W sercu Dolnego Śląska rośnie mroczny las. Czy odważysz się wejść i zmierzyć z jego tajemnicą?
Szwarzeb, 1989 rok. W niewyjaśnionych okolicznościach znika Alicja Wicher. W miasteczku, w którym każdy ma coś do ukrycia, nikt nie szuka jej zbyt długo. Siedem lat później Agata Kot, córka grabarza, przypadkiem natrafia na ślad zaginionej dziewczyny. Nie podejrzewa jednak, że kluczem do prawdy będzie przeszłość, od której nie można uciec.
By rozwikłać tę zagadkę, trzeba będzie zanurzyć się w stuletnią historię miasteczka u stóp Karkonoszy, odkryć tajemnicę skarbu z pałacu Ackermanów i poznać dzieje rodzin, które od lat skrywają swoje sekrety w starych, poniemieckich domach. A może prawda czai się wśród mglistych ścieżek lasu, gdzie nocami błąka się duch świętej Rosamundy, a niektórzy w mroku widzieli wilkołaka?
Hipnotyzująca, misternie skonstruowana powieść o małomiasteczkowych tajemnicach, duchach przodków, miłości i zbrodni stłumionej milczeniem. Dziewięć splecionych życiorysów. Jedno zniknięcie. I pytanie, które powraca niczym echo: jak głęboko trzeba zabrnąć w przeszłość, żeby odnaleźć się w teraźniejszości?
Niektóre baśnie są okrutne. Niektóre kończą się źle. A inne tak przerażają, bo są prawdziwe.
Początkowo sądziłam, że dostanę klimatyczna powieść grozy z elementami kryminału - bardzo miło się rozczarowałam. To była piękna historia o relacjach międzyludzkich, dramacie przesiedleń, sasiedzkich zatargach i wojnie, która nikogo nie oszczędza, zwłaszcza zwykłych ludzi. Cofanie się coraz bardziej w przeszłość było świetnym zabiegiem, by zrozumieć teraźniejszość i odkryć do czego prowadzi ludzka zawiść, nienawiść i chciwość.
Kolejna wspaniała książka Agnieszki, choć inna od mojej ukochanej Serii Sokołowskiej. Tym niemniej tak samo wciągająca i magiczna. Mamy tu mroczną baśń, tajemnice snujące się przez pokolenia i wielowymiarową historię, która cofa się lata wstecz, żeby dotrzeć do swojego źródła. Wszystko jest z sobą powiązane, a losy bohaterów - mimo upływu czasu - splatają się we wspólne wątki i łączą w całościowy wzór niczym skomplikowany gobelin, w którym każda nić ma znaczenie. Bardzo podoba mi się ten zabieg, przeprowadzony tutaj naprawdę po mistrzowsku. To fascynujące poczucie, kiedy czytając, cofasz się w czasie kolejne lata, żeby odkryć kolejne warstwy tej historii. Nie zawsze prostej, często smutnej, poruszającej, mrocznej, przejmującej. Za to zawsze z baśnią w tle. Tą prawdziwą. Bo może, w tej najgłębszej postaci, to właśnie ona jest kanwą wszystkiego?
Wstrząsająca, wielopokoleniowa historia o smutku, stracie, namiętnościach, przepleciona baśniami i legendami. Jedna z lepszych pozycji, które przeczytałem w tym roku - mistycyzm i szalone zwroty akcji na przestrzeni dziesiątek lat.
Już od samego początku książka wydaje się przesiąknięta mrokiem i melancholią. Agata, nastoletnia dziewczyna, poznaje historię zaginionej przed laty Alicji. Strzępki informacji, które udaje jej się odnaleźć, coraz bardziej wciągają ją w przeszłość, a Alicja staje się dla niej swego rodzaju wzorem do naśladowania.
Następnie autorka zaczyna cofać się ze swoją historią w przeszłość, zawsze o kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt lat, a każda z opowieści w jakiś sposób się ze sobą łączy. Ostatecznie trafiamy do 1916 roku i do rodziny Röthke, a szczególnie do mężczyzny, którego choroba, oszustwa i oddziaływanie na otoczenie stają się kanwą wszystkich następnych wydarzeń i zbrodni.
Na koniec historia zatacza koło. Dokładnie 100 lat po serii tajemniczych zdarzeń, w 2016 roku, za sprawą ludzkich słabości i niedopatrzeń natura upomniała się o swoje, sprawiając, że groby na cmentarzu w Szwarzebie zapadają się. Maja wraz z matką i dziadkiem wyłaniają z mroku dziejów tajemnice, które powinny zostać zapomniane na zawsze.
Autorka nie tylko prezentuje ciekawą, wielowątkową i wielopokoleniową historię. Wplatając w nią mistycyzm, baśnie i legendy tworzy naprawdę przerażający i tajemniczy obraz rzeczywistości na przestrzeni dziejów. Coraz bardziej zagłębia się w przeszłość, aż w końcu dociera do tego, od czego wszystko się zaczęło. Ale nie zmienia to w żaden sposób odbioru dzieła, bo wyjaśnienie, nawet sprowadzające się do konkretnej diagnozy, nie rozjaśnia mroku i nawet wracając do czasów współczesnych nadal da się odczuć skutki wielu lat szaleństwa, zdrad, oszustw i bestialstwa.
"Słyszy szelest, coraz bliżej i bliżej. Zamyka oczy, próbuje nie wydać żadnego dźwięku, jak dziecko, które myśli, że może pozostać niezauważone, kiedy samo nic nie widzi. Słyszy sapanie, a może płacz. Czy to ona płacze, czy las? A potem przestaje słyszeć i zapada się w ciemność."
Jak głęboko trzeba zabrnąć w przeszłość, żeby odnaleźć się w teraźniejszości?
Mrok i tajemnice.. podróż po różnych ramach czasowych, układanka, która łączy się na koniec w spójną całość..
Bohaterowie, których ciężko rozgryźć..
Klimat, duszny, niebezpieczny i mroczny, niczym jesienna mgła spowijająca lasy nad ranem..
To właśnie ta książka 🖤
"śmierci nie ma a jeśli jest, to wszystko jedno bo i tak wszyscy jesteśmy duchami"
Niektóre baśnie są okrutne. Niektóre kończą się źle. A inne tak przerażają, bo są prawdziwe..
Autorka zabiera nas w podróż nie tylko po latach dziewięćdziesiątych, ale także do roku 1964, 1933.. i 1916.
Więc.. jeśli ktoś chciałby przenieść się do przeszłości, to pani Agnieszka służy pomocą!
Zaczyna się niby spokojnie, ale jednak mrocznie..
Małe miasteczko, Szwarzeb, lata dziewięćdziesiąte. Alicja Wicher znika, przepada jak kamień w wodę..
Mija siedem lat od zaginięcia Alicji. Córka grabarza, Agata, chce wiedzieć o tej sprawie więcej..
Aż natrafia na ślad zaginionej.
Zagłębiamy się w przeszłość.. coraz bardziej, coraz bardziej..
Aż na koniec trafiamy do współczesnych czasów.
Podobał mi się ten zabieg jak ja pierniczę!
Byłam pewna, że będziemy się kręcić wokół jednego wątku, ale nie. Autorka postawiła na wielowątkową opowieść, która składa się na wiele pokoleń, a każde z nich jest tak samo interesujące, jak poprzednie.
I czytając opis w życiu nie powiedziałabym, że dostanę to, co dostałam. Nastawiłam się.. w sumie nie wiem na co, ale nie na taki miszmasz wszystkiego!
Różnorodność bohaterów i to, jak każdy odgrywa tu jakąś ważną rolę.. język, który jest dostosowany do okresu, w jakim się znajdujemy..
Umiejętnie łączy tajemnice z codziennością i baśniami, a także.. magią.
Strasznie żałuję, że nie zostawiłam sobie tej pozycji na jesienne wieczory. Bo jak jesieniara ze mnie żadna, tak ta książka najlepiej wspasowałaby się właśnie w taki klimacik.
Chociaż.. może reread to nie taki zły pomysł 😈
Szwarzeb nie istnieje. To miasteczko wymyślone na potrzeby książki. A jednak.. ja czuję, że ono jest! Że ono żyje własnym życiem, ze swoimi sekretami i mieszkańcami, zamknięte przed otaczającym nas światem!
To takie dziwne i fajne uczucie, czuć coś, czego nie ma..
Ta historia jest taka.. gęsta i napakowana wszystkim, tak inna od wszystkiego co znam, że aż nie wiem co mam wam o niej napisać!
Znaczy wiem! Jedno wiem na pewno!
Musicie ją przeczytać 🔥
I wiecie dlaczego? Dla klimatu. Bo klimat w tej książce robi taką robotę..
Podziękujecie mi po przeczytaniu, serio.
"Dlaczego ten ktoś się nie rusza? Boję się wziąć kolejny oddech, aż czuję, jak robi mi się niedobrze. Powoli dociera do mnie ohyda tego miejsca, smród niemytego ciała i przetrawionego alkoholu. Wszystko rozpływa się w świetle."
Macie już tytuł, który trafi do topki tego roku? U nas prawdopodobnie będzie to “Październikowa rdza” Agnieszki Kuchmister - książka wywarła na nas ogromne wrażenie! Czytaliśmy ją przedpremierowo już całkiem dawno, a mimo to nadal dobrze ją pamiętamy. W środku zresztą możecie znaleźć naszego blurba 🙂.
O czym jest książka? Generalnie można powiedzieć, że to kryminał, ale takie uproszczenie zrobiłoby tej książce ogromną krzywdę. Prawdą jest, że fabuła rozpoczyna się od zagadki tajemniczego zaginięcia młodej dziewczyny w pewnym niewielkim miasteczku na Dolnym Śląsku. Kilka lat później Agata, główna bohaterka, natrafia na ślad tej sprawy i próbuje dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej. A prawda na temat tego zniknięcia sięga wielu, wielu lat wstecz, przez co fabuła cofa się w czasie po każdym rozdziale - ten zabieg nam się tutaj szczególnie podobał, bo takie stopniowe przenoszenie się w czasie i odkrywanie kolejnych wspólnych elementów, wydarzeń, które miały wpływ na kolejne, niesamowicie wciąga czytelnika. Tym bardziej, że historia tzw. Ziem Odzyskanych jest ogromnie ciekawa. 🧙 Tłem dla tej historii są baśnie, opowiadane w dodatku po niemiecku - w końcu przed wojną ziemie te należały do Niemiec. To nadaje im jeszcze mroczniejszego klimatu, bo już same w sobie te baśnie nie są słodkimi opowiastkami - są pełne ciemności i stanowią podstawę do lokalnych legend o bardzo złych istotach, których od lat obawiają się mieszkańcy okolic Karkonoszy. Uwierzcie nam na słowo, że niejednokrotnie przeszyje Was dreszcz w trakcie czytania tej książki! Wygląda bowiem na to, że nad miasteczkiem krąży coś w rodzaju klątwy, która dotyka kolejne pokolenia. Posępny, złowrogi las niejedno już widział, a mieszkańcy przekazują sobie opowieści o nim z ojca na syna. Trudno powiedzieć, czym tak naprawdę jest to zło, którego doświadczają ludzie - tego trzeba dowiedzieć się z książki. 🌳🌲 Tak naprawdę trudno określić, czym tak naprawdę jest ta książka - kryminałem, baśnią, sagą rodzinną, literaturą piękną? Jest wszystkim naraz i jesteśmy naprawdę pod wielkim wrażeniem tego, jak Autorce udało się stworzyć tak niepowtarzalny, ponury i pochłaniający klimat. Ogromna polecajka dla fanów naprawdę dobrze napisanych, nietuzinkowych książek! ❤️
Czy każda tajemnica powinna zostać odkryta, nawet jeśli może roztrzaskać pozornie spokojny świat?
Są książki, które hipnotyzują nie tylko fabułą, ale przede wszystkim nastrojem - tym nieuchwytnym czymś, co sprawia, że nie potrafisz przestać czytać, mimo że każde kolejne zdanie zaciska Cię coraz mocniej w emocjonalnym uścisku. „Październikowa rdza” to właśnie taka opowieść.
Na początku myślisz: będzie kolejna historia z tajemniczym zniknięciem, może trochę mroczna, może trochę nostalgiczną. Ale potem… wchodzisz w to miasteczko. W Szwarzeb. I już nie ma odwrotu.
Agata Kot, córka grabarza, trafia przypadkiem na trop Alicji Wicher - dziewczyny, która zniknęła siedem lat wcześniej. Wydaje się, że to będzie opowieść tylko o niej, o Agacie i jej śledztwie. Ale to zaledwie wierzchołek. Bo Alicja znika nie tylko z miasteczka - ona wsiąka w jego historię, w duszę tego miejsca. A Agata, choć jeszcze bardzo młoda, odważy się ją ścigać, krok po kroku, przez lata, przez pokolenia.
Każdy rozdział tej książki to jak otwarcie kolejnej matrioszki - cofamy się w czasie, poznając kolejnych bohaterów, ich traumy, winy, grzechy i wybory. 1989, 1964, 1945, 1933, aż do 1916. A potem… przyszłość. Wszystko jest połączone, każde słowo przemyślane, każda postać potrzebna. Tu nic nie jest przypadkowe.
Styl Agnieszki Kuchmister to połączenie baśni z horrorem i historii z realizmem magicznym. To proza, która pachnie wilgotnym mchem, starym drewnem, kurzem z bibliotecznych półek. Tu szumi las - nie jako tło, ale jako istota żywa. Obserwuje. Milczy. Czasem szepcze. Czasem woła.
„Październikowa rdza” to powieść o tym, że przeszłość nie umiera. Nie tylko przez pamięć - ale przez to, co pozostawiła. W domach. W nazwiskach. W starych skrzynkach w piwnicach. W drzewach, które widziały więcej niż ktokolwiek. Kuchmister pokazuje, że trauma jest dziedziczna. Że zło potrafi się ukrywać przez dekady, by wyjść w najmniej spodziewanym momencie.
To też książka o kobietach - złamanych, silnych, milczących i krzyczących. Agata to nie tylko śledcza amatorska. To symbol nowego pokolenia, które nie chce dłużej udawać, że „tak już musi być”. Ona chce wiedzieć. I nie zadowoli się półprawdą.
Mistrzowsko zbudowana atmosfera - coś między „Domem duchów” Allende a „Twin Peaks”. Tajemnica sączy się powoli, wnika pod skórę, drażni. Ale też uzależnia. Tu nie znajdziesz łatwych rozwiązań, prostych bohaterów czy jednoznacznych odpowiedzi. Ta książka zmusza do myślenia, do patrzenia między słowami.
Jeśli kochasz baśnie, ale te prawdziwe - mroczne, zakorzenione w ludowych lękach - to ta historia jest dla Ciebie. Znajdziesz tu duchy, wilkołaki, świętą Rosamundę, ale też… samotność, wyparcie, choroby psychiczne, wojnę i rodzinne sekrety. A wszystko to zamknięte w dusznym klimacie Dolnego Śląska - tak realnym, że niemal czułam zapach październikowego dymu.
To nie jest lektura na raz. To nie jest książka, którą można połknąć i zapomnieć. „Październikowa rdza” zostaje. Wraca. Dręczy. I za to ją cenię. Ale ostrzegam: ta historia zostawia ślady.
Ocena: 9/10 – za styl, który smakuje jak gęsta mgła o poranku; za postaci, które nie są czarno-białe; za Szwarzeb - miasteczko, które nie istnieje, a przecież widzę je wyraźnie. Punkt odjęty jedynie za momenty, w których narracja staje się zbyt poszarpana - ale może to też był zamysł? Chaos pamięci? Rozpad duszy? Nie wiem. I to jest w niej najpiękniejsze.
Nieco baśniowa opowieść o zaginionej dziewczynie i mrocznym lesie w sercu Dolnego Śląska. W Październikowej rdzy Agnieszki Kuchmister nie brakuje przy tym Złego Wilka i Czerwonego Kapturka.
Niewielką, śląską miejscowością wstrząsa tajemnica zaginięcia Alicji Wicher. Bardzo szybko okazuje się, że mieszkańcy miasteczka mają nie jedno do ukrycia, każdy ma swoje grzechy, o których woli nie mówić głośno. Nic zatem dziwnego, że dochodzenie w sprawie zaginięcia dziewczyny "ukręcono łeb". Tylko siedem lat później Agata Kot, córka grabarza dąży do poznania prawdy o tym, co stało się kilka lat temu. Tyle, żeby odkryć tajemnicę Alicji trzeba cofnąć się głęboko w przeszłość.
Nawiązanie do Braci Grimm i ich najmroczniejszych baśni bez cenzury stanowi bazę, nie tylko do opowiedzenia o zagadce quasi kryminalnej ale przede wszystkim o ludziach i ostatnim stuleciu Dolnego Śląska. Ziemi, która nie jedno ukrywa w lasach, w których czai się niebezpieczeństwo. Przede wszystkim jednak za każdym razem ma ono ludzką twarz. Zło nie jest mityczne, ale do bólu wręcz realne. Zły Wilk to człowiek. Okrutny, bezlitosny i zdolny popełnić najgorsze czyny. Czarownica, jak Agnieszka Kuchmister sama pisze w zakończeniu, to nie kobieta o garbatym nosi i brodawkach, lecz z szyminką na ustach i o zapachu perfum. Kiedy mówimy o ciemnej stronie ludzkiej natury, to gdzieś odruchowo szuka się Dobra i "jasnej strony mocy". Ono też ma twarz człowieka będącego całkowitym zaprzeczeniem naszych antagonistów. Z wykorzystaniem baśniowych motywów, legend i mitów przekazanych z pokolenia na pokolenie wyłania prawda o człowieku, jego wielkości i upadku. Z podań o skarbie Ackermanów, duchu Rosamundy błąkającego się po leśnych ścieżkach dolnośląskich lasów krystalizują się mieszkańcy tych ziem. Ludzie naznaczeni przez historię i własne cechy charakteru. Całość stanowi zapis dziejów XX wieku tych ziem z tym, co je przez stulecia naznaczyło. Z tym, co wyznacza pamięć o przeszłości tego terenu i w najmniej oczekiwanym momencie daje o sobie znać.
Od początku wyczuwa się, że nie jest to opowieść kryminalna, powieść grozy bardziej przypomina baśń rozgrywająca na zamkach, lasach, cmentarzach. Pośród duchów i baśniowych postaci rodem z niecenzurowanych baśni Braci Grimm. I właśnie przez cały czas wyczuwałem ową basniowość na każdym kroku. To ona buduje klimat opowieści i nadaje jej ton. Agnieszka Kuchmister za pomocą obrazów zbudowanych ze słów, wygrywając odpowiednie dźwięki oczarowuje czytelnika, zabiera do świata, który minął bezpowrotnie ale nadal w całkowicie niezrozumiały sposób daje o sobie znać. Uczucia, jakie towarzyszą podczas czytania to melancholia, nastrojowość trudną do podrobienia. To nastrój smutku, cierpienia i utraty tego, co dotąd dla mieszkańców Szwarzeba w danej epoce było ważne. Podskórnie wyczuwa się, że nadchodzące zmiany nie dadzą szansy powrotu do tego, co było wcześniej. Przeszłość niczym tytułowa rdza osadza się w ludzkich sercach i na przeszłości Dolnego Śląska i zżera wszystko.
Październikowa rdza jest niespieszna. Opowieść płynie powoli własnym tempem i wcale nie mam ochoty, by przyspieszyła. Ta niespieszność wpływa w znaczący sposób na nastrój, który obezwładnia i hipnotyzuje. Sprawia, że chcemy by trwał jak najdłużej i wcale nie ma się ochoty kończyć lektury. Poza tym to właśnie ów nastrój wpływa, że jest to typowo jesienna opowieść opływającą mgłą.
🌲🕯️ Październikowa rdza Agnieszki Kuchmister to powieść, która otula czytelnika mrocznym, dusznym klimatem Dolnego Śląska i nie wypuszcza go aż do ostatniej strony. Autorka prowadzi nas do Szwarzeba – fikcyjnego miasteczka u stóp Karkonoszy, gdzie przeszłość i teraźniejszość splatają się w nierozerwalny węzeł. Punktem wyjścia jest zaginięcie Alicji Wicher w 1989 roku, ale ta pozornie lokalna tragedia szybko odsłania znacznie głębsze warstwy – sięgające w głąb XX wieku, w czasy wojny, przesiedleń i dawnych klątw.
🌲🕯️ Główną bohaterką jest Agata Kot, córka grabarza, która przypadkiem wpada na trop zaginionej dziewczyny. Jej ciekawość i upór prowadzą do odkrywania tajemnic, których korzenie sięgają stu lat wstecz. To nie jest jednak typowe śledztwo – raczej podróż przez pamięć i zbiorową świadomość miasteczka. Im głębiej Agata wnika w historię Szwarzeba, tym wyraźniej widać, że miejscowe legendy, duchy i wilkołaki mogą być tylko innym językiem opowiadania o prawdziwych ludzkich dramatach.
🌲🕯️ Kuchmister mistrzowsko łączy elementy realizmu magicznego z duszną, psychologiczną opowieścią. Las nie jest tu tylko tłem – jest niemal pełnoprawnym bohaterem, milczącym obserwatorem, świadkiem tragedii i strażnikiem sekretów. Miasteczko tętni od niedopowiedzianych historii, a stary pałac Ackermanów i jego skarb stają się symbolem tego, co ukryte i zapomniane. Autorka potrafi sprawić, że czytelnik słyszy szelest liści i czuje zapach wilgotnej ziemi, a jednocześnie odczuwa ciężar wielopokoleniowych traum.
🌲🕯️ Struktura powieści oparta jest na licznych retrospekcjach, które cofają nas do lat 1964, 1945, 1933 i 1916. Każda z tych podróży w czasie odsłania kolejne elementy układanki, pokazując, jak decyzje sprzed dekad wpływają na współczesnych mieszkańców. To opowieść o dziedziczeniu winy i strachu, ale też o tym, że prawda może być równie niebezpieczna jak kłamstwo. Tempo narracji jest powolne, hipnotyczne – wymaga od czytelnika cierpliwości, ale nagradza go gęstą, wielowymiarową historią. ㅤ 🌲🕯️ W Październikowej rdzy nie ma postaci jednoznacznie dobrych ani złych. Każdy bohater niesie w sobie ciężar decyzji, których skutki odczuwają kolejne pokolenia. Kobiety w tej powieści – od Alicji, przez Agatę, po milczące strażniczki domowych ognisk – są szczególnie silne i skomplikowane. To one stają się łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością, między legendą a faktem. Dzięki nim historia zyskuje emocjonalną głębię i wiarygodność. ㅤ 🌲🕯️ To książka, która działa na wszystkie zmysły – wciąga obrazami, dźwiękami, zapachami, a przede wszystkim emocjami. Agnieszka Kuchmister stworzyła historię, która balansuje na granicy baśni, horroru i powieści historycznej. Październikowa rdza zostaje w pamięci na długo po lekturze, zostawiając uczucie, jakby się naprawdę przeszło mglistymi ścieżkami Szwarzeba. To opowieść o tym, że czasem, by zrozumieć siebie, trzeba zejść bardzo głęboko w mrok – nawet jeśli nie wszystko, co tam znajdziemy, nadaje się, by ujrzało światło dzienne.
„Październikowa rdza” Agnieszki Kuchmister to książka, która otwiera się przed nami jak brama do lasu, w którym powietrze pachnie wilgocią, a każdy krok niesie ryzyko spotkania z tym, co dawno miało zostać zapomniane. To opowieść, która niepokoi, oplata duszny klimat małego dolnośląskiego miasteczka i miesza ze sobą legendy, rodzinne sekrety i ślady dawnych zbrodni.
Autorka prowadzi nas do Szwarzebia, gdzie w 1989 roku znika Alicja Wicher – dziewczyna, której historia zostaje zamieciona pod dywan tak szybko, jak tylko pojawia się cień skandalu. Siedem lat później Agata Kot, córka miejscowego grabarza, natrafia na trop, który prowadzi w mroczną gęstwinę przeszłości. Odkrywając zapomniane losy rodzin, opuszczonych domów i pałacowych ruin, zaczyna wikłać się w pajęczynę dawnych tragedii i obsesji.
„Październikowa rdza” nie jest jednak zwyczajnym kryminałem. To raczej baśń dla dorosłych – przesiąknięta mgłą i grozą, gdzie pod powierzchnią codzienności pulsuje coś nienazwanego. Kuchmister z lekkością splata ze sobą rzeczywistość i realizm magiczny: wśród stron ożywają opowieści o świętej Rosamundzie, echo wycia wilkołaka i duchy przodków, które z cmentarza obserwują życie potomków. Las staje się tutaj żywą, złowrogą obecnością – świadkiem, sędzią i katem.
Ta powieść to także podróż w czasie – od 2016 roku aż do początków XX wieku. Każdy rozdział dokłada cegiełkę do misternie konstruowanej mozaiki, a im głębiej zanurzamy się w przeszłość, tym wyraźniej widzimy, jak cienka jest granica między prawdą a legendą. Autorka nie boi się pokazać, że baśnie bywają okrutne, a dziedziczone tajemnice mogą być równie niszczące jak choroba, która przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Największą siłą książki jest jej atmosfera – hipnotyzująca, mroczna, pełna niepokoju. To proza, która spowalnia rytm serca, sprawia, że podczas lektury nasłuchujemy trzasku gałęzi i czujemy ciężar jesiennej wilgoci. Styl Kuchmister urzeka poetyckimi opisami, a jednocześnie przytłacza gęstością emocji. Tu nie ma prostych odpowiedzi, a każde odkrycie pociąga za sobą kolejne pytania.
„Październikowa rdza” to nie tylko historia zaginionej dziewczyny – to opowieść o tym, jak grzechy przeszłości zatruwają teraźniejszość, jak w milczeniu i lęku rodzi się zło, a miłość i śmierć splatają się nierozerwalnie. To książka, która przenika pod skórę i pozostaje tam długo po ostatniej stronie – niczym rdza, której nie da się do końca zetrzeć 🔥.
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @znak_literanova @wydawnictwoznakpl (współpraca reklamowa) 🩷.
las ten w mroku skąpany i ciemności złowrogą ciszą utkany bez jasności legendą owiany w pewnej dawności wciąż niespotykany miej się na baczności
wilk to czy zjawa jedynie? człowiek to czy umysł tak płynie? ta bladość lica na leśnej ścieżynie szept ten po tamtej dziewczynie
tamte domy się ostały i pachną czernią chleba w pamięci żywych zostały bo pamiętać trzeba z pajęczyn i baśni powstały głos ten do duszy dociera duchy się po nich błąkały prawda z legendą się ściera
te noce we mnie! czarne takie te duchy we mnie! jak sny na jawie słowami brzmię cierpienie dławię przez ciemność mknę ból pozostawię
po niej pustka się ostała słowa piosenki po niej cisza nastała czerwień sukienki z nią czerń zadrżała i blask jutrzenki
Las. Tamten czas. Wziął w ich swoje ramiona. Opatulił ciemnością. Bo też ciemność wtedy była. Wszędzie tkwiła. Na ziemiach Dolnego Śląska. Polsko - niemieckie losy. I niby jak z baśni ta opowieść. Jak ze słów, co pulsują. Drogę ku prawdzie wskazują. Ścieżki lasu tak senne i mgliste. Na ścieżkach tych wydeptane człowiecze historie. Skryte za woalem rodzinnych tajemnic. Zakorzenione w duszach, co nosiły swoje lęki. Przed złym, co błądzi po lasach. Przed wilkiem, co żywi się ciałem. Przed słowami, które kłębiły się w ciemnych marach.
Przeszłość ma tutaj smak nostalgii i tęsknoty. Mroczna melodia staje się anturażem dla niesamowitej aury. A ta skrzy się tak pięknie przez słowa wydobyta na wierzch. Zakorzeniona w mury domów, przez które przenikały duchy. Kiedy wiatr dął w drewniane okna, a gdzieś w oddali wilczy skowyt się unosił. Domy te mają zapach łez i odchodzenia. Zatartych słów, które ostały się na pożółkłych kartach. Domy te są przypomnieniem i dziedzictwem. Pieśnią przeszłości, która utknęła w głębi czasów.
Znakomicie przenika się tutaj literatura piękna z wątkiem kryminalnym. Choć ten jest wątły i delikatny, to jego echo snuje się za słowami. Przemawia do mnie niezwykłość tej powieści i groza, która przenika skórę. Polecam bardzo.
Agata Kot to uczennica liceum, która w wolnym czasie pomaga ojcu w zakładzie pogrzebowym, wykonując pośmiertne makijaże. Mieszka w miasteczku, które ma bardzo bogatą historię. Wokół rozciągają się tajemnicze domy, gęste lasy, klasztor i cmentarze, a wśród mieszkańców krążą legendy o wilkołakach. Dziewczyna dostaje pracę domową, by napisać wypracowanie o historii jej miasteczka. Udaje się do biblioteki szkolnej i wypożycza książkę w tym temacie. Okazuje się, że ostatnią osobą, która ją wypożyczała jest zaginiona przed siedem laty Alicja. Wewnątrz książki Agata trafia na kolejny ślad dziewczyny.
Akcja książki rozpoczyna się w 1996 roku, później przez większość książki z każdym kolejnym rozdziałem cofamy się coraz bardziej w przeszłość, aby na końcu trafić do roku 2016. Poczatkowo historia wciągnęła mnie w swoją fabułę. Później akcja przeniosła się w przeszłość. Byłam przekonana, że cała książka będzie o odkrywaniu tajemnicy zaginięcia Alicji, jak się jednak okazało dostajemy tutaj powieść wielopokoleniową, której bohaterzy pokazując trudy życia w różnych latach (np. czasy powojenne), żyją też w cieniu tajemniczych wydarzeń, legend, które niepostrzeżenie wyłaniają się z głębi ciemnego lasu i sieją wśród ludzi strach. Byłam tak pochłonięta sprawą zaginięcia, że ciężko mi było oderwać się od tego wątku, by zagłębiać się w historie o innych bohaterach. Jak się jednak okazalo historie te miały znaczenie dla zakończenia książki i w późniejszych rozdziałach i one mnie wciągnęły.
Mimo to książkę oceniam pozytywnie. Zakończenie było świetne i całkowicie nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń. Nie znajdziecie tutaj szalonych romansów, rollercoasteru emocji czy innych fajerwerków. "Październikowa rdza" to mrok, tajemnie i atmosfera, od której robi się lekki dreszcz. Książka buduje też klimat niepewności. Czytana zbliżającą się jesienią nabierze jeszcze większej mocy. Jeśli szukacie niebanalnej historii z zaskakującym zakończeniem to zachęcam do dodania tej książki do swojej listy TBR ❤️
To nie była fabuła, której się spodziewałam. Może nie doczytałam opisu, może go źle zrozumiałam, ten misunderstanding tak wpłynął na lekturę, że dość długo nie mogłam się odnaleźć. Dopiero po jednej trzeciej książki zaczęłam rozumieć co za mix gatunkowy mam w ręku i na co powinnam się przygotować. Najbardziej ujęła mnie fraza i język Autorki „Październikowej rdzy” – Agnieszki Kuchmister. Znakomicie się ją czyta. Autorki wcześniej przeze mnie nie poznanej, stąd ta niewiedza, czego mogłabym się spodziewać. Realizm magiczny – lubię, zabieg cofania się w czasie, by zrozumieć teraźniejszość- lubię. Tu w dodatku z każdym skokiem wstecz dostajemy kawałek zagadki, poznajemy nowych bohaterów oraz ich tajemnice, traumy i przeżycia. Trochę trwa, zanim te puzzle zaczną układać się w całość. Bez względu na to, w której epoce lądujemy, czy jest to współczesność, czy początek XX wieku, autorka świetnie odtwarza klimat danych czasów. Wchodząc w kolejny okres, zanurzamy się w tej epoce po czubek nosa. Do tego ta umiejętność opisu np. przyrody w sposób wręcz organoleptyczny. Czytając, nie tylko widzimy, ale wręcz czujemy zapach, dotyk wiatru, gałęzi, podłoża. Te opisy, owszem spowalniają fabułę, ale także ją zagęszczają, mogą wręcz powodować „gęsią skórkę”. Bohaterowie też skonstruowani są ciekawie, różnorodni i każdy nosi w sobie jakiś sekret. Osobisty lub rodzinny. Tak, jak pisałam wcześniej, połączenie ich historii w całość zajmuje trochę czasu, ale równocześnie ani przez chwilę nie przestaje intrygować. W pewnym momencie zaczęłam się nawet wahać, czy na pewno chcę poznać rozwiązanie. Taki niepokój budzi ta lektura. Jednak polecam. 😊 Dziękuję pani Bognie Piechockiej oraz wydawnictwu Znak Literanova za możliwość poznania tej Autorki.
Stare sekrety leżą gdzieś skryte, pokrywają się kurzem, gniją gdzieś pod butwiejącymi liśćmi, albo pokrywają się rdzą. Może byłoby lepiej gdyby tam zostały. Czy ujawnienie prawdy przyniesie ulgę czy ból? Czasem lepiej nie grzebać w przeszłości. Co zostało w niej zakopane, powinno tam zostać.
Agata Kot, córka grabarza, przypadkowo natrafia na ślad zaginionej siedem lat wcześniej Alicji Wicher. Czy uda jej się rozwiązać tę zagadkę?
Z każdą kolejną stroną odkrywałam małomiasteczkowe tajemnice i duchy przeszłości, kroczyłam przez mroczny las oraz poznawałam kolejne postaci, których losy splatają się w jedną całość.
Autorka ponownie zaskakuje plastycznym językiem, wyobraźnią, oraz znajomością ludzkiej psychiki. A konstrukcja tej powieści jest niesamowita. To przepięknie utkana, klimatyczna opowieść.
Żywe legendy, skarb, zakazana miłość, zły wilk, widząca zmarłych i tajemnicze zniknięcie to tylko niektóre wątki "Październikowej rdzy". Prawdziwe losy ludzkie otulone realizmem magicznym, tworzą arcyciekawą, utkaną z cienkich nitek magii i baśni powieść o kilku pokoleniach trzech rodzin z Dolnego Śląska. Interesującą, przejmującą i zachwycającą.
Jeśli lubicie powieści szkatułkowe, jeśli podobała się wam saga sokołowska, "Październikowa rdza" z pewnością was zachwyci. Gorąco polecam.
"Dobiega do wielkiego drzewa i na chwilę przystaje. Przytula się do suchej i spękanej kory. Łapie kilka głębszych oddechów. Zaciska dłoń na srebrnym wisiorku. Słyszy szelest, coraz bliżej i bliżej. Zamyka oczy, próbuje nie wydać żadnego dźwięku, jak dziecko, które myśli, że może pozostać niezauważone, kiedy samo nic nie widzi. Słyszy sapanie, a może płacz. Czy to ona płacze, czy las? A potem przestaje słyszeć i zapada się w ciemność."
,,W lesie wilków mrowie, ich oczy w ciemności, ich oczy w ciemności..."
Szwarzeb, 1996 roku. Maturzystka Agata przypadkiem trafia na notatki zaginionej przed siedmiu laty Alicji Wicher. Młoda dziewczyna rozpłynęła się jakby w powietrzu. A ci, którzy ją znali nic nie mówią, nie pamiętają albo nie chcą pamiętać. Jednak Agata trafia na ślad, który może być kluczowym w rozwiązaniu zagadki. Tylko zanim uda jej się poskładać w całość porozrzucane elementy, przeszłość uderzy kolejny raz.
,,Październikowa rdza" to powieść o mrocznym, onirycznym klimacie. Zbudowana na motywach baśniowych, w niczym nie przypomina disneyowkich hitów. Jest pierwotna, mocno oparta na oryginałach braci Grimm. To powieść, która biegnie w przeszłość by sięgnąć korzeni zła i udowodnić, że jeśli już się zalęgło nie da się wykorzenić. Tutaj przeplatają się historie kilku rodzin, a poprzez nie widać złożoną historię pogranicza, skomplikowane relacje rodzinne i sąsiedzkie oraz traumy, od których nie da się uciec. Gdzieś pod tym kipią emocje: zawiść, nienawiść, zachłanność, żądza, lęki. To wszystko buzuje i kolejne pokolenie do już istniejącego ciężaru dokłada swoje traumy.
Powieść Agnieszki Kuchmister zachwyca. Jest zarówno przerażająca w swoim onirycznym charakterze, z rozmytymi liniami i przenikającymi się losami bohaterów, jak i piękna - piękna grą słów, grą emocji, historią, która się rozwija i wnika głęboko w przeszłość Szwarzeba. Ale to też opowieść o zbrodni, konkretnej, rzeczowej, mocno kotwiczącej całą historię w precyzyjnie określonym miejscu z realnym motywem. Tu tajemnica staje namacalna i ma swoje konkretne źródło. Polecam!
„Październikowa rdza” to powieść, która od pierwszych stron wciąga jak mgła snująca się po karkonoskich lasach. Agnieszka Kuchmister snuje historię pełną emocji, w której przeszłość i teraźniejszość nieustannie się przeplatają, a małe miasteczko staje się areną sekretów, milczenia i dawnych win.
Największe wrażenie zrobił na mnie język i opisy – poetyckie, plastyczne, niezwykle sugestywne. Autorka potrafi jednym zdaniem oddać zarówno grozę ciemnego lasu, jak i ciężar rodzinnych sekretów. To literatura, która działa na wyobraźnię i emocje.
Przyznam jednak, że momentami gubiłam się w fabule – bohaterów i wątków było sporo, czasem aż za dużo, by każdy z nich mógł w pełni wybrzmieć. Ale nie odebrało mi to satysfakcji z lektury. Wręcz przeciwnie – niektóre wątki z chęcią przeczytałabym rozwinięte w kolejnych książkach autorki.
„Październikowa rdza” okazała się dla mnie lekturą satysfakcjonującą – pięknie napisaną, mroczną, a zarazem pełną ludzkich emocji. To opowieść o pamięci, winie i prawdzie, której nie da się na zawsze ukryć. Książka wywołała we mnie wiele emocji: od ciekawości i dreszczu niepokoju, przez wzruszenie, aż po refleksję nad tym, jak silnie przeszłość kształtuje teraźniejszość. To nie tylko historia zaginięcia i rodzinnych sekretów, lecz także opowieść o tym, jak bardzo potrzebujemy prawdy, nawet gdy jest bolesna. Myślę, że każdy, kto lubi gęstą atmosferę małomiasteczkowych tajemnic i literaturę, która zostaje w pamięci na dłużej, znajdzie w tej powieści coś dla siebie.
🥀Wśród mglistych ścieżek lasów kryją się tajemnice. Zniknięcie pewnej dziewczyny staje się pretekstem do opowiedzenia niewygodnych historii sprzed wielu, wielu lat. Tu duchy dostają swój głos, trudne wybory nie przechodzą bez echa a ludzie brodzą w mrocznych odmętach swoich umysłów skażonych nienawiścią, niezrozumieniem i cierpieniem.
🥀„Październikowa rdza” zabiera nas do misternie utkanego świata pełnego intryg, tajemnic i niewyjaśnionych spraw. Podążając za bohaterami powoli zbieramy skrawki tej złożonej historii. Na każdym kroku towarzyszy nam melancholia, oszustwa i wszechobecne zło. To wielopokoleniowa opowieść obnażająca brudne pragnienia i grzechy przeszłych pokoleń.
🥀„Października rdza” oddziałuje na zmysły. Tu każdy ruch jest przemyślany, nawet najdrobniejszy ruch liści drzew potrafi zbudować napięcie. W tej niespiesznej opowieści próbujemy odnaleźć się we wręcz baśniowym świecie. Duszna atmosfera, sekrety i niejednoznaczni bohaterowie tylko potęgują wrażenia. Do ostatniej chwili tak naprawę trwamy w napięciu a potem wszystko zyskuje sens i trafia na odpowiednie miejsce.
🥀Na kartach „Październikowej rdzy” odnajdujemy swoisty most łączący przeszłość z teraźniejszością. To mroczna, emocjonalna i skryta opowieść o sprzecznościach, które każdego dnia toczą ze sobą walkę. To opowieść o świecie, w którym przyroda jest świadomym bohaterem mającym realny wpływ na wydarzenia. To oryginalne historia próbująca okiełznać szaleństwa, błędy i oszustwa. Sprawia, że momentami czujemy się jak dzieci we mgle. Prowadzi nas po przygnębiających zakątkach zgnębionych umysłów. Pokazuje, że nic nie jest oczywiste a prawdziwe zagrożenie, choć ukryte, może czaić się tuż za rogiem.
"Październikowa rdza" Agnieszki Kuchmister to powieść, którą trudno jednoznacznie przypisać do konkretnego gatunku. Najbliżej jej do literatury pięknej, choć między jej stronami znajdziemy także fragmenty wielkiej historii, element kryminalnej zagadki, zakazanego romansu oraz niepokój rodem z thrillera.
W Noc Walpurgii znika Alicja Wicher. Siedem lat później na jej ślad przypadkowo trafia Agata Kot, córka miejscowego grabarza. Oderwana od rzeczywistości, nieco ekscentryczna, a przy tym fascynująca główna bohaterka, krok po kroku odkrywa misterną sieć powiązań, która łączy lokalne rodziny od pokoleń. Rodziny te skrywają swoje tajemnice w starych, poniemieckich domach, gdzie przeszłość nigdy nie odeszła w zapomnienie.
To powieść oniryczna, baśniowa i mroczna - pełna odniesień do lokalnego folkloru, ponurej historii, miejscowych legend i podań. Autorka snuje opowieść o małomiasteczkowych sekretach, duchach przodków, miłości i zbrodni, o której wszyscy wolą milczeć.
Uwiódł mnie piękny, niemal poetycki język powieści. Skusiła mnie gęsta mgła tajemnic spowijająca to maleńkie miasteczko u stóp Karkonoszy otoczone przez budzący grozę las. Wciągnęła mnie historia tutejszych ziem i zamieszkujących je rodzin, a także słodko-gorzka melancholia, która przenika każdy rozdział. A jednak, mimo tych wszystkich zalet, mam bardzo mieszane odczucia. Czuję, że nie była to opowieść dla mnie, choć doceniam jej wyjątkowy klimat i kunszt autorki.
It is one of the more atmosferic crime novels among those I’ve had the chance to spend some time with. The author takes the reader on a journey into the past, showing the history of a small town at the foot of the Karkonosze Mountains (about an hour’s drive from Wrocław). She concentrates on the fate of one family. And since these are lands where Germans lived before the Second World War, the town’s inhabitants come from different nationalities. The story begins in 1996. That’s when young Agata finds, in a book about the town’s history, a photograph of the missing Alicja Wicher. It turns out that the girl had borrowed it just before her disappearance. And since now Agata is a friend of Alicja’s ex-boyfriend, she decides to try to find out what happened seven years earlier. Will she succeed? What role do the tales of wolves roaming the nearby forests play in this story? Why does the tale of Little Red Riding Hood return—this time in the original, grim version recorded by the Brothers Grimm? Who was Rosemarie? As is usually the case, the answers are hidden within the novel. The writer reveals them in a very unusual way. One must stay alert while reading, so as not to get lost in the family connections—especially because the span between the stories is sometimes several decades. Mystery and intrigue lurk in every chapter and in every family tale. A fine read, especially if you allow yourself to be seduced by the charm of the storytelling.
"Niektóre baśnie są okrutne niektóre nie kończą się dobrze , a jeszcze inne są tak przerażające, dlatego że są prawdziwe."
Kiedy sięgałam po PAŹDZIERNIKOWĄ RDZE spodziewałam się kryminału z małomiasteczkową zagadką. Dostałam coś zupełnie innego. Opowieść, w której zbrodnia, historia i lokalne legendy przenikają się tak silnie, że trudno oddzielić jedno od drugiego. Największym atutem powieści jest klimat.Autorka potrafi sprawić, że nawet zwykły spacer bohaterki staje się pełen napięcia.
Miasteczko Szwarzeb to miejsce, w którym czas zdaje się płynąć inaczej: mgły, lasy, zapomniane poniemieckie domy, a do tego poczucie, że za każdym rogiem kryje się czyjaś tajemnica.
Historia zaczyna się od zaginięcia Alicji Wicher w 1989 roku. Siedem lat później na trop dziewczyny trafia Agata Kot, córka grabarza, a wraz z nią zanurzamy się coraz głębiej w sekrety miasteczka i jego mieszkańców.
PAŹDZIERNIKOWA RDZA to książka wymagająca, ale też wyjątkowa.To książka, która od pierwszych stron wciąga atmosferą niepokoju i każe zastanawiać się, ile w opowieści jest prawdy, a ile legendy. Nie jest to typowa powieść sensacyjna do przeczytania w jeden wieczór. To raczej historia, którą trzeba smakować wolno, uważnie, z gotowością na niedopowiedzenia i symbole.
W "Październikowej rdzy" wszechobecny był nastrój grozy i niepokoju, który wyraźnie kontrastował z malowniczym językiem oraz bohaterkami, takimi jak Agata, Willa czy Margareta, delikatnymi i marzycielskimi istotami o sercach pełnych miłości i tęsknoty za lepszym życiem. Podział fabuły na dziewięć rozdziałów, z których prawie każdy rozgrywał się w innej linii czasowej, początkowo trochę mnie dezorientował, lecz z każdą następna stroną coraz lepiej się w nich odnajdywałam. Rozszczepienie akcji na kilka pokoleń pozwoliło mi zajrzeć w głąb postaci, nawet tych, które z początku wydawały mi się drugo czy trzecioplanowe. W tej powieści każda z osób niesie ze sobą swoją własną historię, każdy jest tutaj głównym bohaterem. Mnogość perspektyw pozwala nie tylko zaznajomić się z poszczególnymi postaciami i ich tajemnicami, ale również poznać dzieje dolnośląskich wsi, w których krążą legendy o wilkołakach, czerwonych kapturkach i zakopanym skarbie.
W 1989 roku, w Szwarzebiu znika Alicja Wicher. Okoliczności jej zniknięcia są niejasne, a jej poszukiwania nie trwają długo. Siedem lat później Agata, córka grabarza przypadkiem trafia na ślad zaginionej Alicji. Okazuje się, że kluczem do rozwiązania tej zagadki jest przeszłość, w której zakorzenione są sekrety miasteczka.
Autorka zabiera nas w podróż po historii Szwarzebia, odsłaniając mroczne dzieje rodzin, których tajemnice przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Fabuła przeplata teraźniejszość z dramatami przeszłości, tworząc gęstą i duszną atmosferę. Na początku trudno mi było wciągnać się w tę historię, ale z każdą kolejną stroną mroczny klimat wciągał mnie coraz bardziej, aż nie mogłam się oderwać.
"Październikowa rdza" to pełna napięcia, tajemnic i mrocznego klimatu opowieść, idealna na jesienne wieczory.
4,5/5 Jestem oczarowana! Baśniowa opowieść, która jednak dotyka też historii burzliwych dziejów regionu i jego zwykłych mieszkańców, zupełnie odzwierciedlając przy tym moje własne odczucia co do atmosfery Dolnego Śląska. Bardzo trudno jest spleść tyle wątków w jedną całość tak, aby nie wprawić czytelnika w zagubienie, ale autorce zdecydowanie to się udało. Nieco poetycki, lecz zarówno przystępny styl sprawił, że przez lekturę właściwie się płynęło i gdyby nie inne obowiązki, zapewne pochłonęłabym książkę w ciągu jednego dnia.
To taka idealna książka na Październik - Retelling czerwonego kapturka z muzyką Type o Negative w tle. Podróż przez historię aby odkryć współczesną zbrodnię. Ciekawe, momentami wodzące na manowce historie z przeszłości. Bardzo sensualna książka - odmalowana w niej przyrodę się czuje i widzi. Na plus
Najgorsza cisza to taka, która nagle zapada na świat.
To ostatnia noc kwietnia, noc Walpurgii, w taką noc wszystko może się zdarzyć.
Niektóre baśnie są okrutne, niektóre nie kończą się dobrze, a jeszcze inne są tak przerażające, dlatego że są prawdziwe. Domy z czarnego chleba i pajęczyn wciąż stoją tu, między nami, ale teraz mają mury z cegły i drewniane okna, a w ich wnętrzach żyją prawdziwe czarownice, choć nie mają już brodawek, tylko usta pomalowane czerwoną szminką i pachną drogimi perfumami. Są też złe wilki, ale wszystkie mają człowiecze twarze i są też małe dziewczynki, które gubią się w lesie i nigdy z niego nie wracają".
Szwarzeb. Niewielka miejscowość położona w sercu Dolnego Śląska, otoczona lasem niczym z bajki , wydaje się spokojną oazą dla mieszkających tam ludzi. Tu każdy zna każdego, a konflikty czy animozje zdają się przechodzić na kolejne pokolenia jakby zostały przekazane z mlekiem matki. To właśnie tu w 1989 roku zaginęła maturzystka , Alicja Wicher. W grudniową noc dziewczyna po prostu rozpłynęła się w powietrzu i już nigdy nie wróciła do domu. Jej nieobecność pachnie ciszą i jest tak gęsta, że wydaje się krzyczeć. Siedem lat później córka lokalnego grabarza Stanisława Kota - Agata - przygotowując pracę domową z historii trafia na kartkę z tekstem piosenki napisanym przez zaginioną. Owo odkrycie wbija jej się pod skórę, nie daje spokoju , jakby podświadomie szukała czegoś co dawno utraciła. Nawiązuje też romans , który zapisze się na trwałe w historii nie tylko jej , lecz również jej bliskich. Co naprawdę się wydarzyło i czy cmentarz jest miejscem, które przyniesie odpowiedzi? Dziewięć osób, krewni, duchy i baśnie braci Grimm w ich najbardziej makabrycznej odsłonie. Czy można uwierzyć, że może być pięknie w miejscu, które oddycha przeszłością?
Ta powieść była.. zupełnie inna. Nie umiem jej skategoryzować wedle jakichkolwiek kryteriów. Początkowo czułam zagubienie z powodu mnogości bohaterów oraz ich opowieści i robiłam sobie przerwy w lekturze próbując poukładać fakty, by ułożyły się w logiczną całość- w końcu okres od 1906 do 2016 roku to bardzo długo. Zaskoczyło mnie połączenie baśni i zbrodni w sposób bardzo nieszablonowy. Ujęły mnie fragme0nty dotyczące Chany i Margarety, a dociekliwość Mai sprawiła, że bardzo chciałam poznać zakończenie. Zaskoczyło. Sprawiło, że książka utkwiła w głowie, choć nie zalicza się do prostych i lekkich. Dla tych , którzy lubią się zanurzyć w zupełnie inny wymiar i na chwilę zapomnieć o otaczającej rzeczywistości będzie to strzał w dziesiątkę.
" [...] Czerń jest najpiękniejszym kolorem, bo powstaje ze zmieszania wszystkich barw. – powiedziała Olga. – Ma w sobie wszystko. Niczego jej nie brakuje. [...]"
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Kuchmister. Wiem, że nie ostatnie, ponieważ najnowsza powieść "Październikowa rdza" sprawiła, że chcę poznać inne jej dzieła. Znalazłam tutaj świetny klimacik, pełen nieoczekiwanych zwrotów i zdarzeń. Nie wiedziałam, jak zakończy się cała historia. I to według mnie było rewelacyjne. Na 100% wczułam się w losy głównych postaci. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, spotkać tutaj wilkołaka. Czy polował tylko na zwierzęta? Przekonacie się o tym podczas czytania. Cieszę się, że źle obstawiłam zakończenie. Autorka mnie totalnie zaskoczyła. Oczywiście plus dla niej. Czy jesteście gotowi na Noc Czarownic? Czy ją przeżyjecie? Uwaga! Tutaj można się bać. Z tą powieścią poruszamy się, między innymi w latach 2016, 1996, 1989, 1975 i 1964. Poznacie tutaj między innymi dziewczynę, która widzi zmarłych. Ze śmiercią oswoił ją ojciec, który zajmował się zwłokami. Po piętnastym roku życia zaczęła mu pomagać w upiększaniu zwłok. Czy to miało wpływ na dalsze jej życie? "Październikowa rdza" powiewa nutą świeżości i inności. Prolog to istny sztos, który zabiera nas do nocy Walpurgii. Dużo się dzieje. Warto poznać tę historię. Agnieszka Kuchmister i jej "Październikowa rdza" przeniesie was dosłownie do baśniowego świata, w którym zdarzyć się może dosłownie wszystko. Czy jesteście na to gotowi?