3.75/5
Sora od lat prawie nie czuje w sobie mocy. Naraża tym samym swój klan na hańbę. Jej rodzina postanawia zrobić wszystko, by prawda nie wyszła na jaw, jednak jest tylko jedno wyjście, by zapobiec całkowitej utracie magicznych zdolności. I mało który wampir pomógłby jej zrealizować ten plan.
Chociaż tego nigdy nie było w planach, Sora zostaje przyrzeczona Juliusowi - duńskiemu księciu, z którym nie ma ochoty mieć nic do czynienia. Gdy trafia do Akademii Holborn, wplątuje się w konflikt między dwoma najsilniejszymi klanami i staje przed trudnym wyborem, którego nie potrafi dokonać.
Motywy brzmią znajomo, prawda? Kojarzymy je przecież zarówno z różnych książek dark academia, tych dotyczących wampirów, jak i zwaśnionych królestw. Chociaż opis brzmi dość wtórnie, bohaterowie "Kłów” z pewnością tacy nie są. Okej, powiecie mi: "a ja za wampirami nie przepadam, wolę wróżki..." – proszę bardzo. Wilkołaki? Pewnie, lycanów tu pełno. Coś oryginalnego? Kamieniaki też się tu znajdą. Ba, mam wrażenie, że @kwiecinska.daria zaplanowała również smoki, ale na nie niestety trzeba będzie poczekać.
Skoro już zaczynamy od tej pozytywnej strony – bardzo spodobało mi się to, że w różnych postaciach można było zauważyć wiele podobieństw do autorki. Upodobanie Sory do między innymi krótszych/średniej długości włosów, fotografii, wielorybów, sweterków, papug czy Star Warsów to rzeczy charakterystyczne dla Darii! Jazda konna była z kolei pasją Eleny. Podejrzewam, że uwielbiane przez bohaterów zespoły muzyczne czy potrawy również zostały zaczerpnięte z życia.
Kolejnym aspektem jest liczba bohaterów – z początku naprawdę trudno jest ich wszystkich ogarnąć, ja sama robiąc kafelki z estetyką przeglądałam książkę w poszukiwaniu informacji, by się upewnić, że wszystko dobrze zapamiętałam.
Dodają oni jednak realności całości – w końcu w ogromnej szkole zawsze jest dużo ludzi – tutaj właściwie istot – a nie tylko 5 postaci na krzyż. Cała "szwedzka" strona mocno mnie zaintrygowała, za to postacie z "duńskiej" zgrai wydawali mi się przerysowani, mało naturalni, a ich zły charakter raczej opierał się na ich głupocie. Denerwowali mnie, ale nie tak, jak powinni, jako "ci źli", po prostu ich kreacja nie przypadła mi do gustu.
"Kły" zostały napisane dość szczegółowo. Często przechodzimy wraz z bohaterką przez pojedyncze dni, mimo że akcja się rozciąga właściwie na 2 miesiące. Mam wrażenie, że nie wszystkie opisy były potrzebne – jak każdy ubiór bohaterki, częste analizy makijażu (które mam wrażenie, że chłopaków mogłyby momentami zanudzić), może trochę za dużo nawiązań do tych samych tematów (Star Warsy pojawiły się z milion razy, chociaż mi to aż tak nie przeszkadza, bo sama jestem fanką). Ma to jednak swoje plusy, bo czytelnik otrzymuje naprawdę dużo informacji o wszystkich postaciach i – co najważniejsze – o samej akademii, fundamentach uniwersum, rasach, przodkach władców, a nawet o przeszłości Sory, Evandera i Juliusa.
Muszę przyznać, że promocja "enemies to..." trochę zwodzi – nie jestem w stanie stwierdzić, o którego z chłopaków chodzi. Relacja Sory i Evandera opiera się bardziej na strangers to lovers, bo wrogością tego nie można było nazwać, z kolei Julius nie za bardzo aspiruje na "lovers". Motyw slow burn został za to opisany idealnie i naprawdę nie mam się do czego doczepić – kocham Evandera całym swoim sercem (nowy crush książkowy?), jestem ogromną fanką wplecenia wątku wzajemnego wsparcia i zyskiwania zaufania, momentami ogranego w psychologiczny sposób. Chociaż Sora przez długi czas nie domyśla się dość oczywistych rzeczy, jestem w stanie przymknąć na to oko.
Dodatkowo, występuje tu również reprezentacja queerowa, co prawda na drugim planie, ale jest, w dodatku wykreowana bardzo naturalnie.
Autorka ma dość nietypowy humor, ale myślę, że właśnie dlatego bardzo często do mnie on trafiał. Z reguły nie przepadam za narracją pierwszoosobową, ale tutaj ma ona istotne przełożenie na ukazanie realiów świata i odczuć Sory.
Mam wrażenie, że gdyby zmieniono nieco proporcje fabuły do niektórych zbędnych opisów, zmieściłoby się więcej dynamicznych wydarzeń. Niemniej wyczekuję cierpliwie kolejnego tomu i uważam, że bawiłam się świetnie czytając "Kły" Darii Kwiecińskiej. Myślę, że czytanie trzeciej książki w podobnej tematyce pod rząd nie było najlepszym wyborem, ale poprzednie dwie pozycje ustawiły poprzeczkę naprawdę wysoko, a ta od nich aż tak nie odstawała.
Gorąco polecam wszystkim, którzy szukają klimatu dark academia na jesień!
[współpraca z Wydawnictwem Zysk i S-ka]