być kolejne tomy, TO DLACZEGO TA CZĘŚĆ NIE JEST PO PROSTU DŁUŻSZA?
Początek jest strasznie nudny. Sam zamysł: rasy, lore, cały konflikt, jest naprawdę ciekawy, wręcz świetny, ale wykonanie… no, średnio. Wszystko jest też bardzo przewidywalne.
Książka jest dość brutalna. Jest sporo opisów krwi i jeżeli ktoś ma z tym problem, to lepiej niech po nią nie sięga.
A postacie? Cóż, historia jest tak krótka, że nawet nie zdążyłam się z nimi zżyć. Brakuje mi ich emocji, wszystkiego jest za mało, wszystko się plącze. Najbardziej polubiłam Tenemura XD. Brakuje też opisów miejsc, takich, które budują klimat fantastyki. Tutaj ich praktycznie nie ma.
No i NAJBARDZIEJ rozwaliło mnie określenie „różowa pomarańcza” użyte jako… cipa. W pewnych momentach ta książka była po prostu śmieszna.
Daję 2 gwiazdki, bo mimo wszystko nie jest to najgorsza książka, jaką przeczytałam. Była nawet ciekawa